piątek, 8 lutego 2019

Zużycia grudnia 2018: Guinot, Bielenda, Alterna, Rituals, Origins, Avene

Oto ostatnie puste opakowania roku 2018:


Bielenda hydrolat zielona herbata - nie jestem fanką tej marki, ale ten kupiony zupełnie przypadkiem hydrolat miło mnie zaskoczył. Dość przyjemny zapach, skład do przyjęcia, brak podrażnień, przyjemne uczucie nawilżenia i stonizowania skóry. Miło się używało również ze względu na nie wysoką cenę. Polecam.

Guinot z serii hydra tendre - soft wash off cleansing creme. Kosmetyk nie tani, prawie stówkę kosztujący, w sumie jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych ( kremy Guinot uwielbiam!) i wielkie rozczarowanie. Krem jest bardzo gęsty, trzeba mocno dusić tubę by go wydobyć. Efekt? Eeeee nic wielkiego, ok podrażnień nie było ale super oczyszczania również. Krem niestety dość wydajny jak na złość nie chciał się skończyć więc tak trwaliśmy w niezbyt udanym związku przez ok pół roku. Gdyby nie wydane 91 zł ....


Alterna - bamboo shine - luminous shine mist - czyli nabłyszczająca mgiełka do włosów - kosmetyk równie nie trafiony jak powyższy krem do mycia twarzy. Kosmetyk bez konkretnego efektu. Mgiełka, owszem ładnie pachnie, owszem rozpylanie jest jest przyjemne ale.... nic nie robi, ani blasku ani odżywienia ani nawilżenia, nic. W opakowaniu jest jej jeszcze odrobinka ale przymykam na to oko i uznaję je za puste. Bye bye żegnaj i nie wracaj.

Rituals - nawilżający olejek pod prysznic - moja ulubiona czerwona, ajuwerdyjska seria! Pachnie obłędnie! Bo i dla zapachu ją kupuję próbując znaleźć złoty środek w kosmetycznej dżungli, między tym co eco i naturalne a chemicznym aż niesamowicie pachnącym. Czasem trzeba sobie sprawić trochę zapachowej rozkoszy ;) Olejek był bardzo miły z używaniu, dość wydajny, kiedyś jeszcze go dorwę!


Origins drink up - 10 minutowa maseczka nawilżająca - uwielbiam maski Origins - ta ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, szybko nawilża, wg mnie dobra dla młodej albo tłustej skóry wymagającej nawilżenia. Używana z przyjemnością od początku do końca. Wciąż stosuję jej bogatszą siostrę ( overnight mask) i chyba tę wersję aktualnie wolę ale.... drink up była na prawdę w porządku.

Bobbie Brown - hydrating face cream - bardzo bogaty i mocno nawilżający krem, stosowałam go na dzień tej zimy ( to mniejsza 30 ml pojemność), wydajny, przypominał mi bardzo w działaniu krem MAC studio moisture, bardzo, bardzo podobne ( MAC nieco tańszy)

Avene antirougeus - krem nawilżający na dzień z filtrem SPF 20. Jest to seria dla cer naczynkowych. Mam spore zaczerwienienia na twarzy ale są one pamiątką rozległego stanu zapalnego. Miałam nadzieję, że ten krem nieco wyciszy skórę w tych miejscach. Faktycznie krem jest lekki i delikatny, wchłania się ładnie, nawilża, wrażliwa cera będzie zadowolona.

5 komentarzy:

  1. Olejek z Rituals miałam ale w wersji Ritual of Sakura :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Używam Bielendę cały czas, to już moja 3 buteleczka i też mam dobrą opinię. Reszty kosmetyków nie znam.. A tak z ciekawości, gdzie je kupujesz? W rossman nie widziałam połowy z nich (albo i większości)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guinot u kosmetyczki, Alternę kupiłam na iPerfumy, Rituals i Origins w Sephorze, Avene w aptece a krem Bobbie Brown w Douglasie.

      Usuń
  3. Od jakiegoś czasu noszę soczewki. O czym powinienem pamiętać przy soczewkach? Proszę o jakieś informacje, bo ciemny jestem w temacie.

    OdpowiedzUsuń