piątek, 23 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: mycie oraz pielęgnacja - Guinot, The Body Shop, KIEHL's, Bath & Body Works i in

Mycie:


The Body Shop nutriganics foaming facial wash - już drugi raz się tutaj pojawia, uważam że o świetny, delikatny kosmetyk myjący, używałam go rano co było bardzo przyjemne, pianka ma miły zapach, jest bardzo wydajna, jeżeli trafię w promocji to kupie onownie.

Guinot microbiotic purifying cleansing face foam - druga pianka do mycia, ta ma działanie antybakteryjne. Guinot to marka kosmetyków, na jakich pracuje moja kosmetyczka, zaczęłam je kupować, uzywać i przyznam, że jestem oczarowana ich działaniem, pewnie nie raz się tutaj jeszcze pojawią. Piankę użwam od ok roku i jest to trzecie opakowanie, używam codziennie jako ostatni etap wieczornego mycia twarzy i dzielę ją z moim nastolatkiem, stąd tak duże zużycia. Pianka jak na produkt mocno oczyszczający jest zadziwiająco delikatna, bardzo wydajna, jedno naciśnięcie pompki wystarczy, ma niedrażniący zapach i łatwo się spłukuje, nie wysusza! Serio nie wysusza ani odrobinkę moja cera, która już nie jest tłusta tylko mieszana w kierunku suchej, nigdy po jej uzyciu nie jest ściągnięta. Jest to jeden z moich ulubionych produktów i na pewno kupię ją ponownie. Wystarcza dla dwóch osób na ok 3 miesiące. Jej wadą jest cena ok 100 zł ale stosunek jakości, efektu do ceny jest do przyjęcia.

Vichy purete thermale fresh cleansing gel - z tym kosmetykiem miałam pewnen problem bo mimo dość delikatnego składu jednak wysuszał moją skórę. Kupiłam go gdy moja cera była jeszcze tłusta, wydawałby się idealny ale niestety coś nam tu nie zagrało i po pewnym czasie go odstawiałam by potem powrócić bo chciałam kosmetyk jednak zużyć jak już go kupiłam ale ponownie niezadowolenie narastało i sytuacja się powtarzała. Z ulgą odstawiłam puste opakowanie i na pewno nigdy ale to przenigdy nie sięgną po nie ponownie.


KIEHL'S ultra facial cleanser - żel do mycia twarzy, używałam go przez niemal pół roku jako drugi etap wieczornego mycia twarzy ( wcześniej demakijaż), bardzo wydajny i łagodny mimo SLSów w składzie. Zachwytów, achów i ochów nie będzie, nie był wyjątkowy, raczej poprawny, raczej nie wrócę.

Norel Dr. Wilsz MultiVitamin Ultra light Vitamin Lotion - mleczko do demakijażu czyli pierwszy etap oczyszczania twarzy. Wieczorem nakładałam mleczko na całą twarz, masowałam aż kosmetyki kolorowe się rozpuszczały a następnie pozostałości delikatnie ścierałam chusteczką, kolejno myłam twarz wodą i żelem Kiehl's a na samym końcu pianką Guinot. Do demakijaż oczu uzywam stale płyny micelarnego. Opisane etapy sprawdzają się u mnie i nie trwają wcale tak długo jak można by się sugerować. Samo mleczko działało poprawnie, niestety ale w 1/3 opakowania pompka przestała działać i w dość skomplikowany sposób musiałam się do niego dobierać. Wg mnie opakowanie nietrafione i raczej nie kupię ponownie ( tuba byłaby wygodniejsza dla tak gęstej formuły).

Clinique liquid facial soap mild - wersja podróżna i faktycznie towarzyszyła mi podczas podróży ale...miło łagodności w nazwie działała dość agresywnie i nie jestem pewna czy to dobry pomysł aby dodatkowo wysuszać twarz i tak wystawioną na stresujące warunki podczas podróży. Owszem, minatury są wygodne bo mało ważą i zajmują mało miejsca w bagażu ale chyba powinnam poszukać czegoś innego.



Bath & Body Works sweet cranberry rose - żel pod prysznic, tak wszyscy wiemy, że żelom tej marki daleko do naturalności ale TE ZAPACHY, kupuję je jak tylko pojawię się w Warszawie biegnę do Złotych Tarasów i zawsze z czymś wychodzę. Zapachy są obłędne, mocne, długo się utrzymują i prysznice z Bath & Body Works to prawdziwa przyjemność. Uwielbiam. I ubolewam, że tak trudno dostępne.

L'Occitane lawendowy żel pod prysznic - dostałam na urodziny, wystarczył na 3 tygodnie intensywnego, bardzo przyjemnego używania, zapach boski, prawdziwa lawenda, jedynym minusem jest absurdalnie wysoka cena dlatego w porównaniu do powyższego żelu ( również pięknie pachnącego) tamten wygrywa. Przyznam, że bardzo miło było dostać taki fajny prezent ;)


Tea Natura Igiene Intima malva Lichene e Tea Tree Oil - bardzo dobry żel, już go kiedyś tu pokazywałam, to chyba moja druga buteleczka i przy okazji zakupów na Ecco Verde pewnie nabędę kolejną. Skład łagodny bogaty w ekstrakty, diabelnie wydajny, do umycia się wystarczy kropelka, jest mocno skoncentrowany. Polecam.

Biolaven żel do higieny intymnej - markę doskonale wszyscy znamy, niedawno dostępna tylko w internecie a ostatnio wyskauje niemal z każdej drogerii. I dobrze bo kosmetyk naturalny, łagodny i cena jest przystępna. Jeżeli chodzi o płyny na higieny intymnej naprawdę warto wybrać rozważnie, niemal każdy marketowy płyn ma fatalny skład, silne detergenty, ja osobiście omijam je z daleka i najczęściej kupuję właście coś marki Sylveco czy Biolaven albo Facelle.

ISANA - olejek pod prysznic czyli olejek do mycia pedzli i gąbek. Nie będę się powtarzać. Olejek spełnia swą rolę znakomicie jednak bardzo szybko się kończy, na szczęście cena ok 6 zł jest do przyjęcia.

Pielęgnacja twarzy:

Oto cztery produkty, z których jestem niezmiernie zadowolona, które kupiłabym/ kupie po raz kolejny:


Clinique smart custom repair serum 30 ml - czemu tak bardzo je lubię, że własnie skonczyłam drugie opakowanie? Serum działa fantastycznie jako baza pod makijaż, błyskawicznie nawilża, wygładza, przylepia podkład do twarzy i zwiększa jego trwałość. Używane oczywiście nie na codzień tylko raczej przed wyjściem,

Guinot creme riche vital antirides 888 - bardzo bogaty krem odżywczy dla suchej skóry, używałam go na noc, krem szybko się wchłaniał, koił, nawilżał, natłuszczał ale bez tłustej warstwy, skóra po jego użyciu była w doskonałej kondycji, uwielbiałam jego działania, rano moja twarz była gładka i miękka, lubiłam go do ostatniej odrobinki i myślę już aby kupić kolejne opakowanie.

Shiseido Benefiance Concentrated Anti Wrinkle Eye Cream - hit polecany gorąco w internetowych blogach czy na filmikach, kupiłam go bo wiele osób zachwalało jego działanie w przypadku suchej skóry. W pewnym wieku skóra pod oczami jest bardziej wymagająca, potrzebuje intensywnego odżywienia ale bez zbędnego obciążenia tych okolic. Krem jest bardzo bogaty, tłustawy ale wchłania się bardzo szybko pozostawiając jednak film więc krem nadaje się raczej na noc. Efekt odżywienia i wygładzenia jest, jestem z niego bardzo zadowolona i chętnie ponowię zakup bo na rynku niewiele jest kremów podocznych tak treściwych.

Clarins Beauty Flash Balm ekspresowa maseczka, którą większość z was zna, od lat wychwalana, leżała sobie jakiś czas zapomniana i odkąd gdy moja cera stała się bardziej sucha i wymagająca, sprawdziła się znakomicie, czy to przed wyjściem popołudniowym gdy człowiek wróci wymemłany z pracy, czy przed imprezą. Działa szybko, napina i nawilża.


Pielęgnacja ciała:


The Body Shop - body butter, wersja świąteczna, zielone jabłko. Bardzo lubię małe wersje masełek z TBH, idealnie nadają się w podróży bo zajmują mało miejsca w bagażu, ładnie pachną, jedno opakowanie wystarcza na 2 tygodnie codziennego używania. Zielone, jabłuszkowe masełko okazało się bardzo treściwe, gęste i odżywcze, dobre na zimę, jak dla mnie raczej nie nadaje się do użytku w ciepłym i wilgotnym klimacie, na przyszłość muszę o tym pamiętać.

Pat&Rub bogate masło do ciała - a przyznam, że tym razem naprawdę lubiłam jego stosowanie, co prawda potrzebuje chwili aby się wchłonąć ale działa długotrwale. Nie wiem czy masła Pat&Rub/ Naturativ - zmieniły skład po rozłamie firmy ale możliwe, że do któregoś kiedyś wrócę.

L'Occitane firming and beautyfying supple skin oil - po pierwsze wolałabym aby olejek nie był w sprayu. Taka forma aplikacji wcale nie jest łatwiejsza i wygodniejsza, zawsze opryskam otoczenie, które potem jest tłuste, cudnie pachnące ale tłuste. Olejek należy do tych "suchych", wchłania się dość szybko, pozostawia na skórze cudowny zapach, co jest bardzo ale to bardzo przyjemne. Wadą jest tu cena, niestety wysoka.


L'Occitane milk concentrate with almond milk - mleczko do ciała, migdał, bardzo lekka kosnystencja, wodnista, idealna na lato do wilgotnego klimatu, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Wiele razy się zastanawiałam czy kupić duże opakowanie i coś mnie blokowało. O cenę chodzi, bardzo, bardzo wysoką i bez promocji. Myślę, że na wyprzedażach znowu upoluję parę minaturek, będą idealne w kolejnej podróży.

Soap & Glory teh righteous butter - czasem w TK Maxx pojawiają się kosmetyki Soap & Glory, tak też było w tym przypadku, kupiłam zestaw składający się z masła i żelu pod prysznic. Ja S&G bardzo lubię, za zapachy, działanie, jeżeli pojawi się podobna okazja to z chęcią z niej ponownie skorzystam.

Organique body sugar peeling bloom essence - cukrowy piling o zapachu charakterystycznym dla marki, nic specjalnego, dość drogi jak na przeciętny kosmetyk ale puste opakowanie przyda się do przełożenia pilingu z Organic Shop ( który znajduje się w wyjątkowo nieporęcznym pudełku).

Collistar talasso-scrub anti-eta - solny piling do ciała, bardzo duży, wydajny, z naturalnymi olejkami. Jeżeli szukacie mocnego ździeraka to polecam, drobinki są ostre, ciało po jego użyciu jest niezwykle gładkie i jednocześnie delikatnie natłuszczone. Jego wadą i zaletą jest wielkość ponieważ ciężko było mi pod prysznicem operować tak dużym opakowaniem, przekładałam więc porcję kosmetyku do innego, mniejszego opakowania. Ponadto olejki miały tendencję do oddzielania się więc przed każdym użyciem trzeba było całość dokładnie wymieszać.



Oversa neil polish remover z olejkiem - nieśmierdzący zmywacz do paznokci, ale coś za coś, owszem nie męczy nosa ale ze skutecznością jest tu różnie, z niektórymi lakierami musiałam ostro walczyć. Do kupienia w Hebe.

Evree footcare instanthelp - krem ratunek dla popękanej skóry z dużą zawartością mocznika. Krem bardzo ok, zmiękczał naskórek, niedrogi.

Natura Siberica naturalna pasta do zebów 7 northen herbs - ja bardzo ją lubiłam, bardzo łagodna, bez fluoru, o przyjemnym smaku, niedroga, polecam.


czwartek, 22 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: włosy i kolorówka - batiste, L'oreal, Joico, Kevin Murphy

Włosy:


Batiste dry shampoo floral& flirty blush - suchego szamponu używam miesiącami, opakowanie to towarzyszyło mi tak długo, że nie mam pojęcia ile miesięcy je zużywałam. Nie powiem, przydatna sprawa, chwilowe odświeżenie włosów, które już powinny być umyte ale zabrakło na to czasu. Na szczęście w moim przypadku taka sytuacja miała miejsce niezwykle rzadko. Kupiłam już inny dry shampoo tym razem marki L'biotica choć ten spisywał się świetnie, chciałam spróbować jednak czegoś innego ale do batiste pewnie powrócę.

L'OREAL Elnett lakier do włosów, włosy suche i zniszczone - pozytywne zaskoczenie, jak nie lubię używać lakieru do włosów tak po ten sięgałam z przyjemnością, on ma bardzo subtelny zapach, delikatne utrwalenie, bez sklejania i obciążania. Wystarczył mi na wieki, sięgałam po niego sporadycznie, na codzień nie stylizuję jakoś specjalnie włosów. Kupiłam inny lakier i nie jestem już taka zadowolona, tęsknię do mojego Elnett.

Joico K-PAK szampon naprawczy - gdyby ktoś zapytał czy kupiłabym serię K-PAK ponownie moja odpowiedź brzmiałaby "nie". Szampon tej jest bardzo agresywny, czasem swędziała mnie po nim skóra głowy, niestety ale bardzo wydajny. W połączeniu z odżywkami tej serii dawał całkiem znośny efekt ale solo mocno wysuszał, stosowałam więc do przez użyciem mocno odżywczej maski.

Czwarty z kolei szampon Pharmaceris ultra łagodna formuła micelarna dla skóry wrażliwej to co prawda kosmetyk nie używany przeze mnie tylko przez mojego mężczyznę o bardzo wrażliwej skórze głowy. Jest to jego ulubiony, ukochany szampon i jeżeli zmagacie się z wiecznymi podrażnieniami głowy to bardzo polecam, ciągle do niego wraca ( tj. prosi "kochanie czy mogłabyś tak przy okazji kupić mi ten, wiesz ten biały łagodny szampon" - oczywiście, że mogłabym ;)).


Mój ukochany Kevin Murphy seria hydrate.me szampon i odżywka, już o nim pisałam tutaj, jeden w najlepszych kosmetyków do pielęgnacji włosów z jakimi się zetknęłam w mojej kosmetycznej przeszłości, byłam zadowolona do ostatniej kropelki. Szkoda, że taki drogi, pewnie do niego ( po raz trzeci!) wrócę jeśli tylko portfel pozwoli.

Alterna seria bamboo nawilżająca maska do włosów. Miałam całą żółtą serię bamboo, tylko o niej nie napisałam ;) spisywała się bardzo poprawnie lecz moją ulubionym jej elementem była właśnie ta maska. Bardzo gęsta, niemal maślana, bogata, odżywcza, niezwykle wydajna. Jej używanie to przyjemność i doskonały efekt, puszyste  gładkie włosy. Lubiłam. Bardzo.

Kolorówka:


Urban Decay all nighter makeup setting spray - wykańczający spray do makijazu, przedłużający jego trwałość, tu widać wersję podróżną, 30 ml ale kupiłam już pełnowymiarowe opakowanie. Spray sprawdza się u mnie na ina innych osobach w 100%. Gotowy makijaż spryskujemy, czekamy aż wyschnie i mamy make up nie do zdarcia, można iśc na imprezę, ważne spotkanie itp. Pierwszy raz miałam kosmetyk tego typu i jestem pozytywnie zaskoczona efektem. Bardzo polecam.

Essie red-y-set ex - jeden z moich pierwszych lakierów, kupiłam go w sklepie internetowym Victorias Beauty, w czasach gdy essie nie były dostępne stacjonarnie. Lakier ma wąski pędzelek, bardzo precyzyjny ale w odróżnieniu od tych szerokich trzeba się jednak nieźle namachać. Przyznam, że próbowałam różnych lakierów, o bardziej przyjaznych składach ale te się moich paznokci nie chcą trzymać, najlepiej radzi sobie właśnie essie, którego uwielbiam za kolory, za łatwość aplikacji i trwałość. Red-y-set-ex to ładna, nasycona, malinowa czerwień, mimo że wiekowy lakier jeszcze można nim pomalować pazurki tylko schnie w nieskończoność dlatego uznałam, że dokonał już żywota.

Nars róż o nazwie DEEP THROAT - obok orgasmu to odcień kultowy, znajdziemy tu i czerwień i koral i złoto, odcień piękny, używałam go oszczędnie ( bo przesadzić było łatwo co dawało karykaturalny efekt) od wielu lat i sięgnęłam denka. Resztki które zostały mocno się jednak postarzały, puder zaczął się kruszyć, zrobił się bardzo suchy, stracił też przyczepność do twarzy więc żegnamy się. Róż ten kupiłam naprawdę dawno, dawno temu na Truskawce, jeszcze za czasów naprawdę dobrego kursu dolara. Pamiętam to oczekiwanie, tę radość gdy odwiązywałam fioletową wstążeczkę. Żegnaj deep throat.

ProVoke illuminating concealer, rozświetlaący korektor pod oczy, odcień nr 2. Bardzo ale to bardzo dobry kosmetyk! ProVoke sprzedaje kolorówkę naprawdę dobrej jakości i byłam niezwykle zadowolona z jego działania. Jeżeli chcę pięknie zatuszować moje niewielkie cienie pod oczami i dodać tej okolicy blasku i świetlistości stosowałam takie duo: niewielką ilość płynnego korektora Catrice wklepywałam opuszkiem palca dla kamuflażu a następnie za pomocą gąbeczki aplikowałam ten korektor. Skóra pod oczami zyskiwała delikatny blask, bardzo subtelny, odmładzający. Wydajność jego nie jest wielka, skończył się po paru miesiącach ale kupiłam i używam już kolejne opakowanie.

SEPHORA Retracable borw pencil 05 neutral gray brown - wysuwana kredka do brwi i bardzo uniwersalnym odcieniu, dla mnie idealnym, to już drugie opakowanie, kredka jest ok, dobra, ma pewne wady - jest dość twarda i sucha i trzeba się nieco napracować oraz dziwny bezużyteczny grzebyczek, jak dla mnie do brwi lepiej spisują się spiralki. Kupuję ją jeżeli jest naprawdę w dobrej cenie i tylko dla koloru.

MAC eye brows FLING - też drugie opakowanie, też kredka wysuwana, odcień jasnego, chłodnego brązu. Ta miękkość ma idealną, dobrze się rozciera, wygląda super naturalnie. Wadą jest jest wydajność bo jest bardzo mała, przy codziennym używaniu wystarcza na miesiąc, nie ma też grzebyczka. Kupiłam już kolejną w promocji -20% i jeżeli zdarzy mi się kolejny zakup to tylko i wyłącznie w promocji bo przy tak skandalicznie małej wydajności jest po prostu bardzo droga.