środa, 22 marca 2017

Back to MAC czyli co wymienię na pomadki

1. PREP+PRIME transparent finishing powder.  dwa opakowania - to biały puder utrwalający, wykańczający makijaż, jeden z moich ulubionych, dość szybko się kończy i cały czas się zastanawiam czy to jego wada czy zaleta ;) czyli wydajność niewielka ale za to swoje zadania kosmetyczne spełnia znakomicie i stale obecny jest u mnie w użyciu.

2. Blot Powder w odcieniu medium dark - puder o działaniu matującym, poza tym oczywiście utrwala i wykańcza, czym wg mnie różnie się od poprzednika? Właśnie trzymaniem matu ale nie jest to mat wieczny i absolutny. Kiedyś robiłam porównanie i okazało się, że po użyciu mat w strefie T utrzymuje się ok 1 godz. dłużej. Puder ten posiada również kolor - mój odcień to chłodny beż, który owszem stapia się z podkładem ale wolałabym aby miał więcej ciepłych tonów. Puder jest świetny ale podobnie jak prep+prime bardzo szybko się kończy ( przy codziennym używaniu ok 2 miesiące).


3. Studio Finish Concealer w odcieniach: NC20 i NC30 - pierwszy pojawił się u mnie ok 5 lat temu (to ten odcień ciemniejszy), taki dobrała mi macowa konsultantka - niestety błędnie bo korektor jest za ciemny, nie zużyłam go do końca, muszę być mocno opalona by osiągnąć ten stopień koloru a opalania raczej unikam, jestem bardziej w typie NC15-20. Drugi korektor zużyłam już do końca, był ok i tylko ok, na pewno nie kupię kolejnego opakowania. Dlaczego? Bo odkryłam inne lepsze ;) To jest korektor gęsty, kremowy, trzeba go wklepać opuszkiem, wymaga rozgrzania wtedy wtapia się w skórę, a ten sposób aplikacji mnie nie przekonuje. Jest za ciężki na stosowanie go pod oczy, sprawdzał się raczej na twarzy ładnie pokrywając blizny i wypryski ale... ścierał się w ciągu dnia wolę korektory zastygające bo u mnie ich trwałość jest większa.

4. PRO LONGWEAR CONCEALER w odcieniu NC20 - w odróżnieniu od poprzednich jest to właśnie korektor, który zastyga na skórze, jego konsystencja jest lżejsza, bardziej płynna, bardziej jak podkład. Sprawdzał się u mnie znakomicie, nie do końca pod oczami ale tuszował mi to co chciałam i dość długo trwał. Czemu go nie zakupię ponownie? Opakowanie. Ma bardzo denerwującą pompkę, która wypuszcza zbyt wiele produktu, nie sposób też zużyć go do końca, pompka się zapchała i finito.

5. STUDIO FIX FLUID SPF15 - długotrwały podkład, jak dla mnie dość ciężki, miał być alternatywą dla Double Wear ale raczej stanowił zupełnie inną jakość, na pewno nie był tak trwały, nie trzymał też tak matu, czasem się ważył, zużyty do końca ale bez zachwytów, chyba podkład nie dla mnie.

6. EARTHLY mineralize - cień, który skutecznie wyleczył mnie z kupowania limitowanych pojedynczych cieni - ten cień był fatalny, zestawienie kolorów takie sobie, gdy go kupowałam miałam inne wyobrażenie o wspaniałych makijażach, jakie mogę zrobić z jego pomocą, okazało się, że nieee... bury brąz wymieszany ze złotem nie podkreśla moich szarych źrenic wręcz rozmywa kontur oka - próbowałam jakoś dobrać się do ładnego złota więc cień pokruszyłam i spróbowałam go rozdzielić. Po pewnym czasie pokruszony cień uniósł się w powietrze brudząc wszystko dokoła i tak zakończył swój żywot.

7. Błyszczyk, nie wiem z jakiej serii bo wszelkie napisy się starły, kolor chyba orange tempera - bardzo ładny nude. Co mogę powiedzieć: nigdy więcej błyszczyków z MAC. Koniec kropka. Nie lubię sklejonych ust, na rynku mamy mnóstwo świetnych błyszczyków, które w ogóle się nie kleją i i cena ich jest bardziej przystępna. Błyszczykom MAC mówimy stanowcze nie!


8. Pomadki: VENUS (lustre) oraz PEACH BLOSSOM (cremesheen) - obie fajne i obie lubię. Venus to moja pierwsza pomadka z MAC i jest już naprawdę wiekowa, została jej odrobina ale już zmieniła zapach więc lepiej się jej pozbyć, uniwersalny kolor neutralnego różu, raczej podbijający kolor warg, przyjemna na ustach. Peach Blossom to ciepły nudziak, bardzo ją lubiłam aż wygrzebałam do ostatniej odrobinki i chyba kupie ją ponownie, jest bardzo uniwersalna.

9. PATENTPOLISH LIP PENCIL KITTENISH  - wysuwana kredka do usta w odcieniu brudnego różu, z fioletowymi tonami, kryje i zostawia na ustach lekki połysk, na początku lubiłam bardzo potem już mniej bo kredka zrobiła się tępawa i wyczuwalna po pomalowaniu.

Na 12 pustych opakowań otrzymałam dwie wybrane przez siebie pomadki. Postawiłam na uniwersalne kolory: Brave ( po lewej) i Fanfare ( po prawej):


Tak prezentują się na skórze ( literki pochodzą oczywiście od poszczególnych nazw):




5 komentarzy:

  1. Cieszę się, że wróciłaś do blogowania. Co jakiś czas tu zaglądałam z nadzieję na nowy zestaw mini recenzji i proszę są :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne szaleństwo! ja mam problem żeby cokolwiek zużyć;) bardzo ładne kolory szminek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetyki MAC to u mnie jedyne, które kończą się z jakąś zawrotną prędkością. Pewnie niektórym będzie cieżko uwierzy ale np. mam już trzeci cień naked lunch oraz grain ( po prostu się skończyły!!!) prem&prime, blot - świetne produkty, po które mogę sięgnąć z zamkniętymi oczami ale opakowanie pudru wystarcz mi na jedyne 2-3 miesiące tymczasem inne marki zalegają latami.

      Usuń
  3. świetna wymiana :-) bardzo mi się taka polityka firmy podoba.. kolory pomadek świetne :-)

    OdpowiedzUsuń