piątek, 23 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: mycie oraz pielęgnacja - Guinot, The Body Shop, KIEHL's, Bath & Body Works i in

Mycie:


The Body Shop nutriganics foaming facial wash - już drugi raz się tutaj pojawia, uważam że o świetny, delikatny kosmetyk myjący, używałam go rano co było bardzo przyjemne, pianka ma miły zapach, jest bardzo wydajna, jeżeli trafię w promocji to kupie onownie.

Guinot microbiotic purifying cleansing face foam - druga pianka do mycia, ta ma działanie antybakteryjne. Guinot to marka kosmetyków, na jakich pracuje moja kosmetyczka, zaczęłam je kupować, uzywać i przyznam, że jestem oczarowana ich działaniem, pewnie nie raz się tutaj jeszcze pojawią. Piankę użwam od ok roku i jest to trzecie opakowanie, używam codziennie jako ostatni etap wieczornego mycia twarzy i dzielę ją z moim nastolatkiem, stąd tak duże zużycia. Pianka jak na produkt mocno oczyszczający jest zadziwiająco delikatna, bardzo wydajna, jedno naciśnięcie pompki wystarczy, ma niedrażniący zapach i łatwo się spłukuje, nie wysusza! Serio nie wysusza ani odrobinkę moja cera, która już nie jest tłusta tylko mieszana w kierunku suchej, nigdy po jej uzyciu nie jest ściągnięta. Jest to jeden z moich ulubionych produktów i na pewno kupię ją ponownie. Wystarcza dla dwóch osób na ok 3 miesiące. Jej wadą jest cena ok 100 zł ale stosunek jakości, efektu do ceny jest do przyjęcia.

Vichy purete thermale fresh cleansing gel - z tym kosmetykiem miałam pewnen problem bo mimo dość delikatnego składu jednak wysuszał moją skórę. Kupiłam go gdy moja cera była jeszcze tłusta, wydawałby się idealny ale niestety coś nam tu nie zagrało i po pewnym czasie go odstawiałam by potem powrócić bo chciałam kosmetyk jednak zużyć jak już go kupiłam ale ponownie niezadowolenie narastało i sytuacja się powtarzała. Z ulgą odstawiłam puste opakowanie i na pewno nigdy ale to przenigdy nie sięgną po nie ponownie.


KIEHL'S ultra facial cleanser - żel do mycia twarzy, używałam go przez niemal pół roku jako drugi etap wieczornego mycia twarzy ( wcześniej demakijaż), bardzo wydajny i łagodny mimo SLSów w składzie. Zachwytów, achów i ochów nie będzie, nie był wyjątkowy, raczej poprawny, raczej nie wrócę.

Norel Dr. Wilsz MultiVitamin Ultra light Vitamin Lotion - mleczko do demakijażu czyli pierwszy etap oczyszczania twarzy. Wieczorem nakładałam mleczko na całą twarz, masowałam aż kosmetyki kolorowe się rozpuszczały a następnie pozostałości delikatnie ścierałam chusteczką, kolejno myłam twarz wodą i żelem Kiehl's a na samym końcu pianką Guinot. Do demakijaż oczu uzywam stale płyny micelarnego. Opisane etapy sprawdzają się u mnie i nie trwają wcale tak długo jak można by się sugerować. Samo mleczko działało poprawnie, niestety ale w 1/3 opakowania pompka przestała działać i w dość skomplikowany sposób musiałam się do niego dobierać. Wg mnie opakowanie nietrafione i raczej nie kupię ponownie ( tuba byłaby wygodniejsza dla tak gęstej formuły).

Clinique liquid facial soap mild - wersja podróżna i faktycznie towarzyszyła mi podczas podróży ale...miło łagodności w nazwie działała dość agresywnie i nie jestem pewna czy to dobry pomysł aby dodatkowo wysuszać twarz i tak wystawioną na stresujące warunki podczas podróży. Owszem, minatury są wygodne bo mało ważą i zajmują mało miejsca w bagażu ale chyba powinnam poszukać czegoś innego.



Bath & Body Works sweet cranberry rose - żel pod prysznic, tak wszyscy wiemy, że żelom tej marki daleko do naturalności ale TE ZAPACHY, kupuję je jak tylko pojawię się w Warszawie biegnę do Złotych Tarasów i zawsze z czymś wychodzę. Zapachy są obłędne, mocne, długo się utrzymują i prysznice z Bath & Body Works to prawdziwa przyjemność. Uwielbiam. I ubolewam, że tak trudno dostępne.

L'Occitane lawendowy żel pod prysznic - dostałam na urodziny, wystarczył na 3 tygodnie intensywnego, bardzo przyjemnego używania, zapach boski, prawdziwa lawenda, jedynym minusem jest absurdalnie wysoka cena dlatego w porównaniu do powyższego żelu ( również pięknie pachnącego) tamten wygrywa. Przyznam, że bardzo miło było dostać taki fajny prezent ;)


Tea Natura Igiene Intima malva Lichene e Tea Tree Oil - bardzo dobry żel, już go kiedyś tu pokazywałam, to chyba moja druga buteleczka i przy okazji zakupów na Ecco Verde pewnie nabędę kolejną. Skład łagodny bogaty w ekstrakty, diabelnie wydajny, do umycia się wystarczy kropelka, jest mocno skoncentrowany. Polecam.

Biolaven żel do higieny intymnej - markę doskonale wszyscy znamy, niedawno dostępna tylko w internecie a ostatnio wyskauje niemal z każdej drogerii. I dobrze bo kosmetyk naturalny, łagodny i cena jest przystępna. Jeżeli chodzi o płyny na higieny intymnej naprawdę warto wybrać rozważnie, niemal każdy marketowy płyn ma fatalny skład, silne detergenty, ja osobiście omijam je z daleka i najczęściej kupuję właście coś marki Sylveco czy Biolaven albo Facelle.

ISANA - olejek pod prysznic czyli olejek do mycia pedzli i gąbek. Nie będę się powtarzać. Olejek spełnia swą rolę znakomicie jednak bardzo szybko się kończy, na szczęście cena ok 6 zł jest do przyjęcia.

Pielęgnacja twarzy:

Oto cztery produkty, z których jestem niezmiernie zadowolona, które kupiłabym/ kupie po raz kolejny:


Clinique smart custom repair serum 30 ml - czemu tak bardzo je lubię, że własnie skonczyłam drugie opakowanie? Serum działa fantastycznie jako baza pod makijaż, błyskawicznie nawilża, wygładza, przylepia podkład do twarzy i zwiększa jego trwałość. Używane oczywiście nie na codzień tylko raczej przed wyjściem,

Guinot creme riche vital antirides 888 - bardzo bogaty krem odżywczy dla suchej skóry, używałam go na noc, krem szybko się wchłaniał, koił, nawilżał, natłuszczał ale bez tłustej warstwy, skóra po jego użyciu była w doskonałej kondycji, uwielbiałam jego działania, rano moja twarz była gładka i miękka, lubiłam go do ostatniej odrobinki i myślę już aby kupić kolejne opakowanie.

Shiseido Benefiance Concentrated Anti Wrinkle Eye Cream - hit polecany gorąco w internetowych blogach czy na filmikach, kupiłam go bo wiele osób zachwalało jego działanie w przypadku suchej skóry. W pewnym wieku skóra pod oczami jest bardziej wymagająca, potrzebuje intensywnego odżywienia ale bez zbędnego obciążenia tych okolic. Krem jest bardzo bogaty, tłustawy ale wchłania się bardzo szybko pozostawiając jednak film więc krem nadaje się raczej na noc. Efekt odżywienia i wygładzenia jest, jestem z niego bardzo zadowolona i chętnie ponowię zakup bo na rynku niewiele jest kremów podocznych tak treściwych.

Clarins Beauty Flash Balm ekspresowa maseczka, którą większość z was zna, od lat wychwalana, leżała sobie jakiś czas zapomniana i odkąd gdy moja cera stała się bardziej sucha i wymagająca, sprawdziła się znakomicie, czy to przed wyjściem popołudniowym gdy człowiek wróci wymemłany z pracy, czy przed imprezą. Działa szybko, napina i nawilża.


Pielęgnacja ciała:


The Body Shop - body butter, wersja świąteczna, zielone jabłko. Bardzo lubię małe wersje masełek z TBH, idealnie nadają się w podróży bo zajmują mało miejsca w bagażu, ładnie pachną, jedno opakowanie wystarcza na 2 tygodnie codziennego używania. Zielone, jabłuszkowe masełko okazało się bardzo treściwe, gęste i odżywcze, dobre na zimę, jak dla mnie raczej nie nadaje się do użytku w ciepłym i wilgotnym klimacie, na przyszłość muszę o tym pamiętać.

Pat&Rub bogate masło do ciała - a przyznam, że tym razem naprawdę lubiłam jego stosowanie, co prawda potrzebuje chwili aby się wchłonąć ale działa długotrwale. Nie wiem czy masła Pat&Rub/ Naturativ - zmieniły skład po rozłamie firmy ale możliwe, że do któregoś kiedyś wrócę.

L'Occitane firming and beautyfying supple skin oil - po pierwsze wolałabym aby olejek nie był w sprayu. Taka forma aplikacji wcale nie jest łatwiejsza i wygodniejsza, zawsze opryskam otoczenie, które potem jest tłuste, cudnie pachnące ale tłuste. Olejek należy do tych "suchych", wchłania się dość szybko, pozostawia na skórze cudowny zapach, co jest bardzo ale to bardzo przyjemne. Wadą jest tu cena, niestety wysoka.


L'Occitane milk concentrate with almond milk - mleczko do ciała, migdał, bardzo lekka kosnystencja, wodnista, idealna na lato do wilgotnego klimatu, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Wiele razy się zastanawiałam czy kupić duże opakowanie i coś mnie blokowało. O cenę chodzi, bardzo, bardzo wysoką i bez promocji. Myślę, że na wyprzedażach znowu upoluję parę minaturek, będą idealne w kolejnej podróży.

Soap & Glory teh righteous butter - czasem w TK Maxx pojawiają się kosmetyki Soap & Glory, tak też było w tym przypadku, kupiłam zestaw składający się z masła i żelu pod prysznic. Ja S&G bardzo lubię, za zapachy, działanie, jeżeli pojawi się podobna okazja to z chęcią z niej ponownie skorzystam.

Organique body sugar peeling bloom essence - cukrowy piling o zapachu charakterystycznym dla marki, nic specjalnego, dość drogi jak na przeciętny kosmetyk ale puste opakowanie przyda się do przełożenia pilingu z Organic Shop ( który znajduje się w wyjątkowo nieporęcznym pudełku).

Collistar talasso-scrub anti-eta - solny piling do ciała, bardzo duży, wydajny, z naturalnymi olejkami. Jeżeli szukacie mocnego ździeraka to polecam, drobinki są ostre, ciało po jego użyciu jest niezwykle gładkie i jednocześnie delikatnie natłuszczone. Jego wadą i zaletą jest wielkość ponieważ ciężko było mi pod prysznicem operować tak dużym opakowaniem, przekładałam więc porcję kosmetyku do innego, mniejszego opakowania. Ponadto olejki miały tendencję do oddzielania się więc przed każdym użyciem trzeba było całość dokładnie wymieszać.



Oversa neil polish remover z olejkiem - nieśmierdzący zmywacz do paznokci, ale coś za coś, owszem nie męczy nosa ale ze skutecznością jest tu różnie, z niektórymi lakierami musiałam ostro walczyć. Do kupienia w Hebe.

Evree footcare instanthelp - krem ratunek dla popękanej skóry z dużą zawartością mocznika. Krem bardzo ok, zmiękczał naskórek, niedrogi.

Natura Siberica naturalna pasta do zebów 7 northen herbs - ja bardzo ją lubiłam, bardzo łagodna, bez fluoru, o przyjemnym smaku, niedroga, polecam.


czwartek, 22 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: włosy i kolorówka - batiste, L'oreal, Joico, Kevin Murphy

Włosy:


Batiste dry shampoo floral& flirty blush - suchego szamponu używam miesiącami, opakowanie to towarzyszyło mi tak długo, że nie mam pojęcia ile miesięcy je zużywałam. Nie powiem, przydatna sprawa, chwilowe odświeżenie włosów, które już powinny być umyte ale zabrakło na to czasu. Na szczęście w moim przypadku taka sytuacja miała miejsce niezwykle rzadko. Kupiłam już inny dry shampoo tym razem marki L'biotica choć ten spisywał się świetnie, chciałam spróbować jednak czegoś innego ale do batiste pewnie powrócę.

L'OREAL Elnett lakier do włosów, włosy suche i zniszczone - pozytywne zaskoczenie, jak nie lubię używać lakieru do włosów tak po ten sięgałam z przyjemnością, on ma bardzo subtelny zapach, delikatne utrwalenie, bez sklejania i obciążania. Wystarczył mi na wieki, sięgałam po niego sporadycznie, na codzień nie stylizuję jakoś specjalnie włosów. Kupiłam inny lakier i nie jestem już taka zadowolona, tęsknię do mojego Elnett.

Joico K-PAK szampon naprawczy - gdyby ktoś zapytał czy kupiłabym serię K-PAK ponownie moja odpowiedź brzmiałaby "nie". Szampon tej jest bardzo agresywny, czasem swędziała mnie po nim skóra głowy, niestety ale bardzo wydajny. W połączeniu z odżywkami tej serii dawał całkiem znośny efekt ale solo mocno wysuszał, stosowałam więc do przez użyciem mocno odżywczej maski.

Czwarty z kolei szampon Pharmaceris ultra łagodna formuła micelarna dla skóry wrażliwej to co prawda kosmetyk nie używany przeze mnie tylko przez mojego mężczyznę o bardzo wrażliwej skórze głowy. Jest to jego ulubiony, ukochany szampon i jeżeli zmagacie się z wiecznymi podrażnieniami głowy to bardzo polecam, ciągle do niego wraca ( tj. prosi "kochanie czy mogłabyś tak przy okazji kupić mi ten, wiesz ten biały łagodny szampon" - oczywiście, że mogłabym ;)).


Mój ukochany Kevin Murphy seria hydrate.me szampon i odżywka, już o nim pisałam tutaj, jeden w najlepszych kosmetyków do pielęgnacji włosów z jakimi się zetknęłam w mojej kosmetycznej przeszłości, byłam zadowolona do ostatniej kropelki. Szkoda, że taki drogi, pewnie do niego ( po raz trzeci!) wrócę jeśli tylko portfel pozwoli.

Alterna seria bamboo nawilżająca maska do włosów. Miałam całą żółtą serię bamboo, tylko o niej nie napisałam ;) spisywała się bardzo poprawnie lecz moją ulubionym jej elementem była właśnie ta maska. Bardzo gęsta, niemal maślana, bogata, odżywcza, niezwykle wydajna. Jej używanie to przyjemność i doskonały efekt, puszyste  gładkie włosy. Lubiłam. Bardzo.

Kolorówka:


Urban Decay all nighter makeup setting spray - wykańczający spray do makijazu, przedłużający jego trwałość, tu widać wersję podróżną, 30 ml ale kupiłam już pełnowymiarowe opakowanie. Spray sprawdza się u mnie na ina innych osobach w 100%. Gotowy makijaż spryskujemy, czekamy aż wyschnie i mamy make up nie do zdarcia, można iśc na imprezę, ważne spotkanie itp. Pierwszy raz miałam kosmetyk tego typu i jestem pozytywnie zaskoczona efektem. Bardzo polecam.

Essie red-y-set ex - jeden z moich pierwszych lakierów, kupiłam go w sklepie internetowym Victorias Beauty, w czasach gdy essie nie były dostępne stacjonarnie. Lakier ma wąski pędzelek, bardzo precyzyjny ale w odróżnieniu od tych szerokich trzeba się jednak nieźle namachać. Przyznam, że próbowałam różnych lakierów, o bardziej przyjaznych składach ale te się moich paznokci nie chcą trzymać, najlepiej radzi sobie właśnie essie, którego uwielbiam za kolory, za łatwość aplikacji i trwałość. Red-y-set-ex to ładna, nasycona, malinowa czerwień, mimo że wiekowy lakier jeszcze można nim pomalować pazurki tylko schnie w nieskończoność dlatego uznałam, że dokonał już żywota.

Nars róż o nazwie DEEP THROAT - obok orgasmu to odcień kultowy, znajdziemy tu i czerwień i koral i złoto, odcień piękny, używałam go oszczędnie ( bo przesadzić było łatwo co dawało karykaturalny efekt) od wielu lat i sięgnęłam denka. Resztki które zostały mocno się jednak postarzały, puder zaczął się kruszyć, zrobił się bardzo suchy, stracił też przyczepność do twarzy więc żegnamy się. Róż ten kupiłam naprawdę dawno, dawno temu na Truskawce, jeszcze za czasów naprawdę dobrego kursu dolara. Pamiętam to oczekiwanie, tę radość gdy odwiązywałam fioletową wstążeczkę. Żegnaj deep throat.

ProVoke illuminating concealer, rozświetlaący korektor pod oczy, odcień nr 2. Bardzo ale to bardzo dobry kosmetyk! ProVoke sprzedaje kolorówkę naprawdę dobrej jakości i byłam niezwykle zadowolona z jego działania. Jeżeli chcę pięknie zatuszować moje niewielkie cienie pod oczami i dodać tej okolicy blasku i świetlistości stosowałam takie duo: niewielką ilość płynnego korektora Catrice wklepywałam opuszkiem palca dla kamuflażu a następnie za pomocą gąbeczki aplikowałam ten korektor. Skóra pod oczami zyskiwała delikatny blask, bardzo subtelny, odmładzający. Wydajność jego nie jest wielka, skończył się po paru miesiącach ale kupiłam i używam już kolejne opakowanie.

SEPHORA Retracable borw pencil 05 neutral gray brown - wysuwana kredka do brwi i bardzo uniwersalnym odcieniu, dla mnie idealnym, to już drugie opakowanie, kredka jest ok, dobra, ma pewne wady - jest dość twarda i sucha i trzeba się nieco napracować oraz dziwny bezużyteczny grzebyczek, jak dla mnie do brwi lepiej spisują się spiralki. Kupuję ją jeżeli jest naprawdę w dobrej cenie i tylko dla koloru.

MAC eye brows FLING - też drugie opakowanie, też kredka wysuwana, odcień jasnego, chłodnego brązu. Ta miękkość ma idealną, dobrze się rozciera, wygląda super naturalnie. Wadą jest jest wydajność bo jest bardzo mała, przy codziennym używaniu wystarcza na miesiąc, nie ma też grzebyczka. Kupiłam już kolejną w promocji -20% i jeżeli zdarzy mi się kolejny zakup to tylko i wyłącznie w promocji bo przy tak skandalicznie małej wydajności jest po prostu bardzo droga.






środa, 31 maja 2017

Nowości pielęgnacyjne: Rituals, Resibo, Giovanni, Desert Essence

Zaprezentuję Wam co nowego z pielęgnacji pojawiło się ostanio wśród moich kosmetyków:

Rituals



Marka Rituals jest mi w pewien sposób znana choć do tej pory nie stosowałam żadnego z jej produktów. A to dlatego, że sprzedawana jest w większości sklepów duty free, kręcąc się po różnych lotniskach zerkałam na nią, czasem coś potestowałam, powąchałam ale do tej pory nie zdecydowałam się na zakup. Natomiast gdy tylko pojawiła się niedawno w Sephorze nabyłam sobie taki oto zestaw: olejek pod prysznic, piankę pod prysznic oraz krem do ciała z białej linii o nazwie Rituals of Sakura, która pachnie kwiatem wiśni i zawiera mleczko z ekologicznego ryżu. Nie zawiera parabenów ani oleju mineralnego. Opakowania piękne, proste i wprost nie mogę się doczekać pierwszego użycia.

Resibo


Resibo od dawna figuruje na mojej liście zakupów. Polskie, naturalne kosmetyki, produkowana w pobliskiej Świdnicy (!) kusiły mnie bogatym składem i śledzę sobie od pewnego czasu ich funpage na facebooku czekając na okazję zakupową, która właśnie się nadarzyła. Z okazji Dnia Matki do zestawu "Miłość" składającego się z odżywczego kremu do twarzy, kremu pod oczy i serum dodano w gratisie kojący balsam do ust. Takie zestaw stał się moją własnością, używam już krem odżywczy na noc oraz krem pod oczy. Oba kosmetyki potrzebują chwili aby się wchłonąć, nie zostawiają tłustej warstwy, nie mają zapachu, po paru zastosowaniach moja opinia jest pozytywna, zobaczymy jak będą działać długofalowo

Zestaw przyszedł w kartonowej tubie, każdy kosmetyk osobno jest zapakowany w kolejny kartonik, faktycznie, z wyglądu idealnie nadaje się na prezent. Dołączona była też bawełniana torba, która przyda się na zakupy.

Mam nadzieję, że Resibo nie zawiedzie pokładanych z nim nadziei ;)

i pierwsze zakupy na iHerb:

Giovanni


Jestem fanką kosmetyków Kevin Murphy - seria hydrate służy mi bardzo, moje włosy ją kochają lecz portfel nienawidzi. Te kosmetyki są strasznie drogie, dobre - owszem, fantastyczne - przyznaję, ale ponad 200 zł za szampon i odżywkę.... ech... nic dziwnego że cały czas poszukuję tańszego zamiennika. Na forum internetowym wyczytałam wiele pochwał pod adresem marki Giovanni a konkretnie serii smooth as silk - ponoć porównywalna do KM, do nabycie na iHerb w cenie ok 25 zł za szampon ( oczywiście trzeba od razu doliczyć 23% VATu, który musimy zapłacić przy odbiorze paczki) - jak widać różnica znaczna. Wybrałam szampon, odżywkę rekonstruktor  co w sumie kosztowało niewiele ponad 100 zł (bez VAT). Szampon zawiera łagodny detergent, odżywki są mocno napakowane naturalnymi ekstraktami i ten naturalny skład jest długi i bogaty, nie testowane na zwierzętach.

Ciekawa jestem bardzo tych kosmetyków, myślę, że na dniach zacznę ich używać.

Desert Essence


Kolejna ciekawa marka z iHerb, 100% wegańska, nie testowana na zwierzętach. Wybrałam szampon i odżywkę kokosową, dla bardzo suchych włosów. Podobnie jak w przypadku Giovanni, mamy tu bogactwo składników, cała długa lista naturalnych wyciągów, cena bardzo dobra, ok 25 zł

Do zakupów z USA dorzuciłam też naturalny dezodorant Real Purity - miał masę dobrych opinii oraz tani krem do rąk z olejem arganowym ( żal było by nie brać, ok 7 zł i super skład).

Tak prezentują się nowości, po które sięgnę w najbliższym czasie.
Mam nadzieję, że używanie tych kosmetyków będzie przyjemne i efektywne.

środa, 17 maja 2017

Zużycia kwietnia 2017: avril. TBS, ISANA, Bioderma, Clarens, MAC, Orientana, Sephora, Sylveco i in.

Mycie i pielęgnacja:


avril le gel douche lavande - orange - żel z ecocert, przyjemnie perfumowany, zapach ma delikatny, subtelny, mamy tu aż 500 ml bardzo wydajny, używam go od niepamiętnych czasów, delikatnie się pieni, dobrze myje, wygodne opakowanie. Kosmetyk godny polecenia

The Body Shop - shower gel mango - lubię zele pod prysznic z TBS odkąd zmienili sposób zamykania opakowania, sam żel jest bardzo wydajny, mocno skoncentrowany, zapach raczej chemiczny ale dość przyjemny. Zele z TBS są moimi sprawdzonymi kosmetykami na wyjazdy, kiedy to trzeba spakować minimum rzeczy do plecaka kiedy to rusza się w świat ;) Jedna buteleczka wystarczy na min 2 tygodniowy wyjazd dla dwóch osób przy częstych kąpielach ( dwa, czasem i trzy prysznice dziennie).


ISANA olejek pod prysznic powszechnie znany środek do czyszczenia pędzli i tak też jest przeze mnie wykorzystywany. Cena niska ale posiada również wady, olejek jest bardzo niewydajny i zawsze po jego użyciu mam usmarowane nim opakowanie, które jest tak skonstułowane, że mimo największej ostrożności zawsze coś po nim pocieknie.

Bioderma sensibio H20 płyn micelarny - kto nie zna różowej Biodermy ręka do góry! Ja używam jej regularnie pod warunkiem, że trafię na prawdziwą promocję, nie mam zamiaru płacić za nią tzw. pełnej ceny bo wg mnie płyn ten nie jest jej wart. Dobry owszem, zmywa owszem, czy lepszy od innych? Ano nie lepsze i nie ma sensu przepłacać. Używam teraz lipowy płyn Sylveco i makijaż oczy zmywa podobnie, nie lepszy od Garniera itp.


Clarins tonic Body Treatment Oil - firming, tonig - ze wstydem przyznam, że nie używany był regularnie dlatego ciężko mi określić czy na prawdę działa. Producent zaleca używać rano przed prysznicem a ja nie stosowałam się do tych zaleceń ale... stosowany wieczorem na suchą skórę wchłaniał się błyskawicznie i na pewno nawilżał skórę ( wmasowywałam go jedynie od pasa w dół) może kiedyś skuszę się na powtórkę i rzetelne stosowanie bo te moje dorywcze używania wyglądały dość obiecująco.

The Body Shop - vitamin E face mist - ok kupiłam bo była chwalona, potem nastąpiła moja niechęć do tego kosmetyku gdy miałam okres bardzo tłustej skóry, odstawiłam mgiełkę na półkę by do niej wrócić tej zimy i z wielkim zadowoleniem skończyć opakowanie. Spryskiwałam twarz zwykle w środku dnia by nawilżyć i ożywić makijaż, potem oczywiście małe poprawki, podkład, puder i leciałam gdzieś dalej. Sprawdzała się dobrze ( teraz w ten sam sposób używam fix+ MACa).

Martina Gebhardt baoab foot cream - nieznana mi niemiecka ( chyba) marka, krem kupiłam na Ecco Verde i był to bardzo ciekawy kosmetyk, bardzo gęsta, tłusta maź, która jednak potrafiła całkiem sprawnie w skórę stóp wsiąknąć. Przypominała mi maść Gehwol. Dość fajny, o naturalnym składzie, polecam.

Pielęgnacja:


Orientana krem do twarzy ashwagandha żeń szen indyjski - kupiłam ten krem ze względu na bogaty skład, 100% naturalny, z zamiarem używania go jako maskę. Cerę miałam zmęczoną zimą, przesuszoną a krem aż kipiał od bogactwa składników, cena całkiem znośna ok 30 zł. Przyznam, że sprawdził się fantastycznie, zużyłam go w ciągu miesiąca, głównie do dekoltu i szyi, nakładałam grubą warstwę na twarz a skóra go piła. Efekt bardzo mnie zadawalał więc kupiłam dwa kolejne kremy Orientany i używam je aktualnie w analogiczny sposób. Bardzo polecam!

Sephora masque visage lotus - nawilżająca, wygładzająca. Dostałam ją od Sephory w prezencie urodzinowym i przyznam, że mi wstyd by było ofiarować komuś takiego bubla. Z tego co wiem, maska kosztuje aż kilkanaście złotych, składa się głównie z glikolu butylenowego i castor oil i jej działanie jest żadne. Jeżeli szukacie fajnej maseczki w płachcie lepiej markę Sephora omijać szerokim łukiem.

Sylveco brzozowa pomadka ochronna z betuliną - bubel bubel i jeszcze raz bubel - sztyft jest tak twardy, że można niemal pokaleczyć usta, pomadka brzydko pachnie i neie natłuszcza, nie nawilża, ponadto mechanizm jej wysuwania działa wadliwie więc aby ją wykręcić potrzeba nie lada siły. Okropny kosmetyk, więcej go nie kupię i nie użyję ( tutaj mam zużycie ok 50% ale powinnam ją wyrzucić do kosza już dawno).

MAC Studio Moisture Cream - miniaturka 30 ml - 42 zł jeżeli dobrze pamiętam - czy krem był dobry? Bardzo! Kiedyś już go miałam i pamiętam, że sprawdzał się tak sobie ale też wtedy moja skóra miała inne wymagania, była też przeraźliwie tłusta, teraz produkcja sebum wyhamowała i raczej mam skłonność do przesuszeń. Studio Moisture nawilża solidnie, konsystencję ma dość bogatą, gęstą ale wchłania się błyskawicznie dając efekt nawilżenia i wygładzenia. Jako krem pod makijaż sprawdzał się znakomicie i jest poważnym kandydatem do kolejnego zakupu.



Eveline nail therapy preparat do zmiękczania skórek - przyznam, że byłam zadowolona z jego działania, robił co trzeba bez zbędnego gadania ;) skórki miękły pod jego wpływem, opakowanie wygodne w użyciu, cena niewielka.

Kremy do rak:

Clarins hand and nail treatment Cream - 30 ml - kremik do kupieniu na każdym niemal lotnisku, cena ok 5 euro ( chyba) bardzo lekkie w konsystencji, wchłaniał się błyskawicznie, raczej dla mało wymagających dłoni. Bardzo wygodne opakowanie, dobra zakrętka - w sam raz na podróż. Kiedyś moim faworytem do torebki były kremy L'Occitane ale po pewnym czasie zaczęły mnie wkurzać te niewygodne, malusie zakręteczki, ten sprawował się pod tym względem o wiele lepiej. Miał przyjemny, delikatny zapach.

human+kind hand + elbow+foot cream czyli krem do wszystkiego 50 ml - cena chyba ok 30-40 zł - o całkiem przyjemnym składzie, konsystencja znowu bardzo lekka, niemal wodnista, wchłanianie szybkie, nawilżenie delikatne, raczej nie dla przesuszonej skóry, przeszkadzał mi w nim zapach, nie tyle był nieprzyjemny co zwyczajnie śmierdział, niemiłe uczucie gdy dłonie niefajnie pachną, prawda? Koniecznie spróbujcie zapach przed ewentualnym zakupem bo ja więcej po niego nie sięgnę.

Balea olive handcreme - to chyba ostatni z zapasów jakie zrobiłam kiedyś w Drogerii DM - Balea owszem tania marka ale co z tego, składy chemiczne, zapachy chemiczne, działanie takie sobie. Krem był bardzo lekki i niestety w odróżnieniu od poprzedników nie specjalnie działał, smarowałam nim dłonie i dalej miałam wrażenie, że są suche, dziwne bo krem jest dedykowany właśnie suchym dłoniom. U mnie się nie sprawdził.

Kolorówka:


Dior, Dioreskin, poudre shimmer powder w odcieniu 002 amber diamond - jest to wiekowy rozświelacz, bardzo piękny zresztą i możliwe, że zużyłabym go do ostatniego okruszka. Niestety ale ze starości zrobił się bardzo suchy i stracił przyczepność do skóry. Szkoda, przez parę lat leżał zapomniany w szufladzie.

Clinique High Impact Mascara oraz chubby lash fattening mascara - obie miniatury niestety ale moje oczy przestały je dobrze tolerować, szkoda bo miniatury Clinique są łatwo dostępne i bardzo przydają się na wyjazdach.

Catrice kredka to brwi w odcieniu jeżeli dobrze pamietam to ash brown, świetna kredka z dobrej cenie, muszę kupić ją jeszcze raz. Odpowiednio miękka, łatwa w obsłudze, w wygodnym grzebyczkiem. Bardzo dobry produkt i polecam go szczerze.

Korres mango butter lipstick, natural pink nr 13. Świetna szminka, bardzo odźywcza, bogata, komfortowa, kupiłam jej drugie opakowanie zaraz po zużyciu poprzedniego iiii przestałam ją używać, przerzuciłam się znienacka na mocniejsze odcienie, pomadka niestety się zestarzała, nie cieszę się z tego powodu :( bo jest naprawdę godna polecenia, jeżeli szukacie czegoś o naturalnym odcieniu i odżywczej formule to warto się przyjrzeć tej marce i nr 13.

Podobny los spotkał pomadkę Shiseido perfect rouge PK 307, naturalny brudny róż, dla mnie odcień idealny. Sama pomadka jest idealnie kremowa, i daje mocny połysk ale bez drobinek. Świetna, Świetna pomadka, szkoda że zmieniła zapach i już nie nadaje się do użytku.

Trzecia pomadka to Clinique pop lip 01 nude pop - i dla odmiany ta jest nowa i świeżutka, nude beżowo różowy. Pomadka jest również kremowa, podobna nieco w formule do Shiseido i czemu znalazła się w zużyciach? Ponieważ się złamała i to w kilku miejscach na raz, totalnie się rozpaćkała? czemu??? Nie mam pojęcia bo traktuję ją na równi z innymi pomadkami, które się nie łamią. Dodam jeszcze, że nie przytrzasnęłam wysuniętego sztyftu, stało się to w trakcie aplikacji, za każdym razem degradacja postępowała. Troszkę mnie to zezłościło bo nie kosztowała mało, poza tym całe opakowanie było nią ubrudzone łącznie a wnętrzem torebki. Nie muszę chyba mówić, że doczyszczenie torebki z tłustej pomadki jest bardzo trudne :/  Co się udało to przełożyłam do pojemniczka i nakładam pędzelkiem. Ale raczej nie kupie jej ponownie, w pierwszym odruchu chciałam ale nie, raczej do niej nie wrócę. Mam dwóch nudowych następców i sprawują się znakomicie.

Na koniec Collistar mascara infinito - u mnie to klasyka, powracam do niej regularnie ze względu na skład, który odpowiada moim oczom. Oczekuję oczywiście na promo w Douglasie i zwykle kupuje kolejne i kolejne opakowanie.

piątek, 31 marca 2017

Zużycia marca 2017: Lavera, TBS, evree, Biały Jeleń, Uriage, Soap&Glory, puroBIO, Nacomi


Soap&Glory sugar crush body wash - aż pół lita niezwykle orzeźwiającego żelu pod prysznic, bardzo wydajnego, używaliśmy go rodzinnie dość długo. Miałam wrażenie kąpieli ze skórką cytrynową, jak była świeżo starta na tarce; to zapach, który stawia na nogi i energetyzuje, dobry dla każdego. Naprawdę uprzyjemniał codzienny prysznic, szkoda, że S&G nie ma w Polsce ( nieprawda: czasem pojawia się w TK Maxx).

ISANA delikatny olejek pod prysznic - przyznam, że spodziewałam się OLEJKU pod prysznic ale tak naprawdę jest to kremowy żel ( możliwie, że z jakimś dodatkiem olejku ale nie czuć tego w konsystencji), nie wiem po co to kupiłam :/ ale jak się już kupiło to trzeba zużyć do końca, jednak nie jestem jakoś szczególnie zachwycona.

Lavera ginko&bio-traube źel do mycia twarzy - bardzo eco i naturalny ale zmęczony do końca z pewną niechęcią związaną z brakiem przyjemnego zapachu i nijakim działaniem. Nie wracam na razie do Lavery.



 The Body Shop HEMP, krem do rąk - od razu powiem, że to jeden z najbardziej odżywczych kremów do rąk z jakimi miałam do czynienia ale jakżesz wkurzało mnie jego opakowanie!!! I zakrętka! Bywały chwile gdy chciałam go cisnąć ze złością do śmieci gdy mocowałam się z zamknięciem opakowania! Aluminiowa, twarda tuba nie jest jakoś szczególnie poręczna. Udał nam się dotrwać jednak do końca bo krem naprawdę działa, ładnie się wchłania mimo że jest bardzo gęsty.

evree INSTANT HELP krem ratunek dla rąk - przyznam, że spodziewałąm się gęstego, treściwego kremu a tutaj mamy dość delikatną konsystencję, dobrze się wchłaniał, nawilżał i odżywiał ale porównując go do poprzedniego wypada nieco gorzej bo efekt jaki daje jest krótszy.

Sylveco - pomadka z peelingiem. Moja ulubiona, zawsze mam ją pod ręką. Jest najwygodniejsza w użyciu bo sztyft jest odpowiednio twardy, nie topi się i nie łamie ( lepsza niż peelingi w słoiczkach), odpowiednio ścierająca bo zawiera drobinki o odpowiednich rozmiarach i stopniu ostrości a przy tym od razu odżywcza. I naturalna. I tania. I lubię ją.


 Ziaja liście zielonej oliwki - oliwka do mycia, mój najlepszy i niezawodny sposób na mycie pędzli i gąbek do makijażu. Oczywiście inne, podobne produkty ( jak np. olejek ISANA) również się do tego nadają ale Ziaja wyróżnia się wyjątkową wydajnością, kosmetyk jest mocno skoncentrowany, gęsty, nie rozlewa się i wystarcza na bardzo długo.
Biały Jeleń - płyn micelarny, hipoalergiczny, to jedyny bubel z dzisiejszego zestawu. Widzicie butelkę do połowy pełną, która wyląduje w koszu na śmieci. Nie mam dla niego zastosowania bo niczego mi nie zmywa, ani makijażu z twarzy czy oczu, ani ręki ani nogi, nic. Działa jak przemywanie wodą, trzeba się mocno natrzeć by otrzymać jako taki efekt. Bubel. Nie polecam.

INGRID - ideal nail care - odżywczy zmywacz do paznokci. Zmywacz śmierdziuch, w dodatku średnio sobie radził ze zmywaniem ciemnych lakierów więc mam nadzieję, że moja ręka ( w jakimś amoku) więcej po niego nie sięgnie ;)



Nacomi - mus do ciała, borówkowy, wygładzający. Kupiłam go ze względu na słowo "mus" w nazwie, które sugerowało coś lekkiego, szukałam czegoś na wiosnę i lato, czegoś o super lekkiej konsystencji, coś co by błyskawicznie wchłonęło się w skórę podczas upałów i zostawiło jednocześnie delikatny, przyjemny zapach. Niestety ale ów mus nie był ani lekki ani zwiewny, to gęste, tłuste mazidło oparte na maśle shea, o intensywnym zapachu ( po raz kolejny Nacomi przypomina kosmetyki Organique), rozprowadzone na skórze zamienia się w olej i naprawdę lepiej nie stosować go w porze letniej, może gdy ktoś ma ekstremalnie suchą skórę? Zużyłam je tej zimy - jedno co trzeba przyznać - jest bardzo, bardzo tłuste, przy kolejnym prysznicu czuć jeszcze tę warstwę czegoś do zmycia. Co kto lubi, ja nie i na pewno będę "musy" Nacomi omijać szerokim łukiem.

The Body Shop masło do ciała, kokos. Kiedyś pokazywałam podobne puste opakowanie, wyjątkowo lubię tę masełko używać zimą, jest gęste, oleiste, bogate a pachnie wspomnieniem lata. Moja skóra uznawała je za dość ciężkie więc używane było nie codziennie ( ale w ciężkości nic nie przebiło powyższego "musu").

Garnier mineral invisible - niemal starożytny antyperspirant w kulce skończyl swój żywot. Nie używam antyperspirantów na codzień, raczej w wyjątkowych okazjach, częściej sięgam na spraye ale kulka okazała się być dość skuteczna, opakowanie jest stosunkowo lekkie więc towarzyszyła mi podczas ostatnich podróży. Zakupiłam nawet jej następczynię, ten sam rodzaj, tylko opakowanie ma inny kolor.



Uriage eau thermale czyli najpopularniejsza woda termalna w internecie ;) kupiona pewnie na promocji w SP ( bo i gdzieżby indziej), używałam jej głównie do zwilżania masek z glinek, mam gdzieś kolejne opakowanie i zaraz je rozfoliuję. Przy okazji znalazła się moja zaginiona rzęsa ;) nie wiem jakim cudem ale tkwi przyczepiona do butelki ;)))

Nacomi wygładzający olejek do ciała, borówka. Nacomi ma szeroki asortyment naturalnych kosmetyków, są jednak dość mocno perfumowane ( czym przypominają mi kosmetyki Organique), czyli o prawie dobrych składach. Ale lepszy rydz niż nic, oliwka była przyjemna w stosowaniu, intensywnie pachniała co było dość przyjemne a sam kosmetyk był przyjazny ciału więc nie wykluczam kolejnego zakupu. No i cena, całkiem ok.

Kolorówka:


Beauty Blender - jego czas nadszedł, używam go już dość długo ale prawdziwym impulsem do pozbycia się go był fakt, że gąbeczka nie raczyła wyschnąć od jakiegoś czasu. Nie chcę nawet myśleć co się z tej wilgoci w niej wykluło. BB to jedno z ulubionych narzędzi do aplikacji podkładu, lekko wilgotny, kilka ruchów stemplujących i podkład ląduje na twarzy. Taka aplikacja na pewno przedłuża trwałość podkładu oraz sprawia, że później się nie warzy i wygląda bardziej naturalnie. Wady to oczywiście cena i większe zużycie podkładów. To fakt - zużywam teraz podkłady szybciej, największa oszczędność to aplikacja palcami ale efekt najsłabszy. Jak widać coś za coś. Gąbkę używałam przez ok 1 rok, na zmianę z drugą, nowszą, oraz gąbką Real Techniques. Na pewno kupię kolejną, poczekam tylko na dni VIP w Sephorze.

puroBIO GLORIOUS mascara pogrubiająca - u mnie się sprawdziła tj. nie podrażniła ale efekt dość naturalny, jeżeli ktoś taki lubi to polecam, tusz ma dobry, naturalny skład, niestety ale szybko wysechł, cena to ok 30 zł więc nie ma tragedii ale jest trudno dostępny.

Estee Lauder - miniatura zawierająca z jednej strony korektor Double Wear, z drugiej tusz do rzęs. Tuszu nie używałam bo zawiera parafinę a ta podrażnia mi oczy ale korektor był tak dobry, tak mnie zachwycił i zachęcił, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie.


Dwie pomadki warte uwagi, ta na górze to Chanel Rouge Coco Chintz - fantastyczna szminka o naturalnym odcieniu, świetna w noszeniu, komfortowa w aplikacji, na każdą okazję, używałam jej z przyjemnością od początku do końca ( to druga całkowicie zuzyta przeze mnie pomadka Chanel). Na dole to próbka odcienia pomadki MAC Peach Blossom, która, jak seria z której pochodzi, jest kremowa i gęsta, nude z nutą brzoskwini i odrobinką rózu. Obie na moich ustach dawały niemal identyczny efekt, po obie sięgałam z przyjemnością, choć muszę przyznać, że Chanel była bardziej komfortowa i będę je dobrze wspominać.

środa, 22 marca 2017

Back to MAC czyli co wymienię na pomadki

1. PREP+PRIME transparent finishing powder.  dwa opakowania - to biały puder utrwalający, wykańczający makijaż, jeden z moich ulubionych, dość szybko się kończy i cały czas się zastanawiam czy to jego wada czy zaleta ;) czyli wydajność niewielka ale za to swoje zadania kosmetyczne spełnia znakomicie i stale obecny jest u mnie w użyciu.

2. Blot Powder w odcieniu medium dark - puder o działaniu matującym, poza tym oczywiście utrwala i wykańcza, czym wg mnie różnie się od poprzednika? Właśnie trzymaniem matu ale nie jest to mat wieczny i absolutny. Kiedyś robiłam porównanie i okazało się, że po użyciu mat w strefie T utrzymuje się ok 1 godz. dłużej. Puder ten posiada również kolor - mój odcień to chłodny beż, który owszem stapia się z podkładem ale wolałabym aby miał więcej ciepłych tonów. Puder jest świetny ale podobnie jak prep+prime bardzo szybko się kończy ( przy codziennym używaniu ok 2 miesiące).


3. Studio Finish Concealer w odcieniach: NC20 i NC30 - pierwszy pojawił się u mnie ok 5 lat temu (to ten odcień ciemniejszy), taki dobrała mi macowa konsultantka - niestety błędnie bo korektor jest za ciemny, nie zużyłam go do końca, muszę być mocno opalona by osiągnąć ten stopień koloru a opalania raczej unikam, jestem bardziej w typie NC15-20. Drugi korektor zużyłam już do końca, był ok i tylko ok, na pewno nie kupię kolejnego opakowania. Dlaczego? Bo odkryłam inne lepsze ;) To jest korektor gęsty, kremowy, trzeba go wklepać opuszkiem, wymaga rozgrzania wtedy wtapia się w skórę, a ten sposób aplikacji mnie nie przekonuje. Jest za ciężki na stosowanie go pod oczy, sprawdzał się raczej na twarzy ładnie pokrywając blizny i wypryski ale... ścierał się w ciągu dnia wolę korektory zastygające bo u mnie ich trwałość jest większa.

4. PRO LONGWEAR CONCEALER w odcieniu NC20 - w odróżnieniu od poprzednich jest to właśnie korektor, który zastyga na skórze, jego konsystencja jest lżejsza, bardziej płynna, bardziej jak podkład. Sprawdzał się u mnie znakomicie, nie do końca pod oczami ale tuszował mi to co chciałam i dość długo trwał. Czemu go nie zakupię ponownie? Opakowanie. Ma bardzo denerwującą pompkę, która wypuszcza zbyt wiele produktu, nie sposób też zużyć go do końca, pompka się zapchała i finito.

5. STUDIO FIX FLUID SPF15 - długotrwały podkład, jak dla mnie dość ciężki, miał być alternatywą dla Double Wear ale raczej stanowił zupełnie inną jakość, na pewno nie był tak trwały, nie trzymał też tak matu, czasem się ważył, zużyty do końca ale bez zachwytów, chyba podkład nie dla mnie.

6. EARTHLY mineralize - cień, który skutecznie wyleczył mnie z kupowania limitowanych pojedynczych cieni - ten cień był fatalny, zestawienie kolorów takie sobie, gdy go kupowałam miałam inne wyobrażenie o wspaniałych makijażach, jakie mogę zrobić z jego pomocą, okazało się, że nieee... bury brąz wymieszany ze złotem nie podkreśla moich szarych źrenic wręcz rozmywa kontur oka - próbowałam jakoś dobrać się do ładnego złota więc cień pokruszyłam i spróbowałam go rozdzielić. Po pewnym czasie pokruszony cień uniósł się w powietrze brudząc wszystko dokoła i tak zakończył swój żywot.

7. Błyszczyk, nie wiem z jakiej serii bo wszelkie napisy się starły, kolor chyba orange tempera - bardzo ładny nude. Co mogę powiedzieć: nigdy więcej błyszczyków z MAC. Koniec kropka. Nie lubię sklejonych ust, na rynku mamy mnóstwo świetnych błyszczyków, które w ogóle się nie kleją i i cena ich jest bardziej przystępna. Błyszczykom MAC mówimy stanowcze nie!


8. Pomadki: VENUS (lustre) oraz PEACH BLOSSOM (cremesheen) - obie fajne i obie lubię. Venus to moja pierwsza pomadka z MAC i jest już naprawdę wiekowa, została jej odrobina ale już zmieniła zapach więc lepiej się jej pozbyć, uniwersalny kolor neutralnego różu, raczej podbijający kolor warg, przyjemna na ustach. Peach Blossom to ciepły nudziak, bardzo ją lubiłam aż wygrzebałam do ostatniej odrobinki i chyba kupie ją ponownie, jest bardzo uniwersalna.

9. PATENTPOLISH LIP PENCIL KITTENISH  - wysuwana kredka do usta w odcieniu brudnego różu, z fioletowymi tonami, kryje i zostawia na ustach lekki połysk, na początku lubiłam bardzo potem już mniej bo kredka zrobiła się tępawa i wyczuwalna po pomalowaniu.

Na 12 pustych opakowań otrzymałam dwie wybrane przez siebie pomadki. Postawiłam na uniwersalne kolory: Brave ( po lewej) i Fanfare ( po prawej):


Tak prezentują się na skórze ( literki pochodzą oczywiście od poszczególnych nazw):




poniedziałek, 6 marca 2017

Zużycia stycznia i lutego 2017: ISANA, Lavera, Joico, Nacomi, Alterna, Norel, Nivea, Skin Food, Essie

Do mycia:


Lavera duschgel wanilia i kokos - kosmetyk wegański o dobrym składzie, jednak mocno niewydajny bo jest w postaci rzadkiego żelu, mam zastrzeżenia też do zapachu, jest mało intensywny, raczej alkoholowy. Muszę zapamiętać aby więcej nie kupować.

ISANA olejek pod prysznic - u mnie wykorzystywany do czyszczenia pędzli i gąbeczek. Skuteczność znakomita, jednak w porównaniu do Ziaja zielonej oliwki, wydajność jest znikoma. Na szczęście olejek ten jest tani, kupiłam go za ok 5 zł ( Ziaja kosztuje kilkanaście zł jednak czasem doceniam ją ze względu na gęstość i skoncentrowanie).


JOICO K-PAK reconstruktor - część zestawu naprawczego, coś jak olaplex, używa się na mokre włosy i wyczesuje potem reszta pielęgnacji. Czy doby i skuteczny? Przyznam, że nie wiem, chyba olapex u mnie dał jednak lepsze rezultaty, tutaj czasami miałam wrażenie, że nie robi nic a czasem, że włosy są bardzo fajne.

JOICO K-PAK intense hydrator - odżywka do zestawu naprawczego ( mam jeszcze szampon i serum na końcówki w użyciu) całkiem przyjemna, intensywna, keratynowa odżywka, mogę polecić jednak jeżeli zapytacie czy warto kupić cały zestaw - nie mogę go jednoznacznie i szczerze polecić.


Nacomi Hair Mask with Keratin and Avocado Oil - bardzo fajna, niedroga, za naturalnym składem, jak dla mnie mocno obciążająca więc stosowałam ją przed myciem włosów ( olejowanie + ta maska, głowa owinięta folią i min 30 min). Polecam

Alterna bamboo shine conditioner - to ostatnia część z zestawów Alterny jakie ostatnio używałam ( miałam również szampon nabłyszczający oraz inne zestawy) - i mam pozytywne odczucia względem tej marki, myślę, że w przyszłości kupię do wypróbowania serię caviar.


NOREL krem do stóp z mocznikiem - przyzwoity, dość wydajny ale nie urzekł mnie niczym, chyba wolę kremy z mocznikiem innych marek, mam jeszcze drugi krem do stóp tej marki ale nie działa on u mnie zupełnie, nawet nie jestem pewna czy go zużyję do końca

Planeta organica organic cocoa krem do stóp - dla odmiany ten krem bardzo lubiłam, jest to krem leciutki, szybko się wchłania, nie natłuszcza więc jeżeli ktoś potrzebuje czegoś podobnego to polecam.

NIVEA invisible anti perspirant for black &white - ja antyperspirantów używam sporadycznie, tylko wtedy gdy NAPRAWDĘ potrzebuję ograniczyć pocenie się - ten spełnił swoją funkcję, używałam go niemal rok i możliwe, że kupię ponownie w przyszłości.

Materna Natura 100% pure floral water hydrolat różnay - jednoskładnikowy, naturalny, w buteleczce z atomizerem- jeden z moich ulubionych kosmetyków, kupuję go ciagle, używam i polecam. I warto sprawdzać składy tego typu kosmetyków, niech będą jak najprostsze, po co nam zbędna chemia?


GLAMGLOW youthmud tinglexfoliante treatment czyli czarna maska z rodziny Glamglow - przyznam, że to największy bubel i rozczarowanie z tego zestawu. Maska jest w postaci gęstego błotka, zawiera też kawałki "czegoś" co w czasie aplikacji odpada i brudzi wszystko dokoła. Sama maska delikatnie wygładza i .... yyy to wszystko żadnych spektakularnych efektów, maska za ponad 200 zł!!!!! Dla mnie to porażka roku, naprawdę efekt identyczny uzyskuję błotnymi maseczkami za 10-15 zł, nie warto wydawać takich pieniędzy i na pewno pozostałych masek z serii Glamglow nie kupię i nie polecam mimo świetnego marketingu i szerokiej reklamy bo wyskakują niemal z każdego filmiku na yt czy bloga.

Clinique dramatically different moisturizing cream - początkowo miałam o nim dobre zdanie jednak po pewnym czasie okazało się, że jednak nie do końca współgra z moją cerą i aby go zużyć go końca nakładałam go na szyję i dekolt. Oto puste opakowanie, nic się nie zmarnowało ;)

CLEAN shower fresh moisture rich body butter - nie znana mi wcześniej amerykańska marka - produkt dość przyjemny, faktycznie bogaty konsystencji w składzie ma wiele naturalnych ekstraktów, dobrze się rozprowadza i natychmiast wchłania.

Pat&Rub pielęgnacyjny balsam do ust - kolejny bubel, kosmetyk, którego nie lubiłam, mimo że działał przecież poprawnie, przecież miał dobry, naturalny skład... niestety ale konsystencja, postać produktu pozostawiała wiele do życzenia, była niczym sztyft - tak twarda, ale umieszczona w słoiczku. Ciężko było go zaaplikować. Nie kupię nigdy więcej, nie polecam! Są lepsze, wygodniejsze i tańsze.

Dwie naturalne pasty do zębów:


Medi Blanc whitening aloe vera - droga, naturalna wybielająca pasta do zębów, wybielania brak jednak nie można jej odmówić delikatności i skuteczności w czyszczeniu, nie kupię ponownie ze względu na cenę ( ponad 40zł).

Lavera toothpaste z miętą i jak właśnie zauważyłam z fluorem (!) - była przekonana, że jest bez fluoru, no cóż... na szczęście dość łagodna, niedroga i stosunkowo łatwo dostępna ale jak widać następnym razem muszę się dokładniej wczytać w informacje na opakowaniu ;)

Z kolorówki:


Skin Food peach Sake Silky Finish Powder - kiedyś był szał na forach na ten puder więc zakupiłam go przez eBay dobre parę lat temu i jak widać zużyłam do cna mimo jednoczesnego sięgania po inne pudry. Ceniłam go za to, że był jak puch, bardzo drobno zmielony, ładnie łączył się z cerą, utrwalał makijaż i matowił ( często lądował tylko na strefie T), jego wadą było to co wymieniałam jako zaletę - czasem powodował u mnie kaszel, wciskał się do ust, nosa i oczu.

Essie big spender - ciężko uwierzyć ale zużyłam już drugą buteleczkę tego lakieru, był moim ulubionym i najczęściej lądował na moich paznokciach.