wtorek, 26 kwietnia 2016

Nowości i odkrycia: Bath and Body Works oraz Pupa

Mąż mój był niedawno w Warszawie, dzwoni do mnie i mówi: jestem w Złotych Tarasach obok takiego kolorowego i pachnącego sklepu i mam z pół godziny do pociągu, kupić Ci coś?
Taaaaaak! Oczywiście, że TAK!

Chodziło oczywiście o stoisko Bath & Body Works, gdzie małżonek ( pewnie z pomocą sprzedawczyni) zakupił mi taki oto fantastyczny zestaw:


i jest to absolutny strzał w dyszkę jeżeli chodzi o moje preferencje, zapach Endless Weekend jest obłędny, pachnie słońcem, kwiatami, wakacjami i beztroskim leniuchowaniem. Kosmetyki B&BW nie są specjalnie naturalne, ich składy pozostawiają wiele do życzenia, są mocno perfumowane, na razie ( odpukać) nie uczuliły mnie ( choć balsam zawiera parafinę) ale mimo wszystko uwielbiam je i z radością używam upajaąc się tym słodkim, wesołym zapachem.


kolory od lewej: 043 ( malinowy), 020 (fuksja), 057 (morski), 074 ( fiolet)

Ostatnim moim odkryciem kosmetycznym są lakiery Lasting Color gel firmy PUPA, zadziwiły mnie swą doskonałą jakością, są bardzo trwałe, kryjące, łatwe w obsłudze i mają jeden wielki dodatkowy plus: znajdują się w małych buteleczkach, tylko 5 ml, ilość wystarczająca na używanie przez jeden sezon. Koszt jednego w promocji to ok 10 zł ( np. w Superpharm kup jeden drugi dostaniesz za grosz).

Myślę sobie od pewnego czasu, że naprawdę chciałabym aby niektóre kosmetyki sprzedawane były w mniejszych opakowaniach. Chodzi tu głównie o podkłady. Mam dość wymagającą cerę i lepiej jest dla niej jeżeli stosuję kosmetyk w miarę świeży, po mniej więcej połowie opakowania podkłady zaczynają zmieniać swoje właściwości i konsystencję, często na dnie buteleczki mamy do czynienia z zupełnie innym kosmetykiem niż po jej otwarciu. I skóra to niestety odczuwa, moja na pewno. Wolałabym aby podkłady znajdowały się w 20 ml opakowaniach. Podobnie jest z mascarami, nie jestem w stanie zużyć żadnej do końca po ok 2 miesiącach oczy zaczynają mnie piec i by im ulżyć zaczynam nowe opakowanie a w starym jest jeszcze masa produktu. Nie będę już raczej kupować lakierów w 15 ml opakowaniach jak np. OPI - żadego nie jestem w stanie skończyć a paznokcie maluję dość często. Cieszę się, że coraz częściej firmy wprowadzają mini produkty i chwała im za to ;)

czwartek, 21 kwietnia 2016

Co kupiłam z okazji -40% w Sephorze i -49% w Rossmannie?


W tym roku promocja w Sephorze zachęciła mnie do wymiany starego kosmetyku ( oddałam wiekowy cień marki Laura Mercier) i mogłam otrzymać rabat 40% na kosmetyki marki Sephora, chodzi tu oczywiście o kosmetyki ale i akcesoria do makijażu. Rok temu nabyłam w ten sposób trzy pędzle, tym razem postawiłam na kolorówkę.

Z kosmetykami marki Sephora miałam do czynienia kilka lat temu, używałam lakierów do paznokci, a w prezencie urodzinowym dostałam trzy cienie. Jakość tych kosmetyków była tragiczna, lakiery odpryskiwały zaraz po aplikacji, cienie nie zawierały prawie pigmentu, nie mówiąc o fatalnej trwałości. Rozumiecie chyba, że w związku z tym stoiska z kolorówką Sephory omijałam szerokim łukiem, do tej pory.

W internecie bardzo chwalone są pudry Sephory, dlatego i ja zdecydowałam się na jeden, i jest to MicroSmooth w odcieniu moyen 25, ma 7 gram i kosztował 35,40 zł.
Jest to puder wygładzający, kryjący, widzę, że odcień jest beżowy jak też opisuje to producent, miałam jednak nadzieję na żółtawy pigment ( prosiłam o dobranie pudru z wyraźnie żółtymi tonami) więc nie jest do mnie idealnie dopasowany, krycie ma przyzwoite, mocno się pyli przy aplikacji, jak się będzie dalej sprawdzał zobaczymy.

Teraz Sephorowe odkrycie - jest nim błyszczyk, nie mam pojęcia jaka to seria, nie widzę na opakowaniu, w każdym razie mój kolor to 05 rose petal i ja osobiście jestem nim oczarowana, daje łagodną taflę delikatnego koloru, odżywia usta, jest bardzo komfortowy w noszeniu, nie klei się. Użyłam go kilka razu od momentu zakupu i lubię coraz bardziej i nie wykluczam, ze dokupię inny kolor, jego cena to 27 zł.

Szpinka Sephora Rouge Brillance - wybrałam lekką, nawilżającą pomadką ( i pomadka i błyszczyk mają srebrne zakrętki) i również jestem pozytywnie zaskoczona, pomadka faktycznie nawilża, delikatnie pachnie, nie klei się, kolor jest delikatny, wzięłam bezpieczny róż nr 14 lecz na moich ustach wypada dość zimno, aczkolwiek sama pomadka jest bardzo przyjemna. Widziałam też serię pomadek kryjących lecz nie zdecydowałam się na nie ponieważ u mnie niezmiennie króluje Golden Rose. 27zł

I ostatni kosmetyk to kredka do brwi, wodoodporna neutral gray brown 05 - świetny neutralny szary brąz, idealny dla blondynki , jest to kredka wysuwana, nie trzeba jej temperować, niestety załączony grzebyczek jest mało poręczny w moim przypadku, preferuję raczej szczoteczki. Kredka jest dość twarda ale w kosmetykach do brwi twardość mi nie przeszkadza wręcz przeciwnie bo pozwala na uzyskanie naturalnego, nieprzerysowanego efektu, lepiej dołożyć koloru jeżeli chcemy mocniej podkreślić brew. 27zł

Co mi się bardzo podoba w kolorowych kosmetykach marki Sephora?

Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, szczególnie błyszczyk, nie jestem do końca zadowolona z pudru ale w związku z kolorem.
Wszystkie są zafoliowane, mamy pewność, ze nikt przed nami w nich tam ciekawskimi paluszkami nie operował. Niestety w przeciwieństwie do Sephory,w Rossmannie kosmetyki nie są foliowane, często zdarza się, że są wielokrotnie testowane przez klientki, generalnie nie lubię tam kupować kolorówki a w czasie promocji obserwuję nasilenie tego zjawiska, klientki tłoczą się przy szafach i otwierają co popadnie by potem odłożyć to na półkę.

Zdecydowałam się jednak na jeden jedyny kosmetyk do twarzy i jest to lekki podkład Bourjois City Radiance


w odcieniu 02 vanillie, jasny, żółty ( lubię burżujka za żółte tonu w podkładach i pudrach), o dziwo, ostatnio moja cera z bardzo tłustej i łojotokowej przeobraża się w mniej tłustą i nawet suchą na policzkach, aktualnie stosowane minerały zaczynają mnie przesuszać, często wracam do domu ze ściągniętą cerą, z ulgą pozbywam się makijażu i natychmiast muszę nałożyć krem, który ukoi to wysuszenie. Szukałam jednak lekkiego podkładu w kremie o działaniu nawilżającym, proszę o próbki, testuję zastanawiam się ( na razie świetnie wyglądał na mnie Candleglow Laury Mercier ale czekam na promocję w Douglasie a może poszukam czegoś innego), odstawiłam do tej pory uwielbiany Double Wear, nie jestem w stanie go nosić, tworzy mi na twarzy maskę i niemiło się ściąga. Zatem City radiance ma mi służyć na przeczekanie aż dorwę Laurę w lepszej cenie, mam go dzisiaj na twarzy już 4 godzinę i nie czuję przesuszenia, krycie ma leciutkie, zapach miły, aplikacja bez zarzutu. Kosztował ok 30 zł.

Z dalszych zakupów w Rossmannie planuję zakupić jedynie tusz do rzęs Provoke Ireny Eris, jest sprzedawany w kartonowym pudełku i raczej nie otwierany, poza tym jest świetny, skończyłam niedawno jedno opakowanie i bardzo chcę nabyć kolejne.

edit.

Moje promocyjne zakupy się jednak nie zakończyły, upolowałam w końcu dwa tusze Ireny Eris ProVoke, jeden już sprawdzony i ulubiony wydłużający oraz pogrubiający. Bardzo polecam te tusze, na mnie zrobiły bardzo dobre wrażenie ze względu na skład oraz efekt jaki z ich pomocą uzyskuję, brak podrażnień moich hiperwrażliwych oczu.
Tak bardzo polubiłam błyszczyk marki Sephora, że poleciałam po dwa kolejne:


Ok, dalej nie wiem co to za seria ;) wybrałam uniwersalne kolory bezbrobinkowe, dają efekt mokrych, namiętnych ust, długo się utrzymują, wygładzają usta, nie kleją, mają wygodny stosunkowo niedrogie, będziemy się bliżej zaprzyjaźniać w miesiącach letnich.

sobota, 16 kwietnia 2016

Living Proof Resotre czyli achy i ochy

Będę się zachwycać: seria restore Living proof obok hydrate.me Kevina Murphiego to najlepsze kosmetyki do włosów jakie kiedykolwiek używałam.

Widzicie tu puste opakowania ( w instant repair jeszcze jest jeszcze trochę produktu).

Zaczęłam swą przygodę z marką Living proof właśnie od instant repait - jest to krem, który wmasowujemy w końce umytych włosów i nie spłukujemy, ma naprawiać mikrouszkodzenia. Jest to chyba pierwszy kosmetyk tego typu, który naprawdę u mnie zadziałał, do tego stopnia, że zaczęłam używać go używać coraz rzadziej a moje włosy chyba nigdy nie były w tak dobrej kondycji. Kosmetyk ten kupiłam w dziennej promocjo na truskawce za mniej więcej połowę ceny.


Następnie kliknkęłam odżywkę, również w promocyjnej cenie, do kompletu dokupiłam też szampon. Używałam całego zestawu przez ok 2,5 miesiąca, odżywka skończyła się prędzej niż szampon, który posłużył mi jeszcze na kolejne dwa tygodnie mycia.

Living Proof to marka reklamowana przez Jennifer Aniston, amerykańską aktorkę znaną z pięknych i gładkich włosów. Jest oczywiście innowacyjna i wyjątkowa ;) jak każda marka gdy mówi o sobie.

Restore shampoo charakteryzuje się super skutecznością, po prostu świetnie myje, jest wydajny, ładnie się pieni, pięknie zmywa oleje, maski nakładane przed myciem i myje delikatnie, nie podrażnia ( nie zawiera siarczanów), nie wysusza włosa i jednocześnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia. Szampon idealny?

Restore conditioner jest również bardzo wydajna, ja mam długie i gęste włosy i jakimś cudem udaje mi się je pokryć niewielką ilością odżywki, działa szybko, odbudowuje zgodnie z obietnicą producenta, ja zwykle spłukuje ją po ok 5 minutach.

Restore instant repair wmasowują we włosy po uprzednim osuszeniu ich ręcznikiem a czasem na suche włosy, nie czuć obciążenia, włosy nie zmieniają zapachu, nie łapią więcej zaniczyszczeń, są za to gładkie i lśniące.

Gdy suszę włosy suszarką zabezpieczam dodatkowo końcówki preparatem z silikonem i olejkiem ( aktualnie Kerastase) gdy pozwalam im wyschnąć naturalnie często z tego rezygnuję.

Zapach tych kosmetyków określam jako nijaki ani ładny ani brzydki, mają zwartą silnie skoncentrowaną konsystencję. Opakowania wykonane z miękkiego plastikiu pozwalają ścisnąć butelkę by wydobyć produkt, można je również odwrócić i postawić do góry nogami gdy produkt ma się ku końcowi, zakrętki są płaskie i buteleczki stoją na nich dzięki temu stabilnie. Widać, że całość jest dokładnie przemyślana.

Efekt działania kosmetyków z serii restore to po prostu piękne włosy, jestem z nich teraz niezwykle zadowolona, są miękkie, gładkie, układają się, włosy myję dwa razy w tygodniu i są świeże ( oczywiście w sytuacji gdy się nie pocę, nie uprawiam sportu itp), co ciekawe, po stosowaniu serii hydrate.me KM moje odczucia były bardzo podobne - obie marki i obie serie są fantastyczne i szczerze je polecam.

Jedyną wadą jest oczywiście cena... spora... bo bez promocji będzie to po 125 zł za buteleczkę.