poniedziałek, 14 marca 2016

Kolorówkowe nowości: MAC, Irena Eris, Lily Lolo, Kobo, Lumene, Too Faced

Wiosna to jednak specyficzny okres, jedyny w roku gdy pozwalam sobie wraz z ogólnym, lansowanym trendem na coś nowego. Taka symbolika - gdy przyroda budzi się do życia my ruszamy na zakupy z pragnieniem czy raczej wizją sobie takiej wiosennie odnowionej. Oczywiście, że marketingowcy doskonale sobie zdają sprawę z tej naszej / mojej wiosennej słabości i kuszą nas nowymi, świeżymi kolekcjami. W tym roku mam silne postanowienie nie kupowania ciuchów bo szafa się nie domyka, oszczędnie podchodzę też do pielęgnacji, tym bardziej, że ostatnio zaszły w niej u mnie rewolucyjne zmiany ale pozwalam sobie za to na makiajaż, w którym króluje świeży kolor i daje mi sporo radości i właśnie owej upragnionej odmiany.

Najczęściej kupowanym przeze mnie kosmetykiem jest niewątpliwie tusz do rzęs.
Mam dwie nowiutkie mascary o dobrym, naturalnym składzie:

pierwsza to tusz Ireny Eris ProVoke long lashes mascara - sama jestem zaskoczona, że go kupiłam, stoisko IE w Rossmannie zwykle omijam ale razu pewnego rzuciła mi się w oczy promocja na ich tusze, przyjrzałam się więc opakowaniom, na szczęście był na nich wypisany skład, wybrałam tusz wydłużający. Powiem Wam, z pewnym zdziwieniem i pozytywnym rozczarowaniem, że tusz jest naprawdę super. Sprawuje się na moich oczach bardzo dzielnie, na razie nie mam podrażnienia, efekt mnie zadawala, rzęsy są ładnie podkreślone, dość mocno wydłużone.
Tusz ma dziwną szczoteczkę rozszerzającą się na początku co mnie nieco zdziwiło bo nigdy się z czymś takim nie spotkałam ale po kilku użyciach bardzo polubiłam takie rozwiązanie, naprawdę ułatwia dotarcie do zewnętrznych kącików oka.


Drugi tusz to mascara Lily Lolo - na razie grzecznie czeka na swoją kolej więc nie jestem na razie w stanie nic o niej powiedzieć


Kolejny zakup to rozświetlacz Kobo - dla mnie dotarcie do Drogerii Natura, sieci która sprzedaje kosmetyki Kobo to nie lada wyczyn od kiedy zlikwidowano salon we wrocławskiej Magnolii, inne sklepy są dla mnie wybitnie nie po drodze. W końcu wpadł w me ręce mój pierwszy ( i chyba nie ostatni kosmetyk z KOBO) - podoba mi się efekt, rozświetlacz jest ciepły, złocisty, letni, daje mi efekt jakiego nie jestem w stanie uzyskać moim ulubionym lecz zimnym Landescape z MACa ani już nieco zestarzałym Amber Gold Diora ( który faktycznie jest już wiekowy i zaczyna się kruszyć).  Zauważyłam po paru użyciach, że jego zawartość znika w tempie ekspresowym co z początku nieco mnie zirytowało ale ale po chwili powiedziałam sobie - spokojnie - co z tego, że zapowiada się mała wydajność, przynajmniej będzie szansa zużyć go do końca a nie wyrzucać bo kosmetyk ma już dobre kilka lat i uparcie jest go wciąż bardzo dużo w opakowaniu.



Nowe cienie - jak to zwykle na wiosnę rozglądałam się za nowym akcentem na powiekach, padło na cień MACa, miałam dwa wolne miejsca w jednej z paletek ( tak obecnie prezentują się moje obie duże paletki - jak widzicie cienie te są bardzo intensywnie użytkowane).

Cień paradisco - taki brzoskwiniowy, złocisty, taki wiosenny, wpadł mi w oko i dołączył do moich zbiorów, wybrałam również matowy jasny brąz cork i miniaturkę pigmentu o nazwie melon.


Na tym nie kończy się wiosenna przygoda z marką MAC, mam kilka fantastycznych nowości:


Pierwsza to biały puder wykończeniowy  prep+ prime w nowej, ślicznej puderniczce. Puder pochodzi z kolekcji ZAC POSEN i chyba zawartość nie różni się od klasycznej wersji ( której zużyłam już dwie sztuki), natomiast opakowanie jest oryginalne, matowy kwadrat puderniczki z dużym lusterkiem - ciekawa propozycja.


I teraz cudeńko - Look In A Box MAC, wersja sweet miss
I co tu mamy:
*dwa cienie: hearts-a-flutter (satin) - prześliczny jasny róż o średniej pigmentacji, jakiego wg mnie brakuje w regularnej kolekcji, oraz ginger rooted (veluxe pearl) - szarawy, połyskliwy, zimny brąz
*miniaturka różku fuji (satin) - prześliczny, uniwersalny róż, myślę, że będę go również używać jako cienia
*błyszczyk z serii lipglass love day pink - kolejny jasny, uniwersalny róż ( piękny!)
*pomadka retro matte o nazwie steady going - czarna owca w tej kolekcji - niestety na ustach daje tandetny, blacharski efekt, nie podoba mi się, choć nałożonym na nią błyszczykiem prezentuje się jako tako...
*kredka technakhol photogravure - brązowa wysuwana konturówka do powiek - intensywny brąz, nie podrażnia mi oczu!
*i na końcu mini pędzel do różu 116SE - świetnej jakości pędzel



zestaw jest śliczny, słodki, różowy, wiosna to zawsze u mnie powrót do tego typu odcieni ale co tam, przecież możemy je stosować przez cały rok.


Kolejny wiosenny akcent w moim makijażu to nowy róż - Clarins 02 soft peach
róż jest naprawdę rewelacyjny, używam go już jakiś czas, świetnie się w nim czuję, jest to jasny brzoskwiniowo różowy odcień, lekko połyskujący, nakłada się go bardzo łatwo, delikatnie, nie ma możliwości zrobienia plamy - jest niezwykle łatwy w obsłudze, szybko wtapia się w skórę, daje efekt świeżości i nadaje się chyba dla każdego. Schowany w złotek kasetce w czerwonym etui, ma dołączony mały pędzelek z włosia, którym od biedy można nałożyć kosmetyk jeżeli chcemy go poprawiać w ciągu dnia. Ja jestem oczarowana i bardzo zadowolona.


I spotkanie po latach z firmą Lumene - używałam jej dawno temu gdy byłam studentką i niewątpliwie była to moja ulubiona marka, używałam podkładu, pomadek, tuszu do rzęs. Zwróciłam na nią uwagę podczas promocji w Superpharm - kup jeden kosmetyk, drugi dostaniesz za grosz więc sięgnęłam po produkt, na który od dawna miałam chęć. Mowa tu o Eyeshadow Primer - baza pod cienie, skład ma dość prosty, miałam nadzieję, że nie uczuli, nie podrażni moich hiperwrażliwych i suchych oczu. Natomiast wybór kosmetyku za grosz padł na rozświelający i pielęgnujący korektor pod oczy Under Eye Concealer. Jeżeli szukacie krótkich i dobrych składów koniecznie przyjrzyjcie się tym kosmetykom!

Oba kosmetyki mają pojemność 5 ml  i zapakowane są w małe, plastikowe tubki, co dla mnie osobiście jest sporą zaletą, zdecydowanie wolę małe opakowania, jest to dla takiego wrażliwca jak ja bardziej higieniczne i kosmetyk starzeje się wolnie. Gdybym mogła to większość kosmetyków płynnych i kremowych kupowałabym w wersji mini.

I na koniec kolejne cudeńko - paletka czekoladowycyh cieni Too Faced Bon Bon

mam sporą słabość do cieni i już trzecią paletkę marki Too Faced i powiem Wam, że warto - jeżeli lubicie różnorodność w makijażu ( ja np. codziennie inaczej się maluję - uwielbiam te zmiany, eksperymenty, wyzwania), lubicie kolory, lubicie sam moment wykonywania makijażu - naprawdę warto kupić te paletki. Cienie są piękne, dobrej jakości, mają zestawienia kolorystyczne pozwalające na stworzenie naprawdę wielu różnych propozycji, powtarzalnych, niepowtarzalnych. Obok cieni MACa sięgam po nie najczęściej ( paletki Urban Decay poszły w odstawkę).  W tym roku ma pojawić się w sprzedaży kolejna paletka, tym razem brzoskwiniowa - z chęcią ją zakupię :)

8 komentarzy:

  1. Paradisco, to piękny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, ten cień od dawna był na mojej chciej liście, cieszę się, że w końcu do mnie trafił.

      Usuń
  2. też kupiłam ten zestaw MAC, pomadkę stosuję z błyszczykiem i wtedy wygląda wow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, z błyszczykiem wygląda fajnie, ale czy u Ciebie samodzielnie na ustach też wygląda niezdrowo, trupio, wulgarnie czy tylko u mnie? ;) Podoba ci się reszta zestawu?

      Usuń
  3. Tyle wspaniałych kosmetyków :D. Paradisco to mój ulubiony cień na wiosnę i lato do opalonej skóry wygląda świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czeka na pierwsze promienie wiosennego słońca, jakoś gdy jest tak szaro, ponuro i pada nie mam ochoty go używać ( mówię o paradisco ;)))

      Usuń
  4. Ojej ile tu słodkości, nie mogę na to patrzeć bo mnie zazdrość zżera! :)

    OdpowiedzUsuń