wtorek, 12 stycznia 2016

Jesienne zużycia kolorówka i zapachy: Bell, Korres, Collistar, TBS, Estee Lauder, MAC, Dior, Xlash, Smashbox i in.

Mam trochę tej zuzytej kolorówki:


Ja zwykle garść tuszy do rzęs (od lewej):

1. Bell HYPOAllergenic - niestety u mnie się nie sprawdził, podrażnił mi oczy, wywołał pieczenie więc po trzech użyciach wędruje do kosza, podobnie z wysuwanymi kredkami do oczu z tej samej serii ale one znajdą inną właścicielkę

2. Korres - Professional Volume - z nim też było coś nie tak, był wyschnięty (?), nie dawał konkretnego efektu, może odrobinę koloru, bez pogrubienia, bez podkreślenia, właściwie to rzęsy wyglądały jak niepomalowane. Nie polecam.

3. Collistar - Infinito - to zdecydowany ulubieniec, idealny dla mnie, nie podrażnia, nie uczula, jest trwały, nie osypuje się, pogrubia, wydłuża, jest czarny, po prostu super, używam aktualnie kolejne opakowanie i mam jeszcze jedno w zapasie. Jeżeli szukacie maskary z w miarę naturalnym składem, bez parafiny, macie wrażliwe oczy - zwróćcie uwagę na tusze Collistar!

4. Collistar - ARTdesign - tego nie lubię, nie dogadałam się z jego szczotką, jest suchy, mocno kremowy, nie dla mnie.

5. Collistar - SHOCK - to drugi ulubieniec tej marki jest również dla mnie idealny, mimo że kremowy ale dobrze się rozprowadza, ma zakrzywioną szczoteczkę i naprawdę ładnie podwija rzęsy, Dla mnie super. Zaczęło się od miniatury, którą dostałam przy okazji zakupów w Dougalsie, zauroczyła mnie, od tej pory zaczęła się moja przygodna z mascarami Collistar.

6. The Body Shop - big and curvy mascara - nieee, temu mówimy nie, choć na fajna wąską szczoteczkę i faktycznie powinien fajnie podkręcać. Nie podrażnił co prawda ale też nie dawał mi żadnego efektu tak jak Korres.

7. Xlash PRO - odżywka do rzęs - u mnie działa, pod koniec zaczynała mnie nieco podrażniać z czego płynie nauczka by przy tak wrażliwych oczach jak moje kupować raczej małe opakowania. Mam drugie opakowanie i używam jej do brwi ( z naprawdę dobrym efektem).

8. Smashbox - błyszczyk Glided, nie mam pojęcia z jakiej serii, fajny, przyjemny w stosowaniu, był cielisty z drobinkami.

9. Moja ukochana nudziakowa szminka - REWELACYJNA - Rouge Dior Nude 263 - piękny jasny róż, u noszeniu fantastyczna, bardzo polecam, warto się jej przyjrzeć. Pewnie pędziłabym po kolejną ale studzi mnie fakt iż posiadam sporo produktów do ust ( równie fantastycznych) i powinnam je najpierw zużyć.

10. Estee Lauder Double Wear 1W2 Sand - to jest mój odcień DW, kolejna butelka. To produkt, który kupuję zaraz gdy kończy się poprzedni, najlepszy, zawsze do niego wracam mimo że wciąż i wciąż próbuję innych. Dla nas, dziewczyn z brzydkimi cerami jest to jednak produkt idealny. Trwały i kryjący, jeżeli traficie na swój kolor to pewnie będzie przy was przez lata.

teraz produkty MAC:
Automatyczna kredka do brwi eye brows w odcieniu fling - kredka jest absolutnie fantastyczna, idealna dla blondynki, kolor zgaszonego, szarego brązu, nie trzeba jej temperować, idealna miękkość, łatwość posługiwania się nią - same zalety tylko jedna zasadnicza wada: mała wydajność. Kredka starczyła mi na miesiąc, tak ....miesiąc, słownie miesiąc, 4 tygodnie... co jest śmieszne przy jej cenie ok 66 zł. Produkt świetny ale ja was proszę 66 zł na miesiąc??? Przesada!

Dwa cienie wkłady: ERA i GRAIN - nic dodać nic ująć, odcienie te są świetne, uniwersalne, dosłownie dla każdego, jakość ich jest naprawdę wysoka, duża wydajność, efekt na powiece naprawdę super, to jedne z moich ulubionych cieni i wciąż do nich wracam. Sprawdźcie je koniecznie na żywo jeżeli nie znacie.

Podkład Studio Fix Fluid NC20 - bardzo ciemny jak na NC 20, mocno żółty, kryje ok, trwałość całkiem dobra- chyba nie kupię ponownie, właściwie był ok z tym, że paskudnie śmierdział co sprawiało, że jego użytkowanie nie było zbyt przyjemne. No nie może się równać z moim ukochanym DW.

Z zapachów na trzy puste butelki:


mój ukochany od lat zapach to Lola Marca Jacobsa - uwielbiam, jestem fanką zapachów kwiatowych, róży, nie znudził mi się mimo zużytych x butelek, zawsze wybieram te największe ;) ma piękny flakon, który jednak lubi się przewracać pod ciężarem kwiatowego korka.

Nie umiem pięknie opisywać zapachów, nie znam się na poszczególnych nutach, wiem tylko co mi się podoba, co sprawia mi przyjemność, lubię tę kwiatową słodycz, lubię też odrobinę czy ja wiem pieprzu? piżma?

Druga butelka to Code Armani - zapach jesienny, otulający, kobiecy. Aktualnie nie mam ochoty na drugą butelkę, na Lolę tak, na Cod nie, choć możliwe, że do nie niego wrócę, to chyba 3 zużyte opakowanie? Lubię też jego siostrę Manię ;)

Ostatnim zapachem jest Prada Candy Florale - wersja kwiatowa, jest lekka, słodka, letnia i owszem ten zapach towarzyszył mi w letnie dni, szybko kupiłam kolejne opakowanie ale teraz to nie to, poczeka sobie do lata ;) Mam straszną ochotę na klasyczne Candy!

Tej jesieni coś się we mnie odmieniło i zwróciłam się w stronę słodkich zapachów, kocham Si, Black Opium, chętnie przygarnęłabym flaszeczkę Prady Candy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz