piątek, 20 listopada 2015

Zakupy kosmetyczne z Londynu

Wróciłam właśnie z z krótkiego wyjazdu do Londynu. Przyznam, że dumna jestem z siebie bardzo, nie oszalałam, nie straciłam fortuny na niepotrzebne mi rzeczy, kupiłam wyłącznie to co zaplanowałam, nie targałam przez miasto gigantycznych, wypchanych toreb z Primarka. Nie, po prostu nie.

Przed wyjazdem sporządziłam listę zakupów.

Na pierwszym miejscu był krem pod oczy Kiehl's z awokado, małe opakowanie 18 ml, koszt 20 funtów ( uwaga! na lotnisku kosztuje dokładnie tyle samo) - jest to gęsty odżywczy kremik pod oczy, zależało mi na mniejszym opakowaniu bo zamierzam zabrać do w dłuższą podróż. W tyłu widać dwie próbki o jakie poprosiłam jest to sławany olejek na dzień i na noc. Będę go od dzisiaj testować, jestem bardzo ciekawa tego sztandarowego produktu marki.

Na drugim miejscu znajduje się olejek do ust Clarins, kupiłam dwa smaki, dostałam zniżkę i worek próbek. Fajnie natłuszczają usta, jeden wędruje do pracy, drugi będę nosić przy sobie, w zimie gdy często zmieniamy temperaturę otoczenia będzie jak znalazł. Koszt jednego to ok 100 zł.


Uwaga, kurs funta jest bardzo niekorzystny i wiele kosmetyków możecie kupić taniej w Polsce, np. przy promocji -20% serio ;) tego olejku do ust jednak nigdzie nie mogłam znaleźć chyba nie ma go w polskim asortymencie Clarins.

Kupiłam też podkład Double Wear w odcieniu nie występującym w Polsce - Rattan - jest to ciemny żółtek, będą go używać do mieszania z Sand i Bone. Posiadając te trzy odcienie jestem w stanie idealnie dopasować do siebie odcień podkładu bez względu na porę roku i stopień opalenia mojej skóry. Szkoda, że nie ma go u nas w kraju bo niestety trochę przepłaciłam, po zniżce kosztował mnie ok 180 zł.

 Nie zerkałam nawet na inne marki jak Illamaska, Hourglass, Nars - ja z kolorówki już nic nie potrzebuję, mam podkłady, pudry, wiele palet cieni, róże. Zakupom kolorówki mówię więc na dłuższy czas STOP.


I Soap&Glory, które było na mojej liście chciejstw. Miałam szczęście ponieważ obowiązywała promocja 3 za 2 więc pozwoliłam sobie na dwa kosmetyki więcej ;)

Oczywiście sławna kredka do brwi Archery w odcieniu blonde shell  - zależało mi na niej bo zamierzam zabrać ją w podróż - nie trzeba jej temperować i posiada fantastyczny, wygodny grzebyk. Kredka jest dobra, bardzo precyzyjna, to dobry zakup.


Jako fanka pilingów do ciała chapsnęłam aż trzy:

Zastanawiałam się nad masłami, właśnie jedno opakowanie wykańczam i stwierdziłam, że na razie nie kupuję kolejnego.


 Dwa żela pod  prysznic jakich do tej pory nie miałam czyli Sugar Crush i Foam Call. Kupiłam też krem do stóp, ponoć "genialny" ;) wiem jedno - nie pachnie mentolem ( nienawidzę mentolu!!!) raczej cytrusowo i jest bardzo przyjemny w użyciu.

Z ubrań nie kupiłam NIC, nic nie potrzebuję.


1 komentarz:

  1. świetne zakupy :*
    zapraszam do siebie ----> http://mylittleworldlifelove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń