sobota, 3 października 2015

Zakupy wrześniowe - kolorówka (Collistar, Bell, Misslyn, essence, Inglot, MAC)

kolorówka:


Collistar - mascara Infinito w zestawie z kosmetyczką i miniaturą płyny do demakijażu oczu, po zachwycie nad Shock-iem sięgnęłam po kolejną, ArtDesign się u mnie nie sprawdził ale Infinito wydaje się być super, ma silikonową wąską szczoteczkę pozwalająca na bardzo precyzyjne rozdzielenie rzęs. Mascary Collistar maja naprawdę dobre składy - jeżeli szukacie czegoś naturalnego, bez parafiny - warto się zainteresować tą marką. Cena to 99 zł ( ja kupiłam ze zniżką w Douglasie, uwaga aktualnie jest tam w promocji za 69 zł!)

Kosmetyki Bell z serii HYPOAllergrnic:
tusz do rzęs long&volume mascara oraz kredki w sztyfcie, grafitowa, brązowa i fioletowa


skusiła mnie niska cena ( kredki ok 10 zł, mascara ok 20 zł), obiecujący skład i chęć wypróbowania na moich hiperwrażliwych oczętach. Powiem Wam, że fioletowa kredka jednak mnie podrażniła :( grafitową mam dzisiaj na powiekach i na razie jest ok, brązową też używałam i odpukać nic złego się nie wydarzyło, tylko ta fioletowa...

kredki do brwi:


Mysslyn cena ok 20 zł - odcień blond
essence - cena <10 zł - 04 blonde

chciałam zobaczyć jak będą się prezentować moje brwi w tak jasnych kolorach, wybór okazał się niezły, najlepszy efekt uzyskuję gdy łączę dwa odcienie, mój ulubiony z Catrice 040 plus coś cieplejszego i jaśniejszego - otrzymuję wtedy na brwiach kolor moich włosów, stopniując krycie obu kolorów w zależności od reszty makijażu i pory dnia. Na razie jest to mój codzienny zestaw - Catrice rysuje mi delikatnie linie brwi a jaśniejszym odcieniem wypełniam całość, dobrze rozcieram by kolory się połączyły. Jest nieźle. Lepiej używa mi się kredki Mysslyn - łatwiej się nią pracuje bo essence jest bardzo sucha, z drugiej strony essence jest odrobinę mniej ciepła, bardziej wpada w szarość - różnica jest bardzo subtelna ale jednak jest.

Tutaj swatche poszczególnych kredek - od lewej: Mysslyn, essence i Bell


Trochę zawiodłam się na pomadzie do brwi (brow liner gel) Inglot - tak zachwalanej, tak popularnej. Sprzedawczyni w salonie dobrała mi odcień 12 - jednak okazał się dla mnie zbyt ciemny, zbyt intensywny, nie wiem dlaczego i jakim cudem na youtube wszystkie blondynki, nawet bardzo jasne używają tego odcienia a u mnie brwi robią się takie czarne, takie ostre, takie wyraziste. Uhym??? Pierwsze próby nie były udane, w końcu jakoś doszłam z nią do ładu tj. wybrałam dość miękki pędzelek do eyelinera Zoeva, dzięki czemu rysunek na brwiach jest delikatniejszy, podkreślam też tylko kształt, głównie dolna linię ale środek wypełniam już kredką.


Ja porównałabym tę dwunastkę do aktualnie nieużywanej farbki Make Up Forever nr 25


Popatrzcie - te odcienie się niewiele różnią:


Z MUFE pracowało się jednak o wiele łatwiej!


Przyznam, że nie jestem do końca zadowolona, miłości od pierwszego użycia tu nie było. Dziwnym trafem jakoś nie po drodze mi z Inglotem, cienie na moich oczach ( nie mówiąc o tym, że mnie podrażniają!) wyglądają nijako, słabo się rozcierają. Lakiery Ingolta to już zupełna porażka, pamiętam, miałam też pomadkę, która niemiłosiernie wysuszyła mi usta.
Inglot po raz kolejny się nie popisał :( Powiem Wam, że gdy w salonie podeszłam do stanowiska z nowymi podkładami HD, pomazałam je sobie na ręce ( zauważyłam, że nie ma żółtych odcieni, raczej ziemiste, krycie wydaje się być spore) i ...poszłam, ekspedientka stała obok ale nie zaproponowała ani nałożenia go na twarz ani też próbki do użycia w domu. Po prostu stała bez słowa i się patrzyła.... mam wrażenie, że nawet się dobrze mi nie przyjrzała po prostu wcisnęła jeden z popularniejszych kolorów gdy prosiłam o dobór żelu do brwi :( Cena 37 zł niestety :(

A tutaj udany zakup w MACu:


Ostatnim nabytkiem z kolorówki jest Studio Fix - podkład w kamieniu, odcień NC 25. Mam już jeden NC20 - jest jednak za jasny, używałam go w wakacje, bardzo przydatny gdy chciałam tylko omieść twarz i wyrównać koloryt oraz podkreślić rzęsy, często było zbyt gorąco albo czasu za mało aby wykonać konkretny makijaż. Bardzo dobrze mi się używało tej NC 20 ale przyznać trzeba, że była dla mnie stanowczo za jasna, NC25 sprawuje się lepiej. Studio Fix to idealny puder do poprawek w ciągu dnia, kryje znakomicie więc mamy szanse zakryć wszelkie ubytki w podkładzie, zamieszka więc na stałe w mojej torebce. Tak odcień NC 25 to jest dokładnie mój odcień, NC 20 też tylko raczej na zimę. Ok 130 zł


Na koniec zobaczcie jakim cudem obdarował mnie Douglas:


Śmiać się czy płakać? Czy od razu wyrzucić?

4 komentarze:

  1. Ten puder z Maca mi się marzy, a o żelu z Inglot słyszałam dużo pozytywnych opinii, szkoda, że się nie sprawdził ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel jako żel nie jest zły tylko kolor u mnie niedobrany :(

      Usuń
  2. Miałam kredkę do brwi z Essence jest genialna. Długo się trzyma, nie rozmazuje i jest mega wydajna. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyrzucić;) miałam Infinito, dobry, ale nie powalił na kolana

    OdpowiedzUsuń