środa, 21 października 2015

HIT dla włosów czyli Kevin Murphy HYDRATE-ME

Kim jest Kevin Murphy? To hamerykański fryzjer, znany w dodatku ponoć ( ja go nie znałam ;), który wypuścił na rynek swoje własne produkty do pielęgnacji włosów. Typowe w dzisiejszych czasach prawda? Znane osoby - aktorki, piosenkarki, makijażyści i fryzjerzy gwiazd tworzą własne marki, które zwykle odnoszą spore sukcesy. My, szaraczki, lubimy choć dotknąć tego wielkiego świata i kupujemy, kupujemy...

Co mną kierowało przy zakupie zestawu UN.TANGLE-ME? Oczywiście marzenie o pieknych, zdrowych włosach, które po wiosennym rozjaśnianiu i wakacyjnym maltretowaniu nie wyglądały najlepiej. Marzyła mi się pełna regeneracja, nawilżenie. Ostatnimi czasy nieco zawiodłam się na tzw. produktach fryzjerskich. Kerastase, L'oreal, Schwarzkopf - nie sprawdzają się u mnie, ceny wysokie a efektów brak, po pewnym czasie okazało się, że moje włosy nienajlepiej znoszą działanie silnych detergentów typu SLES czy SLS - szukałam czegoś łagodnego i skutecznego.

Czy znalazłam?


TAK! UN.TANGLE-ME!


Zakupiłam ten zestaw w polskim sklepie internetowym za 198 zł

Mamy tu szampon, odżywkę i spray. Pojemności standardowe czyli 250 ml i 150 ml. Opakowania nieco inne, udziwnione, kwadratowe z otworkami u dołu, mamy przez wyciśnięcie otrzymać optymalną ilość produktu. Powiem Wam, że jak z początku wydawało mi się to dobrym pomysłem, jak teraz przy połowie zawartości muszę się nico namęczyć, ściskać, ściskać, ściskać ;) Całego zestawu używam od początków września, mamy drugą połowę października - będzie to 7 tydzień


Jestem pod wrażeniem właściwości myjących tego szamponu HYDRATE-ME.WASH i jednocześnie jego delikatności. Zawsze przed myciem nakładam oleje, jeżeli mogę to na całą noc, choć ostatnio myję włosy głównie wieczorami, ale zawsze olejuję, najwyżej tłuste włosy skręcam w koczek jeżeli muszę gdzieś wyjść po południu. Ostatnio przedawkowałam oleje ;) chyba się zamyśliłam bo nałożyłam podwójną porcję, pomyślałam "Acha - będzie zabawa ze zmywaniem" - mam takie doświadczenia z innymi szamponami. Kevin poradził sobie podczas normalnego, dwukrotnego mycia, serio, włosy potem odżywiłam i nie miałam wcale ale to wcale tłustych strąków tylko świeże miękkie, dobrze się układające.



Odżywka HYDRATE-ME.RINSE - niby taka niepozorna, o dziwnym zapachu, nieco jakby alkoholowym, ziołowym, czy ja wiem, chyba nie spotkałam się z czymś podobnym, gęsta konsystencja, szara... niezbyt zachęcająca ;)
Na początku się trochę na nią jeżyłam ale ale...
dwa tygodnie mycia i pielęgnacji a moje włosy stały się po prostu zdrowymi, ładnymi włosami, nie przypominały już powakacyjnej miotły ( ech John Frieda..wrrr.). Włosy mam miekkie, układające się dobrze, to po prostu widać i czuć.

Aktywne składniki to śliwka kakadu ( ponoć zawiera dużo witaminy C), jojoba, algi, masło shea, witaminę B7, olej ze słonecznika i wiesiołka. Dystrybutor zaleca spłukanie jedynie 80% nałożonej odżywki, reszta ma pozostać i nie obciążać. Przyznam, że nie wiem ile procent spłukuję czy 70 czy 100, cieżko to określić, w każdym razie efekt na włosach jest. Nie narzekam, raczej się rozkoszuję,


Spray UN.TANGLED ma na drugim miejscu w składzie alkohol i alkoholem pachnie, zastanawiałam się czy nie przyczyni się do wysuszenia moich włosów? Na szczeście regularne uzywanie go rozwiało moje wątpliwości, myję szamponem, nakładam odżywkę, spłukuję i spryskuję tym preparatem, w końcówki wcieram odroborinę olejku silikonowego Macadamia, suszę włosy suszarką i idę spać. Włosy nie są przesuszone, są miękkie, gładkie i wyglądają zdrowo. Nie myślcie sobie, że używając tych produktów będziecie miały włosy niczym z reklamy Pantene Pro-v - nie, tu nie ma ściemy, włosy są po prostu zdrowe, zadbane, ale nie dotrzegam szczególnego blasku ( no chyba, że w odpowiednim oświetleniu), widzę, że mam rozdwojone końcówki - przyznam ze wstydem, że jeszcze po lecie ( oj wakacje dały popalić moim biednym włosiskom!) nie byłam u fryzjera podciąć końcówek ;)

Podsumowując - zestawm kosmetyków Kevina Murphy'ego sprawdza się u mnie, jestem nim oczarowana, zachwycona i bardzo polecam! 

Chcę więcej Kevina! Mam w planie zakup serii BLONDE!
 
mam długie, rozjaśnione grube i nieposłuszne, sztywne i do niedawna zniszczone włosy



piątek, 16 października 2015

Parę naturalnych nowości: apeiron, Lavera, masmi, Antipodes

Kolejna porcyjka kosmetyków naturalnych ze sklepu ecco-verde:

1. Pasta do zębów apeiron bez fluoru!- zawiera kompozycję 24 roślinnych ekstraktów z miodły indyjskiej, oleju goździków, i lukrecji przeciw bakteriom powodującym próchnicę . Chińskie daktyle, żółte drzewa, ukęśla indyjska i Baleria wzmacniają i uspakajają dziąsła. Drobne mineralne ciałka czyszczące , czyszczą zęby delikatnie i usuwają płytkę nazębną. Bardzo przyjemny smak zapewniają; tymianmięta i cejloński cynamon.
Ta ziołowa pasta do zębów od  Apeiron jest bardzo łagodna i może być użyta przez dzieci. Ona nie zawiera żadnych substancji pieniących, jest bardzo wydajna  i łatwa do dawkowania. Delikatna świeżość, łagodne czyszczenie - nadaje się dla dzieci od 3 roku życia.

Używam ją od pewnego czasu i przyznam, że stała się moją  ulubioną pastą, ma odświeżający smak ale jest wystarczająco łagodny, zawiera drobinki ścierające więc po umyciu zębów naprawdę czuć, że są one śliskie , wyczyszczone, pieni się troszkę co uważam za duży plus bo wiele past naturalnych w czasie mycia zmienia się w wodę, ucieka ze szczoteczki.
 

Składniki:  Węglan wapnia, woda, gliceryna (roślinna), sorbitollukrecja, krzemionki, drzewo miodly indyjskiej,drzewo do szczoteczek do zębów, granat, chińskie daktyle, , ukęśla indyjska,  goździki,europejski orzech włoski,migdały, pieprz z Nepalu,dąb, marzanna, akacja Katechu, kolcorośl, cejlońskie drzewo cynamonowe, hiszpańska wiśna, rumianek marokański, kminek egipski, pelargonia, prawdziwy tymianek, mięta pieprzowamiętaeukaliptus,anyż, wodorosty, benzoesan sodu

Cena ok 25 zł, 75 ml

2. Lavera żel do mycia twarzy - ponieważ powoli kończą mi się aktualnie używane preparaty czyszczące wybrałam ten, ma dobre opinie, łagodny skład:




Kosmetyk ten czeka na swoją kolej, jak widzicie kosmetyki myjące kupuję najczęściej i to głównie one znajdują się u zużyciach. Aktualnie wykańczam przeróżne miniaturki, które mam od jakiegoś czasu i nie chciałabym aby się zepsuły.  

Składniki CTFA / INCI: Water (Aqua), gliceryna, alkohol *, lauryloglukozyd, mleczan sodu, guma ksantanowa, Glutaminian sodu, olejek kokosowy, disodu kokoilo glutaminianu, Ekstrakt z liści Ginkgo Biloba, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Oczar wirginijski (Witch Hazel ) Extract *, wyciąg z kwiatów nagietka *, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract *, Fragrance (Parfum) **, Citral **, Citronellol **, Limonene **, Linalool **

Cena ok 26 zł za 100 ml

3. Masmi - organiczne tampony




Naturalne tampony ze 100% czystej, certyfikowanej bawełny organicznej. Hipoalergiczne i delikatnie pokryte ochronną powłoką, aby zapobiegać, wydostawaniu się włókien. Oddzielnie zapakowana - idealne w podróży.
  • organicznie certyfikowana bawełna
  • hipoalergiczne, aby zminimalizować ryzyko podrażnień skóry i reakcje alergiczne
  • pokryte cienką powłoką ochronną, aby podczas usuwania tamponu nie pozostały żadne pozostałości waty
  • pakowane pojedynczo
  • bez perfum
  • proces wybielania bez użycia chloru lub dioksyn
  • dostępny w 3 rozmiarach
Ciekawa jestem jak wypadną w porównaniu z tymi dostępnymi w drogeriach, kupiłam je bo od pewnego czasu myślę o zminimalizowaniu kontaktu z niepotrzebną chemią właśnie w środkach higienicznych, dezodorantach itp. 

Cena ok 20 zł za 18 sztuk

4. Kolejny kosmetyk Antipodes - Avocado Pear - będzie to mój zimowy krem, ma dość bogatą formułę dlatego wiążę z nim spore nadzieje jeżeli chodzi o odżywianie. Zawiera olej z awokado, miód manuka i olejek nagietkowy

Lada dzień powinny się skończyć aktualnie używane kremy i sera ( serum Nuxe, krem L'Occitane - mam miniaturkę z serii Divine - jejku miłość od pierwszego wejrzenia!). Muszę też pomyśleć o coś o bardziej bardziej treściwej konsystencji i jednocześnie o małej pojemności - podczas mrozów to jest jedyny czas gdy moja cera staje się suchawa i muszę ją porządnie natłuszczać i odżywiać, ale jak wiemy okres ten jest stosunkowo krótki dlatego wolałabym specyfik o jak najmniejszej pojemności, 15-30ml maksymalnie).
 


Aqua (water), butyrospermum parkii (shea) butter, squalane (vegetable) extract, persea gratissima (avocado) oil, leptospermum mel (Active 20+ manuka) honey, macadamia ternifolia (macadamia nut) oil,calendula officinalis (calendula) oil, cocos nucifera (coconut) oil, cetearyl olivate, sorbitan olivate, lecithin (vegetable) extract, gluconolactone, sodium benzoate, calcium gluconate, vitis vinifera (Vinanza Grape grapeseed) extract, tocopherol (Vitamin E), essential oil fragrances of sandalwood & ylang ylang & patchouli: benzyl benzoate**, benzyl salicylate**, citral**, d-limonene**, linalool**, eugenol**, farnesol**, gernaiol**, isoeugenol**. 
** component of essential oil


Cena ok 200 zł za 60 ml

sobota, 3 października 2015

Zakupy wrześniowe - kolorówka (Collistar, Bell, Misslyn, essence, Inglot, MAC)

kolorówka:


Collistar - mascara Infinito w zestawie z kosmetyczką i miniaturą płyny do demakijażu oczu, po zachwycie nad Shock-iem sięgnęłam po kolejną, ArtDesign się u mnie nie sprawdził ale Infinito wydaje się być super, ma silikonową wąską szczoteczkę pozwalająca na bardzo precyzyjne rozdzielenie rzęs. Mascary Collistar maja naprawdę dobre składy - jeżeli szukacie czegoś naturalnego, bez parafiny - warto się zainteresować tą marką. Cena to 99 zł ( ja kupiłam ze zniżką w Douglasie, uwaga aktualnie jest tam w promocji za 69 zł!)

Kosmetyki Bell z serii HYPOAllergrnic:
tusz do rzęs long&volume mascara oraz kredki w sztyfcie, grafitowa, brązowa i fioletowa


skusiła mnie niska cena ( kredki ok 10 zł, mascara ok 20 zł), obiecujący skład i chęć wypróbowania na moich hiperwrażliwych oczętach. Powiem Wam, że fioletowa kredka jednak mnie podrażniła :( grafitową mam dzisiaj na powiekach i na razie jest ok, brązową też używałam i odpukać nic złego się nie wydarzyło, tylko ta fioletowa...

kredki do brwi:


Mysslyn cena ok 20 zł - odcień blond
essence - cena <10 zł - 04 blonde

chciałam zobaczyć jak będą się prezentować moje brwi w tak jasnych kolorach, wybór okazał się niezły, najlepszy efekt uzyskuję gdy łączę dwa odcienie, mój ulubiony z Catrice 040 plus coś cieplejszego i jaśniejszego - otrzymuję wtedy na brwiach kolor moich włosów, stopniując krycie obu kolorów w zależności od reszty makijażu i pory dnia. Na razie jest to mój codzienny zestaw - Catrice rysuje mi delikatnie linie brwi a jaśniejszym odcieniem wypełniam całość, dobrze rozcieram by kolory się połączyły. Jest nieźle. Lepiej używa mi się kredki Mysslyn - łatwiej się nią pracuje bo essence jest bardzo sucha, z drugiej strony essence jest odrobinę mniej ciepła, bardziej wpada w szarość - różnica jest bardzo subtelna ale jednak jest.

Tutaj swatche poszczególnych kredek - od lewej: Mysslyn, essence i Bell


Trochę zawiodłam się na pomadzie do brwi (brow liner gel) Inglot - tak zachwalanej, tak popularnej. Sprzedawczyni w salonie dobrała mi odcień 12 - jednak okazał się dla mnie zbyt ciemny, zbyt intensywny, nie wiem dlaczego i jakim cudem na youtube wszystkie blondynki, nawet bardzo jasne używają tego odcienia a u mnie brwi robią się takie czarne, takie ostre, takie wyraziste. Uhym??? Pierwsze próby nie były udane, w końcu jakoś doszłam z nią do ładu tj. wybrałam dość miękki pędzelek do eyelinera Zoeva, dzięki czemu rysunek na brwiach jest delikatniejszy, podkreślam też tylko kształt, głównie dolna linię ale środek wypełniam już kredką.


Ja porównałabym tę dwunastkę do aktualnie nieużywanej farbki Make Up Forever nr 25


Popatrzcie - te odcienie się niewiele różnią:


Z MUFE pracowało się jednak o wiele łatwiej!


Przyznam, że nie jestem do końca zadowolona, miłości od pierwszego użycia tu nie było. Dziwnym trafem jakoś nie po drodze mi z Inglotem, cienie na moich oczach ( nie mówiąc o tym, że mnie podrażniają!) wyglądają nijako, słabo się rozcierają. Lakiery Ingolta to już zupełna porażka, pamiętam, miałam też pomadkę, która niemiłosiernie wysuszyła mi usta.
Inglot po raz kolejny się nie popisał :( Powiem Wam, że gdy w salonie podeszłam do stanowiska z nowymi podkładami HD, pomazałam je sobie na ręce ( zauważyłam, że nie ma żółtych odcieni, raczej ziemiste, krycie wydaje się być spore) i ...poszłam, ekspedientka stała obok ale nie zaproponowała ani nałożenia go na twarz ani też próbki do użycia w domu. Po prostu stała bez słowa i się patrzyła.... mam wrażenie, że nawet się dobrze mi nie przyjrzała po prostu wcisnęła jeden z popularniejszych kolorów gdy prosiłam o dobór żelu do brwi :( Cena 37 zł niestety :(

A tutaj udany zakup w MACu:


Ostatnim nabytkiem z kolorówki jest Studio Fix - podkład w kamieniu, odcień NC 25. Mam już jeden NC20 - jest jednak za jasny, używałam go w wakacje, bardzo przydatny gdy chciałam tylko omieść twarz i wyrównać koloryt oraz podkreślić rzęsy, często było zbyt gorąco albo czasu za mało aby wykonać konkretny makijaż. Bardzo dobrze mi się używało tej NC 20 ale przyznać trzeba, że była dla mnie stanowczo za jasna, NC25 sprawuje się lepiej. Studio Fix to idealny puder do poprawek w ciągu dnia, kryje znakomicie więc mamy szanse zakryć wszelkie ubytki w podkładzie, zamieszka więc na stałe w mojej torebce. Tak odcień NC 25 to jest dokładnie mój odcień, NC 20 też tylko raczej na zimę. Ok 130 zł


Na koniec zobaczcie jakim cudem obdarował mnie Douglas:


Śmiać się czy płakać? Czy od razu wyrzucić?

piątek, 2 października 2015

Październikowe NATURALNIE Z PUDEŁKA

Pisałam tu niegdyś o boxach kosmetycznych typu Shinybox, Glossybox, które subskrybowałam. Prenumerata boxa polega na tym, że kupujemy kota w worku, płacimy z góry nie wiedząc co danego miesiąca otrzymamy. Jedno pudełko był to koszt 50 zł.

Czemu nie byłam zadowolona? 

Bo nie jestem odbiorcą kosmetyków marketowych, takich które mogę sobie kupić w każdym Rossmannie czy innym Carrefourze ;) a jakie co miesiąc do mnie przychodziły, często otwarcie pudełka, które w założeniu miało zawierać próbki czy miniatury kosmetyków luksusowych spotykało się z dużym rozczarowaniem. W pudełku często znajdowałam zwykle najzwyklejsze kosmetyki jak Vaseline, Vella, Dove, pasty do zębów, małe szminki w dziwnym np,. ciemno brązowym kolorze i całą serię kosmetyków kolorowych, których nigdy nie używałam.

Właściwie to większości tych kosmetyków nie używałam nigdy.

Myślałam, ze boxy kosmetyczne są nie dla mnie, że to strata pieniędzy ale dowiedziałam się o istnieniu nowego pudełka o nazwie "Naturalnie z Pudełka" oferujące: min. 4. pełnowymiarowe wyselekcjonowane naturalne kosmetyki, bez parafiny, PEGów, pochodnych ropy i innych sztucznych składników. Coś dla mnie! Sprawdziłam - poprzednie edycje zawierały ciekawe zestawy. Zamówiłam. Wczoraj przyszła do mnie paczuszka.


Pudełko naturalne było pierwszym, które zaraz po otwarciu wywołało na mojej twarzy uśmiech zadowolenia ;)


Fajny ekologiczny kartonik a w nim 5 pełnowymiarowych kosmetyków:

1. CosmoSPA - afrykańska glinka brązowa 100% - można ją używać na kilka sposobów do całego ciała, do włosów i na twarz jako maseczkę, do ciała ujędrniająco i antycellulitisowo, do kąpieli.  Cena 8 zł.

Już wczoraj wypróbowałam tę glinkę, nałożyłam na twarz wymieszaną z odrobiną wody i olejku, na początku poczułam lekkie pieczenie, potem już dyskomfort choć dbałam by nie wyschła i nie ściągnęła się na twarzy. Nie wytrzymałam, zmyłam i okazało się, że moja skóra jest bardzo gładka, oczyszczona. Ciekawe co będzie dalej ;)


2. Skin&tonic London Lemon Lip Balm - sztyft do ust, składa się z 4 składników: olejku kokosowego, wosku, masła shea i olejku cytrynowego. Cieszę się, że nie trafił mi się miętowy zapach ( nie cierpię mięty w kosmetykach!!!) - mój jest bardzo przyjemny w aplikacji i ładnie pachnie cytryną. Cena 19,95 zł

Mam go już w torebce, idealnie nadaje się do noszenia w kosmetyczce, prawie nic nie waży, czasem w ciągu dnia warto jest odżywić usta przed aplikacją pomadki.


3. Kredka do powiek felicea.netural - jest to polska marka, kredka zawiera: olej z nasion rącznika pospolitego, palmowo kokosowy, kokosowy, z pestek palmy olejowej, wosk Candelilla talk, wit E, naturalne barwniki. Cena 19 zł

Otrzymałam czarną kredkę, dzisiaj jej użyłam, nic złego się nie dzieje, oczy nie wysychają i nie pieką. A wiecie, że moje oczy to ekstremalni wrażliwcy i nie jestem w stanie używać większości kredek i mascar. Na razie jest dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie, nie chciałabym po raz kolejny napisać "kolejny produkt, który mnie podrażnił".

4. Orientana - ajuwerdyjska odżywka do włosów jaśmin i migdałecznik - do włosów cienkich i delikatnych ( nie wiem czy się u mnie sprawdzi moje moje włosy są raczej grube i sztywne), ma naturalny i bogaty skład, opiera się na olejku ze słodkich migdałów+ jojoba, gotu kola, brahmi, shikakai, ajwain, jaśmin indyjski, migdałecznik. Buteleczka jest z miękkiego plastiki, zafoliowana - chyba nie będę jej jeszcze otwierać - troszeczkę obawiam się zapachu - kosmetyki indyjskie potrafią być naprawdę śmierdzące, wiem coś o tym bo swego czasu otrzymywałam ich sporo i miałam wiele okazji do testowania. Cena 34 zł.


2. Laboratorium Cosmeceuticum - skoncentrowany hydrolat pomarańczowy ma matować i hamować rozpad kolagenu, ma działanie kojące , redukuje zaczerwienienia, ściąga pory, reguluje wydzielanie sebum. cena 20 zł

Oczywiście natychmiast otworzyłam opakowanie i opsikałam twarz i włosy. Zapach taki sobie ;)
Oki zużyje się

Mam też dwie próbki Orientany: Bio serum Brahmi & Kwas hialuronowy oraz gotowa maseczka z glinki: migdał i szafran.


Dzisiaj chyba zrobię sobie tę maseczkę ;)

Tak wygląda październikowe Naturalnie z Pudełka, dla mnie bardzo dobrze.
Ciekawe co będzie w przyszłym miesiącu?