wtorek, 29 września 2015

Zużycia (lipiec - wrzesień 2015)

Kolejna gigantyczna porcja pustych opakowań. Zaczynam tradycyjnie od sekcji myjąco - czyszczącej:


Balea - dwie limitowanki - kolorowe i pachnące, raczej unikam używania takich żeli ale od czasu do czasu sobie na to pozwalam ;)

Alverde - naturalny żel pod prysznic wanilia i mandarynka - zapach nie powala ale jest łagodny i niedrogi.


Facelle - wasch lotion - stale obecny w mojej łazience, po prostu zawsze tam się czai jakaś butelka, dla mnie to superhiperidealny kosmetyk myjący - łagodność - cena, dostępność. Nie zastanawiam się - kupuję o kupuję. Brawo Rossmann!

Dove - żel pod prysznic gofresh mandarynka i kwiat tiare - muszę się powtórzyć - kocham żele Dove za zapachy, łagodność i działanie. Jest promocja - kupuję!. Dodatkowo moja rodzina je uwielbia i się domaga ;)

Ziaja liście zielonej oliwki - oliwka do mycia - od stóp do głów -- powiem Wam, że ostatnio zachwycała się tym kosmetykiem ale niestety mnie podrażnił ( tj aktualnie używana buteleczka podrażniła) więc odstawiam ją na jakiś czas. Najczęściej oliwki Ziaji używam do... golenia! Wg mnie fajnie zmiękcza włosy, pieni się, daje poślizg.



Nuxe olejek myjący pod prysznic ze złotymi drobinkami Prodigieux - generalnie uwielbiam kosmetyki Nuxe ale ciężko było mi znieść obcowanie w tym olejkiem ze względu na jego zapach, dla mnie był męski, duszący, nie miał nic wspólnego z zapachami olejków, kremów i balsamów tej firmy. Jakoś udało mi się zmęczyć opakowanie ale bez przyjemności, przyznam, że kupując go byłam gotowa na niesamowite doznania zapachowe i tutaj niestety nastąpił zawód.

The Body Shop Japanese Cherry Blossom - żel pod prysznic - bardzo przyjemny, kwiatowy zapach, żel ok mam jeszcze balsam do ciała i mgiełkę z tej serii ( lubię)

Organic Shop - cukrowy piling z mango - powiem Wam, że bardzo fajnie mi się używało ten kosmetyk, mamy tu dużą pojemność 450ml, cenę ok, skład super, zapach przecudowny, zdzierak z niego średni, ale ładnie natłuszcza i ten zapach ( uwielbiam mango!) - fajny, bardzo, bardzo fajny!

Organique - Ethernal Gold - cukrowy piling - poprawny - tak bym o nim powiedziała - jak na kosmetyk o tak wysokiej cenie ( ok 60 zł za 200ml) spodziewałam się hmm czegoś bardziej spektakularnego, najbardziej brakowało mi zapachu, który był tu niemal niewyczuwalny, sam piling działał bez zarzutu, skóra po jego użyciu była gładka i miękka ale zabrakło mi tu wrażenia luksusu. Myślę, że stosunek ceny do jakości jest tu znacznie przesadzony.

L'Occitane - miniaturka migdałowego żelu pod prysznic - uwielbiam go za zapach i działanie, jego używanie to absolutna przyjemność, tylko ta cena....


Mixa - płyn micelarny optymalna tolerancja - dobry płyn, faktycznie łagodny, naprawdę ok, cenę o ile pamiętam też miał znośną ( ok kilkanaście zł) - mogę polecić, możliwe, że kiedyś ponownie go nabędę, zostawił po sobie całkiem dobre wrażenie.

La Roche Posay rosaliac żel micelarny - na buteleczce widzę cenę promocyjną 47 zł - zdecydowanie nie jest ten żel jej wart, nie mówiąc o tej "regularnej" 63 zł ( ponure hyhyhy) bo nie różni się od żeli 4-krotnie tańszych, nie jest ani skuteczniejszy ( wręcz przeciwnie) ani łagodniejszy ani wydajniejszy. Nie warto wydawać tyle pieniędzy na coś co można mieć za 10 zł, serio ;)

Sylveco - rumiankowy żel do mycia twarzy - całe spektrum sprzecznych odczuć towarzyszyło mi podczas stosowania tego żelu ( zapach - lubię? nie lubię?, brak piany, sposób w jaki odczuwam jego działanie na skórze) - podsumowując moje rozważania - tak to dobry kosmetyk - chętnie po niego jeszcze sięgnę, cena, skład, wydajność na duży +

Ziaja - pasta do głębokiego oczyszczania liście manuka - sławna pasta, kosmetyk ciekawy i skuteczny, aż dziw, że zużyłam tę wielką tubę w sumie szybkim tempie. Działanie spektakularne, używałam ją na dwa sposoby: jako piling - czyli krótki masaż i płukanie wodą oraz jako maseczkę - po masażu zostawiałam ją na kilka minut i spłukiwałam - efekt: skóra gładka niby szkło ;) lecz zanotowałam też działanie negatywne - skóra gładka ale w efekcie przesuszona, im częściej używałam pasty tym twarz stawała się bardziej ściągnięta. Raczej więcej nie kupię.

The Body Shop Camomile masło do demakijażu - zamiennik sławnego masła z Clinique, tylko tańsze ;) ale równie skuteczne, warto polować na promocje, moje masło kosztowało 30 zł, dobrze czyści, używam je gdy noszę w ciągu dnia Double Wear, nabieram odrobinę na palce, rozcieram w dłoniach i wmasowuję w skórę ( również w oczy mimo, że nie jest to polecane ( mimo ekstremalnie wrażliwych oczu nic złego mi się do tej pory nie przydarzyło). Już dawno zrezygnowałam z używania szmatek muślinowych, za dużo z tym zachodu ( utrzymywanie ich w czystości), ja biorę kawałek miękkiego ręcznika papierowego i delikatnie ścieram rozpuszczone resztki makijażu po czym używam żelu do mycia. Dobry kosmetyk i skuteczny, chyba kupię kolejny.


OMIA FISIO Shampoo olej macadamia - skład naturalny ale do moich włosów ten szampon się nie nadawał, tworzył z nich suche sianko więc po paru użyciach odstawiłam go ale jak widzicie jest zużyty całkowicie - rodzinka się z nim uporała i sobie go nawet chwaliła ( mój mąż ma bardzo wrażliwą skórę głowy - ten go nie podrażniał).

Nivea long repair - odżywka z ojekiem babasu i keratyną - moja ulubiona marketowa odzywka, jest stale u mnie w łazience, kończy się a ja kupuję nową. Stosuję ją jako wykończenie pielęgnacji czyli najpierw mycie, potem właściwa odżywka a na końcu long repair - świetnie spisuje się jako ochraniacz włosów, zawiera silikony, które zapobiegają uszkodzeniom mechanicznym.

Sylveco balsam myjący do włosów z betuliną - niestety u mnie się nie sprawdził, mam długie, grube i rozjaśniane włosy, staram się przed każdym myciem je olejować. Balsam Sylveco nie zmywa olei z moich włosów i jest to jego zasadnicza wada a stosowany bez olejowania włosów też prawdę mówiąc szału nie robi, wszystkie do tej pory testowane kosmetyki do włosów Sylveco w dziwny sposób je obciążają, doprowadzając do tworzenia smutnych strąków, tutaj też to miało miejsce. Niedomyte, strąkowante włosy. Ale buteleczka pusta - rodzinka o to zadbała ;) nie narzekając zbytnio. Mam wrażenie, że lepiej sprawdzi się na cienkich włosach?

Alverde - dwufazowa odzywka z aloe vera i hibiskusem - drugie opakowanie, po pierwszym byłam oczarowana efektem zmiękczenia włosów i odświeżenia, potem zachwyt mi nieco opadł, Odzywkę zużyłam - wypryskałam - ale raczej nie planuję ponownego zakupu.

CHI Argan oil + moringa - silikony do włosów - dla mnie fantastyczne! Jaki zapach! Działanie jak działanie, normalka ;) bardzo gęste, skoncentrowane, daje poślizg i chroni, i ten zapach - super!




niedziela, 27 września 2015

Kremy pod oczy - moje hity!

Mój aktualny ranking kremów pod oczy dla osoby +35 wygląda następująco

1. Antipodies Kiwi Seed Oil - najnowszy nabytek i już jestem nim oczarowana, przede wszystkim skład - bogaty i naturalny:

Ingredients (INCI): Aqua, persea gratissima (avocado) oil, Glycerin, Cetearyl alcohol, cretearyl alcohol, cetearyl wheat straw glycosides, steraic adic (vegetable), glyceryl stearate, tocopherol (Vitamin E), daucus carota sativa (carrot) oil, actinidia chinensis (kiwifruit seed) oil, borago officinalis (borage) oil, gluconolactone, 0.37 sodium benzoate, 0.12 calcium gluconate 0.01, vitis vinifera (Vinanza Grape grapeseed) extract

Specifications: Scientifically shown to stimulate synthesis of type 1 collagen by up to 82%

cena 143 zł za 30 ml


wydaje się być ceną do przyjęcia no i najważniejsze - działanie - aplikuję dosłownie odrobinkę, wsiąka błyskawicznie, skóra pod oczami jest wygładzona, nawilżona, miękka i to przez długie godziny. Mój pierwszy kosmetyk z Antipodies i na pewno nie ostatni. O marce dowiedziałam się z Youtube, oglądam filmiki pewnej Austalijki, która bardzo zachwalała tę firmę, po prostu przekonała mnie do zakupu. Skorzystałam ze strony eco-verde - ceny są po polsku, opisy także i mają tam naprawdę dużo fajnych, oj jak fajnych... i obiecujących kosmetyków naturalnych.

2. Nuxe Nuxuriance - krem przeciwzmarszczkowy, zawiera kwas Hialuronowy, Tetrapeptyd Dermican, nasiona Araukaria, korzeń Maki, Kofeinę, ekstrakt z buraka cukrowego, owoce Bakau oraz perłowe pigmenty, ponoć 55+ ;) cena ok 100 zł

Zużyłam z wielką przyjemnością do ostatniej kropelki. Tak bardzo go lubiłam, że poczułam coś na kształt żalu gdy się skończył, naprawdę ;) Używałam go sumiennie, dwa razy dziennie przez całe wakacje, przeżyłam upały, kąpiele w słonej wodzie, podróże - przyznać trzeba, że kondycja mojej skóry w okolicach oczy jest naprawdę dobra, krem ochronił, uzupełnił ubytki w nawilżeniu, napinał,
zawiera malusie drobinki, które mają za zadanie optycznie rozświetlić okolicę oczku. Na uwagę zasługuje opakowanie zaopatrzone w wygodną i higieniczną pompkę. To był naprawdę świetny krem na lato i jeżeli nie pojawi się nic ciekawszego chętnie kupię go w przyszłym roku. Bardzo polecam i nie sugerujcie się tym 55+ spokojnie mogą go używać i młodsze osoby.

INCI : Aqua (water), rosa moschata seed oil, butylene glycol, glycerin, hydroxyethyl acrylate/sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, hydroxyethyl urea, limmanthes alba (meadfoam) seed oil, cetearyl alcohol, propanediol propylheptyl caprylate, mannitol, tocopherol, capryloyl glycine, parfum (fragrance), mica, sodium hydroxide, citric acid, ethylhexylglycerin, ci 77891/titanium dioxide, acrylates c10-30 alkyl acrylatye crosspolymer, propylene glycol, polymethyl methacrylate, allantoin, caffeine, dehydroacetic acid, sodium dextran sulfate, sodium hyaluronate, polydodecamideaminium triazadiphénylethenesulfonate, polysorbate 60, sorbitan isostearate, tetrasodium glutamate diacetate, theobroma cacao (cocoa) leaf cell extract, 10-hydroxydecanoic acid, sebacic acid, 1.10-decanediol, polyvinyl alcohol crosspolymer, lepidium meyenii root extract, araucaria angustifolia seed extract, acetyl tetrapeptide-9 (n0705/a).

Contient 89% d'ingrédients d'origine naturelle.

Sans paraben. Non comédogène. Hypoallergénique.


3. L'occitane drogocenny krem pod oczy, 155 zł za 15 ml - producent twierdzi:
Organiczny olejek z Immortelle jest bogaty w aktywne cząsteczki o unikalnych właściwościach przeciwdziałających oznakom starzenia.

Skład: Aqua/Water, Rosa Ceniffolia Flower Water, Polymethyl Methacrylate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Glycerin, Myreth-3 Myristate, Propylene Glycol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sorbitol, Isononyl Isononanoate, Helichrysum Italicum Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Sorbitan Isostearate, Hedera Helix (Ivy) Leaf/Stem Extract, Sucrose Palmitate, Glyceryl Linoleate - Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil - Helichrysum Italicum (Flower) Oil*, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil*, Borago Officinalis Seed Oil*, Corn Starch Modified, Ethylhexylglycerin, Tocopherol, Carbomer, Xanthan Gum, Polysorbate 60, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Sodium Benzoate, Sodium Glycolate, Trisodium NTA, Sodium Formate, Potassium Sorbate. 
* Ingredients from Organic farming.


U mnie krem sprawdził się znakomicie, zużyłam już dwa takie słoiczki - jest to lekki nawilżacz, dobry na lato, wchłania się błyskawicznie, nawilża i napina. Jego minusem jest opakowanie, dosyć mały słoiczek - np. w odróżnieniu od słoika ( czy wręcz słoja!) Antipodies, który umożliwia bezproblemowe wydostanie produktu.


4. Clinique - All About Eyes - niegdyś często przeze mnie używany, zastanawiam się nawet nad kolejnym zakupem - ten krem kojarzy mi się z super nawilżeniem, idealny na dzień, najlepiej na lato ok 125 zł za 15 ml


Skład: cyclopentasiloxane, water purified, isostearyl palmitate, polyethylene, butylene glycol, polysilicone-11, ethylene/acrylic acid copolymer, palmitoyl oligopeptide, morus bombycis (mulberry) root extract, caffeine, phytosphingosine, triticum vulgare (wheat bran) extract, scutellaria beicalensis root extract, olea europaea (olive) fruit extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, cholesterol, linoleic acid, tocopheryl acetate, magnesium ascorbyl phosphate,pyridoxine dipalmitate, sucrose, glycerin, dimethicone, glyceryl polymethacrylate, glyceryl laurate, peg/ppg-18/18 dimethicone, quaternium-18 bentonite, petrolatum, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone, propylene carbonate, sodium chloride, peg-8, disodium edta, sodium sulfite, sodium metabisulfite, iron oxides (ci 77491, ci 77492, ci 77499). 

5. Dr. Haushka - nawilżający krem pod oczy uwaga: 12, 5 ml cena ok 100 zł - miałam ogromną próbkę - wystarczyła mi na dwa tygodnie stosowania więc mogę co nieco powiedzieć o tym kremie - na pewno jest odżywczy to jego główna zaleta, jednocześnie lekki ładnie mi się wchłaniał, odżywienie czułam przede wszystkim, to krem pierwsza pomoc przy problemach z przesuszeniem okolic oczu - na zimę. Poważnie zastanawiam się nad kupnem, myślę, że byłby fajnym uzupełnieniem zimowej pielęgnacji.



Skład: Water (Aqua), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Alcohol, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Althaea Officinalis Leaf Extract, Beeswax (Cera Alba), Calendula Officinalis Flower Extract, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Hectorite, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Rosa Damascena Flower Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Lysolecithin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Chondrus Crispus Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Lactylate, Fragrance (Parfum) , Geraniol*. 
* składnik naturalnego olejku eterycznego
Jest jeszcze jeden krem Dr. Haushki - regeneracyjny
Przyznam, że też mnie kusi ze względu na skład:

Skład: Water (Aqua), Pyrus Cydonia Seed Extract, Glycerin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Betula Alba Leaf Extract, Bellis Perennis (Daisy) Flower Extract, Alcohol, Rosa Damascena Flower Water, Hectorite, Equisetum Arvense Extract, Lysolecithin, Glyceryl Stearate Citrate, Beeswax (Cera Alba), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Borago Officinalis Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Fragrance (Parfum), Limonene*, Citronellol*, Linalool*, Geraniol*, Farnesol*, Benzyl Benzoate*, Eugenol*, Citral*, Benzyl Salicylate*, Cetyl Alcohol, Trifolium Pratense (Clover) Extract, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Chondrus Crispus Extract, Xanthan Gum, Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract, Oryzanol, Sucrose Stearate, Sucrose Distearate, Malpighia Punicifolia (Acerola) Fruit Extract.           
*składnik naturalnego olejku eterycznego
15 ml. 181 zł,


6. Organique - pumpkin line - krem pod oczy, 30 ml za 75 zł- przez chwilę zastanawiałam się czy go nie kupić na zimę - moje wrażenia też opieram po zużyciu dużej próbki -  z Organique trzeba uważać bo czasem ich składy nie powalają ( ciekawe dlaczego nie umieszczają ich na swojej stronie???), ale ok po użyciu próbki krem wydawał się interesujący, co prawda dość długo się u mnie wchłaniał ale potem czułam spore odżywienie więc wydaje się być obiecującym kremem na zbliżającą się porę roku.




piątek, 25 września 2015

Zakupy wrześniowe - pielegnacja ( Biotique, Realash, Collistar, Oragnique, Yonelle, Anipodes, schmidt's, Biofficina Toscana).

Wrzesień to dla mnie miesiąc fajnych i przemyślanych zakupów:

Moje nowości:

Olejki do włosów indyjskiej firmy Biotique:
Bio Bhringraj - wcierka dla włosów wypadających ma je wzmacniać i odżywiać oraz
Bio Flame of the Forest olej do włosów zniszczonych


na razie nie otwieram, czekam aż skończę aktualnie używane olejki do włosów. Ceny niestety nie pamiętam ok 20 zł każdy. Mają bogaty skład więc wiążę z nimi wielkie nadzieje ;)


Nowa odzywka do rzęs REALASH 3 ml - ostatnio używałam Xlash - która się sprawdziła, rzęsy pięknie rosły ale po pewnym czasie oczy zaczęły się nią nieco podrażniać więc resztki odżywki przeznaczyłam do brwi gdzie sprawdza się znakomicie ( jejku dawno nie miałam tak zadbanych brwi!) a do oczu zakupiłam nowe opakowanie tym razem wybrałam inną firmę ( tańszą) po kilku użyciach nic złego się nie dzieje, jest to typowa odżywka do rzęs, wiele z Was je doskonale zna. U mnie głównym kryterium wyboru jest zminimalizowanie ryzyka podrażnienia bo mam bardzo wrażliwe oczy. Cena ok 170 zł


Collistar Talass Scru Anti Eta - przeciwstarzeniowy ( cokolwiek to znaczy) piling z solą morską i olejkami m. in. cytrusowym, macadamia, jojoba, aż 700g ( 186zł za kg), cena 130 zł jest to chyba najdroższy piling jaki posiadam, zdecydowałam się na niego zniechęcona używaniem otulającego scrubu Pat&Rub. Pierwsze użycie skończyło się irytacją z mojej strony, gdy zrywałam folię zabezpieczającą zostałam ochlapana olejkiem, który oddzielił się od soli, szkoda mi tego olejku :( Producent poleca używać go na sucho lub mokro - ja używałam go na mokro i uzyskałam zadawalający efekt gładkiej skór,y pokrytej delikatna warstwą, ładnie pachnącego pomarańczami, olejku. Na całe ciało potrzebowałam objętości dwóch łopatek ( łopatka dołączona do zestawu). Warstwa tłusta jest naprawdę niewielka, myślę, że można spokojnie zastosować jeszcze krem do ciała w przypadku bardzo suchej skóry.


Drugi piling - tym razem cukrowy to bloom essence sugar peeling Organique - 200 ml za ok 56 zł co też jest sporą sumą jak za piling ( w porównaniu do powyższego mamy tu do czynienia z malutkim opakowaniem cena za kg to aż 280zł!!!), kupiłam go zachęcona pozytywnymi opiniami, spragniona pięknego, intensywnego zapachu, jak się sprawdzi - zobaczymy. Przy okazji zakupów otrzymałam kilka próbek m. in dyniowego kremu pod oczy, który bardzo mnie zaciekawił i widzę, że skóra bardzo dobrze na niego reaguje.


Yonelle progresywna nanomaska - zawiera witaminę C oraz kwasy o stężeniu 4% - chcę mieć nową, zregenerowaną skórę! Skład i opis wygląda zachęcająco. Używałam ją już trzy razy - nakładam cienką warstwę, na początku czuję lekkie mrowienie, które ustaje po kilku minutach, czekam, czekam, czekam, nadmiar delikatnie ścieram wacikiem i idę spać. Rano mam rozjaśnioną, gładką buzię. Efekt bardzo mi się podoba!. Cena ok 130 zł ( to chyba promocyjna cena?) w Douglasie



Antipodes krem pod oczy Kiwi Seed Oil - 30 ml, cena ok 150 zł - odżywczy krem pod oczy - zawiera sporo naturalnych olejów, jego baza jest olej z awokado, olej z nasion kiwi i marchewki i in. - bardzo przypadł mi do gustu, jest lekki, bardzo szybko się wchłania i ładnie nawilża.


Naturalny dezodorant schmidt's bergamont + lime - jest to gęste masło, jego bazą jest masło shea + soda oczyszczona + cały szereg naturalnych ekstraktów - hit moich zakupów - dezodorant, który nie zawiera aluminium i jednocześnie jest bardzo skuteczny, jestem naprawdę pod wrażeniem jego działania i wydajności. Szukałam czegoś bez potencjalnie szkodliwych składników, od jakiegoś czasu próbuję ograniczyć używanie antyperspirantów, na razie w weekendy, przyznam, że testowane do tej pory kosmetyki nie działały zbyt dobrze a ten spisuje się znakomicie, cena ok 60 zł za 56,7g - wydaje się dość wysoka ale jest on diabelnie wydajny, myślę, że wystarczy na bardzo długo.


Biofficina Toscana - balsamo concentrato attivo - bardzo chwalona odżywcza maska do włosów, włoska firma, skład ciekawy i bardzo bogaty, jeszcze nie używana, czekam aż przyjedzie jej kolej po wykończeniu innych tego typu kosmetyków, cena ok 50 zł za 200ml.


czwartek, 24 września 2015

Kosmetyki do makijażu na NIE - The Balm, Shiseido, Bourjois oraz pędzel GlamBrush

Przyszedł czas aby popastwić się nad kosmetykami kolorowymi, na których się zawiodłam, których nie lubię używać, które do mnie nie pasują:

Na początek bezapelacyjny ulubieniec internetu czyli Mary Lou Manizer The Balm


Kupiłam go dawno temu, jako jedna z pierwszych, jeszcze w drogerii Marionaud.
Troszkę poużywałam lecz szybko poszedł w odstawkę.


Czemu go nie lubię? Dla mnie te drobinki są zbyt duże, widać je na mojej twarzy, kolor teoretycznie powinien idealnie pasować do mojej cery ale nie, nie podoba mi się efekt jaki daje. Słyszę i czytam zachwyty jaki delikatny, u mnie wygląda jakbym posypała się brokatem.

Bourjois puder healthy balance w idealnym dla mnie odcieniu nr 53


Co z nim nie tak? Producent obiecuje matowe wykończenie, trwałość i naturalny wygląd - u mnie nie sprawdza się w żadnym puncie. Mam tłustą lub mieszaną cerę, podejrzewam, że lepiej sprawowałby się na suchej bo u mnie intensywny błysk pojawia się już po godzinie od aplikacji. Puder bardzo się pyli, nie udało mi się go równomiernie zaaplikować, jakimś cudem od razu robi plamy. I ma ma tu mowy o trwałości, no nie ma...


Jedno co trzeba przyznać - kolor ma idealny, żółty, średni beż.


Teraz największe rozczarowanie!

Dwa kosmetyki firmy Shiseido, którą to do tej pory uwielbiałam.

Puder wykończeniowy translucent pressed powder:


Jak widzicie jest on prawie biały - co tam mam przecież białe pudru i z MACa i MUFE, które sprawowały się doskonale - ale tutaj biel niestety pozostaje na twarzy, nie stapia się ze skórą. Nie mam ochoty chodzić z twarzą Gejszy ;) Puder również nie matuje, za to jest widoczny na twarzy, właściwie to nie spełnia żadnej konkretnej funkcji :(

Bardzo przykro mi też napisać, że nie sprawdza się u mnie puder, który ma bardzo dużo pozytywnych opinii w internecie, np. na wizażu - właściwie to szukając odpowiedniego pudru na lato kierowałam się tymi opiniami dlatego czuję szczególny zawód związany z tym kosmetykiem:

Bronzer w odcieniu 2 medium neturel


Śliczna, zgrabna puderniczka to jedyny atut tego bronzera.


Poza tym same wady: koszmarna aplikacja, brak współpracy z pędzlami ( próbowałam wielu), plamy, brak wtapiania się w skórę i kolor, który na mnie wygląda pomarańczowo - a miał przecież dawać efekt naturalnej, ciepłej opalenizny. :( Dziwne to bardzo - w jakiś dziwny sposób następuje przeobrażenie koloru np. nałożony na palec - widzę ciepły, neutralny brąz - na twarzy pomarańcz na każdym podkładzie i bez podkładu.


Duży zawód spotkał mnie również ze strony tego pędzla, jest to
Glam Brush o numerze T16.


Producentka tego pędzla tak ładnie o nim opowiadała w swoim filmiku, że skusiłam się na zakup i, jak jestem bardzo zadowolona z innych pędzli GB, tak ten uważam za totalną porażkę. Mamy tu bardzo miękkie, sztuczne włosie, bardzo, tak bardzo - że aż ZA miękkie wobec tego mam trudność z nabraniem produktu ( dedykowany jest do nakładania podkładu) - nie mówiąc o rozcieraniu. Poza tym główka pędzla jest bardzo mała, myślę, że nadawałaby się do twarzy lalki a nie człowieka ;) więc próby aplikacji trwają wieki, dosłownie wieki. Ponieważ pędzel jest za mały to nakładając nim szybko zastygający podkład otrzymujemy oczywiście plamy. Czyszczenie to prawdziwa masakra, dobrze i sprawnie sobie radzę z innymi pędzlami ale tutaj napotkałam opór, aby doczyścić T16 do takiego stanu jak pokazany na zdjęciu bardzo się namęczyłam, czy ja wiem, potrzebne było trzykrotne mycie szarym mydłem, płukanie, mycie itp. do końcu użyłam jeszcze preparatu do czyszczenia pędzli z firmy MAC - uwierzcie mi to była syzyfowa praca. Inne zastosowanie? Niestety - pomyślałam o gruntowaniu korektora pod oczami ze względu na niezwykłą miękkość włosia - niestety pędzel "nie chwyta" produktów sypkich - więc i tutaj się nie sprawdza. Bardzo mi przykro ale nie mam dla niego żadnego zastosowania i pewnie wyląduje w koszu na śmieci.





środa, 23 września 2015

Kosmetyki na NIE: Eucerin, Schwarzkopf, Pat&Rub, Timotei, Baush&Lomb

Jesienne wpisy rozpoczną kosmetyki, których nie lubię, nie chcę, nie sprawdzają się u mnie:


Eucerin Dermo Purifer - krem dla skóry z niedoskonałościami - 50 ml - opakowanie jest pełniutkie bo tego kremu nie da się używać. Dlaczego? On się nie wchłania - maże po skórze dodatkowo ją wysuszając ale nie ma mowy o wsiąknięciu, nie ma mowy o wykonaniu makijażu, nie ma mowy o nawilżeniu. Próbowałam ja i próbował mój mąż - nie sprawdza się w naszym przypadku zupełnie. Krem był kupiony w zestawie z żelem do mycia i ów żel był tak samo beznadziejny jak krem.


Kosmetyki do włosów BC bonacure Schwarzkopf Repair Rescure - cała seria: szampon, odzywka i maska.

Kupiłam w sklepie fryzjerskim i przyznam, że u mnie, na moich włosach są totalną klapą. Nie ma mowy o odżywaniu, wygładzaniu i regeneracji - włosy me grube i rozjaśniane - są sianowate i nie wyglądają na zadbane. Faktycznie nie powinnam używać szamponu z siarczanami ( ten je zawiera), odżywka ma sporo keratyny - u mnie brak efektu, maska - najlepsza z tego zestawu ale - z całości nie jestem zadowolona. W tych opakowaniach jest jeszcze ok 1/3 produktu, najpierw chciałam wytrwale zużyć do końca ale po co się męczyć i dodatkowo pogarszać stan włosów?  Odstawiłam Repair Resure i używałam innego zestawu - włosy odzyskały blask i życie więc żegnam się bez żalu!


Teraz hit blogosfery - ja go już nie chcę, nie chcę się dłużej z nim męczyć! Chodzi o scrub cukrowy Pat&Rub otulający cudding - mówię mu stanowcze NIE choć w opakowaniu jeszcze połowa produktu. Podoba mi się w nim jedynie zapach, który odbieram jako bardzo przyjemny ale działanie i sposób aplikacji pilingu doprowadza mnie do białej gorączki. Ma on bardzo gęstą i zbitą konsystencję i jednocześnie jest straaasznie tłusty więc nabieram go palcami i próbuję wmasować w skórę ale ta gęsta masa zaczyna się rozpadać, odpryskiwać, jej odrobiny są pod całym prysznicem tłuszcząc i oblepiając wszystko dokoła. Gdy już uda mi się coś w końcu wmasować ciało pokryte jest grubą warstwą białego "tłuszczu", mazią, której nie da się spłukać wodą, nie da się wytrzeć ręcznikiem ( po takiej zabawie ręcznik wędruje do prania), nie da się założyć pidżamy. Mam dość, nie chcę do zużywać do końca, niech sobie idzie do kogoś innego ;)


Szampon Timotei moc i blask - kupiłam go gdy potrzebowałam szamponu a w jedynym dostępnym sklepie był tylko ten - tak, wiem, kolejny dowód, że u mnie szampon nie może zawierać siarczanów. Szampon Timotei jest dnem dna, może i myje ale skóra głowy po tym płacze i skrzypi, włosy niczym siano. Próbowałam używać go do czyszczenia pędzli ale tutaj też się nie spisywał bo pędzle z włosia zaczęły przypominać miotły (!). Nie chcę go już więcej widzieć! Dobrze, że był tani w przeciwieństwie do pozostałych zaprezentowanych bubli.



Na koniec może nie kosmetyk ale coś co miało w zamyśle służyć pielęgnacji oczu - krople nawilżające Baush&Lomb Hydral - Drop, 10 ml - konstrukcja opakowania uniemożliwia normalne użytkowanie, to miało chyba pomóc w aplikacji a tylko ją utrudniło, nie jestem w stanie trafić kroplą do oka ewentualnie potężnym siknięciem. Nie udało mi się ściągnąć tej dziwnej nasadki i używać "normalnie" więc nie ma sensu trzymać ich w domu i wylądują w koszu na śmieci.

piątek, 11 września 2015

Zużycia ( maj i czerwiec 2015 ) - post dłuuugaśny

Witajcie po wakacyjnej przerwie. Wyjazdy, odpoczynek, LATO - nawet nie zaglądałam tutaj ani do całej blogsfery ;)  Powitam więc Was jesiennie zaległymi zużyciami.

Pielęgnacja:



Organic shop - organic papaya &sugar body peeling - całkiem przyjemny kosmetyk, nie pozostawia  tłustego filmu, właściwie to nie jest wogóle tłusty, miał intensywny zapach, który roznosił się po całej łazience, dobrze szorował, wydajny, nienaturalny intensywnie żółty kolor. Nie zachwycił, raczej poprawny.

The Body Shop - kokosowe masło do ciała, gęste, pachnące, tłuste, odżywcze - często używam je w porze zimowej i zwykle wykańczam dopiero na początku lata - bardzo wydajne, nie mogę go stosować codziennie bo trochę zapycha. Czy wrócę do niego podczas nadchodzącej zimnej pory roku? Raczej nie, poszukam czegoś innego.

Pat&Rub - otulający cuddling - masło do ciała, które nie jest masłem tylko lekkim kremem i jako krem spisywał się znakomicie, jak dla mnie zapach był piękny, uroczy, słodziutki, milutki, choć nietrwały skóra dobrze nawilżona, wydajność dobra, skład naturalny. I tyle jakoś nie pędzę po następne opakowanie.


Biotique - bio carrot oil - ayurvedyjska receptura, przywieziony z Indii, zawiera też olej migdałowy do stosowania po kąpieli, ja używałam do włosów, był ok ale ja tak całościowo nie przepadam jednak za indyjskimi kosmetykami, mają często trudne do zniesienia zapachy, na szczęście carrot pod tym względem jest neutralny i pozostawił po sobie całkiem miłe wrażenie.

Evree - mulioils bomb 7 olejków, kuracja do ciała. Od tej buteleczki bardzo polubiłam olejki evree. Mają szereg zalet: stosunkowo niską cenę, dobry skład, dobre działanie i przyjemność stosowania. Olejek bardzo wydajny, przyjemnie pachniał, wchłaniał się nawilżał i odżywiał skórę. Uwagi mam jedynie do opakowania, sztywna buteleczka spowodowała trudności z wytrząśnięciem resztek produktu.

L'Occitane mleczko do ciała z 3 esencjalnymi olejkami (miniatura) - płynne, lejące o pięknym zapachu i dość dobrymi właściwościami pielęgnującymi. Kiedyś byłam zafascynowana marką, teraz nawet nie zerknęłam na wyprzedaż ;) podsumowując: fajne, pachnące, drogie. Zapach to zdecydowanie atut kosmetyków L'Occitane.

Norel - body care ujędrniający krem żel biust szyja dekold - bubel! nie działał nic a nic ;) szkoda pieniędzy, bubel!


 Dezodorant Dove original  oraz beauty finish - o pudrowym delikatnym zapachu, lubię, jeden z moich ulubionych, do Dove zawsze wracam, niewydajny a ja wracam ;)

Balea krem do roąk Q10 + omega - tani, przyzwoity

Eveline argan oil krem do depilacji - jeden z moich ulubionych, część moich partii ciała nie lubi golenia, okazało się, że depilacja chemiczna jest jednak delikatniejsza więc stosuję ją kupując kremy będące aktualnie w promocji a że często jest to Eveline... 5-6 zł  wystarcza na 3-4 aplikacje, nie jest źle.

Clinique even better dark spot correcting hand cream - ponieważ to miniatura nie miałam okazji przekonać się czy działa na przebarwienia, na pewno szybko się wchłaniał


Avebio - olej arganowy - chyba każdy zna zalety oleju arganowego, ja tez mieszam z kremem, wcieram w ciało i włosy. Gdy kończy się jedno opakowanie od razu kupuje kolejne ( nie ma go na zdjęciu)

Vichy Capital Soleil 50 - matujący, z ubiegłorocznej edycji, najlepszy krem z filtrem do twarzy, szybko się wchłania, nie powoduje świecenia, nawilża, daje wysoką ochronę. Ja nie jestem zwolenniczką chronienia zawsze i wszędzie każdego kawałka skóry, raczej unikam długiej ekspozycji na slońce, uważam że skóra i jej mechanizmu ochronne powinny cały czas trenować w kontakcie ze słońcem. Poza tym jestem ofiarą niedoboru witaminy D3. Z drugiej strony mamy udowodniony niekorzystny wpływ promieni słonecznych na naszą skórę. Co robić zatem? Ja jestem zwolenniczką złotego środka czyli filtr używam na wycieczkę, spacery czy plażę natomiast na co dzień w mieście wybieram kosmetyki albo z brakiem filtra albo z mniejszym.

Sampar serum vivid radiance przeciwstarzeniowe - zdobycz z TK Maxx, super cena tylko 59 zł, bardzo przyjemne w użytkowaniu, napinające, odżywiające, często używałam je pod makijaż. Kolejny fajny kosmetyk Sampar.

Sampar - crazy cream - nude - krem BB bardzo go lubiłam ( znowu <3 Sampar) lekka baza nawilżające, nadająca cerze delikatny kolor, krem jest szary, po wmasowaniu w twarz stapia się z naturalnym kolorytem ( tak działa wiele koreańskich kremów BB)

The Body Shop - smoothing serum - z olejem babasu - nawilżająco wygładzające - bardzo szybko się wchłania, zwykle nakładałam  na nie inny krem, fajny nawilżacz, lubię serię nutriganics

The Body Shop - smoothing night cream - moja skóra uwielbiała ten krem, w wygodnym opakowaniu z pompką, lekki i jednocześnie odżywczy, rano skóra była miękka i wypoczęta

Biotherm - emulsja pod oczy skin best - wygodne opakowanie, krem działał bardzo dobrze, ma lekką formułę, szybko się wchłaniał

Czy wśród zużytych kosmetyków było coś wyjątkowego, wartego uwagi?
Na pewno Sampar - dobry do ostatniej kropelki i z chęcią przetestuję kolejne produkty tej marki. Serum i krem na noc TBS - bardzo dobre i skuteczne, ciekawa seria. Vichy Capital Soleil po raz kolejny towarzyszy mi podczas wakacji - świetny krem z filtrem.

Mycie i oczyszczanie:


Balea paradise beach - letnia limitowanka - gęsty pachnący kokosem i ananasem żel - lubiłam, polecam

OMIA żel pod prysznic z lawenda - fantasyczny, zapach cudowny, skład naturalny, mycie nim to sama przyjemność - bardzo lubiłam!

OMIA żel z organicznym olejkiem migdałowym - opakowanie z pompką - lubiłam używałam pod prysznicem, zapach interesujący

Eucerin - olejek pod prysznic - pisałam już o nim tutaj, fajny, drogi


 Bourjois tonik witaminowy - zaczęłam ostatnio dość intensywnie używać toników, ten jest ok, bez większych zachwytów, wydajny.

Bourjois odświeżający żel pod prysznic - kupiony w zestawie z płynem micelarnym - zapach nie przypadł mi do gustu, nijaki do n tej potęgi, bardzo niewygodne w użytkowaniu pod prysznicem opakowanie - nie lubiłam

Vichy normaderm  żel głęboko oczyszczające, skóra z niedoskonałościami - baaardzo wydajny i świetnie działające, to kosmetyk do którego wracam, użyłam chyba z 5 opakowań, na razie jednak nie kupię ponownie bo ile można ?! Aktualnie używam Sylveco ;)

Alverde tonik wildrose - niedrogi, odświeżający o naturalnym składzie, przyjemny ( mam jeszcze jedno opakowanie w użyciu)



ISANA żel z mocznikiem - dla mnie super kosmetyk, prosty skład, mocznik jest na 3 miejscu w składzie i ładnie łagodzi działanie SLESu, zapachu ładnego raczej tu nie znajdziecie ale skóra po jego użyciu jest nieźle nawilżona i wygładzona

The Body Shop - kokosowy żel pod prysznic - fajnie pachnie ale jest straaasznie gęsty a sztywna butelczka z małym otworkiem nie ułatwia użytkowania. Powiem wprost wkurzał mnie, ciężko wycisnąć cokolwiek z opakowania. Zapamiętać - nie kupować ponownie.

L'Occitane miniatura żel pod prysznic o zapachu róży i fiołka - nieziemski zapach, ichniejsze kompozycje zapachowe po prostu mnie powalają, ech podobnie jak ceny. Sam żel bardzo wydajny, kąpiel z nim to prawdziwa przyjemność. No chciałabym używać ponownie ale odstrasza mnie cena ;)



Sylveco żel do higieny intymnej - pisałam już nim, ma dobry skład, delikatny, wydajny, polecam każdemu, mam kolejne opakowanie.

Physiogel - żel pod prysznic do skóry wrażliwej - ja stosowałam do higieny intymnej ze względu na bardzo łagodny skład, zauważyłam własności łagodzące, niestety niezbyt wydajny - mam kolejne opakowanie.

bioIQ shower gel - kolejna pozycja o bardzo naturalnym, łagodnym składzie, stosowałam go w krótkim okresie gdy moja skóra była podrażniona i potwierdzam jego łagodność, niestety brak tu zapachu więc gdy nie muszę sięgać po podobne specyfiki wybieram raczej kosmetyki pachnące.

bardzo polecam te kosmetyki każdemu wrażliwcowi!


Ziaja - liście zielonej oliwki - oliwka do mycia - bardzo wszechstronny kosmetyk, ja odkryłam, że świetnie nadaje się do golenia - kupuję kolejne opakowanie

Ziaja - ulga - kremowy olejek myjący - kosmetyk do którego wracam - łagodnie myje twarz i ciało, nadaje się do higieny intymnej ( nie podrażnia) bardzo przydatny na wyjazdach - kupuję kolejne opakowanie

Ziaja - naturalny oliwkowy płyn micelarny - prawdę mówiąc spodziewałam się po nim najgorszego ;))) bo kiedyś używałam micela Ziaji ( nie pamiętam którego) i nie zmywał mi nic, ale ten, oliwkowy spisywał się całkiem dobrze, nic nie podrażniał i spełniał funkcję oczyszczającą.

brava dla Ziaji!


The Body Shop camomile silky cleansing oil - olejek do demakijażu - brat masełka z tej samej linii ( uwielbiam) ten nie przypadł mi do gustu, u mnie pod prysznicem dość ciężko się go używało bardzo lejący, przeciekał przez palce ;) trochę podrażnił mi oczy ( potem doczytałam by omijać te okolice ale... masło mogę spokojnie stosować w okolice oczu i nic złego się nie dzieje). Nie sięgnę po niego ponownie.

The Body Shop - softening cleansing gel oil - olejek z demakijażu - bardzo bardzo fajny, delikatny, ładnie rozpuszczał makijaż, naprawdę miło się go używało i chętnie do niego powrócę.

Dr. Hauschka - cleansing cream - krem do mycia twarzy w postacie gęstej pasty z drobinkami ścierającymi. Mam mieszane odczucia odnośnie stosowania tego specyfiku bowiem dzięki niemu trafiłam do okulisty :( jedna z drobinek wpadła mi do oka tak dokuczliwie, że w warunkach domowych nie mogłam się jej pozbyć... niezbyt przyjemne. Jak widzicie mam pewien uraz oraz portfel leżejszy o 100 zł ponieważ w naszym kraju nie można liczyć na szybką pomoc lekarską.

Czy wśród zużytych kosmetyków było coś wyjątkowego, wartego uwagi?
OMIA - fantastyczne kosmetyki, cudne zapachy i dobre składy! Physiogel - naprawdę łagodny polecam wrażliwcom ekstremalnym, Ziaja - kupuję ją po raz n - ty - super kosmetyki. Żel z TBS super, L'Occitane - chciałabym chciała...


Włosy:


Seboradin balsam do włosów przetłuszczających i skłonnych do wypadania, wmasowywałam w skalp tylko w okresie gdy mocno wypadały mi włosy, śmierdział strasznie ale działanie było ok

Seboradin maska kuracja przeciw wypadaniu włosów - wg mnie bardzo skuteczna i faktycznie działa, stosowałam ją na skórę głowy, to już drugie opakowanie i wiem, że gdybym kiedykolwiek miała jeszcze problem z wypadaniem włosów to po nią sięgnę - równolegle stosowałam też ampułki Seboradin (których tu nie pokazałam) - również bardzo polecam.

Seboradin maska kuracja do włosów suchych i zniszczonych - gdy powyższą maskę stosowałam na skórę głowy tak tę rozprowadzałam na całej długości włosów. Była ok choć oba te kosmetyki zawierają parabeny :(


Planeta Organica marokański balsam do włosów - zapach tego kosmetyku urzekł mnie całkowicie, balsam zmiękcza włosy choć z moimi grubymi i sztywnymi nie do końca sobie radził, ciężko było wydobyć resztki ( tuba bardzo sztywna) a sam balsam ma zbyt gęstą konsystencję jak na używanie pompki - lepsza byłaby tuba. Kandydat do ponownych zakupów wraz z innymi, nieznanymi mi, kosmetykami Planeta Organica.

Kallos maska Algae 1000 ml - tak! zużyłam własnoręcznie, na własnych włosach!, kupię ponownie ale inny rodzaj, ta mi się znudziła. Dobra, przeciętna, tania.

Bania Agafii - balsam do włosów aktywator wzrostu - fantastyczna odżywka, wmasowywałam ją w skórę głowy oraz na całej długości włosów, które dzięki niej były gładkie i miękkie.

L'biotica Biovax A+E zwane serum wzmacniającym ale wszyscy wiemy, że jest to mieszanina silikonów i nic nam nie wzmocni ;) tylko pełni funkcję ochronną końcówek przed uszkodzeniami mechanicznymi, było ok ale znam inne lepsze i przyjemniejsze w użyciu

Miniatura Korres szampon do włosów normalnych z aloesem i lebiodką - nie dla mnie, umył i tyle ale włosy po sobie zostawił nijakie, trochę szorstkie, nie kupię ( brak ma go na zdjeciu)

Czy wśród zużytych kosmetyków było coś wyjątkowego, wartego uwagi?
Seboradin - skuteczny w walce z wypadającymi włosami, Bania Agafii - fajna odżywka, mam ochotę spróbować więcej, i balsam marokański - zaaapachhhh!