wtorek, 24 marca 2015

Tłusta skóra a oleje?!

Czytałam o olejkach do tłustej cery, przeglądałam opinie  (nawet zachwyty???) ale ja wciąż podchodziłam do niech sceptycznie. Próbowałam kiedyś kapsułek z Rossmana, które uroczo wzmogły produkcję sebum na moje twarzy :( Jednym słowem porażka

Aż trafiłam na asortyment Dr. Hauschki, od której kupuję tusz do rzęs, zauważyłam tam malutki i niedrogi olejek Clarifying Day Oil dedykowany tłustym skórom, zamówiłam.

Co pisze o nim producent:


Olejek do twarzy na dzień

Regulująca pielęgnacja na dzień

Zanim skóra o tłustym, zanieczyszczonym obrazie odzyska naturalną równowagę wymaga stałej, regularnej pielęgnacji. Olejek do twarzy na dzień dzięki specjalnie dobranym wyciągom z olejków roślinnych: migdałowego i z pestek moreli wysyła łagodzące impulsy i pomaga skórze w regulacji produkcji sebum. Wyciągi z karotki, nagietka, oczaru wirginijskiego i neem poprawiają elastyczność porów skórnych i przyczyniają się do widocznego wysubtelnienia obrazu cery. Stany zapalne ulegają złagodzeniu, skóra wygładza się, ulega normalizacji i promieniuje zdrowym blaskiem. Olejek do twarzy na dzień stosowany w połączeniu z pozostałymi kremami na dzień może stanowić dodatkową ochronę wrażliwych partii skóry przed zimnem i niekorzystnymi czynnikami pogodowymi.
Wskazówka: w połączeniu z emulsją nawilżającą na dzień stanowi idealną pielęgnację na dzień dla zanieczyszczonej skóry mieszanej. W tym celu wymieszać dwie krople emulsji z jedną kroplą olejku na wewnętrznej stronie dłoni i nałożyć na twarz. Oba kosmetyki zastosowane łącznie przeciwdziałają powstawaniu zaskórników i nadmiernemu rogowaceniu naskórka. Uzupełnieniem pielęgnacji podstawowej dla skóry tłustej są: kąpiel parowa do twarzy, maseczka oczyszczająca, intensywna kuracja do skóry zanieczyszczonej <25 i 25+ i sztyft korygujący w trzech odcieniach.
Sposób użycia: rano, po oczyszczeniu cery kremem do mycia twarzy i wzmocnieniu jej tonikiem regulującym na dzień i na noc równomiernie rozprowadzić na twarzy i szyi. Wieczorem polecamy kosmetyki do beztłuszczowej pielęgnacji na noc: tonik lub kurację w ampułkach.
Dostępne opakowania: 30 ml, 5 ml
Skład: Anthyllis Vulneraria Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Hypericum Perforatum Flower/Leaf/Stem Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Melia Azadirachta Leaf Extract, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract, Fragrance (Parfum), Linalool*, Citronellol*, Citral*, Geraniol*, Farnesol*, Benzyl Benzoate*, Limonene*, Eugenol*, Benzyl Salicylate*, Lecithin, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter.
* składnik naturalnego olejku eterycznego


Pierwsze spotkanie z olejkiem nie było udane, próbowałam go stosować tak jak zalecał producent, mieszałam rano w lekką emulsją nawilżającą ( ale innej marki) efekt niestety nie był zadawalający, skóra była po prostu tłusta i tyle.  Postanowiłam zatem używać go do pielęgnacji wieczornej i to było TO.

Trudno mi cały czas uwierzyć ale moja skóra zaczęła się mniej przetłuszczać?!. Po pewnym czasie zauważyłam wyraźnie mniejszą produkcję sebum w ciągu dnia. Zaczęłam używać kolorowych kosmetyków mineralnych, podkładu Lily Lolo, który niegdyś zupełnie się nie sprawdzał, po prostu spływał mi z twarzy a teraz trzymał się przyzwoicie pól dnia bez straszliwego błysku. Szok!

Buteleczka była malutka, 5 ml szybko się skończyło, aktualnie od tygodnia cera zaczyna się bardziej przetłuszczać. Nie wierzę???!!!

Muszę kupić ponownie ten olejek ;D

Aktualnie jego następcą jest ten mam go od wczoraj):

Darphin, Olejek z niaouli do pielęgnacji skóry tłustej lub skóry z trądzikiem Niaouli Aromatic Care

 

Zastanawiałam się też nad innymi podobnymi olejkami np. olejek Clarins Huile Lotus czy Ylang Ylang Decleor, ale wypatrzyłam promocję za truskawce na Darphin,  niecałe 100 zł,
ciekawe jak się sprawdzi???



Skład również jest bardzo bogaty ale zupełnie inny niż poprzednio używany olejek. Pierwsze użycie bardzo pozytywne, wchłania się szybciej niż Hauschka, pachnie podobnie, ziołowo aromatycznie.

poniedziałek, 16 marca 2015

Myjąca łagodność: czym myje się wrażliwiec

Pokażę Wam dzisiaj zestaw produktów używanych przeze mnie podczas ostatniego ataku wrażliwości. Coś bardzo podrażniło mi skórę, w szczególności miejsca intymne, objawem tego było zaczerwienienie i nieznośne swędzenie i jakakolwiek próba użycia zwykłego, pachnącego, środka do mycia powodowała pogorszenie tego, niebyt przyjemnego, stanu.
Trzeba było odstawić wszelkie barwniki i substancje zapachowe bo te stają się pierwszymi podejrzanymi, uważać na użyty w kosmetyku detergent - lepiej wybrać ten delikatniejszy.
Kiedyś w takiej sytuacji sięgałam od razu po mydło Biały Jeleń ale... albo jego skład się zmienił w ostatnich latach albo mimo wszystko było zbyt agresywne, w każdym razie nasilało objaw podrażnienia.

Człowiek myć się musi. Pierwsze co zrobiłam to chwyciłam za rossmanową facelle - niestety, co prawda na co dzień się sprawdzała jako płyn do mycia wszystkiego ;) ale tutaj zawiodła i wzmagała swędzenie.


Lepiej sprawdzała się Ziaja, kremowy olejek myjący, który ostatnimi czasy okazał się moim prywatnym bestsellerem - sprawdza się do twarzy, ciała, do higieny intymnej.


Miałam w zapasach shower gel Bio IQ, bardzo łagodny, organiczny, polski. Faktycznie sprawdzał się i myślę, że w sytuacjach podrażnienia warto po niego sięgnąć, ma bardzo dobry skład


Jest jednak dość drogi i niewydajny.



Na podrażnioną skórę, po umyciu nakładam oczywiście coś o właściwościach łagodzących, coś co zwiera na alantoinę czy pantenol. Szukałam w internecie informacji o produktach zawierających te substancje, mamy nasz polski Alantan ale zniechęcił mnie do niego fakt, że producent nie podaje na swojej stronie pełnego składu maści.


Niedrogimi i łatwo dostępnymi żelami myjącymi są te z ISANY MED, mimo zawartości SLESów moja skóra je bardzo dobrze toleruje, zawierają sporo substancji łagodzących, szczególnie łagodny jest ten niebieski, czerwony polecałabym suchej skórze, dzięki zawartości mocznika i panthenolu faktycznie jej nie wysusza.


I najłagodniejszy środek jaki znam, żel pod prysznic Physiogel z serii niebieskiej


Ten był najbardziej przyjazny mojej skórze i pomógł mi w nieprzyjemnym momencie, ukoił skórę, która już wróciła do równowagi. Ten żel świetnie nadaje się do higieny intymnej i właśnie takie będzie jego przeznaczenie w mojej łazience.






piątek, 13 marca 2015

Zużycia ostatnich miesięcy: produkty myjące (Ziaja, Tołpa, Skin79, Bandi, Garnier, Sylveco, Alverde, bioIQ, ISANA, Dove,TBH, W&B, Bielenda)


Ziaja żel myjący normalizujący na dzień/ na noc skóry normalnej, mieszanej i tłustej seria liście manuka - bardzo agresywny kosmetyk, używałam go co parę dni, mocno ściągał mi skórę po umyciu, raczej do niego nie powrócę. Raczej nie polecam.

Tołpa sebio normalizujący żel do mycia twarzy - drugie opakowanie, kupiłam w promocji i chyba na tym zakończę, choć do samego kosmetyku nie mogę się przyczepić, myje dość skutecznie i łagodnie.

BB cleanser SKIN79 - to dobry produkt myjący do twarzy, bardzo wydajny - co rekompensuje jego wysoką cenę ( ok 50zł) jest bogaty w szereg ekstraktów, rozpuszcza makijaż i go zmywa, jest przy tym delikatny i przyjemny w stosowaniu. Wygodna, oszczędna i higieniczna pompka. Mam już drugie opakowanie i polecam.

Bandi płyn micelarny - dobry kosmetyk, podobnie jak Garnier działa jak ma działać, nie podrażnia - tylko jego cena... trochę wyższa i jeżeli mam wybierać to wolę kosmetyk tak samo działający tylko tańszy.

Garnier płyn micelarny 3w1 - skóra wrażliwa - naprawdę świetny micel i prawdę powiadali ci co go zachwalali, niedrogi, skuteczny, łagodny - w sprzyjających okolicznościach z chęcią sięgnę po niego ponownie. Polecam.


Ziaja Ulga kremowy olejek do ciała - jak widzicie mam trzy puste opakowania, bardzo lubię ;) i stosuję do mycia twarzy oraz ciała, ładnie rozpuszcza resztki makijażu. Kosmetyk na topie, malusie uzależnienie ;) aż do przesytu.


Sylveco żel do higieny intymnej - bardzo łagodny, bardzo dobry skład, bardzo wydajny, nie jest tani (ok 16 zł za tylko 150ml) ale bardzo polecam wrażliwym i niewrażliwym. Dobry polski produkt.

Alverde tonik z glinką - hmmm kosmetyk, który nic nie robi, nie polecam.

Fuss Wohl (Rassmann) limonkowa sól do kąpieli stóp - całkiem przyzwoita, używałam jej głównie latem ale właśnie wykorzystałam ostatnią porcję. Fajna, pachnąca, relaksująca, zmiękczająca naskórek, niedroga.

Z tyłu (co prawda nie myjący) ulubiony zapach mego męża L'eau par Kenzo, dla niego to esencja kobiecości, dla mnie niekoniecznie ;) ale chcąc zrobić mu przyjemność używam go, właśnie wieczorem, po kąpieli - dlatego też kojarzy mi się z mycie i czystością. Kupuję go regularnie, to chyba ze trzeba duża butelka.


IQ - hair&body żel myjący - jest to polska, wrocławska, firma produkująca kosmetyki naturalne, żel ten ma bardzo łagodny skład, myje nie podrażnia, nie ma też żadnego zapachu co może być i plusem i minusem - jak dla mnie jego regularna cena jest zbyt wygórowana.

Isana MED creme ol dusche - kremowy olejek do mycia ciała, zawiera co prawda SLESa ale też sporo substancji łagodzących, niska cena i dostępność w Rossmannach to jego zaleta, lubię (o połowę tańsza niż Ziaja Ulga).

Dove - deeply nourishing - klasyczne Dove pod prysznic - do Dove zawsze wracam :D jak bumerang ;)

Ziaja Moringa z kokosem- mydło do rak w płynie - zawód! Myślałam, że będzie pięknie rozsiewał mi zapach moringi ale pachniał po pierwsze głównie kokosem, pod drugie: zapach ulatniał się w dwie sekundy.
Tołpa delikatny żel pod prysznic białe kwiaty - łagodne mycie + delikatny zapach - przyjemny


The Body Shop - żel pod prysznic moringa - kocham ten zapach choć sam żel jest dość wysuszający, gęsty i wydajny, nie warto kupować w regularnej cenie ale na promocjach.

Wellness&Beauty olejek migał&bambus  - tani bubel - miał być odpowiednikiem żelu L'Occitane ale nawet się do niego nie umywa poza kilkoma skojarzeniami zapachowymi, W&B to raczej płyn niż olejek, bardzo niewydajny, lejący się przez palce, i wcale nie nawilża ani nie natłuszcza, wręcz przeciwnie a zapach trawa dosłownie chwilę. Nie kupie ponownie, nie lubię.

Tołpa delikatny żel pod prysznic białe kwiaty - myje, ładnie pachnie, jest ok


Balea White Passion oraz Alverde lawendowy - obydwa żele z edycji limitowanych -  cóż czuję już przesyt kosmetyków z DM ;) fajne ale po co na nich poprzestawać ;)

Bielenda olejek do kąpieli piżma&jaśmin - bubel! To nie jest olejek tylko rzadki płyn, kupiłam go bo skusił mnie zmysłowy zapach ale sam produkt jest do bani, wysuszył mi skórę okropnie! Omijać szerokim łukiem.














wtorek, 10 marca 2015

M.A.C na Dzień Kobiet sobie sprawiłam czyli nowa szminka jest dobra na wszystko ;) a rozświetlacz jeszcze lepszy....

O taką właśnie fanaberię miałam, wiosenną.
Kupiłam, wcale nie potrzebowałam. Chciałam

Chciałam różowych szminek, ostatnio nie używam błyszczyków ( kiedyś byłam błyszczykowa) za to bez pomadki na ustach czuję się goło ;) Cóż więcej mogę powiedzieć: kocham szminki i sprawiłam sobie dwie, nowiutkie cudeńka, niech będzie, że z okazji Dnia Kobiet. Zakupy zrobione na Douglas.pl, który mimo że na M.A.Ca nie chce dawać rabatów to jednak dolicza punkty za zakupy, za punkty dostajemy potem bon na 40 zł więc jakaś korzyść jest. W salonie M.A.C nie dostajemy NIC, nawet małej próbeczki. Co więcej - stacjonarnie żaden z tych produktów nie był dostępny!


Pink Petal Pop to prawdziwa żarówa na ustach, krzyczący, jasny róż. Wiosna. Wiosna mi kazała wybrać taki kolor.

I typowo różowy, czysty, piękny, wyraźny róż: Lovelorn. Cudowny kolor. Warto mu się przyjrzeć, będzie pasował każdemu, ładnie ożywia twarz, różowe usta odmładzają, dodają dziewczęcego blasku.

Powyżej porównanie trzech pomadek: widzicie idealną różowość Lovelorn - nie jest to kolor nudziakowy, on JEST na ustach mocno widoczny i wyraźny, przy Angel widać jego różowość bo Angel to przecież typowy brudny, zgaszony róż. I trzeci odcień do pary: Speed Dial - wyraźny róż ale wpadający w jasną fuksję. Wszystkie te pomadki uwielbiam i ostatnio używam na zmianę.


Lightscapade też wpadł w moje ręce. Długo się zastanawiałam nad zakupem rozświetlacza, krążyłam wokół Soft& Gentle ale wydaje mi się, że daje on u mnie identyczny efekt jak ukochany i używany ciągle Amber Diamonds Diora ( którego mam już od wieków a on uparcie nie chce się skończyć) wybrałam więc coś zupełnie innego. Puder, który jest jasny, bardziej subtelny, ma w sobie i złoto i zimny, fioletowy ton.

Tak prezentuje się w porównaniu z Diorem


 Efekt jaki daje na mojej cerze jest bardzo subtelny, właściwie to nie jest tafla, on bardziej stapia się ze skóra i w określonym oświetleniu mamy subtelny połysk. Zdrowa skóra, zdrowy błysk, nie do końca glow, ale też nie chciałam dublować Amber Diamond ( po co mi dwa niemal identyczne rozświetlacze) . Dla mnie jest idealny na co dzień, do pracy, na spacer itp. wszędzie gdzie zależy mi na naturalnym wyglądzie.



niedziela, 8 marca 2015

Wielki powrót do minerałów: Lily Lolo i przegląd mineralnej kolorówki.

Bardzo się ostatnimi czasy zmienił mój makijaż. Nie wiem jak to się stało ale moja skóra przestała być bardzo tłusta, jest po prostu mieszana, strefa T potrafi błyszczeć, policzki są raczej normalne. Porzuciłam więc wysiłki zmierzające do matowienia cery, co więcej, zwróciłam się w kierunku rozświetlania oraz makijażu minimum: główny nacisk kładę teraz na wyrównanie kolorytu i świetlistość.

Używam wielu podkładów, w zależności od pory dnia, od humoru i od okoliczności ;) Ale... te do tej pory ulubione wyglądają na mnie zupełnie inaczej?! Dużą zmianę wprowadziłam w sposobie utrwalania makijażu, policzki oprószam  pudrem rozświetlającym, strefę T matującym, rozświetlacz - obowiązkowy, zakochałam się w efekcie lekkiego glow ;)

Przypomniałam sobie o istnieniu kilku mineralnych podkładów, które utknęły gdzieś w czeluściach kosmetycznych, podkładów, które kiedyś z powodzeniem używałam. Po przeglądzie ich postanowiłam dokupić kolejny, na teraz, wybór padł na Lily Lolo w odcieniu Warm Peach ( który kiedyś próbowałam i wydawał się być dobrze dobrany)


Moje nowości z Lily Lolo to:

Podkład Warm Peach, który aktualnie fajnie wygląda na mojej cerze.
Dlaczego do tej pory omijałam produkty mineralne? Dlatego, że jakiego bym nie użyła moja twarz po kilku godzinach spływała tłuszczem, dosłownie. Miałam wrażenie, że opowieści o leczniczych, cudownych wpływach minerałów na problematyczną cerę to mity. U mnie się nie sprawdzały. A chciałam. A próbowałam. Usiłowałam uspokoić wrażliwą cerę. Nic z tego.

Zmieniłam się, teraz podkład Lily Lolo ładnie przylega do mojej cery, stapia się z nią, trwa wiele godzin, nie podrażnia, nie znika znienacka.



Korektor w odcieniu nude - jest bardzo jasny, próbowałam użyć go pod oczy ale na razie nie jestem zadowolona z efektu, zbiera mi się i podkreśla zmarszczki mimiczne ( lepiej sprawują się korektory z The Body Shop) ale mniejszym pędzelkiem, przed nałożeniem podkładu, nakładam go na wypryski i zaczerwienienia w okolicach nosa.


Wciąż marzę o bazie pod cienie, która pozwoli mi się nosić ( na co dzień nie używam), marzę o pięknie podbitych kolorach cieni. Wiążę z nią ogromne nadzieje, nie spotkałam jeszcze bazy o tak naturalnym składzie.


Co mi się podoba w Lily Lolo to łatwość sprawdzenia składu każdego produktu, moja baza:

  • Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Argania Spinosa Kernel Oil, 
  • Mica, Tocopherol,May Contain [+/- CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491, CI 77492, CI 77499 
  • (Iron Oxides)]

I tyle jeżeli chodzi o zakupy, które były także powodem, dla którego wyciągnęłam i przeglądnęłam inne produkty mineralne, które od jakiegoś czasu już goszczą wśród moich kosmetyków.

Puder wykończeniowy Flawless Silk Lily Lolo ( jeszcze stara wersja opakowania) - puder, który rozświetla. Byłam bardzo nim rozczarowana po zakupie, moja tłusta twarz nie potrzebowała dodatkowego błysku, miałam wrażenie, że puder ten przyspiesza produkcję sebum. Nielubiany, utknął więc gdzieś w kącie, wyciągnęłam go stosunkowo niedawno, użyłam i ... teraz to było to, w końcu odczułam na własnej skórze efekt, którym tak wiele z Was się zachwyca - zdrowej promiennej twarzy. Nakładam go od jakiegoś czasu na policzki i chyba zostaniemy przyjaciółmi.



Kolejnym produktem Lily Lolo jaki posiadam jest róż o nazwie OOH! LA LA. Nie używam go zbyt często, mimo że kolor jest ładny i uniwersalny, jest bardzo trudny w stosowaniu, bardzo mocno napigmentowany, trzeba bardzo uważać bo jeden fałszywy ruch potrafi namalować na twarzy, z jego pomocą, ruską lalkę.



I reszta minerałków, Poniżej dwa podkłady Bare Minerals, jeden z serii matującej - light ( jest naprawdę w porządku, bardzo dobrze zmielony, dobrze się nakłada tylko jest w chwili obecnej zbyt ciemny, zbyt żółty i nadaje się raczej w porze letniej. Czy będę go używać zależy od mojej skóry - która latem ostatnio potrafiła  być bardzo tłusta - może w tym sezonie będzie inna?


I podkład z serii niematującej, niestety kolor jest zbyt jasny( fairy light) pamiętam, że kupiłam niegdyś w ciemno dwa odcienie, jeden spisał się dobrze i zużyłam słoiczek do końca a ten zostało - jest stanowczo zbyt jasny ( ale chwileczkę wiem komu by pasował - czytasz mnie? Tak o Ciebie chodzi!), ma za mało żółtego pigmentu.


Poniżej widać jak Fairy light wyraźnie odcina się od mojej skóry


Mam też puder mineralny Art Deco - nienajgorszy ale tonacja jego nie do końca odpowiada mojej, jest zbyt beżowa



I ostatnie: mineral veil Bare Minerals - puder wykończeniowy, zawiera rozświetlające drobinki, stosuję go regularnie jako delikatny rozświetlacz, jest diabelnie wydajny i uparcie nie chce się skończyć, można go porównać do Fawless Silk lecz jest mocniej zmielony, bardzo się pyli i daje większy glow na skórze.


A po prawej stronie mineralny podkład Diora Diorskin Nude 020 - reszteczka, zawieruszyła się gdzieś w czeluściach szuflady, ostatnio używam go jako pudru wykończeniowego, chcę go do końca zużyć. Jako podkład sprawdzał się on niegdyś całkiem dobrze, tylko nadeszła era tłustej cery i odstawiłam go bo zaczynał mi wraz z sebum spływać z twarzy.

Od kilku dni używam Warm Peach - jestem bardzo zadowolona, pewnie spróbuję go pomieszać z Light Bare Minerals a może kupię na lato inny odcień?
Przypomniał mi się dlaczego wcześniej zrezygnowałam z minerałów ;) Ich aplikacja trwa naprawdę długo, trzeba je najpierw precyzyjnie nałożyć na pędzel ( równomiernie by sobie nie porobić plam), otrzepać i wcierać kolistymi ruchami. Czynność tę powtarzam kilkakrotnie, baaa czasem nawet kilkanaście razy. Poza tym gdy mam zbyt tłustą cerę podkład mineralny lubi się zważyć i ciasteczkować.

czwartek, 5 marca 2015

The Body Shop - zakupy (korektory, krem do rąk i mydełka)

Mam bardzo wrażliwe oczy a wiek robi swoje, coraz częściej budzę się z ciemnymi podkówkami. Nie wygląda to ani estetycznie ani lat nie odejmuje :( Szukam sposobu na zamaskowaniu cieni ale większość korektorów podrażnia mi oczy :( Koło się zamyka.
Rozglądałam się za czymś bardziej naturalnym, czymś łagodniejszym, o lepszym składzie niż typowy korektor. Przeglądałam ofertę Dr. Haushki, której tusz do rzęs nie podrażnia mi powiek ale wpadłam na stronę The Body Shop. Swoją drogą zastanawia mnie dlaczego marka do tej pory nie ma swojej polskiej strony????  Chodziło mi o możliwość sprawdzenia składów kosmetyków przed zakupem. Jeżeli jesteście w sytuacji podobnej do mojej - pewnie nie ma Was zbyt wiele ;) - wiecie jak trudno uzyskać informację o składnikach kolorówki, szczególnie tej sprzedawanej bez kartonowych opakowań. Powiem Wam jeszcze, że ilekroć poproszę o pokazanie mi składu w perfumeriach typu Sephora czy Douglas, czy drogeriach - zawsze budzi to ogromne zdziwienie obsługi jakbym przyszła tam co najmniej kupować jabłka albo kilo wołowiny ;)

Wybrałam:

Lightening Touch korektor rozświetlający w pędzelku
Full Ingredients
Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Cyclomethicone (Emollient), Glycerin (Humectant), Mica (Opacifier), Polymethyl Methacrylate (Emollient), Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone (Emulsifier), Sclerocarya birrea (Marula Oil) (Skin Conditioning Agent), Barium Sulfate (Opacifier), Sodium Chloride (Salt) (Viscosity Modifier), Polyglyceryl-3 Oleate (Emulsifier), Caprylic/Capric Triglyceride (Emollient), Cera Alba (Beeswax) (Emulsifier/Emollient), Ethylene Brassylate (Masking Agent), Tocopheryl Acetate (Antioxidant), Hydrogenated Castor Oil (Emollient), Phenoxyethanol (Preservative), Panthenol (Skin/Hair Conditioning Agent), Methylparaben (Preservative), Lecithin (Stabiliser/Emulsifier), Propylparaben (Preservative), Triethoxycaprylylsilane (Binder), CI 77891 (Colour), CI 77492 (Colour), CI 77491 (Colour), CI 77499 (Colour).

Concealer All In One uniwersalny korektor, kryjący w sztyfcie zawierający odżywczy rdzeń

Full Ingredients
Caprylic/Capric Triglyceride (Emollient), Isononyl Isononanoate (Emollient/Skin Conditioner), Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate (Emollient), Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2 (Emollient), Sclerocarya Birrea Seed Oil (Skin Conditioning Agent), Talc (Absorbent/Bulking Agent), Cera Alba (Emulsifier/Emollient), Nylon-12 (Absorbent/Bulking Agent), Candelilla Cera (Stabiliser), Copernicia Cerifera Cera (Stabiliser/Viscosity Modifier), Polyglyceryl-3 Beeswax (Emulsifier), Helianthus Annuus Seed Cera (Texture Additive), Adansonia digitata (Emollient), Stearalkonium Hectorite (Viscosity Modifier), Tocopheryl Acetate (Antioxidant), Aluminum Hydroxide (Opacifier), Dimethicone/Methicone Copolymer (Anticaking Agent), Propylene Carbonate (Solvent), Methicone (Skin Conditioning Agent). [+/- CI 77891 (Colour), CI 77492 (Colour), CI 77491 (Colour), CI 77499 (Colour)].


W końcu zdecydowałam się na zakup obu tych produktów i ruszyłam się do sklepu. Okazało się na miejscu, że przy zakupie dwóch kosmetyków kolorowych dostajemy 25 % zniżki ( cena regularna korektora to ok 49 zł) , capnęłam więc dodatkowo tusz do rzęs w różowym opakowaniu.

Bardzo podoba mi się w kosmetykach TBS, że są dodatkowo foliowane i mamy pewność, że nikt poza nami ich nie otwierał

Moje kolory to: sztyft 01, pędzelek to 03 - jedyne żółte i jasne, inne kolory były niemiłosiernie różowe, pani która mnie obsługiwała mówiła, że tylko te im się sprzedają, nic dziwnego to fajne uniwersalne kolorki


Po pierwszych użyciach jestem bardzo zadowolona, szczególnie z All in One - jest średnio kryjący, nie wysusza, dobrze się rozciera i stapia ze skórą, nakładam go pod podkład i na razie ( puk puk w niemalowane!) podrażnienia nie odczuwam.

Do zakupów dołączył też krem do rąk Hemp Hand ( był za 25 zł) i 3 mydełka ( jedno gratis).

Dostałam też karteczkę ze zniżką -30% za zakupy w sklepie TBS w Magnolii w innej lokalizacji.




środa, 4 marca 2015

Ziaja - zakupy

Ja kupuję Ziaję??!! Kiedyś obchodziłam tę firmę szerokim łukiem, jej kosmetyki miałam za słabe, niedziałające, nawet szkodliwe, co z tego, że tanie! Lody zostały przełamane dzięki serii Ulga - jej olejek na mycia twarzy jest moim ulubionym kosmetykiem, postanowiłam przyjrzeć się Ziaji bliżej, tm bardziej, że tuz pod nosem mam sklep firmowy z bardzo miłą panią ;) sprzedającą.

Kupiłam:
Naturalny oliwkowy płyn micelarny - uwaga! nie podrażnia i nie uczula ( na razie) makijaż oczy zmywa bez problemu ( pozytywne zaskoczenie)

Oliwkowa woda tonizująca z wit. C z serii liście zielonej oliwki - ładnie, delikatnie pachnie,zawiera kojący panthenol, ma dobry atomizer, który dokładnie rozpyla kosmetyk na twarzy, na włosach - za razie działa ok, ( pozytywne zaskoczenie)


I mój faworyt - kosmetyk, który mogę z czystym sumieniem polecić ( bo to już drugie opakowanie)
oliwka do mycia liście zielonej oliwki - olej z oliwek w połączeniu z detergentem, bardzo wydajny bo w kontakcie z wodą dobrze się pieni, ładnie rozpuszcza podkład, kremy BB itp ( oczy omijam) - ma zalety oleju ale nie wymaga potem dodatkowego mycia żelem. Najdroższy kosmetyk z tego zestawu, kosztował kilkanaście złotych.


Oczywiście Kremowy olejek myjący do twarzy i ciała - oba olejki można używać do mycia ciała, są bardzo delikatne, nie wysuszają skóry. Ten występuje w większej butelce ale uwaga! ma już inny skład! Bardzo polecam!

Kremowe mydło do rak - herbata z cynamonem - zwykłe mydło, pachnie przyjemnie ale bardzo krótko, niedrogie

Szampon do włosów przetłuszczających lawendowy - to dla moich chłopaków, wykończyli właśnie butlę miętowego, wzięłam im lawendowy, który pachnie bardziej cytrusowo niż lawendowo.

Za całe te zakupy zapłaciłam ok 55 zł


I nowy żel do usuwania skórek Sally Hansen, z Rossmanna. Jestem bardzo do niego przywiązana, używam go od lat, sprawdza się najlepiej, skórki delikatnie odsuwam patyczkiem, to cały manicure. Używany regularnie sprawia, że skórki nie narastają nadmiernie.

Nowy żel jest o wiele mniejszy niż ten z Allegro! No i droższy niestety ale patrząc na jego wydajność można przełknąć wyższą cenę


poniedziałek, 2 marca 2015

Zużycia ostatnich miesięcy: włosy i paznokcie


Zużycia: Produkty do włosów i paznokci



1. Szampon, odżywka i maska Balea  Seidenglanz ( seria nabłyszczająca z perłą i figą) - tanie, dostępne w drogeriach DM, czy warto się po nie wybrać do Niemiec czy Czech? Według mnie nie: to tanie przeciętniaki, zużyłam ale nie kupić  -nie kupię, czy jestem jakoś szczególnie zadowolona? Niespecjalnie, myły, coś tam odżywiały - nic szczególnego, natomiast o wiele lepsza jest seria tej samej marki:

2. Balea Profesional Beautiful Long z Phyto - Keratyną - zużyłam szampon, odżywkę i maskę w saszetce. Kosmetyki te są diabelnie wydajne, zapakowane w wygodne, miękkie tuby, fajnie wygładzają długie włosy - polecam!


3. Szampon Seboradin Petrole z azulenem - do włosów jasnych, blond, z naftą kosmetyczną i rumiankiem - ostatnio delikatnie rozjaśniłam włosy - szampon w porządeczku, sprawował się całkiem nieźle tj mył co miał umyć ;) podobnie jak jego brat

4. Szampon Seboradin przeciw wypadaniu włosów - oczywiście nie wierzę w jego własności przeciw wypadaniu ale stanowił uzupełnienie całej kuracji, na pewno dobrze i delikatnie mył co jest jego główną funkcją a w połączeniu z pozostałymi kosmetykami tej serii uzyskałam prawdziwy efekt wzmocnienia o czym już tutaj pisałam

5. Maska Gliss Kur Ultimate Oil Elixir - 1 minutowa do włosów zniszczonych, z płynną keratyną - niestety kolejny marketowy przeciętniak - kupiłam, użyłam, efekt mierny, więcej nie kupię

6. Maska Planeta Organica Black Moroccan - przeciw wypadaniu włosów - gęsta, zielona, błotna, brudząca, wydajna, bardzo bogata w składniki odżywcze, stosowałam ją tylko na skalp - wg mnie działa świetnie moje włosy, skóra głowy odczuły jej dobroczynny wpływ - bardzo interesuje mnie ta seria oraz inne kosmetyki PO - z chęcią kupiłabym kolejne ( aktualnie w użyciu mam też balsam markoański i jestem pod jego wielkim wrażeniem!)


7. L'Occitane odżywka do włosów suchych i zniszczonych - dla mnie to wyższa półka w pielęgnacji włosów, fajny skład, cudowny zapach!!! dobre działanie, tylko cena fatalna :(

8. Odżywka w sprayu Alverde z wyciągiem z malwy i czarnego bzu - ma nawilżać, delikatnie perfumować włosy - bardzo ją lubiłam, bardzo, włosy faktycznie są nawilżone i odświeżone, łatwiej je rozczesać,przyjemny produkt, niedrogi warto kupić.

9. Garnier Fructis Goodbye Damage - odżywka do włosów bardzo zniszczonych - kolejny przeciętniak, efekty mierne na moich włosów - kosemtyk do zapomnienia

10. A oto moja ulubiona odżywka z drogerii - Nivea long repair - żadna nie działa na me włosy jak ta, wygładza, niesamowicie wygładza, włosy są jak jedwab, jednocześnie nie obciąża, nie powoduje, ze włosy są szybciej nieświeże, wręcz przeciwnie, a zawarte w niej silikony łatwo następnie umyć jakimkolwiek szamponem. Jest to nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie. Uwielbiam ją jest to mój szybki sposób na piękne włosy, często stosuję ją "jako odżywkę końcową" bo gdy czuję, że moje włosy są sztywne i zbyt przesuszone po myciu nakładam maskę lub odżywkę z mała ilością silikonów za to z bogatym odżywczym składem, spłukuje po odpowiednim czasie i nakładam właśnie Nivea Long Repair, która pięknie chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi.


11. Sławny preparat do usuwania skórek Sally Hansen - kupiony oj dawno dawno temu na allegro, diabelnie to wydajne, świetnie działa - dla mnie jest to kosmetyk nr 1 jeżeli chodzi o skórki, tylko tego używam, nic a nic nie wycinam ( najwyżej jakieś zadziorki) - została mi jeszcze odrobina ale kiedyś nie zakręciłam buteleczki, zapomniałam i preparat chyba wywietrzał bo przestał działać, a może jest już po prostu przeterminowany? W każdym razie mam już jego następcę.

12. Najlepszy zmywach do paznokci evereverever - Zoya 3 in 1 remove, aż 1 litr - bardzo wydajny, bardzo skuteczny, nie niszczy paznokci i najważniejsze: nie śmierdzi ( bo większość zmywaczy lakierów do paznokci wywołują u mnie niezbyt przyjemny efekt czyli mdłości, po prostu nie jestem w stanie znieść ich zapachów). Kupuję go w sklepie internetowym, który sprzedaje kosmetyki do paznokci ze Stanów, jego cena nie jest niska ale jestem w stanie ją zaakceptować. Na pewno kupię kolejną butelkę.