piątek, 20 listopada 2015

Zakupy kosmetyczne z Londynu

Wróciłam właśnie z z krótkiego wyjazdu do Londynu. Przyznam, że dumna jestem z siebie bardzo, nie oszalałam, nie straciłam fortuny na niepotrzebne mi rzeczy, kupiłam wyłącznie to co zaplanowałam, nie targałam przez miasto gigantycznych, wypchanych toreb z Primarka. Nie, po prostu nie.

Przed wyjazdem sporządziłam listę zakupów.

Na pierwszym miejscu był krem pod oczy Kiehl's z awokado, małe opakowanie 18 ml, koszt 20 funtów ( uwaga! na lotnisku kosztuje dokładnie tyle samo) - jest to gęsty odżywczy kremik pod oczy, zależało mi na mniejszym opakowaniu bo zamierzam zabrać do w dłuższą podróż. W tyłu widać dwie próbki o jakie poprosiłam jest to sławany olejek na dzień i na noc. Będę go od dzisiaj testować, jestem bardzo ciekawa tego sztandarowego produktu marki.

Na drugim miejscu znajduje się olejek do ust Clarins, kupiłam dwa smaki, dostałam zniżkę i worek próbek. Fajnie natłuszczają usta, jeden wędruje do pracy, drugi będę nosić przy sobie, w zimie gdy często zmieniamy temperaturę otoczenia będzie jak znalazł. Koszt jednego to ok 100 zł.


Uwaga, kurs funta jest bardzo niekorzystny i wiele kosmetyków możecie kupić taniej w Polsce, np. przy promocji -20% serio ;) tego olejku do ust jednak nigdzie nie mogłam znaleźć chyba nie ma go w polskim asortymencie Clarins.

Kupiłam też podkład Double Wear w odcieniu nie występującym w Polsce - Rattan - jest to ciemny żółtek, będą go używać do mieszania z Sand i Bone. Posiadając te trzy odcienie jestem w stanie idealnie dopasować do siebie odcień podkładu bez względu na porę roku i stopień opalenia mojej skóry. Szkoda, że nie ma go u nas w kraju bo niestety trochę przepłaciłam, po zniżce kosztował mnie ok 180 zł.

 Nie zerkałam nawet na inne marki jak Illamaska, Hourglass, Nars - ja z kolorówki już nic nie potrzebuję, mam podkłady, pudry, wiele palet cieni, róże. Zakupom kolorówki mówię więc na dłuższy czas STOP.


I Soap&Glory, które było na mojej liście chciejstw. Miałam szczęście ponieważ obowiązywała promocja 3 za 2 więc pozwoliłam sobie na dwa kosmetyki więcej ;)

Oczywiście sławna kredka do brwi Archery w odcieniu blonde shell  - zależało mi na niej bo zamierzam zabrać ją w podróż - nie trzeba jej temperować i posiada fantastyczny, wygodny grzebyk. Kredka jest dobra, bardzo precyzyjna, to dobry zakup.


Jako fanka pilingów do ciała chapsnęłam aż trzy:

Zastanawiałam się nad masłami, właśnie jedno opakowanie wykańczam i stwierdziłam, że na razie nie kupuję kolejnego.


 Dwa żela pod  prysznic jakich do tej pory nie miałam czyli Sugar Crush i Foam Call. Kupiłam też krem do stóp, ponoć "genialny" ;) wiem jedno - nie pachnie mentolem ( nienawidzę mentolu!!!) raczej cytrusowo i jest bardzo przyjemny w użyciu.

Z ubrań nie kupiłam NIC, nic nie potrzebuję.


poniedziałek, 2 listopada 2015

HIT Schmidt's działający naturalny dezodorant

Schmidt's dezodorant bergamontka i limonka 
 - to odkrycie ostatnich miesięcy.

Od dłuższego czasu poszukuję naturalnego dezodorantu, który faktycznie by działał. Do tej pory natrafiałabym tylko na nieskuteczne buble :( wiadomo, dezodorant nie spowoduje, że przestaniemy się pocić, tę moc ma jedynie antyperspirant ale... te naturalne nie maskowały zapachu, miałam też takie dziwne wrażenie, że po ich aplikacji pocę się bardziej???

Dezodoranty czy też antyperspiranty, które napotykamy w popularnych drogeriach działają, na mnie bardzo mocno, właściwie to nie mogę narzekać, ot spełniają swoją funkcję. Mogłabym niemal wszystkim: czy to Dove, czy Garnier, czy Nivea czy Rexona - napisać jednakowa opinię - działają.

Zauważcie, że antyperspiranty już całkowicie zawojowały rynek kosmetyczny, kiedy ostatni raz sięgnęłyście po dezodorant?

Dlaczego są takie skuteczne? 

Ano dlatego, że zawierają związki glinu, które zwężają gruczoły potowe więc przez pewien czas mamy pot z głowy.... czy też z pachy ;)
Sole glinu są na cenzurowanym, są podejrzane co niekorzystny wpływ na nasz organizm, choć wielu ekspertów twierdzi, że ich stosowanie jest absolutnie bezpieczne ja jednak uważam, że powinnam ograniczyć kontakt z tego typu substancjami do minimum. Ja nie uważam tych związków za całkowicie bezpieczne, pamiętam, że na studiach inaczej mnie uczono. Podchodzę do zagadnienia ostrożnie, tj nie panikuję, nie robię czystki w kosmetyczce ale ograniczam, nie stosuje bezrefleksyjnie i bez konkretnego powodu.

Nie miałam nigdy problemu z potliwością, pocę się jak przeciętna kobieta, raz mocniej, raz słabiej. Nie mam obsesji na punkcie pocenia i czystości, nie myję się 17 razy dziennie, oraz np. gdy planuję zostać w domu i np. nigdzie nie wychodzić nie używam nic antypotnego. Bo i po co?

Schmidt's jest inny....


Ingredients (INCI): Butyrospermum parkii (shea butter), Sodium bicarbonate (baking soda), Maranta arundinacea (arrowroot) powder, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Citrus bergamia (bergamot) essential oilCitrus aurantifolia (lime) essential oil, Tocopherol (vitamin E), Humulus lupulus (hop) extract


Nasz dezodorant to gęsta, zwarta masa o przyjemnym, delikatnym zapachu. Nabieramy szpatułką niewielką ilość, ziarenko groszku i wmasowujemy pod pachę.

I tyle ;)

Czuję świeżość przez cały, calutki dzień.

Popatrzcie na skład: mamy tu sodę plus naturalne składniki jak masło shea czy masło kakaowe, olejki cytrusowe. Widziałam kiedyś w internecie przepis na naturalny dezodorant, też opierał się na łatwo dostępnej i taniej sodzie oczyszczonej, jakoś nigdy nie wykonałam go samodzielnie.

Schmidt'sa kupiłam w sierpniu, mieliśmy wtedy trochę upałów ( nawet na początku września), przez miesiąc testowałam go na jednej pasze, na drugiej używałam zwykłego antyperspirantu. Powiem Wam, że dużej różnicy nie zauważyłam. Faktycznie, gdy było gorąco pacha naturalna była bardziej mokra ale.... przecież pocimy się wtedy nie tylko pod pachami, również na plecach, leje nam się z czoła, pocą nogi i ręce. Pacha antyperspirowana też nie była idealnie sucha. Różnicy w zapachu nie stwierdziłam. Prawdę mówiąc, świeży pot nie śmierdzi, muszą go dopiero dopaść bakterie i rozłożyć, musiałabym w tych samych, zapoconych ubraniach chodzić dłuższy czas by poczuć nieprzyjemny zapach.

Teraz używam wyłącznie tego dezodorantu, po testach przekonałam się, daje mi już pewność i bezpieczeństwo.



Kupicie go w sklepie ecco-verde za ok 49 zł za duży 56,7g słoiczek. Można też wybrać wersję mini 14,79g kosztuje 27 zł - w sam raz na spróbowanie gdy nie jesteśmy pewni czy ten kosmetyk będzie dla nas odpowiedni - mini wersja lawendowa też do mnie leci, zamierzam zabrać go w podróż ( oczywiście zachowam sobie mini słoiczek i będę w razie potrzeby uzupełniać opakowanie).

Nie wiem czy można go znaleźć w innych sklepach, mam nadzieję, że niedługo będzie bardziej rozpowszechniony i dostępny!

dopisek z 20.11.2015:
Wzięłam na krótki wyjazd ten dezodorant, używaliśmy go wspólnie, ja i mój mąż. Wyobraźcie sobie na początku był bardzo sceptyczny, śmiał się, że ma toto wmasować pod pachę. Potem zdziwiony mówi: "wiesz, że on naprawdę działa". Jak widzicie produkt został przetestowany na mężczyźnie z dobrym skutkiem.

środa, 21 października 2015

HIT dla włosów czyli Kevin Murphy HYDRATE-ME

Kim jest Kevin Murphy? To hamerykański fryzjer, znany w dodatku ponoć ( ja go nie znałam ;), który wypuścił na rynek swoje własne produkty do pielęgnacji włosów. Typowe w dzisiejszych czasach prawda? Znane osoby - aktorki, piosenkarki, makijażyści i fryzjerzy gwiazd tworzą własne marki, które zwykle odnoszą spore sukcesy. My, szaraczki, lubimy choć dotknąć tego wielkiego świata i kupujemy, kupujemy...

Co mną kierowało przy zakupie zestawu UN.TANGLE-ME? Oczywiście marzenie o pieknych, zdrowych włosach, które po wiosennym rozjaśnianiu i wakacyjnym maltretowaniu nie wyglądały najlepiej. Marzyła mi się pełna regeneracja, nawilżenie. Ostatnimi czasy nieco zawiodłam się na tzw. produktach fryzjerskich. Kerastase, L'oreal, Schwarzkopf - nie sprawdzają się u mnie, ceny wysokie a efektów brak, po pewnym czasie okazało się, że moje włosy nienajlepiej znoszą działanie silnych detergentów typu SLES czy SLS - szukałam czegoś łagodnego i skutecznego.

Czy znalazłam?


TAK! UN.TANGLE-ME!


Zakupiłam ten zestaw w polskim sklepie internetowym za 198 zł

Mamy tu szampon, odżywkę i spray. Pojemności standardowe czyli 250 ml i 150 ml. Opakowania nieco inne, udziwnione, kwadratowe z otworkami u dołu, mamy przez wyciśnięcie otrzymać optymalną ilość produktu. Powiem Wam, że jak z początku wydawało mi się to dobrym pomysłem, jak teraz przy połowie zawartości muszę się nico namęczyć, ściskać, ściskać, ściskać ;) Całego zestawu używam od początków września, mamy drugą połowę października - będzie to 7 tydzień


Jestem pod wrażeniem właściwości myjących tego szamponu HYDRATE-ME.WASH i jednocześnie jego delikatności. Zawsze przed myciem nakładam oleje, jeżeli mogę to na całą noc, choć ostatnio myję włosy głównie wieczorami, ale zawsze olejuję, najwyżej tłuste włosy skręcam w koczek jeżeli muszę gdzieś wyjść po południu. Ostatnio przedawkowałam oleje ;) chyba się zamyśliłam bo nałożyłam podwójną porcję, pomyślałam "Acha - będzie zabawa ze zmywaniem" - mam takie doświadczenia z innymi szamponami. Kevin poradził sobie podczas normalnego, dwukrotnego mycia, serio, włosy potem odżywiłam i nie miałam wcale ale to wcale tłustych strąków tylko świeże miękkie, dobrze się układające.



Odżywka HYDRATE-ME.RINSE - niby taka niepozorna, o dziwnym zapachu, nieco jakby alkoholowym, ziołowym, czy ja wiem, chyba nie spotkałam się z czymś podobnym, gęsta konsystencja, szara... niezbyt zachęcająca ;)
Na początku się trochę na nią jeżyłam ale ale...
dwa tygodnie mycia i pielęgnacji a moje włosy stały się po prostu zdrowymi, ładnymi włosami, nie przypominały już powakacyjnej miotły ( ech John Frieda..wrrr.). Włosy mam miekkie, układające się dobrze, to po prostu widać i czuć.

Aktywne składniki to śliwka kakadu ( ponoć zawiera dużo witaminy C), jojoba, algi, masło shea, witaminę B7, olej ze słonecznika i wiesiołka. Dystrybutor zaleca spłukanie jedynie 80% nałożonej odżywki, reszta ma pozostać i nie obciążać. Przyznam, że nie wiem ile procent spłukuję czy 70 czy 100, cieżko to określić, w każdym razie efekt na włosach jest. Nie narzekam, raczej się rozkoszuję,


Spray UN.TANGLED ma na drugim miejscu w składzie alkohol i alkoholem pachnie, zastanawiałam się czy nie przyczyni się do wysuszenia moich włosów? Na szczeście regularne uzywanie go rozwiało moje wątpliwości, myję szamponem, nakładam odżywkę, spłukuję i spryskuję tym preparatem, w końcówki wcieram odroborinę olejku silikonowego Macadamia, suszę włosy suszarką i idę spać. Włosy nie są przesuszone, są miękkie, gładkie i wyglądają zdrowo. Nie myślcie sobie, że używając tych produktów będziecie miały włosy niczym z reklamy Pantene Pro-v - nie, tu nie ma ściemy, włosy są po prostu zdrowe, zadbane, ale nie dotrzegam szczególnego blasku ( no chyba, że w odpowiednim oświetleniu), widzę, że mam rozdwojone końcówki - przyznam ze wstydem, że jeszcze po lecie ( oj wakacje dały popalić moim biednym włosiskom!) nie byłam u fryzjera podciąć końcówek ;)

Podsumowując - zestawm kosmetyków Kevina Murphy'ego sprawdza się u mnie, jestem nim oczarowana, zachwycona i bardzo polecam! 

Chcę więcej Kevina! Mam w planie zakup serii BLONDE!
 
mam długie, rozjaśnione grube i nieposłuszne, sztywne i do niedawna zniszczone włosy



piątek, 16 października 2015

Parę naturalnych nowości: apeiron, Lavera, masmi, Antipodes

Kolejna porcyjka kosmetyków naturalnych ze sklepu ecco-verde:

1. Pasta do zębów apeiron bez fluoru!- zawiera kompozycję 24 roślinnych ekstraktów z miodły indyjskiej, oleju goździków, i lukrecji przeciw bakteriom powodującym próchnicę . Chińskie daktyle, żółte drzewa, ukęśla indyjska i Baleria wzmacniają i uspakajają dziąsła. Drobne mineralne ciałka czyszczące , czyszczą zęby delikatnie i usuwają płytkę nazębną. Bardzo przyjemny smak zapewniają; tymianmięta i cejloński cynamon.
Ta ziołowa pasta do zębów od  Apeiron jest bardzo łagodna i może być użyta przez dzieci. Ona nie zawiera żadnych substancji pieniących, jest bardzo wydajna  i łatwa do dawkowania. Delikatna świeżość, łagodne czyszczenie - nadaje się dla dzieci od 3 roku życia.

Używam ją od pewnego czasu i przyznam, że stała się moją  ulubioną pastą, ma odświeżający smak ale jest wystarczająco łagodny, zawiera drobinki ścierające więc po umyciu zębów naprawdę czuć, że są one śliskie , wyczyszczone, pieni się troszkę co uważam za duży plus bo wiele past naturalnych w czasie mycia zmienia się w wodę, ucieka ze szczoteczki.
 

Składniki:  Węglan wapnia, woda, gliceryna (roślinna), sorbitollukrecja, krzemionki, drzewo miodly indyjskiej,drzewo do szczoteczek do zębów, granat, chińskie daktyle, , ukęśla indyjska,  goździki,europejski orzech włoski,migdały, pieprz z Nepalu,dąb, marzanna, akacja Katechu, kolcorośl, cejlońskie drzewo cynamonowe, hiszpańska wiśna, rumianek marokański, kminek egipski, pelargonia, prawdziwy tymianek, mięta pieprzowamiętaeukaliptus,anyż, wodorosty, benzoesan sodu

Cena ok 25 zł, 75 ml

2. Lavera żel do mycia twarzy - ponieważ powoli kończą mi się aktualnie używane preparaty czyszczące wybrałam ten, ma dobre opinie, łagodny skład:




Kosmetyk ten czeka na swoją kolej, jak widzicie kosmetyki myjące kupuję najczęściej i to głównie one znajdują się u zużyciach. Aktualnie wykańczam przeróżne miniaturki, które mam od jakiegoś czasu i nie chciałabym aby się zepsuły.  

Składniki CTFA / INCI: Water (Aqua), gliceryna, alkohol *, lauryloglukozyd, mleczan sodu, guma ksantanowa, Glutaminian sodu, olejek kokosowy, disodu kokoilo glutaminianu, Ekstrakt z liści Ginkgo Biloba, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Oczar wirginijski (Witch Hazel ) Extract *, wyciąg z kwiatów nagietka *, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract *, Fragrance (Parfum) **, Citral **, Citronellol **, Limonene **, Linalool **

Cena ok 26 zł za 100 ml

3. Masmi - organiczne tampony




Naturalne tampony ze 100% czystej, certyfikowanej bawełny organicznej. Hipoalergiczne i delikatnie pokryte ochronną powłoką, aby zapobiegać, wydostawaniu się włókien. Oddzielnie zapakowana - idealne w podróży.
  • organicznie certyfikowana bawełna
  • hipoalergiczne, aby zminimalizować ryzyko podrażnień skóry i reakcje alergiczne
  • pokryte cienką powłoką ochronną, aby podczas usuwania tamponu nie pozostały żadne pozostałości waty
  • pakowane pojedynczo
  • bez perfum
  • proces wybielania bez użycia chloru lub dioksyn
  • dostępny w 3 rozmiarach
Ciekawa jestem jak wypadną w porównaniu z tymi dostępnymi w drogeriach, kupiłam je bo od pewnego czasu myślę o zminimalizowaniu kontaktu z niepotrzebną chemią właśnie w środkach higienicznych, dezodorantach itp. 

Cena ok 20 zł za 18 sztuk

4. Kolejny kosmetyk Antipodes - Avocado Pear - będzie to mój zimowy krem, ma dość bogatą formułę dlatego wiążę z nim spore nadzieje jeżeli chodzi o odżywianie. Zawiera olej z awokado, miód manuka i olejek nagietkowy

Lada dzień powinny się skończyć aktualnie używane kremy i sera ( serum Nuxe, krem L'Occitane - mam miniaturkę z serii Divine - jejku miłość od pierwszego wejrzenia!). Muszę też pomyśleć o coś o bardziej bardziej treściwej konsystencji i jednocześnie o małej pojemności - podczas mrozów to jest jedyny czas gdy moja cera staje się suchawa i muszę ją porządnie natłuszczać i odżywiać, ale jak wiemy okres ten jest stosunkowo krótki dlatego wolałabym specyfik o jak najmniejszej pojemności, 15-30ml maksymalnie).
 


Aqua (water), butyrospermum parkii (shea) butter, squalane (vegetable) extract, persea gratissima (avocado) oil, leptospermum mel (Active 20+ manuka) honey, macadamia ternifolia (macadamia nut) oil,calendula officinalis (calendula) oil, cocos nucifera (coconut) oil, cetearyl olivate, sorbitan olivate, lecithin (vegetable) extract, gluconolactone, sodium benzoate, calcium gluconate, vitis vinifera (Vinanza Grape grapeseed) extract, tocopherol (Vitamin E), essential oil fragrances of sandalwood & ylang ylang & patchouli: benzyl benzoate**, benzyl salicylate**, citral**, d-limonene**, linalool**, eugenol**, farnesol**, gernaiol**, isoeugenol**. 
** component of essential oil


Cena ok 200 zł za 60 ml

sobota, 3 października 2015

Zakupy wrześniowe - kolorówka (Collistar, Bell, Misslyn, essence, Inglot, MAC)

kolorówka:


Collistar - mascara Infinito w zestawie z kosmetyczką i miniaturą płyny do demakijażu oczu, po zachwycie nad Shock-iem sięgnęłam po kolejną, ArtDesign się u mnie nie sprawdził ale Infinito wydaje się być super, ma silikonową wąską szczoteczkę pozwalająca na bardzo precyzyjne rozdzielenie rzęs. Mascary Collistar maja naprawdę dobre składy - jeżeli szukacie czegoś naturalnego, bez parafiny - warto się zainteresować tą marką. Cena to 99 zł ( ja kupiłam ze zniżką w Douglasie, uwaga aktualnie jest tam w promocji za 69 zł!)

Kosmetyki Bell z serii HYPOAllergrnic:
tusz do rzęs long&volume mascara oraz kredki w sztyfcie, grafitowa, brązowa i fioletowa


skusiła mnie niska cena ( kredki ok 10 zł, mascara ok 20 zł), obiecujący skład i chęć wypróbowania na moich hiperwrażliwych oczętach. Powiem Wam, że fioletowa kredka jednak mnie podrażniła :( grafitową mam dzisiaj na powiekach i na razie jest ok, brązową też używałam i odpukać nic złego się nie wydarzyło, tylko ta fioletowa...

kredki do brwi:


Mysslyn cena ok 20 zł - odcień blond
essence - cena <10 zł - 04 blonde

chciałam zobaczyć jak będą się prezentować moje brwi w tak jasnych kolorach, wybór okazał się niezły, najlepszy efekt uzyskuję gdy łączę dwa odcienie, mój ulubiony z Catrice 040 plus coś cieplejszego i jaśniejszego - otrzymuję wtedy na brwiach kolor moich włosów, stopniując krycie obu kolorów w zależności od reszty makijażu i pory dnia. Na razie jest to mój codzienny zestaw - Catrice rysuje mi delikatnie linie brwi a jaśniejszym odcieniem wypełniam całość, dobrze rozcieram by kolory się połączyły. Jest nieźle. Lepiej używa mi się kredki Mysslyn - łatwiej się nią pracuje bo essence jest bardzo sucha, z drugiej strony essence jest odrobinę mniej ciepła, bardziej wpada w szarość - różnica jest bardzo subtelna ale jednak jest.

Tutaj swatche poszczególnych kredek - od lewej: Mysslyn, essence i Bell


Trochę zawiodłam się na pomadzie do brwi (brow liner gel) Inglot - tak zachwalanej, tak popularnej. Sprzedawczyni w salonie dobrała mi odcień 12 - jednak okazał się dla mnie zbyt ciemny, zbyt intensywny, nie wiem dlaczego i jakim cudem na youtube wszystkie blondynki, nawet bardzo jasne używają tego odcienia a u mnie brwi robią się takie czarne, takie ostre, takie wyraziste. Uhym??? Pierwsze próby nie były udane, w końcu jakoś doszłam z nią do ładu tj. wybrałam dość miękki pędzelek do eyelinera Zoeva, dzięki czemu rysunek na brwiach jest delikatniejszy, podkreślam też tylko kształt, głównie dolna linię ale środek wypełniam już kredką.


Ja porównałabym tę dwunastkę do aktualnie nieużywanej farbki Make Up Forever nr 25


Popatrzcie - te odcienie się niewiele różnią:


Z MUFE pracowało się jednak o wiele łatwiej!


Przyznam, że nie jestem do końca zadowolona, miłości od pierwszego użycia tu nie było. Dziwnym trafem jakoś nie po drodze mi z Inglotem, cienie na moich oczach ( nie mówiąc o tym, że mnie podrażniają!) wyglądają nijako, słabo się rozcierają. Lakiery Ingolta to już zupełna porażka, pamiętam, miałam też pomadkę, która niemiłosiernie wysuszyła mi usta.
Inglot po raz kolejny się nie popisał :( Powiem Wam, że gdy w salonie podeszłam do stanowiska z nowymi podkładami HD, pomazałam je sobie na ręce ( zauważyłam, że nie ma żółtych odcieni, raczej ziemiste, krycie wydaje się być spore) i ...poszłam, ekspedientka stała obok ale nie zaproponowała ani nałożenia go na twarz ani też próbki do użycia w domu. Po prostu stała bez słowa i się patrzyła.... mam wrażenie, że nawet się dobrze mi nie przyjrzała po prostu wcisnęła jeden z popularniejszych kolorów gdy prosiłam o dobór żelu do brwi :( Cena 37 zł niestety :(

A tutaj udany zakup w MACu:


Ostatnim nabytkiem z kolorówki jest Studio Fix - podkład w kamieniu, odcień NC 25. Mam już jeden NC20 - jest jednak za jasny, używałam go w wakacje, bardzo przydatny gdy chciałam tylko omieść twarz i wyrównać koloryt oraz podkreślić rzęsy, często było zbyt gorąco albo czasu za mało aby wykonać konkretny makijaż. Bardzo dobrze mi się używało tej NC 20 ale przyznać trzeba, że była dla mnie stanowczo za jasna, NC25 sprawuje się lepiej. Studio Fix to idealny puder do poprawek w ciągu dnia, kryje znakomicie więc mamy szanse zakryć wszelkie ubytki w podkładzie, zamieszka więc na stałe w mojej torebce. Tak odcień NC 25 to jest dokładnie mój odcień, NC 20 też tylko raczej na zimę. Ok 130 zł


Na koniec zobaczcie jakim cudem obdarował mnie Douglas:


Śmiać się czy płakać? Czy od razu wyrzucić?

piątek, 2 października 2015

Październikowe NATURALNIE Z PUDEŁKA

Pisałam tu niegdyś o boxach kosmetycznych typu Shinybox, Glossybox, które subskrybowałam. Prenumerata boxa polega na tym, że kupujemy kota w worku, płacimy z góry nie wiedząc co danego miesiąca otrzymamy. Jedno pudełko był to koszt 50 zł.

Czemu nie byłam zadowolona? 

Bo nie jestem odbiorcą kosmetyków marketowych, takich które mogę sobie kupić w każdym Rossmannie czy innym Carrefourze ;) a jakie co miesiąc do mnie przychodziły, często otwarcie pudełka, które w założeniu miało zawierać próbki czy miniatury kosmetyków luksusowych spotykało się z dużym rozczarowaniem. W pudełku często znajdowałam zwykle najzwyklejsze kosmetyki jak Vaseline, Vella, Dove, pasty do zębów, małe szminki w dziwnym np,. ciemno brązowym kolorze i całą serię kosmetyków kolorowych, których nigdy nie używałam.

Właściwie to większości tych kosmetyków nie używałam nigdy.

Myślałam, ze boxy kosmetyczne są nie dla mnie, że to strata pieniędzy ale dowiedziałam się o istnieniu nowego pudełka o nazwie "Naturalnie z Pudełka" oferujące: min. 4. pełnowymiarowe wyselekcjonowane naturalne kosmetyki, bez parafiny, PEGów, pochodnych ropy i innych sztucznych składników. Coś dla mnie! Sprawdziłam - poprzednie edycje zawierały ciekawe zestawy. Zamówiłam. Wczoraj przyszła do mnie paczuszka.


Pudełko naturalne było pierwszym, które zaraz po otwarciu wywołało na mojej twarzy uśmiech zadowolenia ;)


Fajny ekologiczny kartonik a w nim 5 pełnowymiarowych kosmetyków:

1. CosmoSPA - afrykańska glinka brązowa 100% - można ją używać na kilka sposobów do całego ciała, do włosów i na twarz jako maseczkę, do ciała ujędrniająco i antycellulitisowo, do kąpieli.  Cena 8 zł.

Już wczoraj wypróbowałam tę glinkę, nałożyłam na twarz wymieszaną z odrobiną wody i olejku, na początku poczułam lekkie pieczenie, potem już dyskomfort choć dbałam by nie wyschła i nie ściągnęła się na twarzy. Nie wytrzymałam, zmyłam i okazało się, że moja skóra jest bardzo gładka, oczyszczona. Ciekawe co będzie dalej ;)


2. Skin&tonic London Lemon Lip Balm - sztyft do ust, składa się z 4 składników: olejku kokosowego, wosku, masła shea i olejku cytrynowego. Cieszę się, że nie trafił mi się miętowy zapach ( nie cierpię mięty w kosmetykach!!!) - mój jest bardzo przyjemny w aplikacji i ładnie pachnie cytryną. Cena 19,95 zł

Mam go już w torebce, idealnie nadaje się do noszenia w kosmetyczce, prawie nic nie waży, czasem w ciągu dnia warto jest odżywić usta przed aplikacją pomadki.


3. Kredka do powiek felicea.netural - jest to polska marka, kredka zawiera: olej z nasion rącznika pospolitego, palmowo kokosowy, kokosowy, z pestek palmy olejowej, wosk Candelilla talk, wit E, naturalne barwniki. Cena 19 zł

Otrzymałam czarną kredkę, dzisiaj jej użyłam, nic złego się nie dzieje, oczy nie wysychają i nie pieką. A wiecie, że moje oczy to ekstremalni wrażliwcy i nie jestem w stanie używać większości kredek i mascar. Na razie jest dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie, nie chciałabym po raz kolejny napisać "kolejny produkt, który mnie podrażnił".

4. Orientana - ajuwerdyjska odżywka do włosów jaśmin i migdałecznik - do włosów cienkich i delikatnych ( nie wiem czy się u mnie sprawdzi moje moje włosy są raczej grube i sztywne), ma naturalny i bogaty skład, opiera się na olejku ze słodkich migdałów+ jojoba, gotu kola, brahmi, shikakai, ajwain, jaśmin indyjski, migdałecznik. Buteleczka jest z miękkiego plastiki, zafoliowana - chyba nie będę jej jeszcze otwierać - troszeczkę obawiam się zapachu - kosmetyki indyjskie potrafią być naprawdę śmierdzące, wiem coś o tym bo swego czasu otrzymywałam ich sporo i miałam wiele okazji do testowania. Cena 34 zł.


2. Laboratorium Cosmeceuticum - skoncentrowany hydrolat pomarańczowy ma matować i hamować rozpad kolagenu, ma działanie kojące , redukuje zaczerwienienia, ściąga pory, reguluje wydzielanie sebum. cena 20 zł

Oczywiście natychmiast otworzyłam opakowanie i opsikałam twarz i włosy. Zapach taki sobie ;)
Oki zużyje się

Mam też dwie próbki Orientany: Bio serum Brahmi & Kwas hialuronowy oraz gotowa maseczka z glinki: migdał i szafran.


Dzisiaj chyba zrobię sobie tę maseczkę ;)

Tak wygląda październikowe Naturalnie z Pudełka, dla mnie bardzo dobrze.
Ciekawe co będzie w przyszłym miesiącu?

wtorek, 29 września 2015

Zużycia (lipiec - wrzesień 2015)

Kolejna gigantyczna porcja pustych opakowań. Zaczynam tradycyjnie od sekcji myjąco - czyszczącej:


Balea - dwie limitowanki - kolorowe i pachnące, raczej unikam używania takich żeli ale od czasu do czasu sobie na to pozwalam ;)

Alverde - naturalny żel pod prysznic wanilia i mandarynka - zapach nie powala ale jest łagodny i niedrogi.


Facelle - wasch lotion - stale obecny w mojej łazience, po prostu zawsze tam się czai jakaś butelka, dla mnie to superhiperidealny kosmetyk myjący - łagodność - cena, dostępność. Nie zastanawiam się - kupuję o kupuję. Brawo Rossmann!

Dove - żel pod prysznic gofresh mandarynka i kwiat tiare - muszę się powtórzyć - kocham żele Dove za zapachy, łagodność i działanie. Jest promocja - kupuję!. Dodatkowo moja rodzina je uwielbia i się domaga ;)

Ziaja liście zielonej oliwki - oliwka do mycia - od stóp do głów -- powiem Wam, że ostatnio zachwycała się tym kosmetykiem ale niestety mnie podrażnił ( tj aktualnie używana buteleczka podrażniła) więc odstawiam ją na jakiś czas. Najczęściej oliwki Ziaji używam do... golenia! Wg mnie fajnie zmiękcza włosy, pieni się, daje poślizg.



Nuxe olejek myjący pod prysznic ze złotymi drobinkami Prodigieux - generalnie uwielbiam kosmetyki Nuxe ale ciężko było mi znieść obcowanie w tym olejkiem ze względu na jego zapach, dla mnie był męski, duszący, nie miał nic wspólnego z zapachami olejków, kremów i balsamów tej firmy. Jakoś udało mi się zmęczyć opakowanie ale bez przyjemności, przyznam, że kupując go byłam gotowa na niesamowite doznania zapachowe i tutaj niestety nastąpił zawód.

The Body Shop Japanese Cherry Blossom - żel pod prysznic - bardzo przyjemny, kwiatowy zapach, żel ok mam jeszcze balsam do ciała i mgiełkę z tej serii ( lubię)

Organic Shop - cukrowy piling z mango - powiem Wam, że bardzo fajnie mi się używało ten kosmetyk, mamy tu dużą pojemność 450ml, cenę ok, skład super, zapach przecudowny, zdzierak z niego średni, ale ładnie natłuszcza i ten zapach ( uwielbiam mango!) - fajny, bardzo, bardzo fajny!

Organique - Ethernal Gold - cukrowy piling - poprawny - tak bym o nim powiedziała - jak na kosmetyk o tak wysokiej cenie ( ok 60 zł za 200ml) spodziewałam się hmm czegoś bardziej spektakularnego, najbardziej brakowało mi zapachu, który był tu niemal niewyczuwalny, sam piling działał bez zarzutu, skóra po jego użyciu była gładka i miękka ale zabrakło mi tu wrażenia luksusu. Myślę, że stosunek ceny do jakości jest tu znacznie przesadzony.

L'Occitane - miniaturka migdałowego żelu pod prysznic - uwielbiam go za zapach i działanie, jego używanie to absolutna przyjemność, tylko ta cena....


Mixa - płyn micelarny optymalna tolerancja - dobry płyn, faktycznie łagodny, naprawdę ok, cenę o ile pamiętam też miał znośną ( ok kilkanaście zł) - mogę polecić, możliwe, że kiedyś ponownie go nabędę, zostawił po sobie całkiem dobre wrażenie.

La Roche Posay rosaliac żel micelarny - na buteleczce widzę cenę promocyjną 47 zł - zdecydowanie nie jest ten żel jej wart, nie mówiąc o tej "regularnej" 63 zł ( ponure hyhyhy) bo nie różni się od żeli 4-krotnie tańszych, nie jest ani skuteczniejszy ( wręcz przeciwnie) ani łagodniejszy ani wydajniejszy. Nie warto wydawać tyle pieniędzy na coś co można mieć za 10 zł, serio ;)

Sylveco - rumiankowy żel do mycia twarzy - całe spektrum sprzecznych odczuć towarzyszyło mi podczas stosowania tego żelu ( zapach - lubię? nie lubię?, brak piany, sposób w jaki odczuwam jego działanie na skórze) - podsumowując moje rozważania - tak to dobry kosmetyk - chętnie po niego jeszcze sięgnę, cena, skład, wydajność na duży +

Ziaja - pasta do głębokiego oczyszczania liście manuka - sławna pasta, kosmetyk ciekawy i skuteczny, aż dziw, że zużyłam tę wielką tubę w sumie szybkim tempie. Działanie spektakularne, używałam ją na dwa sposoby: jako piling - czyli krótki masaż i płukanie wodą oraz jako maseczkę - po masażu zostawiałam ją na kilka minut i spłukiwałam - efekt: skóra gładka niby szkło ;) lecz zanotowałam też działanie negatywne - skóra gładka ale w efekcie przesuszona, im częściej używałam pasty tym twarz stawała się bardziej ściągnięta. Raczej więcej nie kupię.

The Body Shop Camomile masło do demakijażu - zamiennik sławnego masła z Clinique, tylko tańsze ;) ale równie skuteczne, warto polować na promocje, moje masło kosztowało 30 zł, dobrze czyści, używam je gdy noszę w ciągu dnia Double Wear, nabieram odrobinę na palce, rozcieram w dłoniach i wmasowuję w skórę ( również w oczy mimo, że nie jest to polecane ( mimo ekstremalnie wrażliwych oczu nic złego mi się do tej pory nie przydarzyło). Już dawno zrezygnowałam z używania szmatek muślinowych, za dużo z tym zachodu ( utrzymywanie ich w czystości), ja biorę kawałek miękkiego ręcznika papierowego i delikatnie ścieram rozpuszczone resztki makijażu po czym używam żelu do mycia. Dobry kosmetyk i skuteczny, chyba kupię kolejny.


OMIA FISIO Shampoo olej macadamia - skład naturalny ale do moich włosów ten szampon się nie nadawał, tworzył z nich suche sianko więc po paru użyciach odstawiłam go ale jak widzicie jest zużyty całkowicie - rodzinka się z nim uporała i sobie go nawet chwaliła ( mój mąż ma bardzo wrażliwą skórę głowy - ten go nie podrażniał).

Nivea long repair - odżywka z ojekiem babasu i keratyną - moja ulubiona marketowa odzywka, jest stale u mnie w łazience, kończy się a ja kupuję nową. Stosuję ją jako wykończenie pielęgnacji czyli najpierw mycie, potem właściwa odżywka a na końcu long repair - świetnie spisuje się jako ochraniacz włosów, zawiera silikony, które zapobiegają uszkodzeniom mechanicznym.

Sylveco balsam myjący do włosów z betuliną - niestety u mnie się nie sprawdził, mam długie, grube i rozjaśniane włosy, staram się przed każdym myciem je olejować. Balsam Sylveco nie zmywa olei z moich włosów i jest to jego zasadnicza wada a stosowany bez olejowania włosów też prawdę mówiąc szału nie robi, wszystkie do tej pory testowane kosmetyki do włosów Sylveco w dziwny sposób je obciążają, doprowadzając do tworzenia smutnych strąków, tutaj też to miało miejsce. Niedomyte, strąkowante włosy. Ale buteleczka pusta - rodzinka o to zadbała ;) nie narzekając zbytnio. Mam wrażenie, że lepiej sprawdzi się na cienkich włosach?

Alverde - dwufazowa odzywka z aloe vera i hibiskusem - drugie opakowanie, po pierwszym byłam oczarowana efektem zmiękczenia włosów i odświeżenia, potem zachwyt mi nieco opadł, Odzywkę zużyłam - wypryskałam - ale raczej nie planuję ponownego zakupu.

CHI Argan oil + moringa - silikony do włosów - dla mnie fantastyczne! Jaki zapach! Działanie jak działanie, normalka ;) bardzo gęste, skoncentrowane, daje poślizg i chroni, i ten zapach - super!




niedziela, 27 września 2015

Kremy pod oczy - moje hity!

Mój aktualny ranking kremów pod oczy dla osoby +35 wygląda następująco

1. Antipodies Kiwi Seed Oil - najnowszy nabytek i już jestem nim oczarowana, przede wszystkim skład - bogaty i naturalny:

Ingredients (INCI): Aqua, persea gratissima (avocado) oil, Glycerin, Cetearyl alcohol, cretearyl alcohol, cetearyl wheat straw glycosides, steraic adic (vegetable), glyceryl stearate, tocopherol (Vitamin E), daucus carota sativa (carrot) oil, actinidia chinensis (kiwifruit seed) oil, borago officinalis (borage) oil, gluconolactone, 0.37 sodium benzoate, 0.12 calcium gluconate 0.01, vitis vinifera (Vinanza Grape grapeseed) extract

Specifications: Scientifically shown to stimulate synthesis of type 1 collagen by up to 82%

cena 143 zł za 30 ml


wydaje się być ceną do przyjęcia no i najważniejsze - działanie - aplikuję dosłownie odrobinkę, wsiąka błyskawicznie, skóra pod oczami jest wygładzona, nawilżona, miękka i to przez długie godziny. Mój pierwszy kosmetyk z Antipodies i na pewno nie ostatni. O marce dowiedziałam się z Youtube, oglądam filmiki pewnej Austalijki, która bardzo zachwalała tę firmę, po prostu przekonała mnie do zakupu. Skorzystałam ze strony eco-verde - ceny są po polsku, opisy także i mają tam naprawdę dużo fajnych, oj jak fajnych... i obiecujących kosmetyków naturalnych.

2. Nuxe Nuxuriance - krem przeciwzmarszczkowy, zawiera kwas Hialuronowy, Tetrapeptyd Dermican, nasiona Araukaria, korzeń Maki, Kofeinę, ekstrakt z buraka cukrowego, owoce Bakau oraz perłowe pigmenty, ponoć 55+ ;) cena ok 100 zł

Zużyłam z wielką przyjemnością do ostatniej kropelki. Tak bardzo go lubiłam, że poczułam coś na kształt żalu gdy się skończył, naprawdę ;) Używałam go sumiennie, dwa razy dziennie przez całe wakacje, przeżyłam upały, kąpiele w słonej wodzie, podróże - przyznać trzeba, że kondycja mojej skóry w okolicach oczy jest naprawdę dobra, krem ochronił, uzupełnił ubytki w nawilżeniu, napinał,
zawiera malusie drobinki, które mają za zadanie optycznie rozświetlić okolicę oczku. Na uwagę zasługuje opakowanie zaopatrzone w wygodną i higieniczną pompkę. To był naprawdę świetny krem na lato i jeżeli nie pojawi się nic ciekawszego chętnie kupię go w przyszłym roku. Bardzo polecam i nie sugerujcie się tym 55+ spokojnie mogą go używać i młodsze osoby.

INCI : Aqua (water), rosa moschata seed oil, butylene glycol, glycerin, hydroxyethyl acrylate/sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, hydroxyethyl urea, limmanthes alba (meadfoam) seed oil, cetearyl alcohol, propanediol propylheptyl caprylate, mannitol, tocopherol, capryloyl glycine, parfum (fragrance), mica, sodium hydroxide, citric acid, ethylhexylglycerin, ci 77891/titanium dioxide, acrylates c10-30 alkyl acrylatye crosspolymer, propylene glycol, polymethyl methacrylate, allantoin, caffeine, dehydroacetic acid, sodium dextran sulfate, sodium hyaluronate, polydodecamideaminium triazadiphénylethenesulfonate, polysorbate 60, sorbitan isostearate, tetrasodium glutamate diacetate, theobroma cacao (cocoa) leaf cell extract, 10-hydroxydecanoic acid, sebacic acid, 1.10-decanediol, polyvinyl alcohol crosspolymer, lepidium meyenii root extract, araucaria angustifolia seed extract, acetyl tetrapeptide-9 (n0705/a).

Contient 89% d'ingrédients d'origine naturelle.

Sans paraben. Non comédogène. Hypoallergénique.


3. L'occitane drogocenny krem pod oczy, 155 zł za 15 ml - producent twierdzi:
Organiczny olejek z Immortelle jest bogaty w aktywne cząsteczki o unikalnych właściwościach przeciwdziałających oznakom starzenia.

Skład: Aqua/Water, Rosa Ceniffolia Flower Water, Polymethyl Methacrylate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Glycerin, Myreth-3 Myristate, Propylene Glycol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sorbitol, Isononyl Isononanoate, Helichrysum Italicum Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Sorbitan Isostearate, Hedera Helix (Ivy) Leaf/Stem Extract, Sucrose Palmitate, Glyceryl Linoleate - Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil - Helichrysum Italicum (Flower) Oil*, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil*, Borago Officinalis Seed Oil*, Corn Starch Modified, Ethylhexylglycerin, Tocopherol, Carbomer, Xanthan Gum, Polysorbate 60, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Sodium Benzoate, Sodium Glycolate, Trisodium NTA, Sodium Formate, Potassium Sorbate. 
* Ingredients from Organic farming.


U mnie krem sprawdził się znakomicie, zużyłam już dwa takie słoiczki - jest to lekki nawilżacz, dobry na lato, wchłania się błyskawicznie, nawilża i napina. Jego minusem jest opakowanie, dosyć mały słoiczek - np. w odróżnieniu od słoika ( czy wręcz słoja!) Antipodies, który umożliwia bezproblemowe wydostanie produktu.


4. Clinique - All About Eyes - niegdyś często przeze mnie używany, zastanawiam się nawet nad kolejnym zakupem - ten krem kojarzy mi się z super nawilżeniem, idealny na dzień, najlepiej na lato ok 125 zł za 15 ml


Skład: cyclopentasiloxane, water purified, isostearyl palmitate, polyethylene, butylene glycol, polysilicone-11, ethylene/acrylic acid copolymer, palmitoyl oligopeptide, morus bombycis (mulberry) root extract, caffeine, phytosphingosine, triticum vulgare (wheat bran) extract, scutellaria beicalensis root extract, olea europaea (olive) fruit extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, cholesterol, linoleic acid, tocopheryl acetate, magnesium ascorbyl phosphate,pyridoxine dipalmitate, sucrose, glycerin, dimethicone, glyceryl polymethacrylate, glyceryl laurate, peg/ppg-18/18 dimethicone, quaternium-18 bentonite, petrolatum, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone, propylene carbonate, sodium chloride, peg-8, disodium edta, sodium sulfite, sodium metabisulfite, iron oxides (ci 77491, ci 77492, ci 77499). 

5. Dr. Haushka - nawilżający krem pod oczy uwaga: 12, 5 ml cena ok 100 zł - miałam ogromną próbkę - wystarczyła mi na dwa tygodnie stosowania więc mogę co nieco powiedzieć o tym kremie - na pewno jest odżywczy to jego główna zaleta, jednocześnie lekki ładnie mi się wchłaniał, odżywienie czułam przede wszystkim, to krem pierwsza pomoc przy problemach z przesuszeniem okolic oczu - na zimę. Poważnie zastanawiam się nad kupnem, myślę, że byłby fajnym uzupełnieniem zimowej pielęgnacji.



Skład: Water (Aqua), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Alcohol, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Althaea Officinalis Leaf Extract, Beeswax (Cera Alba), Calendula Officinalis Flower Extract, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Hectorite, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Rosa Damascena Flower Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Lysolecithin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Chondrus Crispus Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Lactylate, Fragrance (Parfum) , Geraniol*. 
* składnik naturalnego olejku eterycznego
Jest jeszcze jeden krem Dr. Haushki - regeneracyjny
Przyznam, że też mnie kusi ze względu na skład:

Skład: Water (Aqua), Pyrus Cydonia Seed Extract, Glycerin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Betula Alba Leaf Extract, Bellis Perennis (Daisy) Flower Extract, Alcohol, Rosa Damascena Flower Water, Hectorite, Equisetum Arvense Extract, Lysolecithin, Glyceryl Stearate Citrate, Beeswax (Cera Alba), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Borago Officinalis Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Fragrance (Parfum), Limonene*, Citronellol*, Linalool*, Geraniol*, Farnesol*, Benzyl Benzoate*, Eugenol*, Citral*, Benzyl Salicylate*, Cetyl Alcohol, Trifolium Pratense (Clover) Extract, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Chondrus Crispus Extract, Xanthan Gum, Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract, Oryzanol, Sucrose Stearate, Sucrose Distearate, Malpighia Punicifolia (Acerola) Fruit Extract.           
*składnik naturalnego olejku eterycznego
15 ml. 181 zł,


6. Organique - pumpkin line - krem pod oczy, 30 ml za 75 zł- przez chwilę zastanawiałam się czy go nie kupić na zimę - moje wrażenia też opieram po zużyciu dużej próbki -  z Organique trzeba uważać bo czasem ich składy nie powalają ( ciekawe dlaczego nie umieszczają ich na swojej stronie???), ale ok po użyciu próbki krem wydawał się interesujący, co prawda dość długo się u mnie wchłaniał ale potem czułam spore odżywienie więc wydaje się być obiecującym kremem na zbliżającą się porę roku.




piątek, 25 września 2015

Zakupy wrześniowe - pielegnacja ( Biotique, Realash, Collistar, Oragnique, Yonelle, Anipodes, schmidt's, Biofficina Toscana).

Wrzesień to dla mnie miesiąc fajnych i przemyślanych zakupów:

Moje nowości:

Olejki do włosów indyjskiej firmy Biotique:
Bio Bhringraj - wcierka dla włosów wypadających ma je wzmacniać i odżywiać oraz
Bio Flame of the Forest olej do włosów zniszczonych


na razie nie otwieram, czekam aż skończę aktualnie używane olejki do włosów. Ceny niestety nie pamiętam ok 20 zł każdy. Mają bogaty skład więc wiążę z nimi wielkie nadzieje ;)


Nowa odzywka do rzęs REALASH 3 ml - ostatnio używałam Xlash - która się sprawdziła, rzęsy pięknie rosły ale po pewnym czasie oczy zaczęły się nią nieco podrażniać więc resztki odżywki przeznaczyłam do brwi gdzie sprawdza się znakomicie ( jejku dawno nie miałam tak zadbanych brwi!) a do oczu zakupiłam nowe opakowanie tym razem wybrałam inną firmę ( tańszą) po kilku użyciach nic złego się nie dzieje, jest to typowa odżywka do rzęs, wiele z Was je doskonale zna. U mnie głównym kryterium wyboru jest zminimalizowanie ryzyka podrażnienia bo mam bardzo wrażliwe oczy. Cena ok 170 zł


Collistar Talass Scru Anti Eta - przeciwstarzeniowy ( cokolwiek to znaczy) piling z solą morską i olejkami m. in. cytrusowym, macadamia, jojoba, aż 700g ( 186zł za kg), cena 130 zł jest to chyba najdroższy piling jaki posiadam, zdecydowałam się na niego zniechęcona używaniem otulającego scrubu Pat&Rub. Pierwsze użycie skończyło się irytacją z mojej strony, gdy zrywałam folię zabezpieczającą zostałam ochlapana olejkiem, który oddzielił się od soli, szkoda mi tego olejku :( Producent poleca używać go na sucho lub mokro - ja używałam go na mokro i uzyskałam zadawalający efekt gładkiej skór,y pokrytej delikatna warstwą, ładnie pachnącego pomarańczami, olejku. Na całe ciało potrzebowałam objętości dwóch łopatek ( łopatka dołączona do zestawu). Warstwa tłusta jest naprawdę niewielka, myślę, że można spokojnie zastosować jeszcze krem do ciała w przypadku bardzo suchej skóry.


Drugi piling - tym razem cukrowy to bloom essence sugar peeling Organique - 200 ml za ok 56 zł co też jest sporą sumą jak za piling ( w porównaniu do powyższego mamy tu do czynienia z malutkim opakowaniem cena za kg to aż 280zł!!!), kupiłam go zachęcona pozytywnymi opiniami, spragniona pięknego, intensywnego zapachu, jak się sprawdzi - zobaczymy. Przy okazji zakupów otrzymałam kilka próbek m. in dyniowego kremu pod oczy, który bardzo mnie zaciekawił i widzę, że skóra bardzo dobrze na niego reaguje.


Yonelle progresywna nanomaska - zawiera witaminę C oraz kwasy o stężeniu 4% - chcę mieć nową, zregenerowaną skórę! Skład i opis wygląda zachęcająco. Używałam ją już trzy razy - nakładam cienką warstwę, na początku czuję lekkie mrowienie, które ustaje po kilku minutach, czekam, czekam, czekam, nadmiar delikatnie ścieram wacikiem i idę spać. Rano mam rozjaśnioną, gładką buzię. Efekt bardzo mi się podoba!. Cena ok 130 zł ( to chyba promocyjna cena?) w Douglasie



Antipodes krem pod oczy Kiwi Seed Oil - 30 ml, cena ok 150 zł - odżywczy krem pod oczy - zawiera sporo naturalnych olejów, jego baza jest olej z awokado, olej z nasion kiwi i marchewki i in. - bardzo przypadł mi do gustu, jest lekki, bardzo szybko się wchłania i ładnie nawilża.


Naturalny dezodorant schmidt's bergamont + lime - jest to gęste masło, jego bazą jest masło shea + soda oczyszczona + cały szereg naturalnych ekstraktów - hit moich zakupów - dezodorant, który nie zawiera aluminium i jednocześnie jest bardzo skuteczny, jestem naprawdę pod wrażeniem jego działania i wydajności. Szukałam czegoś bez potencjalnie szkodliwych składników, od jakiegoś czasu próbuję ograniczyć używanie antyperspirantów, na razie w weekendy, przyznam, że testowane do tej pory kosmetyki nie działały zbyt dobrze a ten spisuje się znakomicie, cena ok 60 zł za 56,7g - wydaje się dość wysoka ale jest on diabelnie wydajny, myślę, że wystarczy na bardzo długo.


Biofficina Toscana - balsamo concentrato attivo - bardzo chwalona odżywcza maska do włosów, włoska firma, skład ciekawy i bardzo bogaty, jeszcze nie używana, czekam aż przyjedzie jej kolej po wykończeniu innych tego typu kosmetyków, cena ok 50 zł za 200ml.