czwartek, 20 listopada 2014

Lakiery na jesień 2014

Nie miałam problemu z wyodrębnieniem ulubionych lakierów na jesień, co roku sięgam po podobne kolory:

O.P.I

1. Every Month is Octoberfest - kolor kameleon, mamy tu czerwień, złoto, czerń, brąz, granat - niesamowita i ciekawa mieszanka

2. You Don't Know Jacques! odcień szeroko znany, klasyka, mi towarzyszy już kolejny rok, próbuję sięgnąć pamięcią wstecz by przypomnieć sobie kiedy kupiłam tę buteleczkę ( wychodzi mi, że 4 lata temu!!!), zużyłam pół buteleczki, co roku wielokrotnie gości na moich paznokciach, jest to lakier, który pasuje dosłownie do wszystkiego. Jest dość stary, jak widzicie, ale wciąż spisuje się bardzo dobrze, odrobinę zgęstniał i schnie dłużej, wciąż mogę, bez przeszkód, precyzyjnie pomalować paznokcie.

3. Vodka & Caviar - a tutaj mamy najpiękniejszy odcień czerwieni z jakim się kiedykolwiek spotkałam, żywa soczysta, strażacka, lakier ma też idealną formułę, jest żelowy z dużym błyskiem, nakłada się go idealnie, łatwiutko, kolor równo się rozkłada na paznokciu, nie smuży i szybko zastyga i towarzyszy mi już trzeci rok. Uwielbiam go.

ESSIE

4. Island Hoping - nowy nabytek, kolor brudnego, beżowego różu ( miałam podobny z Nail Tek ale nie odpowiadał mi jego pędzelek, nie odpowiadał to za mało powiedziane: doprowadzał mnie do szału!), kolor nieokreślony, trochę nijaki, trochę dyskretny. Dla mnie to taki nudziak do paznokci.

5. Smokin Hot jest to odcień brudnej śliwki, nawiązuje do poprzedniego odcienia i do beżowego OPI, i tworzą ulubione trio brudnych odcieni na paznokciach, no i pasują do większości zimowych ciuchów.

6. Forewer Yummy kolejna czerwień, co prawda w opakowaniu wygląda na intensywną ale po pomalowaniu ciemnieje, wpada w bordo, klasyczne piękne, ciemne bordo - kolor jesieni.

piątek, 14 listopada 2014

Podkładowe odkrycie: Clarins Ever Matte 108 + powrót do Guavy

Całe lato towarzyszyły mi dwa podkłady, jesden to znany mi doskonale Perfect Refining Shiseido - pisałam o nim tutaj. Naprawdę dobrze kryjący, o odpowiednim, letnim kolorze i stosunkowo dużej trwałości. Dołączył do niego Studio Fix MACa ( o czym nie pisałam jeszcze) podkład, w którym się zakochałam <3 mój odcień to NC 20 czyli średni żółtek. Aktualnie oba podkłady ( mam reszteczki) są zbyt żółte i zbyt ciemne. Myślałam, że polecę do MACa po odcień jaśniejszy NC15 ale... tu nastąpiło rozczarowanie, NC 15 jest strasznie jasny! Za jasny! Zresztą na zimę mam dobrze nam tu znane Double Wear EL w odcieniu Bone i Sand ( używam ich zamiennie, czasem łączę (jasne, z żółtawymi tonami) próbowałam je mieszać z MACiem ale wg mnie nie współpracują ze sobą.

Jakiś czas temu rzuciła mi się w oczy jednodniowa promocja na Truskawce, był tam podkład Clarins Ever Matte w odcieniu sand 108, szybko poszukałam opinii o tym produkcie, większość była pozytywna, kliknęłam, razem z moja stała zniżką 10% oraz dodatkową ( we miss you ;) kosztował mnie coś ponad 60 zł

Powiem Wam, że po pierwszym użyciu szczęka mi opadła, nie spodziewałam się, AŻ tak dobrego efektu, niby średnio kryjący ale pokrył co miał pokryć, stopił się z cerą a twarz wyglądała tak pięknie i świeżo! Zastanawiałam się czy aby zaraz nie zniknie z twarzy... ale NIE! Wytrzymał 8 godzin w pracy. Miałam kiedyś podkład Clarinsa o nazwie Everlasting, który wcale nie był długotrwały ani kryjący, ten jest o wiele lepszy! Na razie używam go od tygodnia i się zachwycam :D

No i pięknie, świeżo pachnie....



Pomadka z serii Joli Rouge Brillant Guava, którą już kiedyś miałam, którą pokazywałam i za którą zatęskniłam. Dlaczego jest wyjątkowa? Ma piękny malinowy kolor, który dale wrażenie naturalnych ust i drobinki, które je uwypuklają, odpowiednio odbijając światło sprawiają, że usta są większe, wilgotne i apetyczne. Pomadka pięknie nawilża wargi, pielęgnuje je, jest miękka, ma konsystencję masełka (uwaga! nie kłaść na słońcu bo się podtopi), ze zniżkami kosztowała mnie ok 60 zł.




środa, 12 listopada 2014

I jeszcze zakupowo: DM bardzo skromnie tym razem i -40% w Superpharm

Będąc ostatnio z wizytą u naszych zachodnich sąsiadów odwiedziłam drogerię DM ( obowiązkowo!)


Już minął szał kosmetyki Lavera, Alverde i Balea - tj lubię je bardzo i chętnie do nich wracam ale odezwał się we mnie duch kosmetycznego poszukiwacza z żądzą testowania ciągle czegoś nowego i nowego.

Jak widzicie na zdjęciu powyżej moje zakupy są więcej niż skromne ;)

1. Grejfrutowy żel do mycia twarzy - już drugie opakowanie, jest diabelnie wydajny i świeżo pachnie, bardzo lubię

2. Moje ulubione, najlepsze nici do zębów, koniecznie sensitive inne są za cienkie, na ostre, te mięsiste i miękkie łatwo wpasowują się w przestrzenie międzyzębowe.

3. Żele Balea z nowej kolekcji limitowanej, black secret i white passion

4. I coś co nazywa się Dush Bodymilk o zapachu waniliowym - jest to mleczko, które stosujemy po kąpieli na całe ciało i następnie spłukujemy. Widziałam taki produkt marki Nivea jednak odrzuciłam go ze względu na obecność parafiny w składzie, Balea na szczęście ma bardziej przyjazne składniki

wcześniej już używałam inny specyfik tego typu (po prawej):


i przyznam, że jego działanie bardziej mi odpowiadało, soft ol balsam jest bardziej odżywczy, bogatszy. Co sądzę o spłukiwanych balsamach do ciała? Właściwie nie wiem co powiedzieć, nie jest to efekt spektakularny, coś tam niby się nawilża, czasu specjalnie nie zaoszczędza ( choć nie trzeba czekać aż balsam się wchłonie, po prostu wycieramy się ręcznikiem). Na pewno nie kupiłabym go "specjalnie" właściwie to chyba bo wykończeniu obydwu opakowań już więcej się nie skuszę.

I zakupy z Superpharm, skusiłam się ( podobnie jak setki innych osób....) na promocję -40% z kartą lifestyle na kremy do twarzy:


Kupiłam trójkę moich absolutnych, nieśmiertelnych ulubieńców, moja cera je kocha... uwielbia, Effaclaru Duo zużyłam już x opakowań, po liftingu składników krem Duo(+) zasługuje na jeszcze większe uznanie, cieszę się, że producent go "nie zepsuł" bo to dla mnie krem wszechczasów, Effaclar K stosuję jako krem na dzień, dobrze nawilża i nie powoduje nadprodukcji sebum, podobnie Effaclar mat ( nawilża lepiej niż K) - oba kremy stosuję zamiennie na dzień w zależności od potrzeb. Polecam wszystkim borykającym się z tłustą cerą i wypryskami.
Za całość zapłaciłam dokładnie 107,37 zł co wydaje mi się rozsądną kwotą

niedziela, 9 listopada 2014

MACowe nabytki: bronzer i moja pierwsza gratisowa szminka

Efekt ostatniej wizyty w salonie MACa. Po raz pierwszy wyruszyłam tam z torebka wypełnioną sześcioma pustymi opakowaniami po kosmetykach tej firmy, były tam głównie puderniczki blot powder bo uwielbiam ten puder a wydajność jego jest dość mała. Teraz używam Stay Matte od Rimmela na zmianę z białym puderm MACa ale za blotem zatęskniłam i niewykluczone, że znowu niebawem go kupię


Definitywnie zdenkowałam opakowanie bronzera w odcieniu Golden, który owszem był całkiem dobry ale... miał zbyt dużo ciepłych pigmentów więc zaczęłam się rozglądać za kolorem chłodniejszym. Wybór padł na Matte bronze, chyba dość popularny wśród internautek ( i słusznie).








Jest to matowy, chłodny brąz, po prostu, ciemniejszy niż Hoola, która w moim przypadku nadaje się jedynie do zimowego konturowania. Odcieniem matte bronze jestem w stanie wykonturować twarz lub ją omieść by ożywić czy uzyskać efekt delikatnej opalenizny. Po raz kolejny przekonuję, że się bronzer tego typu to najlepsze rozwiązanie w przypadku mojej cery o ciepłym odcieniu (NC20 u MACa), latem świetnie się sprawdza Bahama Mama lecz zimową porą wygląda ona u mnie nienaturalnie i daje efekt przerysowania. Mam więc teraz trio matowych bronzerów do zadań specjalnych, na każdą okazję i każdą porę roku.


I pierwsza darmowa pomadka - wybrałam odcień SYRUP (lustre), który miał być jak najbardziej podobny do pomadki w kredce Revlon "honey" ( nie ma nic wspólnego z miodem!),  której szczerze nie znoszę choć ma świetny kolor, która okropnie okaleczyła mi usta, wręcz je poraniła, która wyląduje zaraz mściwie w koszu na śmieci!


Przyznam, że mój nowy nabytek UWIELBIAM <3 już czuję, że będzie mój numer 1 tej jesieni


piątek, 7 listopada 2014

Tołpa czarna róża

Słyszałyście kiedyś o czarnej róży w kosmetyce? Ja przyznam, że nie ;) raczej kojarzyła mi się z cmentarnym horrorem, symbolem śmierci i przemijania.

Tołpa ma w swojej ofercie całą linię kosmetyków zawierających ten składnik, z której w moim posiadaniu znalazły się:

regenerujący peeling-masaż, 
odżywczy krem - kokon do ciała
regenerujący krem - kokon do stóp

czarna róża:
  • zapobiega uszkadzaniu naturalnej bariery ochronnej skóry
  • chroni skórę przed działaniem wolnych rodników
  • koi i przywraca komfort



Czy czarna różna zawiera jakieś specjalne właściwości?
Przyznam szczerze, że ja ich nie zauważyłam aczkolwiek linia tołpy ma bardzo ciekawy zapach, nie kojarzy się z typową różą, dla mnie to raczej fiołek, wanilia - coś ciepłego i przyjaznego. Zapach ma odpowiednią intensywność i jest przyjemny.


Moim ulubieńckiem jest zdecydowanie solny piling, jego intensywny zapach pozwala na bardzo przyjemne zakończenie kąpieli, jest bogaty w olejki:

Skład: Ethylhexyl Stearate, Sea Salt, Salt, Silica, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Polysorbate 20, Parfum, Peat Extract, Rosa Hybrid Flower Extract, Propylene Glycol, Aqua.

ma odpowiednią konsystencję, która pozwala nabrać odpowiednią ilość produktu, który nie spływa z palców, delikatnie ściera i delikatnie natłuści skórę ale człowiek się nie lepi ;) i o dziwno mimo niewielkiego opakowania jest bardzo wydajny, na zdjęciu poniżej mam ok połowę słoiczka, używałam go ok 5 razy.
Minusem wielkim(!) jest wygórowana cena tego kosmetyku, widziałam go gdzieś nawet za 39 zł ( na stronie producenta 37 zł) za 180ml ( ja kupiłam za 29 zł w promocji)


 Krem do ciała lubię mniej, ładnie pachnie lecz ten zapach ekspresowo się ulatnia, krem jest bardzo lekki, bardzo szybko się wchłania ale cóż... dość szybko uczucie nawilżenia znika tak więc po wieczornej aplikacji rano mam już ściągniętą skórę a krem przecież przeznaczony jest do skóry suchej. Myślę, że lepszy będzie na miesiące letnie niż zimowe. I ta cena... 37 zł za 140 ml ( kupiłam za 29zł) jak dla mnie kosmiczna bo krem nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Oba kosmetyki zapakowane są z porządne, lekkie, plastikowe słoiczki, dobrze zakręcane.

I
 krem - kokon do stóp - tę tubeczkę ( już drugą) lubię bardzo, ma bogaty skład:

Skład: Aqua, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado Oil), Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Cera Alba, Peat Extract, Rosa Hybrid Flower Extract, Honey Extract, Citrus Limon Peel Extract, Helianthus Annuusseed Oil, Acsorbyl Palmitate, Ceteareth-20, Isohexadecane, Tetrasodium EDTA, Sodium Acrylate/Acryloldimethyl Taurate Copolymer, Magnesium Aluminum Silicate, Xanthan Gum, Polysorbate 80, Propylene Glycol, Parfum, BHT, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

Krem jest gęsty i mocno odżywczy, czasem ciężko go wydobyć z tubki, trzeba mocno ściskać, ma przyjemny zapach typowy dla całej serii. Stopy po kremowaniu będą jakiś czas tłuste, nadaje się wyłącznie na noc. Własności pielęgnacyjne oceniam jako dobre, znam bardziej odżywcze i wygładzające kremy, ten jest po prostu dobry i nie pachnie mentolem ;))) kupiłam go na promocji za 8zł więc uważam, że cena jest adekwatna do jakości, za 14 zł na pewno się nie skuszę. 

Dodam jeszcze, że mój małżonek używa go ( z powodzeniem) jako kremu do rak - świetnie je wygładza!

wtorek, 4 listopada 2014

Październikowe zakupy: pielęgnacja (The Body Shop, Clarena, Nuxe)

Co w październiku pojawiło się wśród moich kosmetyków?

Królują zakupy w The Body Shop! Pora roku powoduje, że sklep ten przyciąga mnie jak magnes,
te zapachy, bogate masła do ciała... oraz jesienne obniżki ;)


Bardzo lubię kokos w kosmetykach, a masło do ciała o tym zapachu kojarzy mi się z zimowym wieczorem ocieplonym intensywną kokosową wonią, najpierw kokosowy prysznic a następnie kokosowe ukojenie suchej skóry. Masło kosztowało 39 zł, żel pod prysznic 12,50 zł


Do kokosowej rodziny dołączyło też mydełko w kostce (6zł).

Mleczko do ciała w sprayu moringa otrzymałam za 1 gr gdy zebrałam odpowiednią ilość pieczątek na kartę stałego klienta.

Żel pod prysznic white musk - ciepły, seksowym zapach za 12 zł



Późną jesienią nawet tłusta skóra staje się bardziej wymagająca i pragnie większego odżywienia. Kupiłam lekkie serum z serii Nutriganics, którą bardzo cenię za dobre składy i skuteczne działanie na moją cerę. Serum, 30 ml za ok 40 zł w wygodnej buteleczce z pompką jest bardzo lekkie, błyskawicznie się wchłania i napina skórę, stosuję je na razie na noc, pod właściwy krem.


Skład serum


Lekki krem pod oczy Sylveco przestał mi wystarczać, skóra pod oczami szybciej się teraz przesusza, zaczęłam się rozglądać za czymś bogatszym, mój wybór padł na Clarenę Stem Cells Eye Cream - ok 70 zł. Krem ten towarzyszy i od miesiąca w wieczornej i dziennej pielęgnacji i spisuje się bardzo dobrze, jest lekki i odżywczy zarazem.


Clarena wydaje się być bardzo dobrą, polską firmą kosmetyczna, co spróbuję to strzał w dziesiątkę.
Miałam miniaturki z boxa i wszystkie zrobiły na mnie dobre wrażenie.


I ostatni zakup pielęgnacyjny to zestaw Nuxe wybrałam bogaty krem na noc oraz krem pod oczy z tej samej serii Marveillance expert niut i expert yeux, kosmetyki o intensywniejszym działaniu. Będą mi towarzyszyć tej zimy, na razie sobie czekają na swoją kolej.

Producent tak opisuje produkty:

Regenerujący krem na noc Merveillance® expert zawiera kompleks Oléoactif® na bazie Liliowca i Kory z Drzewa Jedwabnego, który hamuje i cofa proces glikacji 3 podstawowych białek budujących skórę: wimentyny, kolagenu i elastyny, a tym samym odbudowuje je i chroni, spłycając utrwalone zmarszczki i zapobiegając utracie jędrności. 
Wyciąg z Brunatnic zapewnia regenerację skóry

Liftingujący krem pod oczy i na powieki Merveillance® expert zawiera kompleks Oléoactif® na bazie Liliowca i Kory z Drzewa Jedwabnego, który hamuje i cofa proces glikacji 3 podstawowych białek budujących skórę: wimentyny, kolagenu i elastyny, a tym samym odbudowuje je i chroni, spłycając utrwalone zmarszczki i zapobiegając utracie jędrności.
Kompleks Naturalnej Kofeiny i Tetrapeptydu-5 ma działanie uelastyczniające i ujędrniające, przez co zmniejsza worki i cienie pod oczami.

Skorzystałam z promocji Superpharm, ceny widzicie na zdjęciu.