czwartek, 22 maja 2014

Pół roku z (be)Glossyboxem - podsumowanie

Skończyła się moja sześciomiesięczna subskrypcja kosmetycznych pudełek o nazwie Glossybox, czas na małe podsumowanie.

Co to jest Glossybox vel beGlossy?
To pudełka zawierające 5 różnych kosmetyków, nie wiemy co to będą za produkty, mają stanowić niespodziankę. Przychodzi do nas za pomocą przesyłki kurierskiej (K-ex) porządnie zapakowane pudełko, dobrze wykonane, twarde, za każdym razem wygląda nieco inaczej. Oprócz kosmetyków znajdujemy ulotki produktów, zaproszenia do sklepów, kody zniżkowe itp.
Jednym słowem: kupujesz kosmetycznego kota w worku!

Koszt?
Jedno pudełko to 49 zł łącznie z przesyłką, możesz zamówić comiesięczną subskrypcję wtedy raz w miesiącu ta kwota jest pobierana z Twej karty płatniczej, można oczywiście przerwać w dowolnym momencie. Do wyboru mamy także zakup pakietów, wtedy pojedyncze pudełko jest nieco tańsze, płatność jest jednorazowa, z góry ( 132 zł za 3 miesiące lub 245 zł za pakiet sześciomiesięczny).

Wykazany koszt wszystkich zawartych kosmetyków to oczywiście grubo ponad 100 zł ale wszystkie wiemy, że to mała ściema bo większość z nich jesteśmy w stanie upolować w o wiele korzystniejszej promocji.

Dlaczego zamówiłam?
Ciekawość. Bo lubię kosmetyki. Bo chciałam mieć te pudełka by posegregować moja kolorówkę ;)))

Co doceniłam:
1. Peeling Love me green - przyjemny, naturalny
2. Lakier Golden Rose - ładny kolor, lakier trwały
3. Szampon Essensity Schwarzkopf  choć tu Glossy zaliczył wpadkę sprzedając nam kosmetyk na granicy ważności - bardzo mi służył
4. Olejek z drobinkami Nuxe - sama nie kupiłabym dużego opakowania bo specyfik tego rodzaju używam sporadycznie aczkolwiek przydał się przy paru wyjściach, pięknie pachnie i pięknie lśni 
5. Porefessional Benefit doceniam, że pojawiło się w pudełku, cały czas testuję i mam mieszane uczucia
6. Love me green organiczny relaksujący krem do twarzy na noc - bardzo dobry, z przyjemnością zużyłam czym marka zaskarbiła sobie moją przychylność ;)
7. Clarena caviar face peeling miniatura - lubię, używam
8. The Body Shop malinowy żel pod prysznic - lubię, używam

Obojętne mi było:
1. Piling żurawinowy Pat &Rub - bo miałam, używałam i znałam
2. Płyn micelarny Bioderma - jw
3. Lakier do włosów Wella - bardzo rzadko używam lakierów więc wylądował w jakimś pudle ale nie powiem raz czy dwa się przydał
4. Żel pod prysznic Tołpa - ładnie pachniał, przeciętniak
5. Cień do powiek - cień jak cień, bez zachwytu, tkwi gdzieś w kosmetyczce, użyłam kilka razy
6. Krem do cery tłustej Siquens - czeka na swoją kolej
7. Yves Rocer Żel pod prysznic z drobinami - bez zachwytu
8. maseczka pod oczy Orientana - jeszcze nie używałam, nie było okazji
9. Bioliq krem pod oczy - właśnie używam, przeciętniak! za regularną cenę nie warto kupować
10. Gąbka konjac - dosyć fajna ale szybko mi zginęła ;)
11. Loreal odżywczy eliksir do paznokci la manicure 7w1----- użyłam kilka razy ale zaczęły mi się znowu rozdwajać paznokcie ( nie wiem czy to efekt zimy, niedoborów czy tego specyfiku), na razie odstawiony, pewnie jeszcze dam mu szansę
12. Tołpa botanic białe kwiaty aksamitne mleczko do demakijażu - używam ale bez zachwytu, podrażnienie oczu!

Co mnie rozzłościło/ zniechęciło/ nie przydało się zupełnie?
1. Krem Olay oddałam bo trzymam się z daleka od tej marki
2. Brązowy błyszczyk do ust - zgroza! - ciekawe komu pasuje taki kolor, mimo naturalnego składu dla mnie bubel - nikt go nie chciał, wylądował w koszu
3. Silikony do włosów Orofluido - strasznie śmierdzą, użyłam ze trzy razy, bleee
4. Lakier nails inc. - brzydki kolor, słaba aplikacja i jakość
5. Lirene - balsam do ciała z drobinkami - słabizna, kosmetyk nie wiadomo po co i na co ani odżywienia ani efektu nabłyszczenia, po pierwszym teście wylądował gdzieś
6. Pantene PRO-V - silikony do włosów - beznadzieja, nie robią mi nic dobrego, chyba wylądują w koszu.
7. Tusz pogrubiający do rzęs Avon bardzo słaby, po dwóch użyciach oddałam
8. Taft spray do włosów keratin complete blow dry energizer- raz użyłam i by było na tyle
9. Mitchell and Peach body cream - nie lubię ze względu na zapach, słabe nawilżenie
10. Lierac bogaty krem odżywczy hydra chrono+ - nie dla mojej cery, oddałam mamie
11. Colgate max white one optic - nie lubię past Colgate, podrażniają mnie! Moja rodzina też jej nie chciała używać, wylądowała w koszu

 Podsumowując:

Ilość bubli jest spora, jeszcze większa specyfików, które nie wzbudziły żywszych uczuć, 10 kosmetyków całkiem fajnych i użytecznych. Na pewno nie da się zadowolić wszystkich klientek ale to jest ryzyko firmy... Ja nie zdecydowałam się na subskrypcję czy zakup kolejnego pakietu ( miałam sześciomiesięczny) bilans zysków i strat wypadł mi na niekorzyść Glossyboxa czy jak mu teraz tam beGlossy.

5 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś wykupiony pakiet 6miesięczny,ale jakoś nie brakuje mi Glossy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie się właśnie skończyła 3-miesięczna subskrypcja, na którą zdecydowałam się bardzo późno względem ShinyBoxa, który subskrybuję już od roku. Shiny często wypadały dużo lepiej, aż nagle zaczęła się szala przechylać w stronę GlossyBoxa, no i postanowiłam zaryzykować. jestem dość zadowolona z zawartości tych pudełek, ale prawda jest taka, że wiele się marnuje. No i najbardziej zniechęca mnie praktyka wrzucania do pudełek (jedna i druga firma to robi) kosmetyków drogeryjnych, które są tanie i łatwo dostępne. nie o to chodziło! na razie nie przedłużam subskrypcji Glossy, chociaż boję się, że ocś fajnego mnie ominie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS jestem pod wrażeniem Twojej dokładnej analizy!

      Usuń
    2. Dziękuję, u mnie Shinny na razie wygrał ale też go podsumuję po pół roku, a co!

      Usuń
  3. Świetny pomysł na podsumowanie. Sama jeszcze nie skusiłam się na żadne pudełko, ale bardzo lubię podglądać je u innych, a najbardziej czytać wrażenia i komentarze :)

    OdpowiedzUsuń