piątek, 30 maja 2014

My precious ------> czyli 15 nowych cieni od MACa!!!! Cool neutral palette cała MOJA

W tym miesiącu MAC wypuścił do sprzedaży dwie duże palety pełne cieni!!!

Widziałam je wcześniej w sieci ale gdy napotakłam je w realu, zupełnie na zywo, na wyciągnięcie ręki w sklepie.... jejku na którą się zdecydować???? Obie świetnie skomponowane, obie by do mnie pasowały....

Wygrała jednak chłodna, bardziej uniwersalna


w a niej:
  • Flounce: Chalky white pink (Matte) - bardzo wyrazisty róż, jak na mat ma superpigment
  • Sweet Allure: Soft light pink (Satin) - piękny delikatny beż, idealny do rozcierania, wyrównania kolorytu powieki
  • Sun Tweaked: Soft frosty coral (Satin) - świetny, ciepły, złocisty beż
  • Blackberry: Muted burgundy-plum brown (Matte) - śliwka/ taupe/ fiolet - mój faworyt
  • After Dusk: Mid-tone rosy pink with pearl (Veluxe Pearl) - - jaśniejszy, z drobinkami, śliwka/ taupe/ fiolet - mój faworyt
  • Pick Me Up: Pale ivory (Matte) - jasny mat
  • Crushed Clove: Mid-tone gold olive (Frost) - prześliczny, złota oliwka
  • Cozy Grey:Cool grey (Matte) - ciepły szary to dobre określenie, na pewno się przyda
  • Deception: Chocolate gold (Frost) - kolejny piękny cień, brąz z drobinkami
  • Brun: Muted blackish brown (Satin) - burn pewnie większość z was zna, to ciemny szary brąz, idealny do brwi
  • Silver Fog: White with silver pearl (Lustre) - to najmniej udany cień, jedyny, który się osypuje, jak dla mnie nijaki
  • French Clay: White grey frost (Frost) - szary, ciekawy cień, niestety nie dla moich tęczówek, które same wpadają w szarość
  • Cumulus: Mid-tone grey charcoal (Frost) - świetny brązowo szary cień z delikatnymi drobinkami
  • Pearled Earth: Deep blue grey (Veluxe Pearl) - szary z niebieskimi podtonami, ciekawy
  • Black Tied: Black with silver sparkle (Velvet) - czarny z drobinkami, chętnie bym się go pozbyła bo niestety mnie uczula (każdy czarny cień mnie uczula!)
podsumowując: niestety Brun już mam, bardzo lubię ale pewnie nie zużyję go do końca życia ;), na całą paletkę jest jeden nieudany cień, mówię o jasno szarym, słaby pigment i trwałość, osypuje się, sam kolor nie łączy się jakoś specjalnie z pozostałymi, cała reszta jest świetna. Jakość cieni bez zarzutu, cieszę się, że tym razem MAC wypuścił coś naprawdę porządnego, ciekawe kolory i doskonała pigmentacja.

Gdyby ktoś chciał mi sprezentować drugą paletę to proszę nie będę się opierać ;))) bo 550zł piechotą nie chodzi (oczywiście żartuję)

a oto kilka zbliżeń, podziwiajcie:












Sama paletka nie podoba mi się!!! Jest plastikowa i sprawia wrażenie mniej solidnej niż poprzednie, nie mam pojęcia jak wyjąć z niej cień???? ( wiecie jak to zrobić????), nie podoba mi się, że ma przezroczyste wieczko bo trzeba skrzętnie chować ją przed słońcem i nie tylko (wiadomo, że światło UV działa niekorzystnie na kolory)

poza tym kilkukrotnie przytrzasnęłam sobie nią palec ;)))) widzicie... o właśnie tym co wystaje.

środa, 28 maja 2014

Filtry i witamina D moje przemyślenia

Wykryto u mnie poważnie niedobory witaminy D z całym szeregiem skutków, bardzo boleśnie odczuwanych, np. bóli kostno mięśniowych ---stąd ten post, a czemu piszę o tym na blogu o tematyce kosmetycznej? Ano dlatego, że częściowo wiąże się to ze stosowaniem filtrów przeciwsłonecznych. A jest teraz czas gdy jesteśmy dosłownie bombardowani/ edukowani przez firmy kosmetyczne naciskami na stosowanie filtrów. Biznes to biznes, sprzedaż musi być na odpowiednim poziomie....





obraz pochodzi z www.plazowanie.com


o samej witaminie możecie sobie poczytać w sieci, ja natomiast tutaj przytoczę za http://www.doktorwitamina.pl:

Poziom witaminy D
Przy odpowiednim nasłonecznieniu ilość, która jest wytwarzana w skórze jest na tyle wystarczająca
, że nie trzeba czerpać jej dodatkowo ze źródeł pokarmowych (nie jest więc do końca witaminą). Ilość wytwarzanej witaminy D u ludzi podlega wahaniom sezonowym i zazwyczaj spada im dalej na północ lub południe teren jest położony. W strefie klimatu umiarkowanego, przez około połowę roku ilość światła słonecznego jest za mała, aby skóra człowieka mogła sama wytworzyć dostateczną ilość witaminy.
Witamina D krąży w organizmie głównie w postaci 25(OH)D3. Najbardziej aktywną biologicznie formą jest 1,25(OH)2D3, której poziom jest ściśle kontrolowany. Z tego względu bardziej wiarygodne jest oznaczanie poziomu 25(OH)D3. W umiarkowanym niedoborze witaminy D, a także w trakcie leczenia stężenia 1,25(OH)2D3 mogą być fałszywie wysokie i wprowadzać w błąd, zaś w przypadku przedawkowania pozostawać w normie.
Prawidłowy poziom witaminy D wynosi 20-60 ng/ml (50-150 nM/l), wartości między 8 a 20 ng/ml oznaczają hipowitaminozę, a poniżej 8 ng/ml awitaminozę. 

i teraz najważniejsze:
Skutki niedoboru
Przyczynami niedoboru są małe spożycie w połączeniu z małą ekspozycją na słońce (UVB)
i różne zaburzenia, w tym rzadko dziedziczne, takie jak zaburzenia wchłaniania, choroby zakłócające przemianę witaminy D w wątrobie i nerkach w jej aktywne biologicznie metabolity.
Awitaminoza grozi krzywicą u dzieci i młodzieży, rozmiękaniem kości (osteomalacja) i osteoporozą u dorosłych, złamaniami, skrzywieniami i zwyrodnieniami układu kostnego, zniekształceniami sylwetki, złym funkcjonowaniem układu nerwowego i mięśniowego, zapaleniem spojówek, stanami zapalnymi skóry, osłabieniem organizmu i zmniejszeniem odporności, pogorszeniem słuchu, osłabieniem i wypadaniem zębów oraz zwiększeniem się ryzyka chorób autoimmunologicznych, zwłaszcza cukrzycy typu I, choroby Leśniowskiego-Crohna, raka pęcherza moczowego, piersi, jelita grubego, okrężnicy i jajnika. Osoby z chorobą Parkinsona i stwardnieniem rozsianym mają niższe stężenie witaminy D w surowicy.
Badania z 2005 pokazały, że u 92% zdrowych młodych kobiet (próba 420 dziewcząt) z Europy Środkowej i Północnej, poziom witaminy D jest niski (<20 ng/ml).
Skóra o ciemnej karnacji produkuje witaminę D około sześciu razy wolniej, na skutek pochłaniania promieniowania UV przez melaninę. Powoduje to, że murzyni mają przeważnie o połowę mniejsze stężenie witaminy D we krwi niż biali. Kremy ochronne redukują jej produkcję o około 98%.
Dzienna dawka witaminy D u osoby o jasnej karnacji, powstaje w trakcie 5-15 minutowej ekspozycji na słońce w godzinach okołopołudniowych. Dorosła kobieta (o jasnej karnacji) podczas opalania w bikini, wytwarza około 10 000 IU w czasie 15-20 min.
Obecnie trwają badania weryfikujące zalecane dzienne spożycie witaminy D. Prawdopodobnie w wielu krajach będzie koniecznie ich podniesienie nawet 5 krotnie.

Czy stosowanie filtrów powoduje niedobory witaminy D?
Mój lekarz twierdzi, że jak najbardziej, potwierdzają to też artykuły wygrzebane w internecie.

Skąd u mnie wziął się niedobór? Na pewno w wyniku ukrywania się przed słońcem i stosowania filtrów. Tak, z drugiej strony kosmetyki chroniące przed promieniowaniem słonecznym opóźniają pojawienie się zmarszczek i przebarwień. Co robić?

obraz pochodzi z gdynianews.pl

Myślę sobie o tym ostatnio, analizuję informacje, wyłania mi się wniosek, że chyba najlepsze będzie zachowanie złotego środka, ani całkowita ochrona ani całkowita ekspozycja. Spiekać się na skwarkę nie zamierzam bo jak pewnie zauważyliście w powyższych cytatach, melanina ( czyli opalenizna) utrudnia wytwarzanie Wit. D ale nie jestem skłonna pokładać 100% swego kosmetycznego zaufania w kampaniach promocyjnych koncernów kosmetycznych. Nie zamierzam też reagować paniką na słowo "zmarszczka" czekają nas wcześniej czy później.... Na pewno wystawienie się na słońce bez ochrony na 20 minut dziennie nie spustoszy nam organizmu. Poza tym ... jesteśmy przecież dziećmi i Ziemi i Słońca!

czwartek, 22 maja 2014

Pół roku z (be)Glossyboxem - podsumowanie

Skończyła się moja sześciomiesięczna subskrypcja kosmetycznych pudełek o nazwie Glossybox, czas na małe podsumowanie.

Co to jest Glossybox vel beGlossy?
To pudełka zawierające 5 różnych kosmetyków, nie wiemy co to będą za produkty, mają stanowić niespodziankę. Przychodzi do nas za pomocą przesyłki kurierskiej (K-ex) porządnie zapakowane pudełko, dobrze wykonane, twarde, za każdym razem wygląda nieco inaczej. Oprócz kosmetyków znajdujemy ulotki produktów, zaproszenia do sklepów, kody zniżkowe itp.
Jednym słowem: kupujesz kosmetycznego kota w worku!

Koszt?
Jedno pudełko to 49 zł łącznie z przesyłką, możesz zamówić comiesięczną subskrypcję wtedy raz w miesiącu ta kwota jest pobierana z Twej karty płatniczej, można oczywiście przerwać w dowolnym momencie. Do wyboru mamy także zakup pakietów, wtedy pojedyncze pudełko jest nieco tańsze, płatność jest jednorazowa, z góry ( 132 zł za 3 miesiące lub 245 zł za pakiet sześciomiesięczny).

Wykazany koszt wszystkich zawartych kosmetyków to oczywiście grubo ponad 100 zł ale wszystkie wiemy, że to mała ściema bo większość z nich jesteśmy w stanie upolować w o wiele korzystniejszej promocji.

Dlaczego zamówiłam?
Ciekawość. Bo lubię kosmetyki. Bo chciałam mieć te pudełka by posegregować moja kolorówkę ;)))

Co doceniłam:
1. Peeling Love me green - przyjemny, naturalny
2. Lakier Golden Rose - ładny kolor, lakier trwały
3. Szampon Essensity Schwarzkopf  choć tu Glossy zaliczył wpadkę sprzedając nam kosmetyk na granicy ważności - bardzo mi służył
4. Olejek z drobinkami Nuxe - sama nie kupiłabym dużego opakowania bo specyfik tego rodzaju używam sporadycznie aczkolwiek przydał się przy paru wyjściach, pięknie pachnie i pięknie lśni 
5. Porefessional Benefit doceniam, że pojawiło się w pudełku, cały czas testuję i mam mieszane uczucia
6. Love me green organiczny relaksujący krem do twarzy na noc - bardzo dobry, z przyjemnością zużyłam czym marka zaskarbiła sobie moją przychylność ;)
7. Clarena caviar face peeling miniatura - lubię, używam
8. The Body Shop malinowy żel pod prysznic - lubię, używam

Obojętne mi było:
1. Piling żurawinowy Pat &Rub - bo miałam, używałam i znałam
2. Płyn micelarny Bioderma - jw
3. Lakier do włosów Wella - bardzo rzadko używam lakierów więc wylądował w jakimś pudle ale nie powiem raz czy dwa się przydał
4. Żel pod prysznic Tołpa - ładnie pachniał, przeciętniak
5. Cień do powiek - cień jak cień, bez zachwytu, tkwi gdzieś w kosmetyczce, użyłam kilka razy
6. Krem do cery tłustej Siquens - czeka na swoją kolej
7. Yves Rocer Żel pod prysznic z drobinami - bez zachwytu
8. maseczka pod oczy Orientana - jeszcze nie używałam, nie było okazji
9. Bioliq krem pod oczy - właśnie używam, przeciętniak! za regularną cenę nie warto kupować
10. Gąbka konjac - dosyć fajna ale szybko mi zginęła ;)
11. Loreal odżywczy eliksir do paznokci la manicure 7w1----- użyłam kilka razy ale zaczęły mi się znowu rozdwajać paznokcie ( nie wiem czy to efekt zimy, niedoborów czy tego specyfiku), na razie odstawiony, pewnie jeszcze dam mu szansę
12. Tołpa botanic białe kwiaty aksamitne mleczko do demakijażu - używam ale bez zachwytu, podrażnienie oczu!

Co mnie rozzłościło/ zniechęciło/ nie przydało się zupełnie?
1. Krem Olay oddałam bo trzymam się z daleka od tej marki
2. Brązowy błyszczyk do ust - zgroza! - ciekawe komu pasuje taki kolor, mimo naturalnego składu dla mnie bubel - nikt go nie chciał, wylądował w koszu
3. Silikony do włosów Orofluido - strasznie śmierdzą, użyłam ze trzy razy, bleee
4. Lakier nails inc. - brzydki kolor, słaba aplikacja i jakość
5. Lirene - balsam do ciała z drobinkami - słabizna, kosmetyk nie wiadomo po co i na co ani odżywienia ani efektu nabłyszczenia, po pierwszym teście wylądował gdzieś
6. Pantene PRO-V - silikony do włosów - beznadzieja, nie robią mi nic dobrego, chyba wylądują w koszu.
7. Tusz pogrubiający do rzęs Avon bardzo słaby, po dwóch użyciach oddałam
8. Taft spray do włosów keratin complete blow dry energizer- raz użyłam i by było na tyle
9. Mitchell and Peach body cream - nie lubię ze względu na zapach, słabe nawilżenie
10. Lierac bogaty krem odżywczy hydra chrono+ - nie dla mojej cery, oddałam mamie
11. Colgate max white one optic - nie lubię past Colgate, podrażniają mnie! Moja rodzina też jej nie chciała używać, wylądowała w koszu

 Podsumowując:

Ilość bubli jest spora, jeszcze większa specyfików, które nie wzbudziły żywszych uczuć, 10 kosmetyków całkiem fajnych i użytecznych. Na pewno nie da się zadowolić wszystkich klientek ale to jest ryzyko firmy... Ja nie zdecydowałam się na subskrypcję czy zakup kolejnego pakietu ( miałam sześciomiesięczny) bilans zysków i strat wypadł mi na niekorzyść Glossyboxa czy jak mu teraz tam beGlossy.

ShinyBox kwiecień 2014

Jestem chyba osobą, która jako ostatnia otworzyła kwietniowe pudełko ;))) a miało to miejsce kilka dni temu. Gdy przyjechało mnie akurat nie było a potem poleżało zapomniane na półce ;)))

I co o nim myślę?


1. Clarena diamentowy krem na dzień - odstawiony na półkę, do zapasów, nie chcę zaczynać kolejnego, nawet jeżeli to miniatura, dopóki nie skończą mi się te aktualnie używane.


2. Syis ampułka antycellulitisowa z kofeiną i teofiliną - kosmetyki antycellulitisowe wzbudzają we mnie mieszane uczucia, ja nie wierzę w ich cudowne działanie, nie podoba mi się, że kobiety dały sobie wmówić, że mają jakieś defekty na nogach i koniecznie muszą kupować drogie preparaty i do upadłego walczyć z tym przebrzydłym cellulitisem! A jest to normalny wygląd naszym nóg, miały go nasze praprapra i już! Jedyne co mi się podoba to zwykle fajny efekt wygładzenia i ujędrnienia skóry. Ampułkę zużyję... kiedyś.... ale bez żywszych uczuć.


3. Lakier Beauty shine Donegal w kolorze nieokreślonym, szarobylejaki, nie podoba mi się! Sama nawet bym nie spojrzała w jego kierunku. Spróbowałam raz - jego jakość też pozostawia wiele do zyczenia...


4. Mythos żel oliwkowy plus gąbka z lufy - cały czas zapakowany, kiedyś spróbuję, na pewno ;)


5. Synchroline zestawik kremów do tworzy i ciała - powiem Wam, że nie zaciekawiły mnie te próbki, są zbyt małe by można było je rzetelnie wypróbować, spodziewałam się w pudełkach raczej miniatur, zestaw cały czas zapakowany, pewnie upchnę go gdzieś razem z innymi próbkami, których raczej nigdy nie tknę.


6. Nooo i dezodorant Rexona, który wzbudził moją wesołość bo aktualnie używam dwóch innych, dzięki temu mam już bogatą kolekcję dezodorantów ( 4 w sprayu, i 3 w sztyfcie !!!)


Podsumowując: słabe pudełko, zdecydowanie nie zachwyca!

ShinnyBox maj 2014


Wczoraj przyleciało do mnie majowe pudełko ShinyBox

iii wygląda ono TAK:


Jedne z ładniejszych pudełek! 
A co w środku?





1. Clarena razy dwa czyli miniatury kremu do rąk i stóp: silver foot cream - antypotowy, ze srebrem oraz sensulal hand cream - wypróbuję z ciekawością! Clarena budzi we mnie pozytywne skojarzenia, piling z innego pudełka jest bardzo fajny a krem do biustu, który aktualnie używam jest świetny!


2. Załapałam się na próbkę kremu Egyptian Magic, który był w pudełku tych lepszych klientek, do których ja nie należę ( bo nie dostałam) - również z ciekawością przetestuję.

3. Moisture Kick Schwarzkopf Professional - balsam nawilżający i chroniący włosy podczas suszenia - cieszę się, że to nie kolejny lakier :D akurat ten kosmetyk do włosów mnie zaciekawił, wędruje do łazienki, będzie używany.



4. Miniatura 7,5 ml wody toaletowej L'Ocitanne - bez mini atomizera, a szkoda bo przy pierwszym odkręceniu buteleczki część mi się wylała :( wanilia i narcyz - i powiem Wam, że chyba mi się podoba ;))) fajnie, że mamy tu większą pojemność bo wystarczy na kilkudniowe testowanie.




5. Płyn micelarny Dermedic - bez większych zachwytów, ot kolejny kosmetyk oczyszczający, odstawiam na półkę, na pewno zużyję wcześniej czy później ( 100ml)


6. Rexona antyperspirant w sztyfcie ( znowu Rexona???) mam już pokaźną kolekcję dezodorantów :D:D:D pot mi nie straszny


Podsumowując: fajne pudełko, jedno z lepszych jakie kiedykolwiek dostałam


środa, 21 maja 2014

Revitalash - efekty po zużyciu opakowania 2ml. I zakup nowego preparatu: xLash

Jeszcze parę miesięcy temu moje rzęsy znajdowały się stanie gorszym niż opłakany.

Zaczęły mi się przerzedzać, wypadać, jaśnieć ( to samo z brwiami) teraz już wiem, że to skutek trawiącej mnie od dłuższego czasu choroby. Popatrzcie na dwa poniższe zdjęcia, zaczynam wyglądać jako po chemioteriapii - niemal gołe oko... a jeszcze niedawno byłam posiadaczką długich rzęs, może nie specjalnie gęstych i ciemnych ale na pewno długich ;)

 Maznęłam tu końcówki tuszem by pokazać ich długość bo były zupełnie niewidoczne

gołe oko


Na szczęście pod choinką czekał na mnie niezwykły prezent, był to Revitalash, 2ml

zdjęcie pochodzi ze strony producenta

o produkcie ze strony producenta:
Skład najnowszej formuły RevitaLash® ADVANCED zawiera opracowane przez zespół doktora Brinkenhoffa jeszcze bardziej aktywne molekuły pochodnych nienasyconych kwasów karboksylowych, wyciągi roślinne m. in. palma sabałowa, żeń-szeń, zielona herbata, pszenica, nagietek lekarski, uzupełnione o działanie aktywnych nanopeptydów.
Składniki RevitaLash® ADVANCED
Water/Aqua/EAU, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Panax Ginseng Root Extract, Dechloro Dihydroxy Difluoro Ethylcloprostenolamide, Biotin, Camelia Oleifera Leaf Extract, Swerita Japonica Extract, Biotinyl Tripeptide-1, Octapeptide-2, Calendula Officinalis Flower Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Protein, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Glycerin, Cellulose Gum, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Phosphoric Acid, Disodium Phosphate.

Ta pojemność wystarczyła mi na miesiąc intensywnej kuracji oraz sporadyczne używanie przez następne trzy miesiące. Co wieczór nakładałam niewielką ilość wzdłuż linii rzęs. Pierwsze efekty pojawiły się po ok 3 tygodniach.

Rzęsy widocznie się wydłużyły i przyciemniły, po 6 tygodniach miałam już nie tylko normalne rzęsy... baaa zaczęły wyglądać jak u lalki, jak sztuczne, gdy otworzyłam baaardzo szeroko oczy zaczęły dotykać brwi.

po zakończonej kuracji widać niewielkie przebarwienie wzdłuż linii rzęs, ale nie przeszkadza mi ;)




Pod koniec opakowania odczułam niewielkie podrażnienie oczu a w momencie nakładania lekkie pieczenie ale ze względu na niesamowite efekty postanowiłam nie zwracać na nie uwagi ;))))
Ja chcę mieć rzęsy!!!!

A teraz o nowych zakupach:
Zdecydowałam się na inną odżywkę, o nazwie xLash ( wzięłam zestaw z mascarą) bo kazało się, że 3,5ml Revitalash kosztuje.... bagatela... 330zł i również ze względu na to niewielkie podrażnienie nie zdecydowałam się na zakup kolejnego opakowania.

Zestaw xLash 6ml + mascara kosztuje 280zł


tutaj macie skład obu produktów, mascara ma bardzo prosty i naturalny skład!!!

tak wygląda szczoteczka mascary


Oba produkty dotarły do mnie błyskawicznie ( darmowa wysyłka w dniu zamówienia), są podwójnie zafoliowane tj. najpierw ściągamy folię z pudełka potem musimy również odpakować buteleczkę czyli mamy podwójną pewność, że nikt tu nie zaglądał przed nami. Czego się spodziewam? Że xLash przedłuży mi ten cudowny efekt długich rzęs i ze względu na inny skład może nie podrażni(?!).
Mascarę chciałam wypróbować - jest ok, na razie nie podrażnia, ale jako dość wodnista daje bardzo naturalny efekt, szczoteczka jest wygodna ale mogłaby być gęstsza. A i ciężko się zmywa płynem micelarnym, właściwie to najlepsza do tego jest woda, ciepły prysznic a potem delikatne obskubanie resztek. Tak demakijaż tego kosmetyku jest trochę problematyczny.







wtorek, 20 maja 2014

Promocyjne zakupy kolorówkowe: Shiseido oraz Korres

Bardzo lubię zakupy kosmetyków kolorowych, a szczególnie w promocyjnych cenach!
Natrafiłam na fajną okazję na Perfumesco:


W moje małe, chciwe nowej kolorówki łapki wpadły:

1. Podkład Shiseido Perfect Refining w odcieniu O20 - jest to średni żółtek jest to kolejne opakowanie, pisałam o nim wcześniej i zakupiłam go z myślą o lecie, ma idealny odcień mojej letniej karnacji a kosztował ok 80 zł więc żal było nie wziąć



2. Pomadki z serii Perfect Rouge - są miękkie, kremowe, wyraziste, pięknie suną po ustach, nawilżają je i wygładzają, moje kolory to PK 343 i PK 307 obie w tonacji różowej, ta pierwsza wpada w koral ale pewnie wiele osób zaklasyfikowało by ją jako nudziaka bo na ustach jest bardzo naturalna, druga jest mi dobrze znana bo ją miałam i uwielbiałam tylko niestety gdzieś mi się zgubiła ( rozpaczałam bo kolor jest piękny i niezwykle do mnie pasuje) jest to cielisty, przybrudzony róż. Trwałość tych szminek nie jest powalająca ale dla mnie to nie problem. Koszt w promocji to 59zł




3. Pomadka w płynie Antioxidant Liquid Lipstick - 54 Fuchsia Korres z Truskawki  - kupiona również w promocji za ok 30 zł, Chłodząca pomadka na bazie wody, zawiera ekstrakty z malin i granatu, oferuje kremową konsystencję błyszczyka oraz trwałość i wykończenie pomadki, wzbogacona w olej palmow z Acai, który łagodzi i nawilża wargi ---> to informacje z Tru ---- w moim przypadku to mały niewypał, moje usta po prostu jej nie lubią, kolor fajny, aplikacja prosta dzięki wyprofilowanej gąbeczce ale wargi mówią nie, warstwa pomadki jest ciągle u mnie wyczuwalna



4. Puder w kamieniu Shiseido Translucent Pressed Powder - bardzo jasny, w zgrabnej puderniczce z gąbeczką, lusterkiem, do poprawek w ciągu dnia, wydawało mi się, że będzie idealnym nabytkiem ale...mam wrażenie, że trochę bieli twarz? Nie jestem pewna czy był to dobry zakup :(  Koszt 80 zł.




To nie koniec zakupów kosmetyków kolorowych! Więcej w kolejnych wpisach....

czwartek, 15 maja 2014

Zużycia: Alverde, Tołpa, P&R, Alterra, Eucerin

Porcyjka zużyć:


1. Alverde szampon z zieloną kawą i kofeiną - jedyny szapomn Alverde, który plątał mi włosy,może i słusznie bo nie był przeznaczony do moich włosów ( tylko do cienkich i delikatnych ;)))) ale zauważyłam to dopiero teraz :D

2. Tołpa botanic czarna róża - żel pod prysznic - mleczny żel, dobrze myje, skład całkiem ok, zapach w sumie ok, na poczatku czułam różę, potem fiołka a na końcu miełam wrażenie, ze myję się wanilią a na końcu mnie podduszał. Zdecydowanie wolę białe kwiaty i coś mi się wydaje, że do czarnej róży raczej nie powrócę.

3. Odżywka do włosów brąz Pat & Rub - drugie opakowanie i ostatnie bo próbuję przejść z brązu na ciemny blond więc raczej teraz wypróbuję serię do włosów jasnych. Dobra, gęsta, pachnąca orzechami, nabłyszcza i zmiękcza. Bardzo lubiłam.

4. Pat & Rub seria regeneracyjna odżywka - bardziej zmiękczająca i mniej nabłyszczająca niż jej siostra do włosów brązowych. Dobra, bardzo dobra, to drugi zużyte opakowanie i pewnie kiedyś nabędę ( w super promocji oczywiście) kolejne opakowanie.

5 i 6. Alterra maska + odżywka z serii granat i aloes - dobre, ładnie dociążające suche włosy, tak sobie myślę czy to drugie czy trzecie opakowanie? Po serii zachwytów chyba sobie odpoczniemy od kosmetyków do włosów Alterry. Ja jakiś czas.

7. Eucerin hialuron filler - krem na dzień, uzywany w zimie mój faworyt z tego zestawu, bardzo fajny kremik, naprawdę działa wyrównał mi poziom nawilżenia skóry, bardzo wydajny, przyjemny w użyciu, czuć efekt, wygodna pompka. Mój faworyt z całego zestawu, pozytywne zaskoczenie marką Eucerin.

wtorek, 13 maja 2014

Alverde Körperbutter Verveine (Masło do ciała z werbeną)

Alverde Körperbutter Verveine, przeznaczone jest do suchej skóry, bogaty, odżywczy kosmetyk i świeżym zapachu i naturalnym składzie:


Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Theobroma Cacao Butter* Butyrospermum Parkii Butter*, Xanthan Gum, Carthamus Tinctorius Oil*, Zingiber Officinale Extract*, Olea Europaea Oil*, Canola Oil, Hypericum Perforatum Oil*, Verbena Officinalis Distillate*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Citrus Aurantifolia Fruit Extract*, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Limonene**, Citral**, Linalool**, Geraniol**, Citronellol**, Farnesol**.
* Ingredients from certified organic agriculture,
** From natural essential oils.


zawiera masło shea oraz kakaowe, olej z krokosza, oliwek, dziurawca, słonecznikowy, ekstrakt z imbiru, werbeny i limonki, które nadają mu bardzo świeży, mocny, ożywczy zapach.

Opakowanie proste, plastikowe, zakręcane, bez zastrzeżeń. Cena bardzo przyjemna bo ok 15- góra 20 zł ( kupione w Niemczech jakiś czas temu). Dostępne w drogeriach DM.

Jest to zdecydowanie masło (nie krem), ma zwartą, maślaną konsystencję, co widać poniżej, nabrana odrobina na palec zachowuje przez dłuższy czas swój kształt, nie rozpływa się. Przed aplikacją na ciało rozcieram je delikatnie w dłoniach, pod wpływem ciepła łagodnie sunie po ciele otulając je werbenową otoczką, szybko się wchłania bez smużenia i mazania po ciele ( pod tym względem jest o wiele lepsze niż opisywane tutaj masło pomarańczowe ).


Myślę, że sucha skóra poczuje nawilżenie, natłuszczenie i ukojenie po użyciu tego masła. Przyznam, że uwielbiałam je używać w związku z bezproblemową aplikacją i szybkim błyskawicznym wchłanianiem ale... najważniejsze, najfajniejsze w nim jest to, że efekt odżywienia utrzymuje się bardzo długo. Smarowałam ( z przyjemnością) ciało po wieczornej kąpieli a rano czułam niezwykle gładką i odżywioną skórę a przy tym uniknęłam tłustości pozostawionej na pidżamie czy pościeli ( jaką dają inne specyfiki tego typu).

Bardzo wydajne, 200 ml wystarczyło mi na całą zimę regularnego smarowania.
Bardzo polecam, moja ocena to 5/5

piątek, 9 maja 2014

Kosmetyki do włosów The Body Shop rainforest nutrition oraz banana conditioner - pierwsze wrażenia!






Była sobie w The Body Shop taka promocja... 3 za 2 tj. przy zakupie trzech produktów nie płacisz za najtańszy a ja akurat rozglądałam się za czymś do włosów.

Wybrałam szampon i odżywkę z serii rainforest nutrition oraz sławną odżywkę bananową ( i ta była za free). Jak nazwa wskazuje mają odżywiać i nawilżać suche włosy bez obciążenia. Mamy tu olej arganowy, szukam po sieci co to jest Pentaclethra Macroloba - wygląda na to, że to roślina z Amazonii a ponadto w odżywce: olej z Nasion Palm Orbignya i kokosowy, miód.


Szampon rainforest: Aqua, Sucrose, Disodium Cocoyl Glutamate, Lauryl Betaine, Laureth-5 Carboxylic Acid, Mel, PEG-55 Propylene Glycol Oleate, Propylene Glycol, Sodium Chloride, Glycerin, Parfum, Polyglyceryl-4 Caprate, Sodium Benzoate, Sucrose Laurate, Isopropyl Alcohol, Polyquaternium-6, Salicylic Acid, Citric Acid, Schinziophyton Rautanenii Kernel Oil, Pentaclethra Macroloba Seed Oil, Sodium Hydroxide, Tocopherol.
 
Odżywka rainforest:  Aqua, Cetearyl Alcohol, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Citric Acid, Cetyl Esters, Sodium Benzoate, Parfum, Hydroxypropyl Guar, Schinziophyton Rautanenii Kernel Oil, Salicylic Acid, Mel, Pentaclethra Macroloba Seed Oil, Tocopherol.
 
Seria rainforest nutrition chwyciła mnie za serce bo pierwsze i drugie użycie całego kompletu dało mi mięciutkie, gładkie i błyszczące włosy. Szampon jest gęsty i wydaje mi się, że będzie bardzo wydajny, odżywka podobnie, zamknięte w butelkach po 250 ml ( ale dostępne są też wersje mini i maxi), zapach przyjemny, miodkowy. Jest również dostępne masło do włosów z tej serii i już ostrzę sobie na nie ząbki :D a także na serię radiance do włosów farbowanych oraz shine nadającą połysk.
 
Natomiast odżywka bananowa.... cóż jestem zawiedziona... :(... nie zrobiłam moim włosom NIC ( stosowałam ją po szamponie z serii rainforest)
 
Skład: Aqua, Musa Paradisica Fruit, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Lecithin, Propylene Glycol, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Ascorbic Acid, CI 15985, CI 19140.
 

Zostawiła mi suche i matowe włosy, a zapach... cóż nie powala to najłągodniejsze jego określenie ;)

Podsumowując: na razie widzę dwa strzały w dziesiątkę i jeden niewypał. 
 
Oczywiście po całkowitym zużyciu może się okazać coś zupełnie innego, postosujemy, zobaczymy ;)
 
 

czwartek, 8 maja 2014

Clinique dla Polek Mulatek?

Drogi Producencie, Dystrybutorze, Sprzedawco. Znajdujemy się na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, jest to Europa Środkowa, Pólkula Północna, Ziemia. Lud zamieszkujący nasze terytorium to głównie Słowianie (zachodni), przedstawiciele rasy białej (europeidalna, kaukaska) charakteryzującej się jasnym odcieniem skóry, często jasnymi oczami i włosami oraz wąskim nosem. Na pewno spotkamy tu osoby o pochodzeniu afrykańskim czy azjatyckim, ale nie stanowią grupy dominującej, można raczej powiedzieć, że "się zdarzają" bo co jakiś czas przemknie mi na ulicy ktoś śniady w chuście albo czarnoskóry ( ale ja mieszkam w dużym mieście, w małych i na wsiach nie widziałam nikogo takiego).

Czemu piszę o sprawach oczywistych? Mam wrażenie, że producentom i dystrybutorom albo wydaje się, że Polska leży na innym kontynencie albo po prostu mają nas, konsumentów, centralnie w dupie.
Po raz kolejny! Chodzi oczywiście o próbki podkładu. Dać byle dać?


Odcień neutral okazał się neutralny ale raczej dla kogoś śniadego, dla mulatki?

Postanowiłam pewnej soboty sięgnąć po próbkę, lubię testować, szczególnie podkłady bo ciągle mam nadzieję na znalezienie czegoś lepszego, czegoś idealnego ale...

gdy zobaczyłam ten kolor, przecież to jakiś żart, nie znam nikogo komu by pasował, właściwie to ja nie jestem superbladziochem, jestem raczej żółto oliwkowa.... a tu mam brązowy placek.






Jaki jest cel rozdawania próbek tego typu?  Przecież ich produkcja i transport kosztuje? A u mnie i pewnie w wielu domach ląduje w koszu, i to z wielkim niesmakiem. Na pewno nie kupię tego podkładu. Mam dać zarobić komuś kto ma mnie w odwłoku? To trochę taki prezent "obraźliwy" z rodzaju: podarować komuś ciuch w rozmiarze xS gdy nosi 44 albo wódkę alkoholikowi.

Co o tym myślicie?