poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Co kupiłam w Rossmannie z okazji -49% na produkty do twarzy?

Dwa produkty, tylko.






Stay Matte Rimmela, transparentny 001, tak ogólnie zachwalany, wyskakuje z większości blogów, pomyślałam, spróbuję, czemu nie :D Proste opakowanie, najprostsze jakie możemy spotkać, kolor neutralny - jest okazja do wypróbowania i porównania z tymi droższymi. Używałam go dzisiaj, hmm nie zachwycił ale wydaje się być poprawny, dość grubo zmielony.
Na razie moim faworytem jest Blot Powder M.A.C ale...w ciągu roku zużyłam dwa opakowania tego kosmetyku ----> koszt prawie 200zł!!! Szukałam co prawda tańszego rozwiązania ale żaden nie okazał się tak dobry dla mojej cery.

Drugim produktem jest również puder w kamieniu Bourjois healthy balance w odcieniu 53 - ten puder już ma lusterko ale nie posiada gąbeczki, opakowanie jest plastikowe, dość cienkie, z lusterkiem, ciężko się otwiera. Sam puder jest jasny, z żółtymi tonami, drobno zmielony mocniej kryjący, nadaje się do poprawek w ciągu dnia i chyba będzie następcą Almost powder Clinique i zamieszka u mnie w pracy. Po pierwszym użyciu bardziej mi się podoba niż Rimmel, ładny kolor, ładnie stapia się z cerą.

Tak wyglądają obok siebie, co ciekawe, po Rimmelu widać już dwukrotne użycie - podejrzewam, że bardzo szybko się skończy.


A tak wyglądają w pełnym słońcu ( w zestawieniu z pudrem Shiseido, o którym wkrótce napiszę)

Zapłaciłam łącznie 35 zł

piątek, 25 kwietnia 2014

M.A.C Lured To Love

Witajcie, przyznaję się do blogowego kryzysu, nie czytałam, nie pisałam a to pewnie z powodu moich niedawnych przeżyć natury medycznej, napatrzyłam się i nacierpiałam a blogowanie wydało mi się taaakie.... trywialne?... bezsensowne?... Ale wracam!

Dostałam niedawno newslettera od M.A.Ca zachęcającego mnie do zakupu różu. Wchodzę ja na ich stronę ( pooglądać nie zaszkodzi, prawda?) i co widzę, większość odcieni, które skłonna byłabym zakupić jest wyprzedana :D Między innymi róż, który posiadam, pochodzi z zimowej kolekcji, o nazwie LURED TO LOVE. Pokażę go Wam:


Kolor jest bardzo piękny, delikatny i uniwersalny, ciepła brzoskwinka, w pewnym świetle może wydawać się złamana różem.


Jest to róż mineralizowany, 3,5g, strasznie się pyli.


Zdjęcie w innym świetle, wg mnie bardziej przypomina rzeczywistość.

Róż jest piękny i od dłuższego czasu jest moim ulubieńcem, zużycia praktycznie nie widać.

środa, 2 kwietnia 2014

Nowość: balsamy do ust Organique

Moja znajomość z Organique nie zaczęła się zbyt dobrze, trafiłam na drogie buble, miałam zastrzeżenia do składu, ceny i jakości obsługi w salonach, które przez dłuższy czas omijałam szerokim łukiem. Szkoda bo firma pochodzi z mojego miasta...

Aż pędząc przez Galerię Dominikańską i beznamiętnie przeglądając mijane wystawy sklepowe poczułam impuls zakupowy, który trafił właśnie z witrynę Organique. A stało się to za sprawą moich ust, akurat przepakowałam się do innej torebki i nie wzięłam nic co mogłoby ukoić nieprzyjemne uczucie spierzchniętych warg. Właściwie to zmierzałam do pobliskiego Rossmanna by zaopatrzyć się w niedrogi sztyft Alterry ale Oragnique był pierwszy!


Oglądałam wystawione balsamy w czterech smakach - cena 29 zł za dwie sztuki ( taka promocja była do końca marca): czekoladowy, kokosowy, pomarańczowy, wiśniowy - ja wybrałam te dwa ostatnie.

musiałam rozedrzeć pudełka aby się dobrać do środka ;)

Balsam zawiera naturalne olejki roślinne: rycynowy, awokado, ze słodkich migdałów, 
oliwę z oliwek, oraz woski: carnauba i pszczeli. 
Bez konserwantów.

tak pisze o nich producent na swojej stronie

faktycznie skład jest naturalny, olej rycynowy jest wysoko w składzie, ale...


smaki nie są naturalne, moja wiśnia i pomarańcza przypominają mi lekarstwa, syropki dla dzieci, niby nie są nieprzyjemne ale jednak pozostawiają niemiłe skojarzenie i choć faktycznie dobrze odżywiają usta to do moich ulubieńców raczej nie będą należeć ( wolę balsamy The Body Shop np. które pachną naprawdę pięknie).


wtorek, 1 kwietnia 2014

Post pełen zachytu -----> olejek z drzewa manuka

Często powtarzam, opowiadam tu o moje strasznej cerze, wrażliwej i w dodatku paskudnie pryszczatej. Leczę ja od lat, mam wiele "przykrych pamiątek", odwiedziłam tuziny lekarzy, miałam w ręku pliki zapisanych recept, wydałam hmmmm... wór pieniędzy (chlip, chlip), połknęłam wiele garści pigułek, testowałam niemal wszystkie dostępne leki w formie maści czy żelów (na wiele jestem uczulona) i ....

powiem Wam, że w tej sytuacji olejek manuka to moje prawdziwe odkrycie


jego genialność polega jak dla mnie na tym, że jest całkowicie naturalny, nie szkodzi mi, nie uczula i nie podrażnia i działa lepiej niż owe leki, które stosowałam na skórę.

Stosowany regularnie ( ja dwa razy dziennie) na brzydkie, ropne zmiany przyspiesza ich gojenie, czasem delikatnie szczypie gdy nałożymy go na rankę, czasem przesusza i powoduje łuszczenie skóry.

Swoją pierwszą buteleczkę 5 ml kupiłam w grudniu i stosowałam nieprzerwanie do lutego i zaraz zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie, szczególnie skupiłam się na dwóch brzydkich zmianach z listopada, były bardzo ropne, duże i bolesne, codziennie wmasowuję w nie kropelkę olejku, na to normalnie nakładam krem. Widzę, że tkanka zmasakrowana przez infekcję nie jest zgrubiała i dzięki temu blizny, które się właśnie tworzą, są bardziej miękkie, nie zgrubiały.

Stosowałam ostatnio olejek manuka na zaognione ugryzienie nieeuropejskiego komara oraz na opryszczkę - w obu przypadkach zaobserwowałam złagodzenie objawów.

Polecam!