piątek, 28 marca 2014

Zakupy DM!!! Alverde, Balea, Lavera


Miałam okazję wybrać się do Niemiec więc oczywiste jest, że zawitałam do DM! CO kupiłam:

- szampon i odzywka Lavera nagietkowe - ponownie
- maskę Balea z serii nabłyszczającej z perłą i figą ( mam już i używam szampon i odżywkę)
- szampon, odzywka i maska w saszetce balea professional do włosów długich
- maska do włosów Alverde z aloesem i hibiskusem ( ulubiona!) oraz świetne odzywki w sprayu
- pasta i szczoteczka elmex


- mój ulubiony krem do stóp z mocznikiem Balea ( kupiony po raz nty)
- żele pod prysznic Alverde i Lavera
- trzy kremy do rąk Balea plus Alverde 
- masełko do stóp Balea ( świetnie się wchłania!)

- maseczki Balea ( pierwsze lepsze ;))) nie wybierałam ich jakoś specjalnie


- a tu maseczki z Rossmanna - maseczkowo coś u mnie ostatnio....





piątek, 21 marca 2014

Marcowe zakupy: kolorówka ( Maybelline, Shiseido, Dior, M.A.C, Korres)

Do mego makijażowego kufra wpadły właśnie dwa podkłady, które uważam za odkrycie roku!
To Affinitine firmy Maybelline,


długotrwały podkład dopasowujący się do skóry, dedykowany wszystkim rodzajom cery. Najpierw kupiłam odcień 03 sand beige, który jest nieco za jasny więc szybko dokupiłam drugi 24 golden beige - dodam, że te podkłady są ( lub były) aktualnie w promocji za ok 18 zł ( na pewno w Rossmannie i Hebe). Teraz operuję dwoma odcieniami, które idealnie się łączą. Affinitone przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, właściwie to byłam znużona używaniem Perfection Lumiere od Chanel - który okazał się błaaaby i bardzo nietrwały, i w porównaniu do szanela taniutki Maybelline okazał się świetny i bardziej trwały, lepiej kryjący i dopasowujący się do cery. Nie oszukujmy się, nie jest to trwałość na miarę Double Wear, na twarzy tkwi w stanie nienaruszonym jakiś góra 4 godziny ale... jest to trwałość dla mnie do zaakceptowania, szczególnie w dni kiedy MAM MOŻLIWOŚĆ poprawić makijaż. Jedynym minusem tych podkładów jest opakowanie, tuba z zakrętką i gdy tylko ją odkręcimy podkład uwielbia znienacka wypłynąć, trzeba uważać by zawsze kierować tubę ku górze - co, choć nie zawsze, ogranicza straty produktu.


Bronzer Shiseido, który od dawna miałam na oku, w odcieniu 2 medium,


ciemny, satynowy brąz jakiego nie mam w swojej kolekcji. Wydaje się calkiem matowy, nie znajdziemy w nim drobinek ale po roztarciu daje delikatny, subtelną poświatę, jest bardzo drobno zmielony ( pod tym względem przypomina Hoolę Benefitu). Bardzo prosta i dobrze leżąca w ręce ( bo wąska!) puderniczka z dużym lusterkiem i dołączonym pędzelkiem z dobrej jakości włosia ( jest to pędzelek, którym z powodzeniem posłużymy się w sytuacji awaryjnej), zawiera plastikową przekładkę oddzielającą pędzelek od pudru ( pewnie zaraz ją zgubię ;)) zawiera 12g produktu i kosztował mnie ok 90 zł ( kupiony na Truskawce).


Tu porównanie kolorystyczne do Diora Healthy look, M.A.C. Golden i Hoola Benefit - jest to czysty brąz bez żółtych ( jak np. Dior) i pomarańczowych pigmentow, ciemniejszy niż Hoola, mniej herbatnikowy bardziej kakaowy.


Teraz mazidła do ust:
Pierwsze promienie wiosennego słońca wyzwoliły we mnie pragnienie zakupu nowych, pomadek, ruszyłam więc na zakupy i oto w Sephorze podczas dni VIP kupiłam Rouge Dior z serii NUDE 263 Swan - jest to chłodny, delikatny róż z subtelnym połyskiem. Ponoć pomadka posiada własności pielęgnacyjne i faktycznie nosi się ja na ustach bardzo przyjemnie, zamknięta jest ponadto w dyskretnym, skromnym, granatowym opakowaniu ( nie lubię tych kapiących od złota i zdobień).


Wpadła mi w oko pomadka Korres numer 13 Natural Rose - ale w końcu kupiłam ją na Truskawce, razem z korektorem pod oczy tej firmy - zapłaciłam ok 90 zł, w Sephorze sama szminka kosztuje 99zł!!! Ta pomadka to odkrycie, jest niesamowita! Masło mango nadaje jej niezwykłej miękkości, nawilża i natłuszcza usta jak bardzo dobry balsam i jednocześnie nadaje ładny, nudziakowy kolor zgaszonego, beżowego różu. Trwałość jej jest całkiem przyzwoita wypiła, herbatkę, teraz łyknęłam kawę - szminka jeszcze jest! Komfort noszenie jej na ustach jest niezwykły, jestem zachwycona i serdecznie polecam!

Obie pomadki nie charakteryzują się wielką trwałością ale też jej nie szukałam, chodziło mi o pielęgnację ust z odrobiną różu ( chłodnego lub ciepłego) sprawdzają się tu znakomicie, nie wysuszają, poza tym są NOWE i fajnie ożywiają mój wiosenny wygląd.


Pomadka M.A.C ze świeżutkiej kolekcji Huggable Lip Color w odcieniu Out Of Passion, ma błyszczykowe wykończenie i całkiem mocne krycie. Cena 100zł. Jestem nią nieco rozczarowania, choć kolor ma piękny, mocny, wyrazisty - to malinowa czerwień, coś jest z nią nie tak, czy ja wiem po prostu nosząc ją czuję ją na ustach. Podobnie jest z pomadką w płynie - eliksirem do ust od L'oreal 201 Rose Symphony: niby kolor ładny, połysk intensywny ale moje usta nie są do końca zadowolone. Kupiłam ją w promocji za niecałe 40 zł



I jeszcze korektor pod oczy Korres Korektor w pędzelku Wild Rose Brightening High Coverage Concealer - WRC2 (Light) 1.5ml


- oczy mam wrażliwe i niestety nie mogę pod nie stosować ani M.A.Ca ani Bourjois a tusz Korres mnie nie podrażnia więc liczyłam bardzo, że korektor też nie będzie. Ufff testuję go od dwóch dni i na razie ( odpukać nic złego się nie dzieje). Jest bardzo gęsty i trochę tępo się rozprowadza, ale na razie nie wysuszył mi okolic pod oczami. A Truskawa o nim pisze:
  • Oferuje wysokie, intensywne krycie niedoskonałości skóry i cieni pod oczami
  • Zawiera drobniutkie pigmenty, które odbijają światło w wielu kierunkach, dając promienny efekt
  • Wyciąg z dzikiej róży nawilża i zapewnia skórze blask
  • Działa przeciwutleniająco, wygładza drobne linie, zmarszczki i przebarwienia
  • Doskonały jako baza pod cienie do powiek, zapobiega zbieraniu się cieni w załamaniu powiek
  • Nie zawiera parabenów, siarczanów, barwników syntetycznych, zapachów syntetycznych ani ftalanów.....................................................................................Poużywamy, zobaczymy ;) 
  •  

Marcowe zakupy: pielęgnacja (Eveline, Iwostin, SKin79, Tołpa, Bandi, Orientana)

Zarzekałam się o ostatnim zakupowym poście, że robię sobie szlaban aż do wiosny, nic na to nie poradzę, że w tym roku wiosna przyszła wcześniej ;))))) toteż ruszyłam na kosmetyczny shopping


W Rossmannie zgarnęłam promocyjne żele pod prysznic Tołpa o wyrazistych zapachach i dość łagodnych składach, cena 10.50 wydaje się być ok ( 15 zł to wg mnie zbyt dużo, baaa wcześniej widziałam te żele gdzieś za ok 18 zł ----> przesada!): czarna róża ( odżywczy), białe kwiaty (delikatny), amarantus ( nawilżający)
Wzięłam też regeneracyjny krem - kokon do stóp z tej serii, zaciekawił mnie bo, zaraz po glicerynie, na trzecim miejscu,  zawiera olej avokado, także inne jak ekstrakt z czarnej róży, miód, olej cytrynowy. Poleca się go do stosowania na noc, pod skarpetki. Faktycznie jest dość tłusty...


Promocyjny, z Hebe płyn micelarny Bandi, 300 ml, mniej niż 20 zł. Okazało się też, że Hebe sprzedaje kosmetyki do ciała Orientany: olejki, mydła, balsamy w kostce i masła. Wybrałam dwa masła: gęste i tłuste o chropowatej strukturze shea Jasmin i zielona herbata oraz lekkie niby mus Róża japońska i Liczi. Zapakowane są w małe słoiczki, mają tylko 100 g, kosztowały w promocji po 29 zł.

Sylveco lekki krem brzozowy - od dawna miałam chrapkę za coś z tej firmy, zobaczyłam go w pobliskiej aptece i kupiłam, Skład wygląda imponująco: ekstakt z kory brzozy, mydelnicy lekarskiej, ksylitol, olej z pestek winogron, sojowy, masło shea, olej arganowy, witamina E, ekstraky z aloesu, olej jojoba, alantoina, cena była niewysoka, ok 20 zł, wygodna pompka. Pierwsze użycie: nie jest wcale taki lekki ;) wg mnie dość mocno odżywczy i w tym momencie wydaje się być kandydatem do pielęgnacji nocnej.

Lady Speed Stick - dezodorant w żelu, nigdy nie miałam do czynienia z tego typu dezodorantem, odrobinę denerwuje mnie fakt, że żel jednak potrzebuje chwilkę aby całkowicie wyschnąć... trzeba poczekać z ubraniem się...


Eveline: kolejna buteleczka odżywki 8 in 1 jest na razie zdecydowanym numerem 1, odstawiłam ją niedawno by wypróbować nowość od L'Oreal z Glossyboxa - niestety paznokcie zaczęły się w ekspresowym tempie rozdwajać więc czym prędzej wróciłam do niej....z podkulonym ogonem. Stosuję ją od dłuższego czasu jako bazę pod lakier i sprawdza się tu znakomicie. Akurat była w promocji w Rossmannie. Wpadła mi też w oko nowość (?) również od Eveline - profesjonalny preparat do usuwania skórek w 15 ml wygodnej tubce. Czyżby konkurent Sally Hansen? Po pierwszym użyciu wygląda na to, że działają bardzo podobnie, tylko Eveline nie jest w postaci żelu, raczej mlecznego płynu. ( ceny: po ok 8 zł )


Krem liftingujący pod oczy Iwostin z ceramidami, kwasem hialuronowym, NNKT, kolagenem - cena 35 zł w promocji. Bardzo dobry stosunek ceny do jakości. To drugie opakowanie tego kosmetyku, właściwie to skończyłam pierwsze i pobiegłam po następne - dawno nie miałam tak dobrego kremu pod oczy, świetnie nawilża i napina, oczywiście nikomu nie wygładzi istniejących zmarszczek ale wysoki poziom nawilżenia na pewno znacząco opóźni powstawanie nowych. Nie sugerujcie się tym, że krem jest chyba +40, nie ma powodu aby unikały go młodsze kobiety, po czterdziestce to już będzie za późno!


Skin79 pomarańczowy BB cream Super+ Beblesh Balm z wysokim filtrem SPF50+PA+++ kupiony z myślą o lecie, będzie nadawał się np. na wycieczkę rowerową bo zastąpi mi podkład i ochronę przez spaleniem słońcem. Jest dość jasny ( na twarzy bardzo jasny), ma żółte tony i średnie krycie.


Kupiłam też piankę oczyszczającą stworzoną z myślą o demakijażu BB kremów, ma bardzo bogaty skład i poza tym co sztuczne ;) mnóstwo ekstraktów. Moje doświadczenia z BB kremami są różne... właściwie to mnie trochę zapychają... stąd zakup owej pianki, mam nadzieję, że uda mi się je w końcu definitywnie usunąć z twarzy przy wieczornym demakijażu.


czwartek, 20 marca 2014

ShinyBox marzec 2013

Przyjęłam ostatnie pudełko Glossy Box z 6 miesięcznej subskrypcji, chyba nie zdecyduję się na powtórzenie, może kiedyś kupię pojedyncze pudełko? Nie wiem zastanowię się jeszcze ;)

Przerzuciłam się za to na Shiny Box - z ciekawości oczywiście ;)






Zawartość wygląda tak:

1. Delawell - zmysłowy scrub solny, zawiera masło shea, olej jojoba i makadamia, opakowanie 100ml - nigdy nie słyszałam o tej firmie! Piling jest łagodny, pachnie truskawkami i zostawia delikatny film na skórze ( nie ma mowy o tłustrej powłoce jak w przypadku Pat&Rub np.) - pierwszy kontakt bardzo pozytywny

2. Bioderma - Sebium Pore Refiner Krem - miniatura - bardzo się cieszę i z myślą o lecie z chęcią przetestuję!!!

3. Organique - biała glinka kaolinowa - znowu traf w dziesiątkę, mam aktualnie fazę na maseczki, na glinki błotka więc ta się bardzo przyda łącznie z pudełkiem!

4. Balneokosmetyki Malinowy Zdrój żel do mycia twarzy biosiarczkowy, oczyszczający - produkt pełnowymiarowy - czeka w kolejce, chętnie przetestuję bo to mój pierwszy kontakt z tą firmą.

5. Original Source żel pod prysznic - ananasowy, pełnowymiarowy - szału nie ma, żele znam, czasem kupię w promocji, bez zachwytu, dla mnie za dużo detergentu ale rodzinka zużyje.

6. Próbka lekkiego nawilżającego kremu Clochee - nie znam marki, zaglądam na www - naturalne kosmetyki, ceny jak Pat&Rub.

Podsumowując: zawartość tego pudełka wydaje mi się ciekawa i warta wypróbowania!

sobota, 15 marca 2014

Pat & Rub seria regeneracyjna do włosów

To będzie post czysto pochwalny, seria regeneracyjna do włosów Pat & Rub zasłużyła na moje uznanie, jej działanie na moje włosy jest rewelacyjne, wręcz zbawienne;


mamy tu szampon, odżywkę i maskę. Ceny to odpowiednio: 49 zł, 59 zł, 108 zł ( ze strony http://www.patandrub.pl/sklep/k-5-wlosy/s-25-linia-regeneracja/) oczywiście zdarzają się promocje, np. aktualnie mamy -15% na kosmetyki do włosów ale zwróćcie uwagę, że bardziej opłaca się kupić szampon i odżywkę w workowym zestawie za 86 zł.

Szampon, tuba 250 ml: bardzo lejący, pomarańczowy, wodnisty, pachnie przyjemnie, świeżo, pieni się dobrze, myje dobrze, zostawia odrobinę szorstkie włosy (szampon do włosów brązowych P&R był pod tym względem gorszy bo zostawiał mi okropne kołtuny) jest jak dla mnie bardzo wydajny ale przy takiej a nie innej konsystencji powinien jednak znajdować się w wygodniejszym opakowaniu, tu otwieramy tubę a on zaczyna się z niej znienacka wylewać, myślę, że tradycyjna butelka była by lepszym rozwiązaniem.

Kompozycja:
 
  • wyciąg z awokado* - wzmacnia cebulki włosów
  • ekstrakt z kozieradki* - stymuluje mieszki włosowe
  • ekstrakt cytryny* - zwiększa ukrwienie skóry
  • ekstrakt z figi* - nawilża
  • ekstrakt z hibiskusa* - nawilża, uelastycznia, zatrzymuje kolor
  • naturalna betaina* - nawilża
  • naturalna inulina* – naturalny kondycjoner
  • ekologiczne detergenty roślinne* - łagodnie myją
Doskonały  do włosów przesuszonych, zmęczonych farbowaniem i innymi zabiegami. PRAWDA
Zawiera organiczny kompleks do włosów zniszczonych i suchych, który poprawia kondycję i wygląd włosów oraz wzmacnia ich cebulki. NIE WIEM JAK szampon ma wzmacniać cebulki ;) na pewno moje włosy po jego użyciu są trochę szorstkie
Zawiera łagodne substancje myjące pochodzenia roślinnego, zaaprobowane do stosowania w kosmetykach naturalnych. MYJE I NIE PODRAŻNIA
Pachnie delikatnie ziołowo i cytrynowo. PRAWDA

Odżywka tuba 200 ml: jest bardzo gęsta, stosunkowo wydajna, dobrze przylega do włosa, działanie natychmiastowe, po 1-2 minutach
  • Uelastycznia, nawilża i odżywia PRAWDA
  • Z organicznym kompleksem rewitalizującym
Wyraźnie poprawia kondycję oraz wygląd włosów, wzmacnia cebulki włosowe. Tak, jak wszystkie naturalne odżywki PAT&RUB, nie obciąża włosów. JA MYŚLĘ, ŻE JEDNAK OBCIĄŻA, DOCIĄŻA zdecydowanie nie do cienkich i delikatnych włosów.
  • wyciąg z awokado* - wzmacnia cebulki włosów
  • ekstrakt z kozieradki* - stymuluje mieszki włosowe
  • ekstrakt z cytryny* - zwiększa ukrwienie skóry
  • ekstrakt z figi* - nawilża
  • masło shea* - nawilża, wygładza, chroni przed promieniami UV
  • olej kokosowy* – regeneruje skórę głowy, chroni przed promieniami UV
  • naturalna witamina E* – dodaje blasku, chroni przed promieniami UV
  • kondycjoner z oleju brassica*  – dodaje blasku, miękkości i elastyczności


bogactwo maski polega na zawartości:
  • Ekstrakt z hibiskusa* - nawilża, uelastycznia, zatrzymuje kolor
  • Ekstrakt z bringraj* - wzmacnia włosy, wspomaga rośnięcie, regeneruje
  • Ekstrakt z mydlnicy* - łagodzi i goi
  • Woda oczarowa*- łagodzi podrażnienia
  • Masło shea* - nawilża, wygładza, chroni przed promieniami UV
  • Olej konopny* - odżywia, chroni, ułatwia penetrację ekstraktów
  • Olej żurawinowy* - chroni, nawilża, zwalcza wolne rodniki, regeneruje
  • proteiny pszeniczne*- regulują i wzmacniają
  • naturalna witamina E *– dodaje blasku, chroni przed promieniami UV
  • Witaminy B3 i B6 – stymulują wzrost
  • Witamina B5 – dodaje objętości
  • Witamina C – chroni kolor
Maska sprawia, że włosy odzyskują blask i elastyczność, stają się jedwabiście gładkie i dobrze odżywione. PRAWDA jest blask, miękkość, elastyczność
Maska działa również łagodząco i regulująco na skórę głowy. NIE ZAUWAŻYŁAM
Pachnie relaksująco cytryną. OJ TAK


Producent zaleca użycie maski przed myciem włosów, nałożyć na ok 30 minut, potem umyć włosy. U mnie ta procedura się nie sprawdza, włosy i tak domagają się dodatkowego nawilżenia więc stosuję tu tradycyjną procedurę, olejownie, mycie i maska - włosy wcale nie są przeciążone i nie przetłuszczają się szybciej, myję je i odżywiam co dwa dni, maskę nakładam raz w tygodniu. Zdumiewa mnie wydajność tej maski, naprawdę się wyróżnia wśród kosmetyków tego typu, dodatkowo moje grube włosy wymagają zastosowanie większej ilości produktu. Efekt: niesamowita miękkość włosów, poczucie odżywienia.

Jedyną wadą całej serii jest wysoka cena, za całość bez obniżek trzeba by zapłacić ponad 200 zł :(((
Ja na pewno jeszcze kiedyś kupię, będę wypatrywać super okazji!

szampon:
INCI:
 

odżywka:
INCI:
 
 

maska:
INCI:
 
 


* składniki i opis działania ściągnęłam ze strony producenta ;)

czwartek, 13 marca 2014

Glossybox marzec 2014

Własnie otrzymałam marcowe pudełko, tym razem jestem wybitnie niezadowolona!
Dlaczego?
Popatrzcie same:





Wiosenna przemiana....

1. Clarena caviar face peeling miniatura - ok przetestuję, nigdy nie używałam Clareny, przechodzę obok stoiska tej firmy w Magnolii ale jakoś mnie odstrasza...

2. Mitchell and Peach body cream - miniatura, ok przyda się, skład ok, przetestuję choć nie podskakuję z radości taka zapchajdziura....

3. Lierac bogaty krem odżywczy hydra chrono+ - niestety próbowałam kosmetyków Lierac ale bez zachwytów, jakoś nie podpasowały mojej skórze, krem który otrzymałam jest dla skóry suchej i bardzo suchej a wyraźnie zaznaczałam a profilu, że mam tłustą....


4. Syoss pianka do włosów keratin - pełny produkt, kolejny kosmetyk, który wyląduje na półce, po specyfiki do układania włosów nie sięgam często, wręcz okazyjnie

5. The Body Shop malinowy żel pod prysznic - ok lubię te żele ale ja znam bardzo dobrze ( kupuję je w promocji 50% więcej nie są warte), wolałabym przetestować coś nowego

6. Colgate max white one optic - pełny produkt - porażka, pasta do zębów??? WTF??? W dodatku Colgate mnie podrażnia, nie używamy jej w moim domu.

7. Calvin Klein - próbka wody Downtown - ok takich produktów spodziewałam się wykupując subskrypcję, niestety przez pół roku próbek perfum było jak na lekarstwo.

Podsumowując: próbka zapachu ok do wypróbowania oprócz tego jeden produkt przetestuję z zainteresowaniem i jest to peeling Clareny, żel pod prysznic użyję niewiemkiedy bo właśnie zrobiłam spore zapasy w Rossmannie, pianka do włosów zasili półkę z lakierem, sprayem itp. - nawet nie psikniętych, krem i pastę komuś oddam, balsam do ciała upcham wśród zapasów, może kiedyś nadejdzie jego kolej.

poniedziałek, 10 marca 2014

Anioł i Diabeł czyli cudo i mega bubel wśród odżywek do włosów

Bohaterkami dzisiejszego postu są dwie odżywki do włosów:

powszechnie zachwalana Nivea Long Repair ma odbudowywać włosy na całej długości, zabezpieczać przed łamaniem

Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Dimethicone, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Hydrolyzed Keratin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Oryzanol, Silicone Quaternium - 18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Trideceth - 6, Trideceth- 12, C12-15 Pareth-3, Lactic Acid, Sodium Chloride, Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol,Linalool , Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Benzyl Alcohol, Parfum.
 


oraz Dove hair terapy ekspresowa maseczka regenerująca - producent obiecuje natychmiastowe głębokie nawilżenie i wygładzenie

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lactic Acid, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Parfum, Cocos Nucifera Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Mineral Oil, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Chloride, Petrolatium, PEG-180M, Amodimethicone, PEG-7 Propylheptyl Ether, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Polyuerathane-39, Ethylhexylglycerin, Hydroxypropyl Methylcellulose, Disodium EDTA, Dipropylene Glycol, DMDM Hydantion, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Amyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, CI 177492.


przy czym jedna okazała się mega fajnym kosmetykiem a druga okropnym bublem. Już pewnie się domyślacie, którą uwielbiam ;) jest to oczywiście Nivea - tak zachwalałyście, że w końcu kupiłam na jakiejś promocji. Jej konsystencja przypomina sławną odzywkę z olejem babasu ISANA ( ale jest od niej o wiele lepsza). Świetnie wygładza mojego grube, długie włosy, działa szybko i skutecznie, sporo silikonów więc nie nakładam przy skórze. Wydaje mi się, że po jej zastosowaniu nie muszę już zabezpieczać końcówek włosów.


Dove to nieszczęście, to okropność, to paskuda - dawno nie miałam takiej masakry na głowie jak po zastosowaniu tej odżywki, włosy przypominały siano, były matowe i szorstkie, poplątane. Użyłam ją trzy razy, za każdym razem porażka. Żadna z obietnic nie została spełniona ;) w dodatku jej zapach... okropny, mdlący...jedyne co mi w niej odpowiada to konsystencja - nie spływa z włosów i jednocześnie pozwala się dobrze rozprowadzić...a jak dla mnie miejsce tego kosmetyku jest w koszu na śmieci....!!!

Dodam na końcu, że oba te kosmetyki używałam po tym samym szamponie, był to  szampon z zieloną kawą Alverde.

piątek, 7 marca 2014

Marcowe zakupy w The Body Shop

W The Body Shop natrafiłam na ciekawą promocję:

Ceny widzicie na ulotce a ponadto udało mi się kupić rumiankowym krem do demakijażu ( następca take the day off Clinique) za 35 zł ( zamiast 49zł), wzięłam również olejek do demakijażu w butelce z pompką ( ceny nie pamiętam chyba też 35zł) , szmatkę muślinową (7zł) oraz krem na noc - odżywczo wygładzający bardzo bogaty w naturalne olejki (50zł):


specyfiki do oczyszczania cery będą musiały troszkę poczekać w kolejce a krem ma dobre oceny na wizażu więc z radością zabieram się do testowania.




Wyjazdowa kosmetyczka: ciepłe kraje

Opisałam wcześniej co targałam ze sobą w bagażu podręcznym, teraz przyszedł czas na pełnowymiarową kosmetyczkę, którą zabrałam do ciepłego kraju. Nie musiałam się już ograniczać pojemnościowo, na szczęście ;)


Do mycia wybrałam olejek pod prysznic Eucerin, kupiony w promocji w SP ( koszt ok 10 zł) - bardzo dobry wybór, kąpiel z jego użyciem była przyjemna, pachnie miło, myje delikatnie i odrobinę natłuszcza skórę co ma znaczenie gdy z prysznica korzysta się często. Ciało szorowałam kolorową rękawicą do masażu z The Body Shop - ich rękawice należą do moich ulubionych, choć są nieco droższe niż te, które znajdziecie w innych sklepach ale nie rozciągają się szybko i są stosunkowo małe więc idealnie pasują do moich małych dłoni.

Płyn Facelle z Rossmanna na stałe już wszedł w skład mojej wyjazdowej kosmetyczki, zdarzyło mi się kiedyś, że miałam go jako płyn do wszystkiego, do ciała, twarzy, włosów, co więcej, używały go trzy osoby i cala butelka wystarczyłam nam na tydzień. Polecam go bardzo, jest uniwersalnym, wszechstronnym kosmetykiem myjącym... i dodam jeszcze, że kosztował mnie ok 5 zł!

Jeżeli chodzi o kosmetyki do włosów wzięłam szampon, maskę i odżywkę aloes i granat Alterra i mam wrażenie, że popełniłam tu mały błąd bo odżywki z tej serii wymagają (na moich włosach oczywiście) - by osiągnąć zamierzony efekt - by trzymać je na włosach kilka - kilkanaście minut. Na tym wyjeździe nie miałam na to czasu albo byłam zbyt zmęczona ;), powinnam wziąć odżywkę, która zadziała SZYBKO i skutecznie np. Long Repair Nivea. Trudno człowiek uczy się na własnych błędach, następnym razem kwestię kosmetyków do włosów przemyślę uważniej.

Oczyszczanie twarzy - dobrze spisał się delikatny żel i tonik Eucerin, dezodorant Nivea - nic szczególnego, właściwie to nie był mi specjalnie potrzebny


Opalanie - powiem Wam, że jestem trąba do kwadratu! Na dzień przed wyjazdem ( uwaga jest luty!) wyszłam do apteki w celu zakupienia kremu z filtrem co okazało się ewidentną głupotą! Nic nie znalazła do ciała, jedynie kremy do twarzy z ( a krem Vichy do cery mieszanej już miałam i używałam), jak się dowiedziałam wszystko po sezonie apteki zwracają. trzeba było odpowiednio wcześnie zaopatrzyć się gdzieś w necie choć przyznam, że i tam wybór jest mocno ograniczony. Poszłam więc w rozpaczy do Sephory znalazłam mleczko w sprayu Clarins, SPF 20, zafoliowane, więc miałam pewność, że nikt przede mną nie otwierał. Kupiłam i kosmetyk ten sprawował się znakomicie, ma lekką formułę, błyskawicznie się wchłaniało i nawilżało skórę, opaleniznę mam delikatna, równą o skórę stosunkowo mało wysuszoną.


Ostatniego lata dostałam okropnego uczulenia po zastosowaniu mleczka Soraya ( tylko ja go dostałam, innym służyło), miałam więc małego stracha bo swędząca, czerwona wysypka na urlopie to mało zabawna sprawa, ale na szczęście Clarins spisał się znakomicie, nie podrażnił....uff

Do pielęgnacji twarzy używałam kremu Love me green do ciała wykończyłam mleczko i masło Korres opisanych w poprzednim poście.



czwartek, 6 marca 2014

Wyjazdowe kosmetyczki: tylko bagaż podręczny

Ostatnio troszkę włóczyłam się turystycznie i wakacyjnie, luty to dobry miesiąc na zwiedzanie i zwykle krótkie okazje do upolowania taniego biletu lotniczego, wystarczy spakować niewielki bagaż podręczny i fruuu.

A i oto kosmetyki przewożone przeze mnie na pokładzie samolotu, małe pojemności bo jak wiadomo mamy ograniczenia dotyczące płynów, muszą być w opakowaniach o pojemności do 100 ml i mieścić się w litrowym, przezroczystym woreczku strunowym.

Gdy lecimy tylko z bagażem podręcznym trzeba szczególnie uważnie skompletować nasz kosmetyczny niezbędnik, firmy kosmetyczne oczywiście służą pomocą oferując najróżniejsze zestawy miniatur. Zestaw Korres dorwałam w Sephorze w letniej wyprzedaży:


- żele do mycia twarzy Clinique - jeżeli chodzi o kosmetyki tej firmy ----> kupić ich miniatury jest niezwykle łatwo, korzystam z nich bardzo często, mam już sporą kolekcję małych kosmetyczek, które są do nich dołączane ;))) mam  50 ml żel  z trzech kroków ale nie sprawdza się do końca bo jest bardzo płynny i zaraz po otwarciu tubki usiłuje z niej uciec brudząc wszystko dokoła, przed tym wyjazdem zakupiłam w Sephorze zestaw Even Better za ok 30 zł krem do mycia twarzy rinse-off foaming cleanser, krem na dzień ( bardzo fajny) + krem do rąk - wszystkie kosmetyki się sprawdziły i byłam z nich bardzo zadowolona

- Korres szampon z SLSem do włosów normalnych z aloesem i lebiodką - ładnie pachnie, nie plącze włosów, jest wydajny, używałam go dwa razy i mam jeszcze pół buteleczki

- Korres żele pod prysznic bazylia i cytryna oraz guava - są boskie bo pięknie pachną, łagodne (nie podrażniły!) dość wydajne ( zostało mi ich na kolejną podróż), mają dość wygodne, smukłe buteleczki, które nadają się do ponownego (awaryjnego) napełnienia innym żelem

- Yves Rocher żel pod prysznic z Glossyboxa - taaaki sobie i zapach i mycie, ma drobinki ( po co???) przeciętniak ale ok na wyjeździe sie sprawdził

 - Płyn micelarny Bioderma 50 ml - pilnuję tej buteleczki jak oka w głowie, zawsze można do niej przelać zawartość większej, jest niezastąpiona przy zmywaniu makijażu i chyba nikomu nie trzeba jej przedstawiać

- woda essencjonalna L'Ocitanne z serii immortelle, patrząc na skład jakoś taka mało naturalna ale... ma smukłą buteleczkę z dobrym atomizerem, fajnie się czasem popryskać, odświeżyć choć wolałabym chyba mini wodę termalną ale nigdzie takowej nie znalazłam

- żele L'Ocitanne z verbeną - to mocno odświeżający zapach, dla mnie dość męski ;)

- zużyłam parę próbek, w tym jedna, która doprowadziła mnie do furii krem HydraQuench Clarins ma tak okropnie sztywną malusią tubeczkę, że wyciśnięcie z niej czegokolwiek graniczy z cudem ;)

- krem na dzień Even Better Clinique - bardzo lekki, szybko się wchłania, umiarkowana ochrona przeciwsłoneczna, sprawdził się

- Korres mleczko bazylia/cytryna i masło guava do ciała - moim faworytem jest masło, zapachy obłędne, dobre nawilżenie i wchłanialność

jestem niezwykle zadowolona z kosmetyków Korres, pewnie gdyby nie wysokie ceny w Sephorze już biegłabym po pełnowymiarowe opakowania


- serum Diora i Shiseido - ok nic szczególnego, po pierwszym użyciu brak zachwytu, krem Eucerin ok

- odżywka do włosów L'oreal - dołączona jest do farby do włosów tej firmy, zwykle zabieram je w krótkie podróże bo: dobrze odżywia i wygładza, silikony dodatkowo zabezpieczają włosy, tuba ma niewielkie rozmiary i przepisową objętość

- spray do włosów Alverde z malwą - uwielbiam go choć bałam się alkoholu tak wysoko, bo na drugim miejscu, w składzie! pozwala rozczesać splątane włosy, pięknie pachnie, nawilża, odżywia, włosy są sypkie i lśniące - właściwie jest to jedyny kosmetyk tego rodzaju po którym widzę spektakularne efekty, tak bardzo go lubię, że rozważam małą wycieczkę do Niemiec po kolejne opakowania

- super cenny suchy olejek Nuxe z drobinkami, miniatura z Glossyboxa świetna rzecz, bardzo lubię, odrobinka na dekold czy włosy, zapach piękny

- orofluido z glossyboxa - towarzyszy mi ze względu na malutki rozmiar ale przyznam, że nie lubię tego kosmetyku bo strasznie śmierdzi ale jak przekonałam się nie raz: w podróży warto zwrócić szczególną uwagę na zabezpieczenie końcówek, bo szybko się przemieszczamy, opieramy głowę na najróżniejszych zagłówkach, nosimy torby a nasze końcówki się ocierają, są przytrzaskiwane, splątane - warto je wcześniej zaimpregnować

- kremy do rąk L'Ocitanne jest idealny podczas podróży - jest mały, ma 30 ml, poręczny choć ma wg mnie nieudaną nakrętkę, ma iły zapach i dobre własności odżywcze

- mini pasta do zębów Sensodyne - tą i inne znajdziecie w Rossmannach


i jeszcze krem, który cały miesiąc towarzyszył mi podczas wieczornej pielęgnacji Love me green z Glossyboxa, bardzo fajny, pięknie pachnący, odżywczy, wygładzający, bardzo fajny, chyba kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie.