wtorek, 24 września 2013

Zużycia wakacyjne, spóźnione, part 1.

Jejkuuuu mam tak dużo pustych opakowań po kosmetykach! Ok, po kolei, dawno nie pisałam o tym co ostatnio używałam a nazbierało się tego sporo, zacznijmy od wakacyjnych zaległości, tak w skrócie:


1. Krem do rąk Dr Scheller Calendula - bardzo gęsty i śmierdzący, tłusty i trudnowchłanialny, taaaaki sobie
2. Bogaty Balsam do Dłoni Pat & Rub - bardzo fajny, ładny zapach, wygodne opakowanie, faktycznie troszkę bardziej treściwy od swoich braci żurawinowych i kokosowych, całkiem wydajny, dobrze się wchłania, odżywia, drogi
3. Krem do stóp z kwasem migdałowym Bandi - świetny kosmetyk! Ma bardzo lekką i łatwo wchłanialną formułę, ładnie zmiękcza naskórek, wygodne opakowanie z pompką. Polecam!
4. Krem do ciała Eris, wygładzający z serii Body Art - tę miniaturę dostałam przy okazji jakiś zakupów, bardzo przyjemny zapach, dobrze się wchłania, nawilża tylko jak się później zorientowałam jego cena jest dość wysoka, co mnie zaskoczyło, bo to kosmetyk dobry ale nie rewelacyjny, skład ma przyzwoity ale o wiele taniej dostanę wielką butlę mleczka Gosha w bardzo bardzo podobnym składzie i o wiele taniej
5. Krem pod prysznic Alverde z amarantusem - porażka, nie robi nic ani myje ani pachnie a zużywa się w tempie ekspresowym
6. Krem do biustu Mustela - miałam kiedyś napad pielęgnacji biustu, kupiłam ten krem, poużywałam i porzuciłam, następnie go odnalazłam i wykończyłam. Ja mam taką swoją teorię aby do biustu kupować kosmetyki dla kobiet w ciąży, zwykle są bardzo skoncentrowane i łagodniejsze, efektów niesamowitych nie zauważyłam oczywiście ;)


7. Żel pod prysznic z The Body Shop - mandarynka - cóż napisać, zapach intensywny, żel jak żel, kupić można ale lepiej w promocji ;)
8. Original Source - również pomarańczowy, również SLSowy - żel jak żel, brak zachwytów, bez rewelacji
9. Migdałowy olejek do mycia ciała od L'Occitane - tu zachwyt JEST - olejek tak pięknie pachnie, że każda z nim kąpiel była wielką przyjemnością, dobrze myje, trochę zmiękcza skórę, jego regularna cena to chyba 79 zł - jest to straaaasznie drogo! Ja go kupiłam za 39 zł jako dodatek do innych zakupów, za 79 zł nigdy w życiu choć wg mnie jest wspaniały.
10. 11. Alverde żele pod prysznic - dla mnie pachną tak samo, działają tak samo tj. są tak samo dobre, łagodne i na pewno niebawem wybiorę się do Niemiec lub Czech po kolejne.
12. Żel TBS figa i rozmaryn - zaliczam go do żeli łagodnych i tych ładniej ( niż Alverde) pachnących - ta kompozycja zapachowa bardzo mi odpowiada - chętnie kupię w promocji.


13. Krem na noc Pat & Rub 30+ - byłby bardzo dobry gdyby tak paskudnie nie śmierdział ;) ma bogaty skład, dobrze się wchłania, odżywia, wygładza...tylko zapach.... No i piekielnie denerwujący sposób wydobywania kosmetyku z pompki - jest zbyt gęsty jak na takie opakowanie.
14. Maseczka owocowa Himalaya - ja nieczęsto zużywam maseczki w tubkach do końca - tę bardzo lubiłam, zawiera kwasy owocowe więc ładnie wygładzała skórę, odrobinę piekła po aplikacji, bardzo gęsta, ciężko wycisnąć resztki z tubki.
15. Krem pod oczy L'Occitane - seria drogocenna ;) - to drugi mój faworyt z przedstawionych tu kosmetyków, lekki, natychmiast nawilża i rozprostowuje skórę, nie podrażnia, miły w użyciu i chce go jeszcze raz!
16. Clinique Moisture Surge Extra - kremo- żel nawilżający - dobry latem, szybko się wchłania i nie powoduje przetłuszczenia cery, zimą może być niewystarczający - dobrze mi służył w ciepłe dni, przyznam, że to moje drugie czy trzecie opakowanie tego kremiku, jakoś do niego wracam choć na dzisiaj ponownego zakupu nie planuję.
17. Zmywacz do paznokci O.P.I 480 ml - piekielnie wydajny, świetnie zmywa lakier, pokazywałam jego zakup rok temu, w październiku, używałam go regularnie, często, ok 2 razy w tygodniu - butelka wystarczyła mi na prawie rok! Właściwie to jeszcze trochę go mam przelanego do innego oapkowania. Jego główną wadą jest okropny smród poza tym działa doskonale.
18. Veet krem do depilacji w sprayu - ta forma chemicznej depilacji najbardziej mi odpowiada, spryskuję co trzeba, potem ściągam plastikową łopatką i spłukuje wodą. I po włosach ;))) Krem ten występuje w 3 wersjach: niebieskiej, zielonej i bordowej - ja używam wszystkich i nie widzę róźnicy ;)




3 komentarze:

  1. Wow. Przyznam że żadnego z tych kosmetyków nie miałam okazji używać ale tym kremem Bandi to mnie zaciekawiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do dołączenia do nowego katalogu blogów urodowych. Mam nadzieję, że wzbogacisz bazę swoim wartościowym blogiem.

    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dużo Ci się udało zużyć!
    Zainteresowałaś mnie tym migdałowym olejkiem z L'Occitane.

    OdpowiedzUsuń