czwartek, 25 lipca 2013

BIOTIQUE Bio Coconut whitening & brightening cream

 Krem został kupiony w Indiach, kosztował mnie ok 10 zł (widziałam go w helfy za ok 60 zł)


Ajuwerdyjski kosmetyk przeznaczony dla każdego rodzaju cery, ma wybielać i rozjaśniać, znajduje się z plastikowym, wielkim słoiku z nakrętką - dość tandetnym w wyglądzie ( przypomina polskie opakowania z lat 80tych) , z którego napisy znikają w ekspresowym tempie.

Zawiera wodę kokosową Coco nucefera water - ma działać na blizny, Taraxcum officinale czyli mniszek pospolity (mlecz) - jest przeciwutleniaczem, łagodzi zaczerwienienia, zmiękcza i nawilża, Rubia cordifolia - roślina stosowana w medycynie ajuwerdyjskiej czyli działa zbawiennie  na wszystko ;), Cirtus limonum czyli cytryna jak wiadomo ma działanie rozjaśniające,
Prunus amygdalus czyli olejek migdałowy - wygładza,nawilża, rozjaśnia oraz tajemnicza baza kremu ;/

Producent obiecuje rozjaśnienie przebarwień i redukcję zanieczyszczeń

Konsystencja - gęsta, kremowa ale niejednorodna, gdy krem się kończy trzeba głęboko palcem sięgać w głąb niewygodnego w użyciu słoika.

Zapach - bardzo przyjemny, delikatny, kokosowy, szybko zanika

Wchłanianie i działanie - jestem wielką fanką tego kremu, skóra moja go dosłownie pije choć pozostawia jednak malutką, tłustą warstewkę dlatego awansował u mnie na stanowisko kremu nocnego. Rano budzę się z gładką, wypoczętą twarzą, ok nie monitoruję efektu ( bo musiałabym chyba codziennie oglądać się z lupą ;))) wybielania więc nie wiem czy działa pod tym względem, widzę natomiast wygładzenie i nawilżenie i to mi pasuje. Nie zauważyłam zapychania choć nie wiem co stanowi ową tajemniczą bazę kremu

Ogólnie fajny produkt, polecam, szczególnie wakacyjnym podróżnikom odwiedzającym Indie (cena kilkukrotnie niższa niż w Polsce!)

wtorek, 23 lipca 2013

Recenzja porównawcza - masło do ciała TBS i Alverde

Dzisiaj porównuję masła do ciała o zapachu cytrusowym:


Alverde, Korperbutter Blutorange Holunderblute (masło do ciała z pomarańczą i kwiatem czarnego bzu) - dla skóry suchej

The Body Shop, Pink Grapefruit Body Butter (grejfrutowe masło do ciała) - do skóry normalnej

 

 Oba kosmetyki występują w podobnych opakowaniach 200 ml: płaskich z nakrętką, mają miłą memu oku szatę graficzną, jeżeli chodzi o skład to Alverde oczywiście wypada naturalniej, nie ma silikonu ani parabenów ale... wg mnie masło TBS też ma bardzo przyzwoite składniki: olej z pestek grejfruta i masło kakaowe już na drugim i trzecim miejscu w składzie.


Konsystencja: TBS jest bardziej zwarte i maślane ale (pewnie dzięki silikonom ;))) łatwiej się rozprowadza i lepiej się wchłania, ma intensywny zapach, który ja odczuwam jako przyjemny, letni, orzeźwiający. Alverde jest bardziej kremowe i potrzebuję lekkiego masażu aby wchłonęło się całkowicie, właściwie to trochę się maże ale koniec w końców znika, zapach jest nikły tj. ja początkowo czuję coś cytrusowego ale szybko się ulatnia.

Działanie: w moim zamyśle oba kosmetyki miały się wzajemnie uzupełniać, latem zwykle skórę mam normalną ale zdarzają się przesuszenia i myślę, że wybór był dobry, TBS do niedawna stanowił mój nocny nawilżacz ale po ostatnich dniach gdy byłam bardziej narażona na działanie promieni słonecznych przerzuciłam się na Alverde i właściwie to na stan skóry nie narzekam. Przyznać też muszę, że przyjemniej używa mi się różowego masła ;) ładnie i długo pachnie, szybciutko się rozprowadza i wchłania a do pomarańczowego potrzeba odrobinę więcej cierpliwości.

Różowy grejfrut to zdecydowanie kosmetyk NIE DLA SUCHEJ skóry, zresztą producent wyraźnie przeznaczył je normalnej, myślę, że posiadaczki skóry suchej nie będą z niego zadowolone i mam też pewne podejrzenia, że i czerwona pomarańcza może nie spełnić wymagań skóry bardzo suchej ;)

Oba kosmetyki mają podobną wydajność (całkiem dobrą) THB kupiony w promocji za ok 35 zł, Alverde w Niemczech niestety nie pamiętam dokładnie, chyba ok 20 zł

piątek, 19 lipca 2013

Skromne kosmetyczne zakupy z krainy Big Bena

Spędziłam parę dni na angielskiej ziemi ;)))






Bardzo intensywnych dni, pociąg - metro- ulice - zwiedzanie- sklepy- kanajpy - ludzie - tak w skrócie wyglądał nasz pobyt - w ciągłym ruchu i biegu a teraz nadszedł czas na odpoczynek. Ale... nawiązując do tematu kosmetycznego to wg mnie w UK nie ma co kupować, ewentualnie kolorówkę w duty free, przeglądając półki w ichniejszych drogeriach stwierdziłam, że ok nic nie biorę i chyba zdecydowanie wolę kosmetyki niemieckie czy włoskie, które mają i dobre składy i niskie ceny.

Jednakowoż coś tam mi do koszyczka wpadło ;)))

Sławny Tweezerman - zapasowa pinceta w kropy i w wygodnym etui
oraz pędzle Real Techniques - sławny pędzel do różu ( potwierdzam, jest świetny, używam go do pudrów wszelakich) oraz limitowanka trzech skunksów, które właśnie testuję i uczę się z nich korzystać.

I tyle jeżeli chodzi o świat kosmetyków ;)
Ze świata ciuchów przytargałam znacznie więcej....

wtorek, 9 lipca 2013

Nagły atak pielęgnacji biustu

W Tołpa SPA jest obłędnie zaopatrzony w kosmetyki sklep, mamy tam wszystko co producent oferuje. Ja wybrałam sobie z ( z pomocą konsultantki) krem do biustu:

Padło na serum liftingujące biust z serii dermo body (dla kobiet w ciąży), swego czasu znajoma kosmetyczka polecała mi do pielęgnacji mego biustu kosmetyki opracowane dla ciężarnych - a to ze względu na jego wielkość i strukturę i mój wiek - jak widać już druga osoba zaleciła mi kosmetyki tego rodzaju ;) które faktycznie dobrze się u mnie sprawdzały.

Co do pielęgnacji: mam właśnie okresowy napad skierowany na biust ;)))  uważnie wcieram i masuję - jak znam siebie za czas jakiś mi przejdzie ;) na inną część ciała.



Dopiero w domu zwróciłam uwagę na skład... wyciąg z torfu oraz hubowatych grzybów...zapach na drugim miejscu (yyyy??? - faktycznie jest dość intensywny i duszący w sam raz aby ciężarna puściła pawia ;))) tyle parabenów (???!!!!)....


Konsystencja jest dość przyjemna, kosmetyk się dobrze wchłania, tuba wygodna w otwieraniu, cóż nie jest to chyba kosmetyk idealny ale się kupiło i zużyć trzeba.

Drugim kosmetykiem jaki przytargałam ze SPA jest maska do ciała, bardzo fajna, torfowa, niby antycellulitowa ( ja nie wierzę a kosmetyki na cellulit ;)))) - taką maskę miałyśmy w łaźni parowej





Składa się głównie z torfu.... ale...buuu znowu gikol propylenowy i parabeny..... Nie ładnie Panie Tołpa...

Za oba kosmetyki zapłaciłam 40 zł


poniedziałek, 8 lipca 2013

Tołpa SPA: par podwójna rozkosz - recenzja zabiegu

Ponownie zawitałam do Tołpa SPA we Wrocławiu przy ul. Oławskiej

Pierwszy pobyt w tym przybytku był bardzo udany, tym razem wraz z koleżanką wybrałyśmy zabieg o nazwie "Podwójna rozkosz" - chciałyśmy wspólnie spędzić czas i się porządnie zrelaksować.

Przychodzimy punktualnie, idziemy do szatni, przebieramy się w jednorazową bielizną, narzucamy szlafroczki, makijaż trzeba zmyć bo zaraz znajdziemy się w łaźni parowej. Są godziny popołudniowe, jest sporo klientek, mijamy się i pozdrawiamy ( przedtem, rano, byliśmy zupełnie sami ;;;))) Nasza opiekunka nas miło wita, przeprowadza wywiad, opowiada szczegółowo o zabiegu, pijemy wodę bo zaraz będziemy się pocić.


Idziemy do łaźni, jest ona całkiem spora, wyłożona mozaiką, jasna, przestronna - otrzymujemy miseczki z borowinowym pilingiem, który to następnie w siebie wmasowujemy, jest ciepło, przyjemnie, słychać z oddali relaksująca muzyczkę, z początku masujemy się energicznie, śmiejemy się i wyginamy lecz wkrótce wraz z temperaturą rośnie w nas spokój, siedzimy, w końcu leżymy wpatrując się w białe obłoki pary, leniwie rozmawiając. Nagle puka nasza terapeutka, okazuje się że już minęło 20 minut. Szybko się płuczemy i idziemy do pokoju relaksu gdzie wykładamy się na leżankach i pijemy wodę. Odpoczywamy, chłodzimy się a następnie wracamy do łaźni, teraz w miseczkach czeka borowinowa maska do ciała. Bez słowa wmasowujemy ją w ciało i zalegamy w błogiej ciszy i spokoju.

Dyskretne pukanie do drzwi, koniec łaźni, płuczemy pokrywającą nas brązową maź, wycieramy a następnie wcieramy pozostawione dla nas kosmetyki, kremy do biustu, twarzy i ciała.


Całkowicie rozleniwione i odprężone rzucamy się na leżanki, dostajemy do picia marchewkowy sok ( mniam) obserwujemy inne klientki - są równie spokojne i zrelaksowane jak my ;))) Gładzę się po skórze - jest bardzo miękka i gładka, czuję, że jest dobrze oczyszczona.

Zapraszają mnie na maskę parafinową na dłonie po czym z zawiniętymi kikutkami leżę, pociągam przez słomkę soczek i zapadam w letarg, prawie zasypiam, w tym czasie koleżanka jest na masażu.
.... Nagle widzę jakiś ruch, koleżanka wraca chwiejnym krokiem z błędnym wzrokiem, rozwianym włosem... nie zrobili jej tam krzywdy ;)))) tylko stan zrelaksowania osiągnął bardzo wysoki poziom ;0)))  Teraz na odwrót, ona na parafinę ja na masaż.

Pokój masażu jest bardzo przyjemny, przytłumione światło, pachnące olejki, muzyka, wygodne łóżko.... zapadam się i oddaję w ręce masażystki, która delikatnie wciera mi odpowiednie kosmetyki w stopy, nogi, plecy i ręce.... to takie chwile, kiedy chcecie aby trwały jak najdłużej... pół godziny jednak szybko mija i wracamy do pokoju relaksu i budzimy koleżankę, która ucięła sobie przyjemną drzemkę.

To już niestety koniec :( na pożegnanie poczęstunek, czekoladowe foundee z owocami i po kieliszku szampana... ja proszę również o kawę bo mam wrażenie, że nie wyjdę stąd o własnych siłach ;)))

Siedzimy sobie w spokoju powoli powracając do realnego świata z silnym postanowieniem:
musimy to jeszcze powtórzyć!!!

Tołpa SPA to miejsce, które mogę śmiało i z czystym sumieniem polecić ;))) czystość, spokój, dyskrecja...

piątek, 5 lipca 2013

Pat & Rub różane mazidła do ust





Produkty do pielęgnacji ust firma Pat & Rub wprowadziła na rynek stosunkowo niedawno, trzy smaki: różany, pomarańczowy, kawowy oraz trzy rodzaje produktów: piling, balsam i błyszczyk.

Ja jestem użytkowniczką balsamu i błyszczyka z serii różanej.


Balsam testuję już od dłuższego czasu

skład: 
Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Beeswax, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil, Lithospermum Officinale Root Extract, Octyldodecyl Myristate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Rosa Damascena Flower Oil, Linalool, Geraniol, Citronellol, Citral, Eugenol, Farnesol

- Jego minusem i plusem jednocześnie jest konsystencja, stała, zwarta, twarda - muszę się nieźle namachać opuszkiem palca by cokolwiek z opakowania wydobyć, teraz gdy jest ciepło staje się to nieco łatwiejsze bo kosmetyk trochę zmiękł, nazwałabym go raczej balsamem w kostce ;)  czasem nie wytrzymuje i skubię go brzegiem paznokcia ale potem znowu ciężko jest rozprowadzić na ustach taką grudkę - i tak źle i tak niedobrze ;)


Oczywiście jak się domyślacie powoduje to, iż kosmetyk jest diabelnie wydajny ;)))

Firma Pat & Rub ma dziwną manierę nazywania konsystencji produktu, dla mnie wkurzającą i mylącą bo "masło do ciała" okazuje się dość rzadkim kremem, "balsam" jest ciałem stałym a "krem" pod oczy płynną emulsją...

- Poza denerwującą formułą "balsam" ma fajny, naturalny skład, delikatny kolor, którego nie widać na ustach i miły zapach. Działa bez zarzutu, ładnie wygładza i odżywia usta, nie podrażnia.

Czy go jeszcze kupię? W tej chwili jestem na NIE bo drogi i irytujący!


Nawilżający błyszczyk kupiłam w czerwcu

Skład:
Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Lithospermum Officinale Root Extract, Octyldodecyl Myristate, Hydrogenated Olive Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Rosa Damascena Flower Oil, Linalool, Geraniol, Citronellol, Citral, Eugenol
 
- Jest w wygodnej, zakręcanej tubce ze ściętym aplikatorem

- Ma naturalny skład, pięknie pachnie, dobrze smakuje, na ustach daje śliczny błysk i bardzo, bardzo delikatny kolor, jest trwały i nie klei się, wargi są nwilżone i odżywione


Czy go jeszcze kupię: W tej chwili jestem na TAK!!! Uwielbiam go!

Podsumowując: to dwa produkty, które we mnie budzą skrajne emocje, balsamu czasem nienawidzę za to błyszczykiem jestem zachwycona, dla mnie to lepsza i tańsza wersja Juicy Tube.

czwartek, 4 lipca 2013

Alverde - nagietkowa emulsja do mycia twarzy

Alverde Wasch - Emulsion Calendula, 150 ml, cena ok 2 euro, do kupienia w drogeriach DM

Kosmetyk do mycia i oczyszczania twarzy z wyciągiem z nagietka, polecany do każdej cery, ma naturalny skład:


Emulsja znajduje się z tubce z miękkiego plastiku, dzięki temu można wycisnąć ja niemal do ostatniej kropelki.


Ma postać lejącej się, gładkiej i śliskiej mazi o zapachu alkoholu ( nie wyczuwam nagietka), nie pieni się, ślizga po twarzy, jest lepka dlatego trudno mi ją było dokładnie spłukać.

Działania: niestety u mnie nie działa :( po prostu nie potrafię nią zmyć makijażu, zawsze coś zostanie czyli w moim przypadku kosmetyk nie spełnia swojej funkcji.

Plusy: oczywiście, że ma plusy, jest nią cena, wydajność, naturalny skład i brak podrażnień więc zużyłam do końca do porannego oczyszczania twarzy.

Czy kupię ponownie: NIE, poszukam zamiennika, który lepiej myje.





środa, 3 lipca 2013

Recenzja porównawcza - kremy nawilżające: Bandi i Yes to

Moje codzienne nawilżacze:


Bandi z serii Hydro Care Krem Intensywnie Nawilżający polecany dla cery normalnej, mieszanej i tłustej, z kwasem hialuronowym, kupiony w promocji w Hebe za mniej niż 40 zł

Skład: Aqua/Water, Glycerin, Isohexadecane, Cyclomethicone, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Panthenol, Pentaerythrityl Distearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Sodium Hyaluronate, Cyclopentasiloxane, Sodium Polyacrylate, Sodium Stearoyl Glutamate, Dimethicone Crosspolymer, Cyclohexasiloxane, Lecithin, Propylene Glycol, Sorbitol, Trilaureth-4 Phosphate, Citric Acid, Parfum/Fragrance, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Methylpropanediol, Diazolidinyl Urea, Citral, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, D-Limonene, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, CI 4209

oraz Yes To daily calming moisturizer z ogórkiem, aloesem i olejkiem migdałowym, ma koić i nawilżać, ma naturalny skład, kupiony w promocji w Sephorze wraz z żelem pod oczy za ok 40 zł

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii, Potassium Cetyl Phosphate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Glyceryl Laurate, Phenoxyethanol, Hydrogenated Palm Glycerides, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Potassium Sorbate, Parfum, Tocopherol, Xanthan Gum, Alcohol, Brassica Oleracea Italica (Broccoli) Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract, Spinacia Oleracea (Spinach) Leaf Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract, Maris Sal (Sea Salt).


Oba kremy znajdują się w podobnych opakowaniach 50 ml z pompką, praktyczne i higieniczne, w obu przypadkach pompka działa bez zarzutu.

Zapach: Bandi delikatny, przyjemny, Yes to - ogórek dość intensywny, świeży

Konsystencja/ wchłanianie: Bandi jest bardziej wodnisty, lejący, gładki - pewnie dzięki silikonom, Yes tu raczej zwarty, gęsty, oba rozprowadzają się bardzo dobrze, Yes to potrzebuje więcej czasu na wchłonięcie.



Działanie: Bandi szybciej się wchłania, efekt wygładzenia i nawilżenia odczuwam natychmiast, moja tłusta skóra przyjmuje go bardzo dobrze, nie powoduje natychmiastowej produkcji łoju, Yes to pokrywa moją twarz delikatnym filmem, wchłania się wolniej ale efekt nawilżenia jest dość szybki, mam wrażenie również odżywienia cery choć czasem przeszkadza mi jego natarczywy zapach ( podobny do kremu Estee Lauder Day Wear) a czasem uznaję go za przyjemny, lepiej sprawdzał się wczesną wiosną, teraz, gdy jest ciepło częściej sięgam po Bandi.

Podsumowanie: oba kremy są warte polecenia, jestem bardzo zadowolona z ich działania, co więcej uzupełniają się wzajemnie w zależności od potrzeb mojej skóry.