piątek, 26 kwietnia 2013

Targi Kosmetyczne we Wrocławiu


 Na wstępie organizator zaliczył u mnie małą wtopę, przybyłam na targi, chciałam zakupić bilet wstępu ale nie było jak, kasa zamknięta a Pani w recepcji nie bardzo się orientowała ;)))

 

Wydaje mi się, że w to interesie organizatorów jest zapewnić odwiedzającym stałą możliwość wejścia do środka, chyba że nie są mile widziani - ale wtedy to chyba lepiej nie robić kampanii reklamowej ( bo jeszcze ktoś przylezie i co będzie???). Nie bardzo podoba mi się sytuacja gdy klient prosi o możliwość kupna biletu a Panienka z okienka rozkłada ręce ;)


Ale w końcu udało się, hurrra, mój portfel lżejszy o 15 zł a ja mogłam wkroczyć legalnie na teren targów. Prawdę mówiąc nie miałam konkretnie sprecyzowanych celów, chciałam się rozejrzeć co w branży piszczy ;) no może malutką nadzieję, na odwiedzenie stoiska O.P.I czy China Glaze - ale tu nastąpił drugi zawód: TYCH MAREK TAM NIE BYŁO. Było dość ubogo jeżeli chodzi o wystawców, pędzle Maestro czy szampony Batiste mnie nie interesowały ;) owszem, sporo kosmetyków naturalnych ( ale na wielu stoiskach było to samo tj. olej arganowy)  i ogólnie jakoś tak p u s t o ;) Mam wrażenie, że organizator nie zadbał tak do końca oby klient indywidualny był zadowolony, zdecydowana większość wystawionych produktów była adresowana tylko do gabinetów kosmetycznych czy fryzjerskich ;) - tak przyznaję: narzekam narzekam narzekam bo oglądałam relacje z targów w innych miastach i mam wrażenie, że wszędzie było bardziej bogato ;) No było u nas stoisko z... Ziają, Bielendą, Jadwigą ( których większość kosmetyków omijam z daleka ze względu na obecność parafiny) trochę zawiodłam się na Mydlarni - większość wystawionych tam olejków również opierała się na parafinie. Z kolorówki widziałam Isa Dorę i Kryolan, sporo też, modnych ostatnio, odżywek do rzęs ;)

Na szczęście miałam fajne towarzystwo i humory nam dopisywały :) zakupiony został olej arganowy, olej z czarnuszki oraz COŚ:

Coś o nazwie Epilette co ma postać dysku na rękę zaopatrzonego w bardzo drobny papier ścierny, delikatny masaż po prostu ściera włosy i pilinguje skórę, a właściwie ją poleruje, sprawiając, że staje się po niezwykle, niezwykle gładziutka. Kupiłam bo po prezentacji zapaliła mi się w głowie myśl "wakacje!!!" a ów wynalazek wydawał się idealny na depilację w trudnych warunkach bo nie wymaga ani wody ani prądu! Kosztował 30 zł, zawiera 5 wymienny polerek, wg opisu jedna ma wystarczyć na obie nogi. Nie mam pojęcia gdzie można to dostać w Polsce ( widziałam strony zagraniczne), na allegro nie znalazłam, dystrybutor nie ma chyba jeszcze strony www.


4 komentarze:

  1. ooo kurczę chciałabym w takich targach uczestniczyć, ale u mnie nie ma takiej możliwości... niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej:) Mam pytanie! Jak sie sprawuje ten Epilette! Zastanawiam się nad kupnem! :) z góry dzięki za odpowiedz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dla mnie to bezużyteczny gadżet

      Usuń
    2. a jednak... też się zastanawiałam. Z włosami na rękach na pewno sobie radzi, ale z grubymi włoskami na łydkach już wątpię.

      Usuń