poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zużycia cz.3 kolorówka i różności


Kolorówka:

1. Podkład Shiseido Perfect Refining O20 o którym pisałam tutaj wykończenie tej buteleczki zajęło mi rok - przyzwoicie kryje, ma odpowiednio żółte tony i również ze względu na odcień stał się moim letnim towarzyszem, ulubieńcem ( na zimę trochę za ciemny a aktualnie mieszam go z Healthy Mix ). Lubię go za małe, plastikowe opakowanie, zajmuje mało miejsca i nie ma ryzyka rozbicia szklanej buteleczki więc zabieram go na wyjazdy - kupiłam i używam już drugie opakowanie

2. M.A.C Blot Powder odcień medium/ dark (wcale nie jest ciemny!!!) - nie wiem jak to się stało ale w ciągu roku zużyłam dwa opakowania tego pudru ;))) chyba jestem niestarą pudernicą ;))) - dobrze matuje, jest niewidoczny na twarzy, szybko stapia się ze skórą i poza mała wydajnością byłby idealny. Cóż poradzić, do tej pory nie znalazłam nic lepszego więc pewnie niebawem polecę po kolejne opakowanie.

3. Laura Mercier prezentowana we wpisie zbiorczym o moich produktach do ust. Baby Doll - delikatny róż, jakość bez zastrzeżeń bardzo przyjemne użytkowanie. LM jest niestety niedostępna w Polsce więc raczej nie będę polować na kolejna opakowania.

4. Revlon Pink Crystals - również opisany w mazidłach do ust,  uważam, że błyszczyk ten jest jakości wysokopółkowej, naprawdę świetnie leżał na ustach, nie widzę różnic między nim a np. takim Diorem czy Szanelem ( które zdarzyło mi się wcześniej używać). I mam nadzieję, że to cecha wszystkich odcieni bo zamierzam nabyć jeszcze kilka.

5. Essie top coat good to go - najlepszy jaki do tej pory stosowałam, została dosłownie resztka ale tak zgęstniał, ze stracił swoje właściwości wysuszające, używałam go kilka miesięcy, dość często, w tej chwili po krótkim powrocie do Seche Vite, mam już druga buteleczkę essie, jest po prostu lepszy, lżejszy, nie ściąga lakieru.

I różności:

 1. Dezodorant Crystal essence z granatem - naturalny, dość dobry na dni niewymagające intensywnego wysiłku, bo to jednak nie antyperspirant, ja się natomiast mało pocę pod pachami i jeżeli aktualnie nie uprawiam sportu albo nie muszę być maksymalnie świeża od rana do wieczora ;) staram się używać zwykłych dezodorantów i ten się sprawdzał i co dla mnie ważne: nie podrażniał.

2. Dezodorant Eucerin - komentarz jak wyżej, z tym że Crystal był tańszy ;)

3. Instant Cuticle Remover preparat do usuwania skórek od Sally Hansen - to dziwne ale udało mi się wykończyć tą wielką butlę ;) od jakiegoś czasu używam wyłącznie tego specyfiku oraz drewnianego patyczka i ze swoich skórek jest bardzo zadowolona. Zaprzestałam wycinania skórek stosunkowo niedawno, jakieś 3 lata temu, z początku musiałam je zmiękczać preparatem nawet dwa razy w tygodniu, teraz przy regularnej pielęgnacji robię to raz na ok 1,5 - 2 tygodnie.

4. EDP Givenchy Very Irrestisible - zapach róż a ja róże uwielbiam :D mocny, wyróżniający, szlachetny, mój - chcę jeszcze!!!


piątek, 26 kwietnia 2013

Targi Kosmetyczne we Wrocławiu


 Na wstępie organizator zaliczył u mnie małą wtopę, przybyłam na targi, chciałam zakupić bilet wstępu ale nie było jak, kasa zamknięta a Pani w recepcji nie bardzo się orientowała ;)))

 

Wydaje mi się, że w to interesie organizatorów jest zapewnić odwiedzającym stałą możliwość wejścia do środka, chyba że nie są mile widziani - ale wtedy to chyba lepiej nie robić kampanii reklamowej ( bo jeszcze ktoś przylezie i co będzie???). Nie bardzo podoba mi się sytuacja gdy klient prosi o możliwość kupna biletu a Panienka z okienka rozkłada ręce ;)


Ale w końcu udało się, hurrra, mój portfel lżejszy o 15 zł a ja mogłam wkroczyć legalnie na teren targów. Prawdę mówiąc nie miałam konkretnie sprecyzowanych celów, chciałam się rozejrzeć co w branży piszczy ;) no może malutką nadzieję, na odwiedzenie stoiska O.P.I czy China Glaze - ale tu nastąpił drugi zawód: TYCH MAREK TAM NIE BYŁO. Było dość ubogo jeżeli chodzi o wystawców, pędzle Maestro czy szampony Batiste mnie nie interesowały ;) owszem, sporo kosmetyków naturalnych ( ale na wielu stoiskach było to samo tj. olej arganowy)  i ogólnie jakoś tak p u s t o ;) Mam wrażenie, że organizator nie zadbał tak do końca oby klient indywidualny był zadowolony, zdecydowana większość wystawionych produktów była adresowana tylko do gabinetów kosmetycznych czy fryzjerskich ;) - tak przyznaję: narzekam narzekam narzekam bo oglądałam relacje z targów w innych miastach i mam wrażenie, że wszędzie było bardziej bogato ;) No było u nas stoisko z... Ziają, Bielendą, Jadwigą ( których większość kosmetyków omijam z daleka ze względu na obecność parafiny) trochę zawiodłam się na Mydlarni - większość wystawionych tam olejków również opierała się na parafinie. Z kolorówki widziałam Isa Dorę i Kryolan, sporo też, modnych ostatnio, odżywek do rzęs ;)

Na szczęście miałam fajne towarzystwo i humory nam dopisywały :) zakupiony został olej arganowy, olej z czarnuszki oraz COŚ:

Coś o nazwie Epilette co ma postać dysku na rękę zaopatrzonego w bardzo drobny papier ścierny, delikatny masaż po prostu ściera włosy i pilinguje skórę, a właściwie ją poleruje, sprawiając, że staje się po niezwykle, niezwykle gładziutka. Kupiłam bo po prezentacji zapaliła mi się w głowie myśl "wakacje!!!" a ów wynalazek wydawał się idealny na depilację w trudnych warunkach bo nie wymaga ani wody ani prądu! Kosztował 30 zł, zawiera 5 wymienny polerek, wg opisu jedna ma wystarczyć na obie nogi. Nie mam pojęcia gdzie można to dostać w Polsce ( widziałam strony zagraniczne), na allegro nie znalazłam, dystrybutor nie ma chyba jeszcze strony www.


czwartek, 25 kwietnia 2013

Urodzinowe prezenty kosmetyczne

Znajomi i przyjaciele dobrze wiedzą co Potworowi może sprawić urodzinową radość i w ten właśnie sposób w mojej kosmetyczce zagościły nowości:

1. Żel pod prysznic z serii Earth Lovers figa i rozmaryn z The Body Shop - bez SLSów - swego czasu często je używałam, bo nie podrażniają i pachną całkiem przyjemnie, często w TBS można spotkać na nie promocję 3 za 2 wtedy jedena buteleczka kosztuje kilkanaście złotych. Z przyjemnością zużyję.

2. Olejek arganowy z mydlarni - bardzo się przyda do wszystkiego, tym bardziej, że niedawno skończyłam inną buteleczkę.

3. Balsam do ciała Gosh - dla mnie nowość, ma dość lekką konsystencję i przyjemny zapach więc będziem testować latem ;)

4. Płyn micelarny Tołpa - który był dołączony do prezentu głównego, który sprawił mi iż z emocji serce zaczęło bić mi szybciej


Zaproszenie do SPA Tołpa!!! Mogę sobie wybrać dowolne zabiegi byle zmieścić się w oferowanej kwocie. Od paru dni pilnie studiuję ofertę ;) i chyba już zdecydowałam się na rytuał borowinowy :)
Fajne prezenty, prawda?



środa, 24 kwietnia 2013

To naprawdę Duża Lola czyli Perfumesco sprawdziłam na własnej skórze

Jestem uzależniona od tego zapachu, nie wiem czy powinna się rumienić ze wstydu, a może z dumy ;))) ale właśnie zakupiłam czwarty flakon:


Lola od Marca Jacobsa to moja miłość od kiedy pojawiła się na rynku, uwielbiam ten zapach ;) uwielbiam ten flakon!!! nawet jak się przewraca bo kwiatek jest dość ciężki, do tej pory używałam mniejsze pojemności, mam też flakonik z wersji limitowanej, z welurowym kwiatkiem ;) tak wiem wariatka ze mnie....


Czyż flakon nie jest przepiękny?


Tym razem przetestowałam internetową perfumerię Perfumesco - tam mieli najlepszą ofertę za 100 ml EDP ( wody toaletowe odpadają). Zamówienie zrealizowane bardzo sprawnie, komunikując każdą zmianę statusu, paczkę miałam już następnego dnia, perfumy są oryginalne, odpowiednio zapakowane. Dostałam jedną próbkę. Czyli sklep mogę polecić z czystym sumieniem a ja na pewno będę śledzić jego ofertę przyczajając się na dobre okazje.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Zużycia cz.2 włosy oraz pielęgnacja twarzy i ciała (strasznie tego dużo ;)))

Włosy:


1. Alverde szampon, odżywka oraz maska Traube Avocado - opisana tutaj, całkiem poprawna ale raczej więcej nie kupię.


2. Pat & Rub, szampon i odzywka do włosów ciemnych, pisałam tutaj, po zużyciu do ostatniej kropelki mogę stwierdzić: szamponowi mówimy "Panu już dziękujemy" - bo drogi, strasznie plącze włosy i trudno go wypłukać, a za o wiele niższą cenę dostanę inny naturalny, delikatny, oczyszczający więc po co przepłacać ;). Natomiast odżywkę uważam za bardzo dobrą - włosy po niej są gładkie, błyszczące, odżywione, naprawdę fajny efekt więc chcę jej więcej ( już mam drugie opakowanie).


3. Biovax serum wzmacniające 15 ml, A+E - jest to silikonowy specyfik, który wmasowuję w końcówki włosów i powiem Wam, że jestem bardzo z niego zadowolona, przy regularnym stosowaniu moje końcówki są w całkiem dobrym stanie, nie rozdwajają się, są minimalnie przesuszone w stosunku do reszty włosów. W tej chwili jestem w trakcie używania drugiej buteleczki bo kupiłam dwupak kiedyś w promocji w SuperPharm. Fajni i niedrogi - polecam!

4. Phyto maska do włosów phytojoba drogi BUBEL - ta maska nie robiła moim włosom NIC dobroczynnego a prawdopodobnie powodowała, że były suche i splątane, istne SIANO. Nigdy więcej Phyto! Ta maska wraz z szamponem, który właśnie po wielkich bólach się właśnie mi skończył, skutecznie zniechęciły mnie do marki.

5. Odżywka Kallos Crema Al Latte - zna ją większość z Was, słynna odżywka, 1000 ml za ok 11 zł - przyznam, że świetna była, moje włosy po niej były, gładkie, miękkie i lśniące, używałam jej z prawdziwą przyjemnością do ok połowy opakowania, potem mi się po prostu znudziła i wykończenie jej nie było już taką frajdą, zdecydowanie ZA DUŻE opakowanie - chętnie kupiłabym ją ponownie ( za jakiś czas) w mniejszej wersji.

Pielęgnacja twarzy i ciała:


1. Ideala Vichy - krem dla cery mieszanej w słoiczku - moja cera go lubiła, sprawdzał się zima jako krem na dzień, bez zachwytu, raczej była to jednorazowa przygoda więcej nie kupię.

2. Shiseido Benefiance krem pod oczy - to 5 ml miniatura ale krem tak mnie zachwycił, że sięgnęłam po pełnowymiarowe opakowanie, bardzo dobrze odżywia strefę pod oczami, szybko się wchłania, mimo że jest tłustawy dlatego sprawdza się raczej na noc - dzięki niemu nie miałam problemu z przesuszoną skórą w tych rejonach co zwykło mieć miejsce w zimie.

3. Olej arganowy z Biochemii Urody - cóż mogę powiedzieć, dodawałam go kropelkami to do odżywki do włosów, to do kremu do ciała, to wsmarowałam w paznokcie i skórki - taki olej to dobra rzecz, lubię mieć buteleczkę na stałe w mojej kosmetyczce.

4. Krem Bandi z kwasem pirogronowym i azaleinowym - pisałam już o nim. - na mnie działał bardzo dobrze, nieagresywnie wygładził koloryt, rozjaśnił drobne przebarwienia, nie podrażnił, wykorzystany z prawdziwą przyjemnością do ostatniej kropelki. Troszkę zaczął mnie przesuszać więc po aplikacji czekałam chwilę i stosowałam dość odżywczy krem Pat & Rub - ten duet dobrze się spisywał ;)

5. Lierac Hydro Chrono - emulsja nawilżająca do cery normalnej/ mieszanej - lekka formuła, wygodna pompka, przyjemny zapach, dobre nawilżenie - całkiem porządny specyfik ale ponownego zakupy nie rozważam.

6. Tołpa dermo face provivo 35+ krem który nie sprawdził się do twarzy ale wykończyłam go do szyi i dekoldu więc się nie zmarnował ;)

7. Krem do rąk ISANA 5% urea - bardzo tani, dość wydajny, gęsty, tłusty - raczej na zimę, dość długo się wchłaniał. Krem ten pozostawił po sobie dość przyjemne wspomnienie ze względu na cenę ;)

8. GERLAN krem do rąk firmy Gehwol - klik porządny kosmetyk, działający długofalowo, opakowanie z irytującą nakrętką.

9. Krem do rąk L'Occitane z lawendą - 30 ml - kupiony ze względu na piękny zapach, miał konsystencję lżejszą niż klasyczny i najbardziej znany krem z masłem shea, wchłaniał się dobrze, odżywiał - działanie kosmetyczne i sensoryczne bez zarzutu - chciałabym więcej, może przy najbliżej wyprzedaży uda mi się upolować go ponownie?

10. Bogaty balsam do stóp Pat & Rub - wygodna pompka, bogata konsystencja, piękny zapach, dobre wchłanianie i działanie nawilżające, odżywcze i wygładzające to cechy dobrego kosmetyku i takim właśnie jest ten balsam. Stawiam go w rzędzie ulubieńców razem z innymi balsamami od P&R. Na pewno w przyszłości kupię ponownie!


11. The Body Shop - Cocoa Butter - masło do ciała z masłem kakaowym -  tłusty towarzysz pielęgnował moją skórę zimą i sprawdzał się znakomicie. To moje drugie opakowanie właśnie tego masła ale chyba więcej nie będzie - zapach zaczął mnie drażnić więc po pewnym czasie używałam go wyłącznie do nóg.

12. Rozgrzewające masło do ciała Pat & Rub - cynamon, goździk, imbir, szałwia - ponownie będę się upierać, że JEST TO KREM - NIE _ MASŁO!!! nigdy nie widziałam masła o konsystencji gęstej śmietany ;))) Ładny zapach, dobre własności pielęgnacyjne, taki zimowy, fajny kosmetyk choć cena wysoka.

13. Lavera bodylotion kokos i wanilia - kolejna tubka wykończona, bardzo lubię, głównie za zapach!

14. Alverde Koper - Creme - krem do ciała z migdałem i różą herbacianą - delikatny zapach, bardzo gęsta konsystencja i długie wchłanianie troszkę utrudniały mi użytkowanie tego kosmetyku i sprawiły, ze trudno mi było go polubić. Z ulgą skończyłam opakowanie. Raczej do niego nie powrócę.

15. Miniaturka L'Occitane - mleczko do ciała z lawendą - piękny zapach, podobnie jak kremu do rąk, lekka formuła - lubię! ale zakupu nie planuję.

16. Olejek Alverde -dzika róża i rokitnik - bardzo lubię olejki Alverde, odpowiada mi w nich absolutnie wszystko poza dostępnością. Opakowanie, działanie, zapach, cena - same plusy! Przy okazji nabędę ponownie.

17. Olejek Alterra oliwka i limonka - ponoć już wycofany z Rossmannów - ja lubiłam go za świeży zapach, średnią tłustość, najlepiej sprawdzał się do ciała ale do włosów też był stosowany. Gdybym mogła kupiłabym go ponownie.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

endo

Znacie ubrania z endo? Lubicie? Ja przyznam, że bardzo ;) głównie za jakość i miękkość bawełny, ciekawe wzornictwo.
Endo to głównie ciuszki dla dzieci ( myślę, że wrzucę do koszyka parę koszulek dla mojego już nastolatka bo rośnie jak na drożdżach ) ale i dla dorosłego też się coś znajdzie Tshircik albo pidżama ;) albo pojemna filcowa torba ;)

Ja oczywiście poluję na przeceny i okazje ;)

Zakupy w Pat & Rub ( czyli zrobiłam sobie prezent na urodziny :))

Korzystając z aktualnej promocji na produkty do włosów poczyniłam w P&R fajne zakupy:

  • rozkoszny worek z szamponem, odżywką i maską z serii regeneracyjnej
  • odżywka do włosów brązowych, która to właśnie mi się skończyła a uważam, ze jest świetna
  • różany balsam do ust - po pierwszych użyciach już widzę, że jest bardzo dobry

Dostałam aż 4 próbki, najbardziej interesuje mnie balsam chłodząco rozświetlający.

Widzę, że na stronie P&R jest również promocja na scruby i masła do ciała ;)))

piątek, 19 kwietnia 2013

Zużycia cz.1 sekcja myjąca: Alverde, Balea, Lavera, Tołpa, OS, Vichy, Bioderma i inni

Ciało:

1. Alverde Pefege Dushe - żel pod prysznic z wanilią i mandarynką - cóż mogę powiedzieć: myje, nie podrażnia, zapach taki sobie, słaby, przypomina inne produkty tej firmy więc bez emocji, tani, trudnodotępny. Jeżeli będzie okazja kupie więcej.

2. Balea Dushol - olejek pod prysznic - nie podrażnia, pieni się choć mam wrażenie, że troszkę niedomywa, zapach taki sobie, raczej nijaki, tani, przypomina troszkę olejek z ISANY - raczej więcej nie kupię.

3. Balea Dushe & Creme - żel pod prysznic limetka i aloe vera - intensywny, świeży zapach, jak dla mnie za ostry, za męski, myje i pieni się dobrze ale oddałam go moim mężczyznom - nie kupię ponownie


4. Alverde Dush Peeling - z kokosem i lotosem - jak dla mnie MEGA BUBEL - zawiera cząstki kokosa, które mnie niemiłosiernie denerwowały bo uparcie zatykały ujście żelu, ani to piling ani żel pod prysznic, zapach denerwujący - z ulgą skończyłam opakowanie - nigdy więcej!

5. Lavera Dushgel - z kokosem i wanilią - ulubieniec, kolejne opakowanie, piękny, intensywny zapach, dobre własności myjace, wygodna tubka sprawiały, że prysznic był bardzo miłym przeżyciem - na pewno kupię ponownie!

6. Lavera Creme Ol Dush - kremowy olejek z orzechem macadamia i passiflorą - BUBEL - zapach słaby, nijaki, brak piany, brak mycia do tego stopnia, ze po wieczornym prysznicu wciąż miałam pod pachami mój antyperspirant - olejek nie był w stanie sobie poradzić z usunięciem dezodorantu?! - nigdy więcej!


7. Idea 25 żel do higieny intymnej z wyciągiem z przywrotnika - dla mnie ideał, bezsprzeczny ulubieniec i kosmetyk myjący, do którego uparcie wracam i polecam!

8. Facelle wash lotion dla skóry wrażliwej - płyn do higieny intymnej lub/i do całego ciała łącznie w włosami - jeżeli chodzi o higienę intymną to został podejrzewany o lekkie podrażnienie ale właściwie nie przetestowałam go porządnie w tych rejonach bo okazał się fajnym kosmetykiem wyjazdowym z cyklu wszystko w jednym bo i twarz i włosy i ciało - dokładnie tak jak wiele z Was polecało. Świetnie sprawdza się też przy czyszczeniu pędzli i to stało się jego głównym przeznaczeniem. W tej chwili, w mojej łazience gościu już druga butla tego kosmetyku.


9. Original Source Orange& Liquorance oraz Lemon&Tea Tree - używała ich głównie moja rodzina ale ja i owszem, też popróbowałam ( nie mogę na stałe używać żeli z SLSami bo podrażniają mi skórę ale używane sporadycznie krzywdy nie czynią), zapach pierwszego bardzo przypadł mi do gustu, za to cytrynowy bardzo ostry, świeży znalazł uznanie wśród moich mężczyzn. No pewno coś z OS jeszcze pojawi się w mojej łazience, może poczekam na najnowsze limitowanki.

10. Ciekawostka z Tesco: bio secure żel do mycia twarzy z bardzo łagodnym składem - ja kupiłam go w przeświadczeniu, że jest do mycia ciała i tak go właśnie zużyłam, dopiero oglądając puste opakowanie zauważyłam jakie przeznaczenie nadał mu producent ;) ale co tam żel to żel ;) brak zapachu i brak podrażnień - polecam wrażliwcom!

Twarz:


1. Tonik eva natura Herbal Garden z ekstraktem z czerwonej koniczyny, sok z aloesu - bardzo fajny skład, nie zawiera alkoholu, nie podrażnił mojej wrażliwej cery, odświeża, chyba trochę nawilża, doczyszcza, jego używanie to prawdziwa przyjemność, niedrogi, w każdym Rossmannie - z chęcią kupię raz jeszcze.

2. Bioderma Hydrabio H2O płyn micelarny - bez zachwytów, nie podrażniał, czyścił, zmywał makijaż oczu, całkiem ok, dostałam go w gratisie - nie wiem czy kupię ponownie. Z micelami jest u mnie tak, że używam ich całkiem sporo bo zwykle po powrocie z pracy zmywam nimi makijaż i jeżeli jeszcze wychodzę po południu czy wieczorem maluję się ponownie czyli płyn do demakijażu jest w ciągłym niemal użyciu i podchodzę do niech raczej bez emocji, kiedyś myślałam, że najlepsza jest różowa Bioderma, teraz już nie jestem tego pewna, mam raczej wrażenie, że wszystkie (apteczne!) działają tak samo, kupuję więc zawsze ten tańszy ;) chociaż moje ostatnio odkrycie czyli doskonale Wam znany micel Bourjois zdeklasował apteczne ceną bo w użyciu jest taki sam.

3. Vichy Purete Thermale - płyn micelarny z pompką - opis jak wyżej ;)


4. Coś do mycia twarzy o nazwie Bamboo - kupione w Chinach, opis tylko w znaczkach więc ciężko coś więcej powiedzieć o składzie i obietnicach producenta. Z początku nieco obawiałam się używania tego specyfiku bo to przecież wielka niewiadoma ale okazał się całkiem fajny, gęsty, miałam wrażenie, że używam mydło bo twarz po myciu była taka tępa (?), czyścił znakomicie, nie podrażniał ( trochę szczypał w oczy), nie wysuszał, z przyjemnością skończyłam tą tubkę. Kwestia ponownego zakupu jest trudna do rozważenia ;)

5. Yes to blueberries Age Refresh Smoothing Daily Cleaner - BUBEL - oj bardzo go nie lubiłam, nie działał, co z tego, że naturalny i łagodny skład?...zupełnie jakbym umyła twarz tłustawą wodą, nie usuwał zanieczyszczeń ani makijażu, pozostawiał lepką warstwę... przyznam, że troszkę oszukiwałam i znacząco zwiększałam porcje myjące by się szybciej skończył ;) - nigdy więcej!

6. Tołpa dermo face sebio normalizujący żel do mycia twarzy, Pisałam o nim tutaj
Sprawdził się znakomicie do ostatniej kropelki, bardzo ładnie mył, nie podrażniał, nie ściągał skóry, wart polecenia, jest kandydatem do ponownego zakupu


7. Woda Termalna Avene - ja do wód termalnych podchodzę jak do płynów micelarnych, lubię mieć i używać ale różnic między poszczególnymi nie widzę, kupuję tańsze więc jeżeli akurat Avene będzie do tych tańszych należała to pewnie zakupię ponownie.

8. L'Oocitane żel do mycia twarzy oraz tonik (minatury) - seria z angeliką - żel sprawdził się bardzo dobrze, mył i nie podrażniał ale pewnie nie kupię go ze względu na niewspółmiernie wysoką cenę bo działanie ma dokładnie jak wiele tańszych żeli. Natomiast tonik mnie podrażnił, spowodował pieczenie skóry twarzy więc zużyłam go jako mgiełkę od włosów.


środa, 17 kwietnia 2013

L'Occitane wstępne wrażenia na podstawie próbek

Zużyłam sumiennie kilka saszetek - próbek od L'Occitane, co ciekawego można na ich podstawie powiedzieć?

Creme Masque - duża saszetka, wystaczyła na jedną aplikację grubej warstwy na twarz i szyję - maseczka pięknie pachnie, ładnie nawilża, bardzo przyjemna ale w regularnej cenie kosztuje coś ok 250 zł, raczej się nie skuszę, nawet dla tak pięknego zapachu.

Creme Fleurs De Lumiere - krem nawilżająco rozjaśniający - bardzo ładnie pachniał i doskonale się wchłaniał, nie matowił co prawda, ale efekt nawilżenia poczułam po tej jednej aplikacji, fajny krem, koszt ok 200zł, co prawda nie zamierzam go kupować w najbliższym czasie, chyba że w super promocji ;)

Bouclier Lumiere SPF40/ PA+++ - emulsja rozświetlająca z filtrem - to coś co bardzo mnie zaciekawiło ze względu na wysokość filtra - emulsja bardzo szybko wchłonęła się w moją skórę, nawilżyła ją, faktycznie rozświetliła nieco wizualnie ale bez efektu bielenia i uczucia posiadania na twarzy czegoś ciężkiego - takiego efektu nie uzyskałam do tej pory od żadnego ze stosowanych kremów. Pewnie posiadaczki tłustych cer wiedzą już o czym mówię ;) do tej pory używałam Antheliosa LRP do skóry tłustej ale krem L'Occitane wydaje mi się być lżejszy i bardziej nawilżający. Nie znalazłam tej emulsji na polskiej stronie ( jest na francuskiej). Pomyślę o zakupie ;) ...kiedyś...

Creme Precieuse - drogocenny krem na dzień dla cery normalnej i suchej, ładnie pachnie, jak i cała seria, ale mnie trochę za ciężki, ewentualnie na zimę, na policzki. Brak filtra!

Creme Nuit Precieuse - drogocenny krem na noc - myślałam, że będzie bardzo ciężki ale nie, wchłanianie błyskawiczne, rano cera gładka i wypoczęta. Może kiedyś? Na zimę?

Concentrate De Lait - mleczny koncentrat z migdałem - bardzo przyjemne mleczko do ciała, ładny zapach, nawilża i wygładza, tylko ta cena! 179 zł za 200ml brrr, może kupiłabym za 39,90 zł :))))

Fluide Radieux Protective Lotion SPF 15 - seria z angeliką, kolejny produkt, którego zakup właśnie rozważam, to lekki nawilżający krem z miejskim filtrem, świetnie nawilża, nie pozostawia tłustej warstwy na twarzy. Jako posiadaczka cery tłustej latem mam nie lada problem z doborem kremu, chciałabym jednocześnie i nawilżenie i ochronę lecz bez tony tłuszczu i błysku - krem Fluide Radieux wydaje się być odpowiedni, 30 ml kosztuje 129 zł

środa, 10 kwietnia 2013

Lekkie, naturalne podkłady: YSL, Bourjois i BB Peach Sake

Drugą część mojej kolekcji podkładowej stanowią te lekkie, mniej kryjące, bardziej nawilżające, oczywiście żółte ;)

1. Pierwszym ulubieńcem jest  Le Tient Touch Eclat YSL w odcieniu B30 - podkład rozświetlający
dzięki innowacyjnej formule wolnej od substancji pudrowych, nadaje skórze młodzieńczego blaskui idealnie modeluje kontur twarzy. Le Teint Touche Eclat perfekcyjnie wyrównuje koloryt cery i kryje wszelkie niedoskonałości. 
Nie sądziłam, że będę używać podkładu rozświetlającego :) ja tłustocera... a jednak próbka mnie zachwyciła i zakupiłam pełnowymiarowe opakowanie 

moja opinia:
- kolor B30 idealnie stapia się z moją cerą, po prostu stanowi integralną część mojej twarzy, nie ma mowy o masce ( ale uwaga! koleżanka, której dałam próbkę tego podkładu narzekała na efekt maski ;))) i pod tym względem króluje wśród moich podkładów, ładnie wyrównuje koloryt, cera wygląda zdrowo i promiennie z subtelnym rozświetleniem, nie wpływa na wzmożenie produkcji sebum,nie zapycha
- podkład jest płynny, aplikacja bez zarzutu, tu najlepiej sprawdza mi się pędzel hakuro, zapach piękny!
- krycie: całkiem duże jak na tego typu podkład ale ja muszę dodatkowo użyć korektora
- trwałość: oj nieduża, dość szybko znika, po ok 3/4 godzinach, strefa T oczywiście się błyszczy ale przecież strefa T ZAWSZE się błyszczy ;) ja już dawna temu nauczyłam się nie zwracać na to uwagi, mam bibułki matujące, przykładam, zajmuje mi to ze 3 sekundy i błyszczenia nie ma
- wydajność: chyaba taka sobie bo używając go dość sporadycznie od początku roku zużyłam już ok 1/3 opakowania

Cena ok 180 zł, ja kupiłam go w grudniowej promocji w Sephorze -30% na produkty do makijażu czyli kosztował mnie 130 zł, dostępny jest dość szeroko w sieciowych perfumeriach bo to ostatnio dość intensywnie promowana nowość YSL, znalazłam go również np. tutaj 

podsumowanie:
na razie się sprawdza jako lekki podkład rozświetlający, przede mną testy w porze letniej

2Healthy Mix Bourjois odcień Vanille 52
producent pisze na swojej stronie:

70% więcej blasku*, pięknie rozświetlona cera.

Podkład Healthy Mix idzie jeszcze dalej : rozświetlona i ujednolicona cera do 16 godzin**, dzięki formule wzbogaconej w ekstraktu z owoców :
• Morela >blask
• Melon > nawilżanie
• Jabłko > przedłuża młodość

Wzbogacony w krystaliczne pigmenty, ujednolica cerę, rozświetlając ją od wewnątrz. Cera jest pięknie rozświetlona i nawilżona przez 8 godzin***.
Delikatna i świeża tekstura niesłychanie łatwo wtapia się w skórę, nie pozostawia śladów na skórze. Efekt zdrowa i naturalnie piękna cera!
 
 moja opinia:
- w działaniu przypomina mi azjatyckie kremy BB, podobnie się rozprowadza i stapia ze skórą
-  nie udało mi się znaleźć wśród proponowanej gamy odcieni tego idealnego, numer 52 jest owszem dość żółty ale dla moje cery za bardzo beżowy i delikatnie odcina się od szyi 
- pięknie pachnie! Nie wysusza, nie zapycha
- krycie: jest średnie, podkład wyrównuje koloryt ale nie zakrywa dużych niedoskonałości 
- trwałość: niewielka, ok 3/4 godziny
- jest podkład, po który zawsze sięgam "na szybko", bardzo go za to lubię bo dostaję całkiem wysoką jakość za niewielką ceną

koszt to od ok 35 do 60 zł, dostępny niemal w każdej drogerii czy perfumerii i ciągle bywa gdzieś w promocji ;)

podsumowanie:
naprawdę dobry podkład i warto mieć go w swojej kosmetyczce, jest niedrogi i zawsze gotowy do użycia na szybko ;) dając fajny, naturalny efekt

3. Skin Food Peach Sake BB krem z Azji ;) odcień 2, krem dla cer tłustych i mieszanych, zawiera filtr SPF 20 PA+

strona producenta 

moja opinia:
- krem znajduje się w wygodnej, ładnej tubce z pompką 
- odcień jak dla mnie mało żółty, bardziej pomarańczowy, blady ale w końcu dopasowuje się na mojej karncji, może tylko odrobinę ją rozjaśnia
- nie zauważyłam efektu zmniejszenia wydzielania sebum ;) 
- krycie ma najmniejsze z prezentowanych powyżej podkładów ale delikatnie wyrównuje koloryt, korektor dla mnie przy nim obowiązkowy
- jest to mój wyjazdowo - sportowy niezbędnik, ze względu na stan mojej skóry nie odważyłam się od dwóch lat wyjść z domu bez podkładu ale potrzebowałam czegoś bardzo lekkiego, gdy np. jadę wakacje albo na wycieczkę rowerową ( tutaj dużą rolę odgrywa też wysoki filtr) w góry, do lasu itp. nie stosuję wtedy oczywiście pełnego makijażu tylko ten krem i najwyżej przejadę maskarą po rzęsach - i wyglądam jak człowiek
- lubię jego zapach ;) widzę, że w sieci narzeka się, że śmierdzi wódką ale ja jej nie czuję ;)))

koszt od ok 28 zł na eBay do ok 80 w polskich sklepach internetowych ( ja kupiłam na eBay)

podsumowanie:
dobra alternatywa dla tradycyjnych podkładów dla mnie wakacyjno - wyjazdowy niezbędnik



 



wtorek, 9 kwietnia 2013

Kryjące podkłady, które lubię i z chęcią używam ;) czyli: Perfect Refining / Silk Creme / Double Wear



Moje ulubione podkłady dzielę na dwie kategorie, te trwałe i kryjące oraz lekkie, szybko stapiające się ze skórą. Używam ich w zależności od potrzeb, od tego jak zamierzam spędzić dzień, czy muszę trwać w makijażu aż do wieczora czy mogę go zmyć po przyjściu do domu, czy sytuacja wymaga nienagannego wyglądu, czy w danym dniu idę ćwiczyć, spacerować, sprzątać itp.

Zacznijmy od kryjących:


1. Perfect Refining Foundation od Shiseido kryjący podkład przeznaczony jest do skóry normalnej / mieszanej z widocznymi niedoskonałościami, jak na polskiej stronie opisuje producent: idealnie przylega do skóry, redukuje widoczność wszelkich niedoskonałości naskórka, perfekcyjnie kryje i utrzymuje się cały dzień. Nie zatyka porów. Więcej pod tym linkiem.

moja opinia:
- podkład znajduje się w małym i bardzo wygodnym opakowaniu ale mieści standardowe 30 ml, więc świetnie nadaje się na wyjazdy, zajmuje niewiele miejsca, jest dość lekki, produkt wydobywa się przez sensowny lejek dokładnie tyle ile go wyciśniemy
- paleta odcieni jest bogata, zawiera piękne żółte beże bez różowych podtonów, mój kolor to O20, który jest idealnym kolorem mojej cery latem
- sam produkt jest płynny, zapach ma neutralny, rozprowadzam go palcami, dość szybko zasycha na twarzy dlatego trzeba się pośpieszyc ;) i nabrać odrobinę wprawy
- podkład bardzo ładnie stapia się z moją cerą kryjąc niedoskonałości i jednocześnie wygląda naturalnie, porównując go np. z Double Wear ( który jest najtrwalszym podkładem z jakim miałam do czynienia) Perfect Refining JEST naturalny, ma dość podobne krycie ale nieco mniejszą trwałość
- trwałość: bardzo przyzwoita, cały dzień to może za dużo powiedziane ale powiedzmy od rana do powrotu z pracy co jest wynikiem bardzo dobrym, po wielu godzinach delikatnie się ściera, czasem odrobinę zbiera w załamaniach skóry, nie powoduje nadmiernej produkcji sebum
- minusem jest to iż pod koniec opakowania podkład zaczyna ciemnieć
- w tej chwili mam drugie opakowanie!!!

dostępność: Sephora, Douglas  - cena ok 160 zł + perfumerie internetowe np. tagomago ( 132zł), dolce (139zł)

podsumowanie:
dla mnie to idealny podkład na wiosnę i lato ze względu na kolor ( idealny!) trwałość i krycie ( bo mam co ukrywać :((( )


2. Silk Creme Foundation Laura Mercier czyli podkład w jedwabistym kremie jak głosi napis (po polsku!!) na pudełku, w którym znajdziemy również ulotkę w języku polskim. Kupiłam go w poszukiwaniu trwałego i kryjącego podkładu, mój kolor to medium ivory.

moja opinia:
- podkład jest w tubce, nie ma problemu aby wycisnąć z niej odpowiednią ilość produktu, sam podkład jest gęsty, kremowy, śliski od silikonów
- opakowanie o pojemności 35 ml jest piekielnie wydajne, do pokrycia twarzy wystarczy dosłownie odrobinka ale jeżeli przesadzimy z ilością może się zwarzyć
- plusem jest odcień, żółty, tak jak lubię, bardzo dobrze się rozprowadza ale potrzebuje chwile na zaschnięcie, czasem go dodatkowo wklepuję w twarz bo ma mała tendencje do tworzenia smug
- krycie i trwałość słabsze niż Perfect Refining, bardziej widoczny na twarzy niż Double Wear, właściwie to w moim rankingu jest najsłabszy z całej trójki ale sięgam po niego całkiem często, wtedy gdy nie zależy mi na dużej trwałości ale wole mocniejsze krycie
- minusem jest dla mnie zapach, który odczuwam jako chemiczny i nieprzyjemny, cena i dostępność

Na Truskawce kosztuje 180 zł, poza tym pojawia się na Allegro, eBay

podsumowanie:
ciekawy podkład, bardzo wydajny choć drogi i trudnodostępny, raczej to moje ostatnie opakowanie

3. Podkład znany większości - długotrwały i kryjący Double Wear Estee Lauder, mój kolor 36 Sand, Link do polskiej strony producenta.

moja opinia:
- jest to najtrwalszy podkład jaki znam, aplikowany rano potrafi dotrwać do wieczora pod warunkiem, że go mechanicznie nie ścieramy, nie zauważyłam ciemnienia
- krycie jest mocne, ja np. porównuję je z płynnymi korektorami
- kolor dla mnie idealny zimowy, po prostu staje się moją twarzą
- dość dobrze się aplikuje i stapia z cerą ale szybko zasycha więc raczej nie używam do tego pędzli, palce sprawdzają się znakomicie
- może wysuszać, trzeba wcześniej dobrze nawilżyć i odżywić skórę, potrzebuje po prostu bardziej treściwej bazy, ja omijam okolice oczu bo błyskawicznie się ściągają
- dla mnie to podkład na większe wyjścia albo dłuższe pobyty poza domem kiedy to zależy mi na nienagannym makijażu 
- minusem jest opakowanie, brak pompki ale po użyciu już kilku opakowań nabrałam sporej wprawy a aplikacji i 30 ml wystarczy mi na rok użytkowania

Dostępność: całkiem spora Sephory, Douglasy ( kiedyś kosztował 135 zł teraz 160 zł, sklepy internetowe, uwaga! poza Polską jest dostępna ogromna gama odcieni, myślę, że pomyślano o wszelkich kolorach skóry.

podumowanie:
mój faworyt wśród trwałych podkładów, nie znalazłam do tej pory nic lepszego



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jeszcze trochę drobnych zakupów: Isana, essie, Delia, P&R, River Island, Alvia, Korres.





Ot takie tam drobiazgi, które przywędrowały wraz ze mną ostatnio ze sklepów:

Essie good to go na miejsce tego, który mi się skończył ( to już drugie opakowanie)
Delia henna, kolor czarny - kupiłam w SP w promocji 1+1 gratis, kupiłam to malutkie opakowanie bo chcę wykonać próbę uczuleniową
ISANA - golarki do bikini - wiedziałyście, że są specjalne golarki do bikini????
są malutki i okrągłe, ostrza dobrze schowane - nie trzeba obawiać się przypadkowego skaleczenia.
Tusz Alva - kolejny do moich nadwrażliwych oczu, zakupiony w jednej z drogerii internetowych:
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin*, Acacia Senegal, Brassica campestris/Aleurites Fordii Oil Copolymer, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax Extract, Glyceryl Stearate, Potassium Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Magnesium Aluminum Silicate, Oleic/Linoleic/Linolenic Polyglycerides, Silica, Benzyl Alcohol, Sorbitan Olivate, Cetearyl Olivate, Cinnamic Acid, Cetyl Palmitate, Sorbitan Palmitate, Rosa Rubiginosa Seed Oil*, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil*, Tocopherol, Yeast Polysaccharide, Dehydroacetic Acid


Uroczy naszyjnik z okularami z River Island - w przecenie, kosztował tylko 10 zł ;)

Zakupy z Sephory (-20%) czyli balsam Pat & Rub do stóp o dłoni z serii Żurawina i Cytryna - jestem od nich absolutnie uzależniona oraz Korres tusz do rzęs z olejkiem Abisyńskim - jak widzicie ostatnio zaczynam świrować i kupuję tusz za tuszem, wszystko przez te wrażliwe oczeta.


Poza zakupami mam ogromną, gigantyczną torbę z pustymi opakowaniami tylko ciężko coś mi się ostatnio zabrać do posta o zużyciach ;)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Wizyta w The Body Shop: pilingi, masło i tusz.

Po nieudanym zakupie w Rossmannie tuszu Bourjois, który był otwierany i używany, postanowiłam nabyć kolejny tusz do moich wrażliwych (ostatnio przesadnie wrażliwych) oczu, głównym kryterium miało być zabezpieczenie produktu przez producenta oraz brak parafiny w składzie, która jest głównym podejrzanym moich ostatnich podrażnień.

Przypadkiem trafiłam do The Body Shop i przypadkiem trafiłam tam na kosmetyk, który spełniał powyższe założenia ;) Super Volume Mascara kosztował 48 zł.




Przy okazji zapragnęłam nabyć ichniejsze pilingi cukrowe do ciała, które to bardzo lubię, wybrałam karite i mango. Używam co prawda Pat & Rub, który jest, owszem dość fajny, ale bardzo ale to bardzo tłusty i tej tłustości już miałam dosyć, potrzebowałam odmiany, same wiecie jak to jest ;) Ponieważ aktualnie mamy w THB promocję 3 za 2 (za najtańszy produkt płacicie 1 zł) na produkty do pielęgnacji ciała to do zakupów dołączyło też masło różowy grejfrut. szacowne grono zakupowe powiększyło się też o rękawice do masażu, pod prysznic. Bardzo lubię bodyszkopowe rękawice, są pakowane po 2 szt, odpowiednio małe dla moich małych łapek, dobrze wykonane, nie rozciągają się po paru użyciach i mają ładne, intensywne kolorki.

Bardzo udane zakupy :)