czwartek, 28 lutego 2013

Kosmetyczno - chemiczne newsy: Złamana szminka i świetny środek do czyszczenia!!!

Patrzcie co się stało z jedną z moich Wibo Elixirów:
Szminka uległa zmasakrowaniu i to wcale nie tak, że traktowałam ją źle i podle, o nie, tkwiła sobie bezpiecznie w kosmetyczce, bez stresu, bez wstrząsów, bez zmian temperatur... Przy dzisiejszym delikatnym użyciu po prostu wypadła ;) usiłuję jakoś ją poskładać i dalej poużywać bo kolor jest boski ;)))))
Na szczęście pomadki z serii Elixir są znowu w promocji w Rossmanie ;) po 6 zł, może kupię zapasową?

Nie sądziłam, że kiedykolwiek o tym napiszę, ale wiedzą o dobrych produktach powinniśmy się dzielić, prawda?

Otóż kupiłam taki oto wynalazek, "HG"? nie wiem czy to nazwa firmy czy nie, w każdym razie tkwiło to cudo w Castoramie, na dziale łazienkowym, kosztowało ok 30 zł pojemność:750 ml - wzięłam bo potrzebowałam coś do mycia łazienki.
Jejku, jejku jak to fajnie działa!
Ja na wstępie dodam, że nie jestem wzorową Panią Domu, nie jestem maniaczką czystości, kurz na półce nie spędza mi snu z powiek ani to co powie teściowa ;) - generalnie męczyć się nie lubię, sprzątam bo muszę i chciałabym aby środki chemiczne albo np. roboty robiły to za mnie, poza tym jestem posiadaczką znienawidzonej i trudnej do doczyszczenia kabiny prysznicowej, rozumiecie same...
No właśnie, ten WSPANIAŁY środek, ta IDEALNA pianka czyszcząca normalnie wyczyściła mi cała kabinę, szybko, bez szorowania, drzwiczki nie mają już wstrętnego osadu, wszystko lśni, błyszczy - jestem zachwycona :))) i polecam!!!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Wojciech Inglot nie żyje! Co dalej z INGLOTEM?

To smutna wiadomość dla polskiego przemysłu kosmetycznego:

Wojciech_Inglot_nie_zyje

tok.fm:
Inglot stawiał na produkcję w Polsce

Inglot w nielicznych wywiadach w mediach podkreślał, że wszystkie kosmetyki firmy produkowane są w Unii Europejskiej, a 95 proc. w zakładzie w Przemyślu. Jak można przeczytać na stronie internetowej firmy, głównym celem spółki "była produkcja wysokiej jakości produktów, oferowanych klientom po rozsądnych cenach".

Obecnie firma sprzedaje swoje produkty, m.in. cienie do powiek, lakiery do paznokci i pomadki do ust, w ponad 300 salonach w 46 krajach na sześciu kontynentach. W zeszłym roku Inglot został pierwszym laureatem Nagrody Polskiej Rady Biznesu w kategorii Sukces.

Ciekawe co stanie się w wykreowaną przez niego marką?

Kosmetyczna dostawa prosto z Indii

Będąc w stanie kosmetycznego podniecenia ( jak na kosmetykoholiczkę przystało) pokazuję co właśnie przywieziono mi prosto z Indii ;) czyli ajuwersyjskie cudowności formy Biotique:


Olejek, dwa body lotiony, szampon + odzywka, 3 kremy i jedna maseczka!!!

Niebawem wczytam się w składy i dokładniej opiszę te kosmetyki :)))) na razie cieszę się szalenie z nowości, dodam jeszcze, że całość kosztowała mnie 100 zł.

I jeszcze przyprawy, mój ukochany mielony kumin oraz garam masala - koszt całości 3 zł :D


piątek, 22 lutego 2013

U mnie się nie sprawdziło: Embryolisse, THB, Tołpa

Zacznę może od reklamowanego jako cudownego, znanego na całym świecie i takie tam blabla

Embryolisse Laboratoires, Lait - Creme Concentre, koszt ok 80 zł za 75 ml

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Triethanilamine, Cera Alba, Cetyl Palmitate, Butyrospermum Parkii, Steraeth-10, Polycrylamide c13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Propylene Glycol, Hydrolyzed Soy Protein, Aloe Barbadensis,1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Tropolone, Parfum.


U mnie totalna porażka. Kupiłam ten krem ponieważ spodziewałam się iż w miesiącach zimowych moja skóra będzie potrzebowała większego odżywienia i natłuszczenia, wiadomo: duże zmiany temperatur, mróz, ogrzewanie... Producent twierdzi, że krem nadaje się do każdego typu skóry....
Cóż.... każda próba użycia owego cudownego specyfiku kończyła się wysypem krostek - zatkane pory, pewnie to sprawka parafiny na początku składu a ja głupia nie sprawdziłam tego wcześniej. Gdyby się bliżej przyjrzeć to skład tego produktu wcale nie jest taki rewelacyjny: parafina, wosk oraz Cetyl Palmitate na początku składu to znani zapychacze - co jednak potwierdza moje podejrzenia, że powinnam unikać tych substancji w pielęgnacji nie tylko twarzy ale i ciała (kiedyś miałam podobny wysyp krostek na dekoldzie i nogach).
Co jeszcze można powiedzieć o Lait Creme Concentrate? Produkt ma nietłustą konsystencję, wchłania się całkiem dobrze, zapach ma delikatny i przyjemny, zamknięty jest w metalowej tubie, pojemność ma całkiem sporą, jak dla mnie cena jest zbyt wygórowana.

Co zrobię z resztką kremu? Myślę, że przeznaczę go do rąk bo i ręce i stopy (w przeciwieństwie do reszty ciała) nie reagują jakoś negatywnie na obecność jakichkolwiek zapychaczy ;)


Krem Tołpa z serii dermo face provivo 35+

producent pisze na swojej stronie:

przywraca zdolności regeneracyjne skóry, spowalnia proces starzenia i pobudza ją do odnowy. Wygładza i wypełnia zmarszczki, odbudowuje mikrouszkodzenia DNA i wyrównuje strukturę skóry. Silnie nawilża. Przywraca sprężystość, jędrność i witalność. Skóra staje się gładsza, rozświetlona, bardziej promienna i odzyskuje młodzieńczy blask.
Ciekawe, że producent na swojej stronie nie podaje pełnego składu produktu, jedynie to co wspaniałego się w nim znajduje a jakich paskudnych i złych substancji nie ma ;)))) Tak, skład możemy znaleźć jedynie na opakowaniu i to napisany takim drukiem aby przypadkiem nie było zbyt łatwo go odczytać ;))))
Krem się u mnie nie sprawdził bo potwornie mnie zapychał, sprawdzałam kilkukrotnie, czyżby skalwen? Nie podejrzewałam go.... Cóż, do twarzy się nie nadał ale do skóry szyi sprawdził się znakomicie i jak widać tubka prawie pusta aczkolwiek został kupiony z myślą o twarzy... chyba nie będę dalej próbować kosmetyków Tołpy...

Więcej o kremie: ma bardzo przyjemny zapach, ma lekką konsystencję, cena ok 30 zł, 40 ml w aluminiowej tubce.


Malinowe masło do ciała The Body Shop - kupione w promocji, 35 zł za 200 ml.

Dlaczego się nie sprawdziło: drażni mnie zapach, ma tyle wspólnego z maliną co z domestosem ;) strasznie sztuczny, chemiczny, zbyt intensywny, masło się słabo wchłania, zostawia tłustą warstwę i to co najgorsze: podrażnia mi skórę, która swędzi niemiłosiernie. Jak inne masła z TBS lubię tak to mam ochotę cisnąć do kosza i więcej nie oglądać.

Zastanawiam się skąd taka reakcja... stare było? źle przechowywane? któryś ze składników mnie podrażnia? który? W każdym razie masło trafia na moją czarną listę wraz z pozostałymi, opisanymi powyżej kosmetykami. Nidy więcej!

czwartek, 21 lutego 2013

Znowu zakupy w Hebe: Nail Tek, Catrice

Zostałam porwana i zaciągnięta do drogerii Hebe!!!!

No dobra, poszłam tam z własnej woli, z towarzyszką w celu zakupienia prezentu ale nie oponowałam gdy zaproponowano na głos "kupmy też coś sobie!" ;))))





No i kupiłam moje pierwsze cienie Catrice, ta paletka kosztowała 18 zł, tak wiem, czytałam, te cienie mają słabą pigmentację, zgadzam się, w paletce wyglądają pięknie, na moich oczach niestety dość blado ;))) ale co tam, radość była? Była.



Dorzuciłam też lakier Nail Tek, były w promocji za 25 zł, w kolorze Cherry Truffle


I dezodorant Garnier Mineral ale właściwie to nie ma czym się chwalić, dezodorant jak dezodorant, nic specjalnego ;)))

wtorek, 19 lutego 2013

Zakupy czyli co Potwór nabył w ostatnim czasie

Jak każdy szanujący się Potwór, również i ja, regularnie bywam na zakupach ;) ponieważ stan kosmetyczki należy regularnie uzupełniać, nieprawdaż?

Dwa, nowe kremy Bandi to efekt dwóch wizyt w Hebe: krem z kwasem migdałowym kupiłam ponieważ kończy mi się krem z kwasem pirogronowym - wykorzystam obecną porę roku i pozłuszczam się jeszcze, poza tym przecież musiałam wykorzystać kupon na 10 zł prawda (uwaga aktualnie ten krem jest w Hebe w promocji!!!)? Krem nawilżający kupiłam bo: po pierwsze jest w promocji, po drugie to już wcześniej miałam na niego oko i po trzecie krem nawilżający jest niezbędny każdemu Potworowi. Jak widzicie skupiłam się na firmie Bandi, po dobrze przyjętym przez moją skórę kremie z kwasami pirogronowym i azaleinowym (o którym pisałam tutaj) mam ochotę na więcej, potem przerzucę się na Clarenę i będę miała pole do porównań :D


I jeszcze trzy kosmetyki:
Sławny puder Ben Nye w kolorze Banana - mam już końcówkę pudru bambusowego z Biochemii Urody więc zdecydowałam się na ten, pierwsze testy bardzo pozytywne :) ale na razie stoi sobie zakręcony, muszę najpierw wytrząsnąć resztki bambusowego, taaak będę twarda, nie dotknę go, nie patrzę....
Znowu dopadła mnie tęsknota za eyelinerem, ten kto nie ma wrażliwych oczu nie wie jakim jest szczęściarzem.... ja bardzo lubię robić kreskę, wykonuję ją z łatwością, dobrze w niej wyglądam ale co użyję to oczy swędzą, łzawią, nawet ropieją...smutno... tak więc gdy zobaczyłam eyeliner Wibo na promocji za 5,5 zł sięgnęłam po niego bez namysłu i z wielką nadzieją, a może właśnie na ten kosmetyk nie będę uczulona???

Drogocenny balsam pod oczy L'Occitane - mam słabość do tej firmy, kremik po testach wypadł pozytywnie tj. dobrze się wchłaniał i nie uczulał więc gdy nadszedł odpowiedni czas to go sobie zakupiłam - jestem z niego bardzo ale to bardzo zadowolona, świetnie się wchłania i dobrze nawilża.
Na moje nieszczęście dostałam mnóstwo próbek, które zużywam i które niestety sprawdzają się u mnie znakomicie....


poniedziałek, 18 lutego 2013

Wyprzedaż u KRUKA

Skorzystałam w tym roku z wyprzedażowej oferty Kruka on - line, wypatrzyłam dwie pary kolczyków, które bardzo mi się podobały w letniej kolekcji, a na poczatku stycznia kosztowały już o połowę mniej:

są ta kolorowe, wesołe, wakacyjne, uniwersalne koła: fioletowe oraz niebieskie.

Kojarzą mi się z ciepłem, za wiosną, latem i wakacjami...

Bardzo długo czekałam na przesyłkę, prawie miesiąc!!! W końcu paczuszka przyszła lecz moja początkowa radość nie trwała długo, niebieskie kolczyki szybko się rozpadły :((((
na zdjęciu: prawy kolczyk, srebrne, środkowe kółko odpadło i po dokładniejszych oględzinach stwierdziłam, że użyty tu sposób mocowania to spowodował, po prostu nie mogło się stać inaczej, nie ładnie Pani Kruk, taka fuszera!!! No, no, no.


piątek, 15 lutego 2013

CIUCHY czyli subietywny przegląd sklepów według Potwora

Czyli co Potworowi wpadło w oko:

Stradivarius:

apaszek nigdy dość ;) a takiej nie mam


Fajny krój sukienki, odcięcie z talii i poszerzany dół fajnie maskuje pupę i biodra ;) szkoda, że taka krótka

Zalando:

fajna bo zielona, taka wyrazista w odpowiednim kroju a odcięcie w talii dla mnie obowiązkowe

 bardzo lubię takie sukienki ;) codzienne, mega uniwersalne, mega wygodne
turkusowa tunika, to chyba tęsknota za wiosną ;)



fajna - sportowa, bawełniana, na co dzień, na spacer, po zakupy
wzorzysta tunika do leginsów :) like it

 
Desigual - śliczne kolorowe i drogie :(

Solar:
Płaszczyk - podoba mi się ale to nie mój krój
oooo, taki bluzki to Potwór lubi :)


Beach Wood wosk od YC umilał mi wczorajszy wieczór

A co kupiłam sobie walentynkę!!!
Hmmm drewno z plaży?
Owszem, zapach okazał się strzałem w 10 i doskonale wpasował się w ten mokro - zimowy wieczór ;) bo kojarzył mi się z ciepłem, z bursztynem, z miękkością, kocem, muszę zanotować w pamięci by kupić go ponownie!!

czwartek, 14 lutego 2013

Potwór z Biedronce zakupy poczynił

W pobliżu mojego miejsca zamieszkania nie ma Biedronki, ale na szczęście bywam regularnie o okolicach gdzie jest ( razem z drogerią Hebe), zwykle mam ok 1h więc jest okazja na mały rekonesans. Dowiedziałam się o promocji na żele Original Source a moje dziecko wręcz je uwielbia więc wczoraj zaatakowałam Biedronę i żele zakupiłam ( 11 zł za 2 szt)

Mnie, osobiście najbardziej podoba się Mango ew. czekolada, Lime i Lemon są bardzo ( dla mnie ZA bardzo) świeże ale moi faceci powinni być zadowoleni bo lubią orzeźwiające zapachy.

A ja wybrałam sobie dwa kosmetyki Bell: mascara Maxxi Lash i puder matujący numer 02, których kompletnie nie znam ale z chęcią przetestuję.

Byłam też w Hebe - co mnie zaciekawiło? mają w promocji krem nawilżający oraz krem z kwasem pirogronowym Bandi oraz Lancome Tresor Midnight Rose za 170 zł 50 ml

Pilniczki Nail Tek polecam

Chciałam Wam dzisiaj polecić naprawdę fajne pilniczki do paznokci, stały się moimi ulubieńcami w takim stopniu, że kupuję je regularnie, od lat kilku ;) i wciąż jestem zadowolona.

- są to idealne pilniczki do paznokci u stóp!!! - chociaż rodzina moja używa je także do rąk, ja nie, są zbyt mocno ścierające ( tak, moi faceci też używają tych pilników, co śmieszniejsze, mój mąż ostatnio poprosił mnie o ich kupno, powiedział "kupisz te Nail Teki" - myślał, ze "Nail Tek" to synonim słowa "pilnik" ;)))))))

- są to pilniczki papierowe ale o odpowiedniej sztywności i giętkości

- kształt mają smukły, zwężając się z jednej strony ułatwiają manewry, szczególnie gdy jesteśmy schylone ;)

- mają dwie strony o różnej mocy ścieralności, świetnie sobie radzą z paznokciami u stóp, które z reguły są twardsze i grubsze niż te u rąk

- są trwałe! ja jeden pilnik używam kilka miesięcy!! Nawet pół roku! Tymczasem inne wystarczają mi góra na miesiąc

- niestety ich występowanie jest ograniczone do allegro, nigdy ich nie widziałam w sklepach stacjonarnych


poniedziałek, 11 lutego 2013

Wibo Elixir - nooo jestem pod wrażeniem!!!

Zaczęło się od tego, że znowu nie wzięłam kosmetyczki przy zmianie torebki, a że kręciłam się po mieście, jadłam, piłam, rozmawiałam więc po pewnym czasie usta mi niemiłosiernie wyschły. Wpadłam szybko do Rossmanna z zamiarem kupienia jakiejś taniej pomadki, wtedy oczywiście mnie oświeciło, pomyślałam o powszechnie zachwalanych pomadkach Wibo Elixir, które aktualnie były w promocji za 6 zł, wyboru wielkiego nie było, pomadki były gorące, pobrudzone i lekko nadtopione, w końcu znalazłam jedną, całą ;)
Nudziak idealny o numerze 05

Polubiłam się z nim od pierwszego użycia, pomadka jest niesamowicie miękka, delikatna, sunie po ustach natychmiast je wygładzając, można sobie nawet darować lusterko, krzywdy sobie tym nie zrobimy ;)
Usta wyglądały ładnie, soczyście, błyszcząco, trwałość jak na balsamo-pomadko-błyszczyk całkiem ok. I używałam sobie tego nudziaka przez parę dni aż pomyślałam, 6 zł może warto mu zafundować towarzystwo ;)
I pojawiły się zatem w mojej kosmetyczce kolejne kolorki: 06 i 07, kolejno: róż ciepły i soczysty oraz zimny, "brudny"
Oba efektywne, wyraziste i delikatne jednocześnie, wciąż zdumiewa mnie łatwość aplikacji i komfort noszenia na ustach a zapach i smak mają neutralny - jak na tę ceną są naprawdę godne polecenia!!!

Tak się prezentują na skórze: od góry 05, 06,  07.

Minusem jest opakowanie, bardzo kruche i tandetne,łatwo pęka, uderzenia nie przeżyje, sama pomadka dość szybko się topi dlatego lepiej np. nie nosić jej w kieszeni ani nie trzymać w pobliżu źródła ciepła.

piątek, 8 lutego 2013

Balea Med mleczko z 15% mocznikiem.

Dzisiaj recenzja bardzo pozytywna bo przedstawiam Wam produkt, który, jak dla mnie, ma (oprócz dostępności) same zalety ;)

Mleczko Balea zawierające 15% mocznika można kupić w sieci drogerii DM, koszt ok 3 euro za 250ml, polecane dla skóry suchej, szorstkiej i wrażliwej. Producent obiecuje natychmiastowe ukojenie i nawilżenie oraz złagodzenie napięcia.

AUQA · UREA · CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE · ETHYLHEXYL STEARATE · GLYCERIN · ISOPROPYL PALMITATE · CETEARYL ALCOHOL · GLYCERYL STEARATE CITRATE · PHENOXYETHANOL · PARFUM · SODIUM LACTATE · BENZYL ALCOHOL · CARBOMER · ALLANTOIN · LACTIC ACID · SODIUM HYDROXIDE · LINALOOL · LIMONENE.

Skład dość prosty, mocznik mamy juz na drugim miejscu czyli jest go faktycznie stosunkowo dużo, potem emolienty, glicerynę, pod koniec mleczan sodu, odrobinę łagodzącej alantoiny, kwas mlekowy - ja wychodzę z założenia, że im prościej tym lepiej dla mojej wrażliwej skóry, która ten kosmetyk bardzo polubiła ( porównacie sobie np. ze składem mleczka LRP Urea, które choć bogatsze o masło shea zawiera więcej niepotrzebnych czy nawet szkodliwych substancji).

Zapach mleczka jest bardzo subtelny, mi przypomina kosmetyki dla dzieci, konsystencja jest lekka dzięki temu mleczko się świetnie wchłania, niemal natychmiastowo. Działanie zmiękczające zauważyłam od pierwszego zastosowania i był to efekt długotrwały, utrzymywał się po wieczornej aplikacji przez cały następny dzień. Moja skóra nie jest ekstremalnie sucha, główną przyczyną zakupu mleczka Balea były moje problemy z wrastającymi włoskami po depilacji, używam więc tego kosmetyku tylko na dolną połowę ciała i przyznam, że skutek tego jest znakomity - brak krostek i stanów zapalnych na nogach czy to w okolicach bikini!!!
Tadam!!! właśnie o to mi chodziło, poza tym naprawdę gładka, miękka skóra.

środa, 6 lutego 2013

L'Occitane facebookowy kremik DOSTAŁAM GO

Niedawno na fb zobaczyłam taki wpis od L'Occitane:
Drodzy, nie udało nam się osiągnać założonego celu 30 000 fanów na Facebooku. Niemniej serdecznie Wam DZIĘKUJEMY za zaangazowanie i za to, że jesteście z nami.
Niebawem otrzymacie od nas email z informacją o promocji.
Jednakże jeżeli już teraz, podczas wizyty w salonie, powołacie się na akcję Facebook, otrzymacie krem do rąk 10 ml.
Mamy dla Was niespodziankę! Mimo, że nie osiągnęliśmy pułapu, każdy z naszych Fanów dodatkowo otrzyma 15% zniżki na zakupy! :)
Zapraszamy serdecznie i jeszcze raz wszystkim DZIĘKUJEMY!
Zespół L'Occitane Polska

 Powiem Wam, że poszłam do salonu i powołałam się na akcję i kremik dostałam ;))) ale uwaga  nie dostajemy go ot tak, trzeba coś u nich kupić i wtedy od kwoty zakupów zostanie odjęty 1 zł ( nie mogą rozdawać towaru ze względów podatkowych ale mogą sprzedać go za symboliczna złotówkę o którą zostanie na paragonie pomniejszona cena innego produktu, który kupujecie). Jeżeli wybieracie się do salonu L'Occitane to koniecznie upomnijcie się też o rabat 15% dla fanów z fb!!!

Po prawej gratis a po lewej mój zakup, 30 ml kremu z lawendą, używam od jakiegoś czasu mydła z tej serii i jak kiedyś niecierpiałam zapachu lawendy tak teraz ją ubóstwiam ;)))

BANDI krem z kwasem pirogronowym i azaleinowym

Firma Bandi, obok Clareny, mało mi znana bo do tej pory bazująca na gabinetach kosmetycznych, widzę, że pojawia się w blogsferze, gdzieniegdzie ;)

ze strony http://www.bandi.pl:
Minęło już dwadzieścia pięć lat od dnia, w którym pierwszy krem BANDI ukazał się na polskim rynku. Rozpoczęliśmy działalność w 1986 roku. Jesteśmy polską firmą rodzinną. Dziś mamy w ofercie kilkadziesiąt produktów profesjonalnych, a także pełną gamę kosmetyków detalicznych. Dzięki doświadczeniu i pasji tworzymy innowacyjne receptury kosmetyczne w oparciu o nowoczesne technologie i najwyższej jakości składniki, pochodzące z najodleglejszych zakątków świata. 
Osiągnięcie pozycji lidera na wymagającym rynku kosmetyków profesjonalnych było możliwe, w dużej mierze, dzięki korzystaniu z najnowszych osiągnięć naukowych w branży kosmetycznej. Kosmetologia stale się rozwija, dlatego na bieżąco śledzimy literaturę naukową, wszelkie badania i nowości wśród surowców kosmetycznych. Dzięki temu możemy zaproponować szeroki wachlarz preparatów do pielęgnacji każdego typu cery, odpowiednich do różnych problemów skóry. Jesteśmy pierwszą firmą, która wprowadziła na rynek polski serię kosmetyków dotleniających (1993), kosmetyków z kwasem hialuronowym (1993), żele z milisferami (1995), kosmetyki z wyciągiem z zielonej herbaty (1995), peeling do manualnej mikrodermabrazji (2003), preparaty z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami (2009), a także mieszaninę eksfoliującą z kwasem pirogronowym, salicylowym i azelainowym (2012).
 Marka mnie zainteresowała bo nie miałam z nią jeszcze do czynienia, warto? niewarto? najlepiej przekonać się na własnej skórze.
Przyznam, że ja nie mam najlepszego zdania o polskich markach kosmetycznych, szczególnie tych powszechnie dostępnych jak Ziaja, Eris, Dermika, Oceanic, Soraya, Dax, Eveline - one mi zdecydowanie nie służą!. Boli mnie to trochę bo jako lokalna patriotka chciałabym aby nasz rynek się rozwijał i oferował dobrą jakość za przyzwoite ceny. A dobrych producentów trzeba nagradzać polecając i kupując ich produkty ;)

Wybrałam sobie jako pierwszy krem z kwasem pirogronowym i azaleinowym, kupiłam go w drogerii Hebe za ok 90 zł ( chyba, że się mylę i było to 80 zł, wybaczcie nie pamiętam)
Krem ten z opisu był dostosowany do aktualnych potrzeb mojej skóry, tłustej z wypryskami i jednocześnie dość wrażliwej a mój dermatolog pochwalił używanie tego rodzaju kwasów.

Krem o pojemności 50 ml zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z higieniczną pompką, nie posiada wyraźnego zapachu, konsystencja jest lekka, rozsmarowywuje się z łatwością lecz potrzebuje trochę czasu aby wchłonąć się całkowicie, po aplikacji stwarza wrażenie tłustego, które jednak po pewnym czasie mija. Pierwsze użycia wywołały lekkie pieczenie skóry, aktualnie nic takiego nie występuje, krem mnie nie podrażnił (!). Używam kremu od 3 tygodni na noc, i jestem w połowie opakowania, jedna pompka wystarcza na pokrycie całej twarzy.

Do opakowania dołączona była spora próbka kojącego kremu- żelu pod oczy, wystarczyła mi na tydzień stosowania i powiem Wam, że niebawem nabędę pełnowymiarowe opakowanie, krem jest lekki i świetnie nawilża i kosztuje ok 45 zł w Hebe.

Producent obiecuje działanie złuszczające i zmiękczające, odżywiające i takie właśnie efekty odczułam na mojej cerze ale przyznam, że po pierwszych użyciach miałam ochotę odstawić ten krem i więcej do niego nie wracać - nie wchłaniał się, szczypał, dopiero po tygodniu moja skóra go zaakceptowała (?) i od tej pory budzę się w wygładzoną, wypoczętą cerą. Zauważyłam też działanie antybakteryjne, drobne wypryski goją się błyskawicznie, zmniejszenie blizn?  Nie wiem, nie obserwowałam jakoś specjalnie tego procesu, mogę założyć, że w wyniku zmiękczenia cery mogły się faktycznie odrobinę zmniejszyć ;)

Podsumowując: myślę, że krem ten jest godzien mego polecenia ;)))

wtorek, 5 lutego 2013

Porównanie masełka limonkowego z The Body Shop oraz Vanilla/ Macadamia Nivea

Od dłuższego czasu używam masełek do ust z The Body Shop ( aktualnie limonkowe), jedno mam zawsze na szafce nocnej i przed zapadnięciem w sen smaruję nim usta. W ciągu dnia używam oczywiście i pomadek i błyszczyków czy Carmexu - przyznam, że nie pamiętam abym miała kiedykolwiek spierzchnięte czy wysuszone usta.

Ostatnio zdradziłam moje ulubione masełko z produktem Nivea Lip Butter Vanilia+Macadamia. Oba kosmetyki kosztowały podobnie, ok 10 zł ( TBS kupiłam w promocji za 11 zł, cena regularna to jednak ok 22-24 zł).

Moje wrażenia z równoczesnego używania obu produktów:
- opakowania: TBS jest wygodniejsze bo zakręcane, ale trzeba głęboko sięgnąć paluchem aby wydobyć kremik co jest mało higieniczne, ja mam swój sposób: używam paznokcia jak łopatki zbierając odpowiednią ilość, choć czasem nabierze się go za dużo wtedy resztę wsmarowuję w skórki. Pudełko Nivea trzeba delikatnie odważyć paznokciem ( szkoda paznokcia ;)) ale za to ta puszeczka jest ładniejsza, jest płaska, łatwo ją schować np. do kieszeni kurtki, łatwiej wydobyć produkt używając opuszka palca.

- pojemność: Nivea 19 ml, TBS 10 ml

- zapach: TBS ma zapach intensywny, smak słodki co nie zawsze mi pasuje, czasem wręcz irytuje szczególnie gdy na usta nałożę go zbyt dużo ;) - wiecie są takie dni, że irytuje nas dosłownie wszystko, na szczęście tylko czasem - w Nivea jest neutralne, nie wyczuwam specjalnego smaku czy zapachu

- aplikacja i własności: wybieram TBS! dlaczego? bo ma lepsze własności odżywcze, opiera się głównie na maśle shea i oleju rycynowym!!! Natomiast Nivea to przede wszystkim wosk mineralny i olej parafinowy, masło shea jest na dalszym miejscu w składzie więc produkt ten będzie się bardziej sprawdzał jako kosmetyk zabezpieczający usta np. na mrozie bo wargi będą pokryte warstwą utrudniającą utratę wody.
Masełko nivea ma dość tłustą i tępą konsystencję, pokrywa usta szczelną warstwą i po aplikacji na noc moje wargi były nieco wysuszone co mnie zastanowiło więc sięgnęłam po opakowanie i dopiero wtedy wczytałam się w skład ( lepiej późno niż wcale, prawda?). Dlatego też masełko TBS pozostanie moim nocnym kosmetykiem bo świetnie podczas snu regeneruje usta, natomiast Nivea będzie mnie chronić podczas spacerów.