czwartek, 25 października 2012

Moja opinia: szampon Phytokeratine i maska Phytojoba

   Szampon Phytokeratine oraz maskę do włosów Phytojoba używam od ponad pół roku, od zastosowania hmm... nie polubiliśmy się, po prostu jeszcze nie miałam takiego siana na głowie, sztywnych, szorstkich włosów. Odstawiłam ( ze wstrętem i rozczarowaniem) te kosmetyki na parę miesięcy i w tym czasie zaczęłam sięgać coraz częściej po produkty delikatne i naturalne typu Alterra, Alverde, szampony dla dzieci - wszystko to zgodnie z radami włosomaniaczek ;) od pół roku dodatkowo używam olejków do włosów omijając jednocześnie produkty drogeryjne i tzw. fryzjerskie i przyznać muszę, że moje włosy są zdecydowanie w dobrej kondycji, są miękkie i dobrze nawilżone, w końcu nie swędzi mnie głowa i ręce ( tak, tak, zdarzało się, że po myciu włosów piekły i swędziały mnie dłonie!). No właśnie... i teraz powróciłam do Phyto i jest dobrze... a właściwie to prawie dobrze.


W szamponie mamy:
- roślinną keratynę
- kwas hialuronowy
- ekstrakt z granatu
- wyciąg z bratka

- sodium lauroyl sarcosinate
- cocamidopropyl betaine

czyli z mojego punktu widzenia dość łagodne ;)

- gęsta konsystencja o przyjemnym, delikatnym zapachu
- dobrze się pieni
- dobrze myje
- nie podrażnia

- bardzo usztywnia włosy, jego działanie porównałabym do szamponu dla włosów ciemnych Pat & Rub
- beznadziejne opakowanie! ciekawe kto wpadł na pomysł zakręcanej buteleczki?? możecie sobie wyobrazić jak zakrętka co rusz wypada mi z rąk i lata po całej łazience...



 maska Phytojoba zawiera:
- Ekstrakt z arcydzięgla - wzmacnia wierzchnią warstwę włosa
- Olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy - przywraca włosom blask i witalność

- gęsta, pachnie przyjemnie ale mało intensywnie
- producent zaleca użycie porcji wielkości orzecha włoskiego, jak dla mnie to nieporozumienie taka ilość absolutnie nie działała na moje włosy, nie mogłam ich rozczesać po takiej aplikacji, były szorstkie i siankowate, przy większej ilości było już lepiej,  próbowałam trzymać ją na włosach najpierw kilka, potem kilkanaście minut - podsumowując: więcej i dłużej by uzyskać jako taki efekt  ( zachwytu brak).

   Po powrocie do kosmetyków Phyto moje włosy zaczęły na nie lepiej reagować, po początkowych, wręcz dramatycznych próbach, mam wrażenie, że to efekt całkowitej zmiany w pielęgnacji, unikania silikonów i drażniących mnie detergentów, włosy zaczęły się przyzwyczajać i to z dobrym skutkiem. Cały czas porównuję działanie Phyto do aktualnie, równolegle stosowanych kosmetyków typu Pat & Rub i Alverde ---- i Phyto ( plasujące się w środkowej półce cenowej) zostają za nimi w tyle, właśnie przeczesuję dłonią wczoraj umyte włosy, owszem są stosunkowo miękkie i dobrze się układają ale końcówki są przesuszone, sztywne ( po użytym wcześniej P&R były gładkie i błyszczące) więc choć nie skreślam całej marki to pewnie to opisanego duetu już nie wrócę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz