środa, 20 czerwca 2012

Lush - moje doświadczenia i przemyślenia

Strasznie się kiedyś napaliłam na kosmetyki firmy LUSH, że naturalne, że ładnie pachną no i trudno dostępne w Polsce więc z ubiegłoroczej wycieczki do Londynu przywiozłam kilka specyfików: kule do kąpieli, szampon, odzywkę i różne kostki np. kokosowy dezodorant, kostkę do masażu i szampon w kostce.



W taj chwili mam jeszcze w użyciu szampony i odżywki - jak zapewne tu się domyślacie - kosmetyki Lush nie okazały się aż takim cudem bo męczę je rok i wciąż są obecne w mojej łazience ;))))

Szampon w kostce KARMA KOMBA, ma ułatwiać rozczesywanie, zawiera olejek pomarańczowy, z paczuli i sosny oraz lavendowy. Przyznam, że zapach mi odpowiada, jest intensywny, po myciu przez chwilę czuję go we włosach. Szampon bardzo dobrze się pieni, dobrze myje, moje półdługie włosy się po nim dość dobrze rozczesują i został moim szamponem na wyjazdy, pudełeczko w którym go przechowuję jest małe i lekkie ;) Jedyny minus to taki, że kostka po umyciu musi być pozostawiona do wyschnięcia, inaczej zamknięta w puszce się częściowo rozpuści i zrobi paćka.

Szampon w kostce ULTIMATE SHINE, nabłyszczający ( zawiera niby nabłyszczające zrobinki, widoczne gdzieniegdzie na zdjęciu powyżej), zawierający olejek z liści fiołka i drzewa Elemi, z kwiatu ylang - ylang. Prawie nieużywany, jakoś pierwsze próby spowodowały, że nie przypadł mi do gustu - mył przeciętnie i plątał włosy, więc wylądował gdzieś tam w czeluściach aż znalazłam go z okazji porządków. Dam mu szansę, zobaczymy jak się spisze na lipcowym wyjeździe.

Odżywka z kostce JUNGLE i nie obchodzi mnie jakie cuda zawiera bo jej nie da się używać, jest beznadziejna, nie wiem jak mam nałożyć ją na włosy, w instrukcji napisali by pienić w dłoniach ale ona się wogóle nie pieni, jest twarda i tępa. Czytałam gdzieś w sieci, że jest na nią sposób a mianowicie rozpuścić kostkę w niewielkiej ilości wody i przechowywać jako taką paciaję ale absolutnie nie podoba mi się ten pomysł, nie mam ochoty więcej bawić się z tym bublem. Aczkolwiek znalazłam jej pewne zastosowanie, wcieram w nią mokre pędzle z naturalnego włosia ( co jest długotrwałe i upierdliwe bo słabo się rozpuszcza ale jakoś szkoda mi ją wyrzucić).

Dostałam też próbkę szamponu przeciwdziałającego utracie włosów, pachnie mocno cynamonem i ten najbardziej przypadł mi do gustu z całej trójki, jeżeli miałabym kiedykolwiek jakiś jeszcze kupić to właśnie ten:

Mam też produkty do włosów Lush w tradycyjnej formie:

Szampon Cynthia Sylvia Stout 500ml
Sławna odzywka American Cream 500 ml

Oba kosmetyki dość fajne choć na kolana nie powalają, aczkolwiek ich używanie jest dość przyjemne, szampon dobrze myje ale zostawia choć miękkie to lekko szorstkie włosy, odżywka niesamowicie zmiękcza włosy i przyjemnie pachnie wanilią. Nie wiem czemu je odstawiłam po zużyciu połowy, muszę do niech koniecznie powrócić ;)

Oto składy:


2 komentarze:

  1. Ja tez kiedys strasznie sie napalilam na Lush kupialm szapony w kostce i szalu nie ma AMERCINAM CREAM nienawidzilam na p[oczatku moje wlody jednak wola silikony ale teraz lubie za zapach gdzie na poczatku jak kupilam nie wiedzialam jak ludzie moga sie zachwycac;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje włosy po AC są super miękkie, ale żeby super zachwyt? Eeee

    OdpowiedzUsuń