czwartek, 28 czerwca 2012

Zakupy mamy małego obozowicza ;)

Mamie obozowicza ( czyli mnie) też się przecież należy parę nabytków:
Lakier Essie nr 74 Tart Deco
Top Coast Essie good to go
Krem Avene TriAcneal ( na Avene było -30% zniżki) następca Effaclar A.I. który mi się skończył

Był ostatni dzień promocji i zaopatrzyłam się przy okazji w:
Tusz 2000 calorii Max Factor
Wodę termalną Avene

każde w niecodziennej cenie po ok 10 zł.

Kosmetyczka małego obozowicza

Wybrałam się z moim dzieckiem na zakupy kosmetyczne w celu zaopatrzenia jego letniej, wyjazdowej kosmetyczki. Mój 10 latek sam wybrał sobie żel pod prysznic i szampon ;) ja zaopatrzyłam go dodatkowo w krem z filtrem i emulsję przeciw komarom i kleszczom.
Ja widać dominują promocje z Superpharm.

W kosmetyczce znajdzie się oczywiście szczotka i pasta do zębów ( ale to mieliśmy w domu), dorzucam też Fenistil na ewentualne swędzące bąble i chusteczki higieniczne. I to wszystko, mam nadzieję, że wszystko wróci napoczęte i będzie dbał o higienę jak należy ;)

środa, 27 czerwca 2012

Rouge Coco Shine: Escale i Liberte

Pojawiły się w perfumeriach rok temu - Chanel Coco Shine - kupiłam pierwszy 49 Escale z ciekawości, to bezpieczny, różowy kolor, zawsze się przyda. Okazało się, że to bardzo przyjemny błyszczyk w sztyfcie i transparentnym kolorze, łatwy w aplikacji ( ja np. nie potrzebuję lusterka i krzywdy sobie nim nie robię), pięknie pachnący, sprawiający, że usta są delikatnie podkreślone, nawilżone. Szybko ( w kolejnej promocji) dokupiłam kolor do pary ( zauważyłyście już, że to moja sprawdzona metoda, mam produkty do ust w dwóch tonacjach kolorystycznych ;) 46 Liberte.
Escale to delikatny róż, Liberte brzoskwinka. Zwykłe, bezpieczne, zawszepasującedowszystkiego.
I jakoś zachwyt mi przeszedł, produkty na pewno miłe w użytkowaniu ale w połączeniu z wysoką ceną jakoś nie powaliły mnie na kolana. Nie wiem dlaczego ale nawet na pewien czas poszły w odstawkę gdy popadłam w szminkomaniactwo. Chociaż gdyby ktoś mi zaoferował kilka ładnych kolorków za połowę ceny to z pewnością nie pogardziłabym nimi ;).



wtorek, 26 czerwca 2012

Korres masełka do ust raz jeszcze

Pisałam tutaj o Lip Butters marki Korres, poużywałam je troszkę i takie mam oto spostrzeżenia:
- Jasmine i Pomerange mają ładne kolory ( pierwszy delikatnie rozjaśnia usta, drugi jest dość intensywny, koralowy)
- zapach i sam przyjemny
- wymagają użycia pędzelka, szczególnie ten intensywny kolor
- nakładają się troszkę tępo, czuję je troszkę na ustach, po pewnym czasie się warzą, są nietrwałe, wcale nie mam wrażenia wypielęgnowanych warg
- niekorzystny stosunek ceny do jakości, gdy zobaczyłam w Sephorze cenę 55 zł za słoiczek zbierałam szczękę z podłogi, według mnie nie są warte tych pieniędzy.

M.A.C Lip Balm HOT'N'SAUCY


 Możemy to sobie jasno i na wstępie powiedzieć: jestem wielbicielką firmy M.A.C ale co pochodzi z której kolekcji absolutnie mnie nie interesuje ;) więc nie pytajcie, mogę tylko opowiedzieć co mi się podoba a co nie.

Dzisiaj przedstawiam balsam do ust, którego zakup był dla mnie... hm niespodzianką.... a to dlatego, że jest on koloru czerwonego:
 Zawsze uważałam, że moje usta pomazane czerwoną szminką czy błyszczykiem powodują, że wyglądam lekko zdzirowato dlatego zawsze omijałam je szerokim łukiem. Ale wpadłam do M.A.C a i trafiłam na miłą i znającą się na rzeczy dziewczynę, która zaproponowała mi testowanie nowej, limitowanej kolekcji a ja grzecznie z propozycji skorzystałam ;)
No i wyszłam z balsamem M.A.C Lip Balm HOT'N'SAUCY w takim właśnie kolorze.
Ten balsamo - błyszczyk pięknie pachnie, łatwiutko się aplikuje ( ja preferuję pędzelek nie palec, chociaż i palcowa aplikacja daje dość fajny efekt ), zapach świeży, smak przyjemny. Moje usta wcale nie są wulgarne tylko mokre, wyraźne i nęcące co potwierdza ród męski ;)
O ile pamiętam kupiłam ten słoiczek jakoś tak na wiosnę, używam sporadycznie bo mam dużo produktów do ust ;), zużycie jak widać dość spore.

piątek, 22 czerwca 2012

Zakupy z Rossmanna

Do Rossmanna udałam się w celu zakupienia nowej szczoteczki do zębów:
Wyszłam oczywiście z pełną torbą ;)
Ciekawa jestem tych niby eko szamponów Timotei, nie używałam nic tej marki od wieków
Tu nic wielkiego: dwa żele pod prysznic + oliwka Alterry.

M.A.C Peachykeen & Deep Throat NARS

Zostałam zapytana czym różnią się powyższe.
Prawda, należą do tej samej, ciepłej tonacji kolorystycznej ale Peachykeen jest intensywniejszy, więcej w nim ceglastej czerwieni natomiast w Deep Throat dominuje róż złamany brzoskwinią, jest delikatniejszy.
M.A.C Peachykeen

NARS Deep Throat

Tu widać, że jednak się różnią aczkolwiek zrobiłam test porównawczy na policzkach i faktycznie muszę przyznać, że efekt jest bardzo ale to bardzo podobny ;)

Kocykomaniacy to my

Weszliśmy dosłownie na chwilkę do centrum handlowego w poszukiwaniu torebki na prezent, najbliżej był sklep Home & You...

wyszłam z torbą ozdobną i kocykiem ;)
Rodzina nie protestowała, wszyscy lubimy mięciutkie puchate, kolorowe... i w przecenie -30%... gnijemy na kanapie, zawijamy się, grzejemy i rozkoszujemy.

czwartek, 21 czerwca 2012

China Glaze Traffic Jam

Traffic Jam pochodzi z jesiennej kolekcji China Glaze o nazwie Metro, bardzo udanej zresztą, zakupiłam wtedy jeden z dwóch kompletów lakierów ( liczących kilka sztuk) który to towarzyszył mi wiernie przez całą zimę.

Piękny kolor malinowy róż z dodatkiem fioletu, dla mnie jest on ciemniejszym bratem Dim Sum Plum O.P.I
ta sama tonacja = różośliwka:
Aparat uparcie zjadał prawdziwy kolor, na powyższym zdjęciu jest on dość wierny, a najbardziej na małym palcu ;)
Za zdjęciu prawdziwy kolor tylko na małym palcu, reszta przekłamane. Jedna warstwa wystarczy, lakier jest kremowy i kryjący, ładnie się rozkłada, dwie warstwy natomiast wydobywają głębię koloru ;)


Yankee Candle: zakupy, prezenty

Znacie świece Yankee Candle? Ja od pierwszego wąchnięcia je pokochałam, nigdy wcześniej się nie spotkałam z tak pięknymi i intensywnymi zapachami świec, są po prostu obłędne. Kosztują sporo i jeżeli człowiek jest zapachoholikiem... cóż jest w niebezpieczeństwie on i jego portfel bo świece do najtańszych nie należą. Sprzedają je sklepy Organique ale ceny mają zabójcze i żadnych promocji, na szczęście YC można kupić w wielu sklepach internetowych ;)
Ja najczęściej kupuje tzw. tarty czyli pachnący wosk do kominka, jedna kosztuje 6 zł, wkładamy ją całą albo część do kominka i podgrzewamy, zapach będzie trwał ok tygodnia przy codzienny paleniu.
Powyżej to moje dawne zakupy, jeszcze z kwietnia:

White Gardenia
Ocean Blossom
Pink Lady Slipper

Dwie pierwsze były cudowne, po prostu upajałam się zapachem, Pink Lady natomiast taki sobie, chyba zbyt duszący.  Te które mi się najbardziej spodobały zaznaczyłam na czerwono a to  po to bym mogła sobie kiedyś wrócić do tego posta i bo przy ogromnej gamie zapachów YC łatwo zapomnieć, które się nam podobały a które nie ( np. ja kupiłam powtórnie Midnight Yasmin, którego nie znoszę).

Świece Yankee Candles to często kupowany przeze mnie prezent dla kobiet, dla nowego domu itp. Zwykle obdarowana osoba dzwoni do mnie po paru dniach i zachwycona serdecznie dziękuje ;))) szczególnie gdy wcześniej nie miała do czynienia z produktami YC.

W najbliższych dniach moja koleżanka obchodzi urodziny, mam już dla niej kupione:
Ona kocha wodę tj. morze, żeglowanie dlatego wybrałam dla niej dużą świecę Costal Waters oraz dwie morskie tarty i sycylijską limonkę ( niedawno była na Sycylii). Mam nadzieję, ze prezent się spodoba.

Sobie też kupiłam prezent ;)
będąca akurat w promocji COUNTY LEMONADE i wosk Pink Dragon Fruit.



Dwa uniwersalne błyszczyki: Pearl i Glow, Dior Addict Ultra Gloss

Wypatrzyłam jakiś czas temu w Douglasie takie oto przecenione o 30% błyszczyki, wpadły w moje łapy bo to dwa bardzo fajne, uniwersalne kolory a błyszczyki Diora z serii Addict Ultra Gloss to ja bardzo ale to bardzo lubię.

Dior Addict Ultra Gloss w odcieniach:
556 PEARL ( to ten różowy)
236 GLOW ( beżowy)

Błyszczyki są lekkie, transparentne, kremowe, mają przyjemny smak i zapach, nie wyłażą poza kontur ust, mają fajne precyzyjne pędzelki, zawierają maleńkie subtelne drobinki. Komfort noszenia jest niezwykły, uwielbiam je.
Jak widzicie często kupuję kosmetyki parami ;) bo dzięki temu nam dwie uniwersalne możliwości makijażowe, w tym przypadku jest to delikatny róż i beż, które pasują, pasowały i będą pasować do wszystkiego zawsze i wszędzie, do róznych tonacje makijażu i ubioru.
To taka moja podstawa niczym mała czarna ;)

środa, 20 czerwca 2012

Lush - moje doświadczenia i przemyślenia

Strasznie się kiedyś napaliłam na kosmetyki firmy LUSH, że naturalne, że ładnie pachną no i trudno dostępne w Polsce więc z ubiegłoroczej wycieczki do Londynu przywiozłam kilka specyfików: kule do kąpieli, szampon, odzywkę i różne kostki np. kokosowy dezodorant, kostkę do masażu i szampon w kostce.



W taj chwili mam jeszcze w użyciu szampony i odżywki - jak zapewne tu się domyślacie - kosmetyki Lush nie okazały się aż takim cudem bo męczę je rok i wciąż są obecne w mojej łazience ;))))

Szampon w kostce KARMA KOMBA, ma ułatwiać rozczesywanie, zawiera olejek pomarańczowy, z paczuli i sosny oraz lavendowy. Przyznam, że zapach mi odpowiada, jest intensywny, po myciu przez chwilę czuję go we włosach. Szampon bardzo dobrze się pieni, dobrze myje, moje półdługie włosy się po nim dość dobrze rozczesują i został moim szamponem na wyjazdy, pudełeczko w którym go przechowuję jest małe i lekkie ;) Jedyny minus to taki, że kostka po umyciu musi być pozostawiona do wyschnięcia, inaczej zamknięta w puszce się częściowo rozpuści i zrobi paćka.

Szampon w kostce ULTIMATE SHINE, nabłyszczający ( zawiera niby nabłyszczające zrobinki, widoczne gdzieniegdzie na zdjęciu powyżej), zawierający olejek z liści fiołka i drzewa Elemi, z kwiatu ylang - ylang. Prawie nieużywany, jakoś pierwsze próby spowodowały, że nie przypadł mi do gustu - mył przeciętnie i plątał włosy, więc wylądował gdzieś tam w czeluściach aż znalazłam go z okazji porządków. Dam mu szansę, zobaczymy jak się spisze na lipcowym wyjeździe.

Odżywka z kostce JUNGLE i nie obchodzi mnie jakie cuda zawiera bo jej nie da się używać, jest beznadziejna, nie wiem jak mam nałożyć ją na włosy, w instrukcji napisali by pienić w dłoniach ale ona się wogóle nie pieni, jest twarda i tępa. Czytałam gdzieś w sieci, że jest na nią sposób a mianowicie rozpuścić kostkę w niewielkiej ilości wody i przechowywać jako taką paciaję ale absolutnie nie podoba mi się ten pomysł, nie mam ochoty więcej bawić się z tym bublem. Aczkolwiek znalazłam jej pewne zastosowanie, wcieram w nią mokre pędzle z naturalnego włosia ( co jest długotrwałe i upierdliwe bo słabo się rozpuszcza ale jakoś szkoda mi ją wyrzucić).

Dostałam też próbkę szamponu przeciwdziałającego utracie włosów, pachnie mocno cynamonem i ten najbardziej przypadł mi do gustu z całej trójki, jeżeli miałabym kiedykolwiek jakiś jeszcze kupić to właśnie ten:

Mam też produkty do włosów Lush w tradycyjnej formie:

Szampon Cynthia Sylvia Stout 500ml
Sławna odzywka American Cream 500 ml

Oba kosmetyki dość fajne choć na kolana nie powalają, aczkolwiek ich używanie jest dość przyjemne, szampon dobrze myje ale zostawia choć miękkie to lekko szorstkie włosy, odżywka niesamowicie zmiękcza włosy i przyjemnie pachnie wanilią. Nie wiem czemu je odstawiłam po zużyciu połowy, muszę do niech koniecznie powrócić ;)

Oto składy:


wtorek, 19 czerwca 2012

O.P.I Vodka & Caviar

Jestem w domu z zaleceniem leżenia.
Cóż można wtedy robić? Ano można paznokcie pomalować ;) i już czas szybciej płynie.

Wybrałam O.P.I  Vodka & Caviar czerwoną czerwień na stopy, wybaczcie niedoróbki ale jako rekonwalescentka nie mogłam się dostatecznie powyginać ;)


Zdjęcia robione w różnym świetle, jedno na balkonie, drugie w pokoju dziecka ( z bok kawałek porzuconego klocka) - jednak prawdziwy kolor jest czymś pośrednim, ja opisałabym go jako czerwień po prostu, dość ciemną, intensywną, bez domieszek innych tonów.


Lakier ma żelową konsystencję dlatego aplikacja jest prosta, rozkłada się równiutko, nie ma smug, wymaga dwóch warstw, piknie błyszczy.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Bibułki matujące

Świecicie się? Nie całe oczywiście, mam na myśli twarz, błyszczący nosek, tłuściutkie czółko - wszystkie posiadaczki tłustych cer wiedzą co mam na myśli. Ja mam tłustą strefę T, policzki chyba normalne i przyznam, że jest to dla mnie utrapienie, po ok 2 - 3 godzinach od nałożenia podkładu zaczynam kapać...

Ale mam ratunek, najlepszy jaki do tej pory znalazłam (a wypróbowałam wiele bibułek, różnych firm) są to bibułki matujące Clean & Clear
kupowane oczywiście na Allegro za parenaście złotych.
Nie są to prawdziwe bibułki, nie drą się, nie są papierowe, tylko jakby plastikowe, wytrzymałe, jedną można używać wielokrotnie, nie niszczą makijażu, nie ścierają go, za to doskonale chłoną tłuszczyk.

Top coaty: Seche Vite, Essie i Sally Hansen

 Moim ulubionym utwardzaczem lakieru jest Seche Vite ( w tej chwili mam już drugie opakowanie o poj. 14 ml, pierwsze wystarczyło mi na ok pół roku ciągłego używania)

Preparat ten jest bezkonkurencyjny, żaden z używanych przeze mnie do tej pory nie utwardzał tak szybko lakieru, nie wysuszał go w parę minut. Można go kupić na allegro i w wielu sklepach internetowych na przykład tu
Seche Vite śmierdzi niemiłosiernie i gdzieś w połowie opakowania zaczyna gęstnieć a zaaplikowany ściąga lakier na paznokciu ale mam na niego sposób, dodaję parę kropel rozcieńczalnika do lakierów i mój utwardzać dalej sprawuje się znakomicie ( tj do następnego zgęstnienia ;) ).
Świeżutki Seche Vite ujednolica lakier, pokrywa go błyszczącą taflą i niesamowicie przedłuża jego żywotność na paznokciu. Ja mam już taką dziwną właściwość, że na moich paznokciach lakiery się nie trzymają, położone na gołą płytkę potrafią odprysnąć już kilka godzin po aplikacji. Natomiast położone na bazę i utwardzone potrafią wytrwać i tydzień w niezmienionym stanie. I jest to kolejna, ważna zaleta Seche Vite: moje lakiery dzięki niemu trwają kilka dni i wyglądają jakby wieżo zostały pomalowane, oczywiście po pewnym czasie lakier ściera się na końcówkach ale reszta ma się znakomicie.

Kolejny utwardzacz to Mega Shine Sally Hansen, poj 12,7ml
 Zakup z Allego ( z tyłu ma orientalne szlaczki ;) czyli pochodzi z rynku azjatyckiego) kosztował parenaście złotych, Ma dziwny długi pędzelek, śmierdzi jak wszystkie utwardzacze i działa całkiem ok, przynajmniej u mnie bo czytałam wiele niepochlebnych opinii na jego temat. Używam go obecnie bardzo bardzo rzadko bo pod względem trwałości jaką daje lakierowi nie umywa się do Seche Vite.
Denerwuje mnie troszkę opakowanie, bardzo szybko się wyciera i po pewnym czasie już nie wiadomo co jest w buteleczce.

Ostatni nabytek z Essie:
no chips ahead - lakier powierzchniowy mający zapobiegać odpryskom
Albo nie umiem go używać albo jest bublem nad bublami.
ON PRZED NICZYM NIE CHRONI, WRĘCZ PRZECIWNIE.....

niedziela, 17 czerwca 2012

Neon Żarówa Miss Selene 215

Odliczam godziny i minuty do wyjścia ze szpitala. Ciężko mi znaleźć tu sobie miejsce, pomyślałam: a może by tak pomalować pazurki? Więc poprosiłam męża by wybrał mi jakiś lakier do paznokci ;)
Przyszedł z 5 ml Miss Selene, kolor 215
;)))))

W buteleczce lakier wygląda na jaskrawą zieleń ale po pomalowaniu pierwszej warstwy...
Ujawniła się neonowa żółć złamaną odrobiną jasnej zieleni. Jedna warstwa smuży i mocno prześwituje
Na zdjęciu dwie warstwy a i tak widać prześwity oraz różnice tego co otrzymałam na paznokciach w porównaniu do koloru buteleczki: tu zielony tam żółty.
Cóż kolor na czasie wszak neon bardzo modny, trzeba mieć tylko opalone dłonie aby jako tako wyglądał.