piątek, 19 kwietnia 2019

Zużycia marca i kwietnia 2019



Szampon do włosów Alfaparf precious nature, 250 ml, naturalny, z wyciągiem z jagody i jabłka - bardzo dobrze myjący i pieniący się a przy tym łagodny, bardzo fajny szampon, choć dający dziwny efekt, podczas płukania moje włosy były dziwne, jakby czymś oblepione, ale ogólnie bardzo fajny i w duecie z maską keratynową dawał mi bardzo gładkie włosy.

Maska Alfaparf Keratin Therapy rehydrating mask, aż 500 ml, duża i fajna, jej główną zaletą był wzrost gładkości włosa, maska gęsta, nie ucieka z włosa, nie spływa, przyczepia się do niego, im dłużej trzymana tym lepiej, płuczemy i już czuć to wygładzenie, fajny produkt, chciałabym ją kupić ponownie!

L'oreal volume inflator - puder w sprayu zwiększający objętość. Oczywiście, że nie unosi nam włosów w magiczny sposób, raczej działa na zasadzie suchego szamponu, podejrzewam,


sobota, 23 lutego 2019

Zużycia stycznia i lutego 2019: Madara, Desert Essence, L'Ocitane


Madara purifying foam - pianka do mycia i usuwania makijażu. Madara to litewska marka kosmetyków naturalnych. Pianka jest naturalna natomiast mam sporo jej do zarzucenia jeżeli chodzi o jej właściwości myjące, jest zbyt delikatna aby usuwać makijaż, wbrew płomiennym obietnicom producenta. Używałam jej rano do przemycia twarzy po nocy ale wieczornemu czyszczeniu nie dała rady.

Desert Essence bulgarian lavender hand and body lotion - mleczko do ciała a zapachu lawendy i z ekstraktem ( między innymi) lawendowym. Desert Essence to znana mi i lubiana amerykańska marka sprzedające fajne pod względem składów i działania kosmetyki naturalne, do tej pory kupowałam jej szampony i odzywki do włosów, teraz zdecydowałam się również na balsam do ciała i jestem z niego bardzo zadowolona. Zapach lawendy faktycznie jest, w odpowiedniej dla mnie intensywności, jeżeli ktoś gustuje w tym zapachu to się nie zawiedzie. Tuba duża i wygodna, konsystencja kosmetyku w sam raz to tego typu opakowania, nie za rzadka nie nie maślana więc nie trzeba się w tubą siłować ani zbierać rozlanego mleczka. Działanie super, niezwykle szybko się wchłania jak na eko kosmetyk do ciała, nie jest zbyt tłuste ale jednocześnie odżywcze. Polecam, jeżeli będziecie mieć okazję do zakupu Desert Essence - warto wypróbować, tym bardziej, że ceny ich są bardzo umiarkowane.

L'Occitane foaming cleanser shea 5% - kremowa emulsja do oczyszczania twarzy. Och lubie ten kosmetyk bardzo, bardzo. Emulsja jest bardzo wydajna, bardzo gęsta, nabierałam na dłoń naprawdę niewielką ilość, łączyłam z wodą co tworzyło kremową piankę, którą oczyszczałam twarz. Tu, w przeciwieństwie do Madary, byłam bardzo zadowolona z efektu, emulsja była i delikatna i skuteczna a przy tym pięknie pachniała, jej używanie było bardzo przyjemne, skóra po jej zastosowaniu była bardzo miękka i jakby nawilżona. Niestety kosmetyki L'Occitane są dość drogie choć w tym przypadku nie miałam wrażenia zmarnowanych pieniędzy.


The body Shop - fijian water lotus body cream - krem do ciała jednej z moich ulubionych marek,  znanej raczej z maseł do ciała, tych o konkretnej, maślanej konsystencji, krem ten znacząco się od nich różnił, jak sama nazwa wskazuje - był to krem, który nie do końca polubił się z moją skórą. Nie, nie był zły ale chyba w okresie, kiedy po niego sięgałam potrzebowałam jednak mocniejszego i nawilżenia i natłuszczenia. Krem fijian water według mnie, nadaje się raczej dla mało wymagającej, nie przesuszonej skóry. Co do zapachu - bo to z nich przecież słyną te kosmetyki - delikatny, nienachalny, dość przyjemny.

Ava masło do ciała z serii carrot - zawiera olej ze słodkich migdałów, awokado, shea i wyciąg z marchewki - sprawdzało mi się o wiele lepiej niż poprzednik. Bardzo lubię te masełko i serdecznie polecam, nie jest łatwo dostępne więc jeżeli gdzieś się trafi bierzcie! Jest niedrogie ( ok 20 zł), ładnie pachnie, ma maślaną konsystencję ale wchłania się błyskawicznie - i to jest to co lubię, nie przepadam za kremami klejuchami napakowanymi olejami. Lubię lekką konsystencję i szybkie działanie.

Po raz kolejny: The body Shop camomile sumptuous cleansing butter - mój ulubiony balsam do rozpuszczania makijażu! Czemu go lubię? Niewielkie opakowanie bo tylko 90 ml ale taka wydajność, nabieram odrobinę - ziarnko fasolki - na dłonie, ocieplam, balsam traci stałą formułę i zaczyna się rozpływać, wtedy nakładam go szybko na twarz i zaczynam masaż, masuję i widzę jak makijaż się rozpuszcza, pozostałości usuwam np. mokrym ręczniczkiem Tami albo suchą chusteczkę. Potem oczywiście przystępuję do dalszego oczyszczania za pomocą emulsji/ żelu i wody. Widzę, że balsam wykonał dobrą robotę, szybko i przyjemnie pozwala pozbyć się tych wszystkich warstw makijażu.

piątek, 8 lutego 2019

Zużycia grudnia 2018: Guinot, Bielenda, Alterna, Rituals, Origins, Avene

Oto ostatnie puste opakowania roku 2018:


Bielenda hydrolat zielona herbata - nie jestem fanką tej marki, ale ten kupiony zupełnie przypadkiem hydrolat miło mnie zaskoczył. Dość przyjemny zapach, skład do przyjęcia, brak podrażnień, przyjemne uczucie nawilżenia i stonizowania skóry. Miło się używało również ze względu na nie wysoką cenę. Polecam.

Guinot z serii hydra tendre - soft wash off cleansing creme. Kosmetyk nie tani, prawie stówkę kosztujący, w sumie jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych ( kremy Guinot uwielbiam!) i wielkie rozczarowanie. Krem jest bardzo gęsty, trzeba mocno dusić tubę by go wydobyć. Efekt? Eeeee nic wielkiego, ok podrażnień nie było ale super oczyszczania również. Krem niestety dość wydajny jak na złość nie chciał się skończyć więc tak trwaliśmy w niezbyt udanym związku przez ok pół roku. Gdyby nie wydane 91 zł ....


Alterna - bamboo shine - luminous shine mist - czyli nabłyszczająca mgiełka do włosów - kosmetyk równie nie trafiony jak powyższy krem do mycia twarzy. Kosmetyk bez konkretnego efektu. Mgiełka, owszem ładnie pachnie, owszem rozpylanie jest jest przyjemne ale.... nic nie robi, ani blasku ani odżywienia ani nawilżenia, nic. W opakowaniu jest jej jeszcze odrobinka ale przymykam na to oko i uznaję je za puste. Bye bye żegnaj i nie wracaj.

Rituals - nawilżający olejek pod prysznic - moja ulubiona czerwona, ajuwerdyjska seria! Pachnie obłędnie! Bo i dla zapachu ją kupuję próbując znaleźć złoty środek w kosmetycznej dżungli, między tym co eco i naturalne a chemicznym aż niesamowicie pachnącym. Czasem trzeba sobie sprawić trochę zapachowej rozkoszy ;) Olejek był bardzo miły z używaniu, dość wydajny, kiedyś jeszcze go dorwę!


Origins drink up - 10 minutowa maseczka nawilżająca - uwielbiam maski Origins - ta ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, szybko nawilża, wg mnie dobra dla młodej albo tłustej skóry wymagającej nawilżenia. Używana z przyjemnością od początku do końca. Wciąż stosuję jej bogatszą siostrę ( overnight mask) i chyba tę wersję aktualnie wolę ale.... drink up była na prawdę w porządku.

Bobbie Brown - hydrating face cream - bardzo bogaty i mocno nawilżający krem, stosowałam go na dzień tej zimy ( to mniejsza 30 ml pojemność), wydajny, przypominał mi bardzo w działaniu krem MAC studio moisture, bardzo, bardzo podobne ( MAC nieco tańszy)

Avene antirougeus - krem nawilżający na dzień z filtrem SPF 20. Jest to seria dla cer naczynkowych. Mam spore zaczerwienienia na twarzy ale są one pamiątką rozległego stanu zapalnego. Miałam nadzieję, że ten krem nieco wyciszy skórę w tych miejscach. Faktycznie krem jest lekki i delikatny, wchłania się ładnie, nawilża, wrażliwa cera będzie zadowolona.

sobota, 15 grudnia 2018

Zużycia listopada 2018: Got2b, L'oreal, Origins, Human+kind

Zaczynam od złe trójki


Marka Got 2B - jeżeli jeszcze raz przyjdzie mi do głowy coś z niej kupić proszę uprzejmie o grom z jasnego nieba! Albo elektrowstrząsy... Oto przed Państwem trzy buble:

Suchy szampon o przewrotnej nazwie Fresh it up texture - antyszampon - jego użycie gwarantuje natychmiastowy brak świeżości, oklap, sztywność jakby włosy nie były myte co najmniej tydzień temu, najgorszy suchy szampon z jakim się do tej pory zetknęłam. Ok, zapach jest do przyjęcia. 200ml, cena ok 17 zł.

Lakier do włosów Volumania hairspray - robi mniej więcej to co szampon, usztywnia, skleja i natychmiast włos traci świeżość. Na nieszczęście butla jest ogromna i produktu w środku co najmniej połowa ale nie mam już siły do tego bubla, nie chcę więcej posklejanych strąków - leci do kosza na śmieci. 300 ml, cena ok 20 zł.

Utrwalający spray nabłyszczający Oh ma nude - suchy, lekki olejek w mgiełce - ten przynajmniej krzywdy człowiekowi nie robi, pachnie jak tako, troszkę błysku chyba daje, nic a nic nie utrwala - kosmetyk nic - bez sensu wydane pieniądze. 100 ml. cena ok 16 zł.

Jednym słowem got2b - no more!

Ok, buble mamy za sobą teraz część zdecydowanie przyjemniejsza, oto trzy kosmetyki, które świetnie się u mnie sprawdziły:


Human+kind - body wash orange - pomarańczowy, naturalny żel do mycia ciała ( i włosów) o delikatnym składzie, o intensywnie cytrusowym zapachu. Bardzo przyjemny kosmetyk, w wygodnej miękkiej tubie, poręcznej, zapach przyjemny jeżeli lubi się cytrusy. Myje typowo dla tego typu produktów czyli nie pieni się mocno, ale myje, nie wysusza, jego używanie było dość przyjemne. 250 zł, cena w promocji ok 12 zł ( za cenę tzw. regularną czyli ok 20 zł nigdy w życiu nie kupię, za drogo)

Origins maseczka 10 minutowa Drink Up - kosmetyk chyba juz kultowy, ja go uwielbiam! Maseczka fantastycznie nawilża, ma lekką formułę, po 10 minutach cera jest bardzo przyjemnie napięta i gładka, jest bardzo wydajna i patrząc na to ile razy jej używałam, myślę, że cena jednostkowego użycia jest całkiem do przyjęcia, mamy tu aż 100 ml za ok 100 zł bez promocji ( oczywiście, że kupuje się ją gdy w Sephorze jest -20%)

Loreal serie expert - volume inflator - puder w sprayu zwiększający objętość - ten, w odróżnieniu od bubelków z Got2b naprawdę działa, puder jest lekki, nie ma żadnego koloru, aplikuje się go przyjemnie, nie bieli włosów, nie obciąża, włosy faktycznie zyskują na objętości.250 zł cena ok 50 zł.

sobota, 5 maja 2018

Zużycia kwietnia 2018 cd - Bioline, Rituals, L'Occitane, Anwen, MDM


Bioline olive oil&fig face& body shower gel - żel naturalny, przezroczysty, o niewielu składnikach, fantastyczny :) ładnie pachnie i delikatnie myje, polska marka, cena taka sobie, mogłaby być niższa, bardzo ładne opakowanie.

Rituals the ritual of ayurveda, harmonizing, foaming shower gel, indian rose &sweet almond oil - lubię czasem sięgać po mniej naturalne produkty ale za to ładnie i intensywnie pachnące. Pianka w czerwonym, metalowym opakowaniu, dość wydajna, pięknie pachnąca ( zapach ten przypadł do gustu całej mojej rodzinie), cena dość wysoka, stacjonarnie dostępna w Sephorze, na pewno kiedyś kupię ponownie.


L'Occitane ultra light cream 5% shea butter - ultralekki kerem do ciała, jest jakby spulchniony, z bąbelkami powietrza, zapach ma bardzo przyjemny, jest to woń czystości ( tak mi się kojarzy), jego działanie jest przeboskie, fantastyczne! Rozprowadza się po skórze lekko, wchłania bardzo szybko, czuć jakby falę nawilżenia, która utrzymuje się bardzo długo. Nakładam wieczorem a rano mam niesamowicie miękką i gładką skórę. Używałam kiedyś balsamu migdał tej samej marki, który pachniał cudnie ale balsam shea ma u mnie 100 razy lepsze działanie. To cudowne nawilżenie, efekt, który uwielbiam. Jedyną wadą tego kosmetyku jest naprawdę wysoka cena.

Ministerstwo Dobrego Mydła - len i konopie - odżywczy mus do ciała - mieszanina różnych naturalnych maseł i olei, na pewno nie jest to mus ( prawdziwym musem jest wspomniany wyżej shea butter), znowu producent zmyla nazwą, kosmetyk ma bardzo zbitą, twardą formułę, która mięknie w kontakcie z ciałem, robi się oleista. Dobry dla suchej skóry, jako element zimowej pielęgnacji, na całe ciało lub w wybrane partie ( latem wcieram tego typu preparaty jedynie w miejsca strategiczne czyli łokcie, kolana, czasem w stopy), ma ziołowy zapach i całkiem dobre działanie, u mnie ta mieszanka stosunkowo dobrze się wchłania więc jestem zadowolona.

ANWEN maska kiełki pszenicy i Kakao do włosów wysokoporowatych - przyznać trzeba, że blogerka, włosomaniaczka, dobrze rozpoznała potrzeby klientek i wyprodukowała całkiem dobry kosmetyk. Ponieważ dostępny jest jedynie on line kupiłam za jednym zamachem, niejako na próbę, dwie maski, jedną do włosów średnioporowatych, drugą do wysoko i obie były bardzo dobre, sprawdziły się ( choć ta do średnioporowatych chyba bardziej dopasowana do moich potrzeb). Najlepszy rezultat uzyskuje trzymając ją na włosach ok pół godziny ( kto ma na to czas ;)). Ładny zapach, dość zwarta konsystencja, maska szybko oblepia włos, nic nie spływa, jest wydajna. Naprawdę fajny produkt, wart wypróbowania.

Krople nawilżające do oczu Thealoz Duo - ku mojej pamięci, jednej z lepszych kropli, bardzo dobrze nawilżają, łagodne, bez konserwantów, odpowiednie, nie przekombinowane opakowanie i aplikator.


Perfumy

Signiorina Misteriosa Salvatore Ferragamo - woda perfumowana, 100 ml - jest to delikatna słodycz jaką uwielbiam, moje ukochane ostatnio perfumy

Estee Lauder Modern Muse Chic - perfumy od EL odczuwam jako bardzo intensywne i długo pachnące, zapach  jednej strony mi się podoba, z drugiej trochę mnie drażni. Signiorinę kupiłabym bez wahania za to z Modern Muse chyba pożegnam się trwale.




piątek, 4 maja 2018

Zużycia i buble kwietnia 2018: Andalou, Alkemie, Guinot, evree, Vianek, GoCranberry

Na poczatek dwa buble:


Naturalny dezodorant schmidt's ylang-ylang +calendula w sztyfcie. Do tej pory używałam wersji w słoiczkach i te sprawowały się znakomicie natomiast opcja w sztyfcie to totalne nieporozumienie. Sam sztyft jest przeraźliwie twardy i suchy i przeniesienie z niego kosmetyku na skórę jest niemal niemożliwe, można sobie za to podrażnić pachę szorując po skórze. No nie sposób tego używać i leci do kosza na śmieci

Kiehl's washable cleansing milk - kupiłam bo w opisie polecano je wrażliwej i suchej skórze, niestety ale mimo wszystko podraznia mnie, wywołuje nieznośne pieczenie. Zerkam na skład - dziwnie długi jak na mleczko do demakijażu, również dwa parabeny ( dziwne - do wrażliwej skóry??). Po kilkukrotnym użyciu oddają w inne, może mniej wrażliwe ręce. Coraz mniej lubię markę Kiehl's :)

Zużycia:


Andalou 1000 roses cleansing foam - naturalna, o dobrym składzie, marka Andalou w Polsce jest chyba niedostępna, moja pianka pochodzi z iHerb. Jeżeli pisałabym regularnie o swoich ulubieńcach to ta z pewnością znalazłaby się w czołówce. Jest to produkt idealny, po którego sięga się z prawdziwą przyjemnością, który nie nudzi się, działa jak ma działać a gdy się kończy czuje się rozczarowanie - jak to już? Na pewno kupię ponownie.

Alkemie - nr 3 Perfect balance 24 calmig cream oraz SOS soothing serum. Najpierw wspomną jak seledynowa linia Alkemie trafiła do mnie: miałam poważną chorobę skóry, duży stan zapalny, szukałam kosmetyku zawierającego probiotyki oraz substancje łagodzące i nawilżające, chciałam ją ukoić, podrażnioną intensywnym leczeniem. Wertując internety wpadła mi w oko ta seria - microbiome, opis jej był imponujący, dokładnie to czego szukałam. Kupiłam więc cały zestaw, strzał w ciemno bo nie było szans przetestowania przed zakupem ale okazał się udany. Krem i serum dobrze nawilżały, nie podrażniały ( a przyznam, że w tym trudnym dla mnie okresie, inne kosmetyki potrafiły mocno drażnić, piec, nawet palić skórę). Czy spróbuję coś jeszcze tej marki. Myślę, że tak choć przykro, że do zakupu producent nie dołączył ani jednej próbki, jakby mu nie zależało abym zrobiła u nich ponowne zakupy.

Guinot 777 lift firming cream - wzmacniający krem do wszystkich rodzajów skóry - bardzo dobry, szybko się wchłania i bardzo mocno odżywia, świetny wybór dla każdej dojrzałej skóry, nadaje się i na dzień i na noc, wygodna tuba. Guinot to marka gabinetowa, dostepna jest w bodajże dwóch sklepach internetowych, polecana przez moją kosmetyczkę.


evree lips&more balsam do ust i nie tylko, pomarańczowy - bardzo fajny balsam do ust, o miękkiej konsystencji, lekko nawilżający i natłuszczający, wystarczył mi na ok 2 miesiące niemal nieustannego smarowania ( on i dziesiątki innych) ust. Dobry, niedrogi, wart polecenia.

Vianek nawilżający płyn micelarny cera sucha i wrażliwa - płyn średniak, nie podrażnia ale skuteczność taka sobie.

GoCranberry żurawinowy płyn micelarny - na pewno skuteczniejszy niż poprzednik, całkiem przyzwoity micel, bardzo dobre pierwsze wrażenie jeżeli chodzi o markę.

środa, 4 kwietnia 2018

Zużycia marca 2018: Bioline, Prada, The Body Shop, La Roche Posay, Wella


Na pierwszy ogień szklane buteleczki:

Dior Miss Dior woda perfumowana - tak bardzo chciałam mieć te perfumy, tak bardzo, zapach wydawał mi się wyjątkowy, kobiecy niezwykle, w końcu kupiłam, a wiadomo perfumy Diora do najtańszych nie należą i.... miłość jakoś się ulotniła. Strasznie ciężko było mi zużyć Miss Dior, zapach nagle wydawał się zbyt ostry, zbyt świeży, zbyt drażniący.

Prada Candy klasyczny i chyba pierwszy zapach z całej rodziny. To zapach słodyczy, cukierka, słodziutki i otulający, zapachy tego typu nazywam "swetrowymi" kojarzą się z ciepłym kocykiem albo mięciutki swetrem. Idealnie osładza zimową szarość, używam regularnie i z wielką przyjemnością.

Bioline - hydrolat melisa - jak zwykle szczerze polecam, skład 100% hydrolat, bez dodatków, delikatny, naturalny, wydajny w uroczej buteleczce. Kupujcie, warto.

Rexona invisible - dezodorant jak dezodorant, nie widzę między nimi różnicy czy to Rexona czy Nivea czy Dove, antyperspirantów używam naprawdę rzadko, tylko gdy to niezbędne, kupuje ten, który aktualnie jest w promocji, nie przywiązuję się do marki.


Trochę pielęgnacji:

The Body Shop Almond Milk & Honey lotion nawilżający - jak na lotion to formuła jest mocno odżywcza, choć jednocześnie lekka. Mleczko wchłania się błyskawicznie, zapach jest delikatny, nie drażniący, nie dominuje. Dla mnie najważniejsze było jednak działanie - bardzo ładnie i długotrwale nawilżał, tubę zużyłam do ostatniej kropelki i zakupiłam kolejne opakowanie korzystając z kolejnej promocji. Fajny - zwrócicie uwagę w sklepach TBS. Polecany do suchej skóry, używany codziennie wystarczył na miesiąc

Bioline intensive skin care day & night cream ( z witaminą E) - kolejna pochwała dla marki Bioline, której hydrolaty kupuję namiętnie, krem bardzo treściwy, dobrze nawilżał i odżywiał, stosowałam go na noc, rano twarz była nawilżona. Higieniczna pompka i ładne, minimalistyczne opakowanie, cena też całkiem ok.

La Roche Posay Effaclar H - kiedyś używałam wersję złuszczającą z serii effaclar, ten jest bardzo mocno nawilżający, kojący, u mnie zostawia tłustawy film. Używam go na dzień w związku a przeprowadzaną izotekową kuracją, sprawdził się - polecam wszystkim.

Wella oil reflections - maseczka do włosów - małe opakowanie lecz maseczka niezwykle wydajna o konsystencji niemal masła, mocno odżywcza, bardzo ją lubiłam, ładny zapach, łatwa aplikacja, działanie zadawalające. Chyba kiedyś kliknę ją jeszcze raz.