poniedziałek, 17 czerwca 2019

Zużycia marca i kwietnia 2019



Szampon do włosów Alfaparf precious nature, 250 ml, naturalny, z wyciągiem z jagody i jabłka - bardzo dobrze myjący i pieniący się a przy tym łagodny, bardzo fajny szampon, choć dający dziwny efekt, podczas płukania moje włosy były dziwne, jakby czymś oblepione, ale ogólnie bardzo fajny i w duecie z maską keratynową dawał mi bardzo gładkie włosy.

Maska Alfaparf Keratin Therapy rehydrating mask, aż 500 ml, duża i fajna, jej główną zaletą był wzrost gładkości włosa, maska gęsta, nie ucieka z włosa, nie spływa, przyczepia się do niego, im dłużej trzymana tym lepiej, płuczemy i już czuć to wygładzenie, fajny produkt, chciałabym ją kupić ponownie!

L'oreal volume inflator - puder w sprayu zwiększający objętość. Oczywiście, że nie unosi nam włosów w magiczny sposób, raczej działa na zasadzie suchego szamponu, podejrzewam,

większośc tekstu i zdjęcia zniknęły :( 
bloggerze co jest?

Kolorówkowe zużycia ostatnich czasów: Tarte, Too Faced, Fenty, Urban Decay

Z kolorówką jest tak, że regularnie kończy się podkład, baza, mascara, korektor - cała reszta ma na to małe szanse, no chyba że jesteście minimalistkami ;) ja nie, ja mam całą masę, całą górę palet cieni, róży czy bronzerów ale końca tam nie widać.


Natomiast tutaj mam garść mascar, takich które moje oczy były w stanie względnie znieść. Podejrzewam, że uczula mnie czarny barwnik, nie jest to potwierdzone żadnym badaniem, jedynie obserwacją. Domyślacie się pewnie jaki to smutek dla fanki makijażu.

Od lewej
Tarte lights, camera, lashes™ 4-in1 mascara o taka tylko z edycji limitowanej po prawej stronie widać miniaturkę tej samej mascary - mają one śmieszne opakowania, jakby etui, za pierwszym razem myślałam, że się je ściąga i ciągnęła tak długo aż zepsułam opakowanie ;)  Tusz jest naprawdę fajny, ma dobry skład, szczoteczka dla mnie w sam raz, szkoda ż tylko w wersji czarnej.

Artdeco high definition volume z trójkatną szczoteczką, całkiem ok, bez parafiny w składzie, daje dość naturalny efekt

Kochany przeze mnie korektor shape tate contour concealer Tarte tutaj odcień light sand zużyty do ostatniej kropelki - naj -lep-szy korektor ever! Bo jest lekki i jednocześnie dobrze kryje, bo nie podrażnia, bo ładnie stapia się ze skórką. Stosuję do pod oczy i jako bazę pod cienie ( aktualnie mam trzy odcienie: light sand, fair - uwaga niemal biały i ten kładę pod cienie oraz light neutral).

Klasyka czyli Catrice camouflage korektor w płynie - zna go chyba każdy a kto nie zna niech lepiej zerknie do Hebe i przetestuje. Najlepszy korektor w tej półce cenowej, używam go regularnie i z dużym zadowoleniem, krycie jest lżejsze ) do zadań specjalnych mam shape tate) - jedynym zarzutem jest bardzo mała wydajność ale niska ceną ją rekompensuje.

Collistar mascara infinito stacjonarnie dostaniecie go w Douglasie ale w sklepach internetowych jego cena jest o wiele niższa. U mnie efekt działania tego tuszu jest idealny, rzęsy podkreślone, uzycie łatwe, trwałość duża. Kupowałam go regularnie bo najmniej podrażniał moje wrażliwe oczy. Będę testować jego wersję w kolorze brązowym, przekonamy się czy faktycznie uczula mnie czarny barwnik.

Eyeko lash alert mascara make up & go - to jest naprawdę fajna mascara! ma wygiętą szczoteczkę, tusz jest trwały, rzęsy ładnie podkreślone, bardzo podoba mi się elastyczna tubka, pewnie można tusz zużyć do samiuśkiego końca. Szkoda, że nie mają brązowych.

Zestaw przedstawiony powyżej to moi mocni faworyci, mistrzowie na których można polegać

Tegoroczna nowość w Sephorze - Fenty Beauty i moje odkrycie kosmetyczne roku 2018, podkład pro filtr soft matte podkład kryjący i długotrwały o imponującym zestawie odcieni ( mój to 140 jasny z żółtymi tonami - idealne dopasowanie do mojej karnacji), jak widać zużyłam już dwa opakowania. Mamy tu smukłe, szklane buteleczkę z pompką, krycie bardzo dobre, trwałość super ( stosuję wcześniej bazę tej samej marki) - porównywalna z Double Wear EL - aplikacja u mnie bezproblemowa albo pędzel abo gąbeczka - mam jedno zastrzeżenie - bardzo mała wydajność, jedno opakowanie wystarcza mi na ok 3 miesiące i nie jest jedynym podkładem jaki używam więc jeżeli chodzi o koszty to są one nie małe, tym bardziej, że Fenty jako nowa marka nie podlega regularnym zniżkom w Sephorze ( a sama cena tego podkładu ciągle idzie w górę).

Too Faced hangover primer baza pod podkład - o lekkiej, szybko wchłaniającej się konsystencji, szybkie wchłanianie i szybkie działanie, ekspresowe nawilżenie, wg mnie sprawdzi się u cer mieszanych czy tłustych, które potrzebują nawilżenia i wymagają lżejszych receptur.

Urban Decay All nighter - spray utrwalający makijaż - absolutny numer jeden wśród utrwalaczy makijażu! Fantastyczny! Widzicie tu chyba z 3 opakowanie jakie zużyłam, jedno się kończy i lecę po następne bo nie ma niczego lepszego. Sięgam po niego, wiadomo - przed większym wyjściem, imprezą ale czasem mamy taki dzień, że zależy nam na wyglądzie i trwałym makijażu, albo gdzieś biegam coś załatwiam, warunki różne, czasu na poprawki nie ma - All Nighter jest u mnie niezawodny.

Shiseido synchro skin lasting liquid foundation - również bardzo dobry podkład, ma zaskakującą konsystencję, jest mianowicie całkiem wodnisty, woda z pigmentem, jak to nakładać? Trzeba się nieco dograć, w końcu się nauczyłam, pędzel daje mu większe krycie ale czasem smuży, gąbka mam wrażenie, że go przede wszystkim pochłania a dopiero potem oddaje skórze. Krycie dobre ale czasem widać było prześwity, efekt satynowy, pudrowy. Był też pewien kłopot z odcieniem, O ( czyli te ciepłe, żółtawe u marki Shiseido) 2 jest bardzo jasny lecz między O2 a O3 jest przepaść w natężeniu koloru, producent oferuje dość skromną paletę ( w porównaniu do nowoczesnych i idących z aktualnymi tendami marek typu Huda Beauty czy Fenty Beauty) i leci po staremu albo bardzo jasne albo bardzo ciemne. Kupiłam O2 i miałam wrażenie, że czas szykować się do trumny - jakość uleciało życie z mojej twarzy gdy go nałożyłam. Dokupiłam kolejny odcień by go mieszać - okazało się, że jest dla mnie bardzo ciemny, musiałabym się ostro opalać by mu dorównać. Finalnie mieszałam obydwa w dość skomplikowany sposób i jakoś się zużyły ( na zdjęciu opakowanie O2, O3 zdążyłam wcześniej wyrzucić).

poniedziałek, 27 maja 2019

Zużycia kwietnia i maja 2019: Vianek, Avene, Garnier, Mixa, Nivea



Vianek masło do ciała z serii nawilżającej, tej niebieskiej - ja fanką Vianka nie jestem, mam wrażenie że wszystkie serie działają podobnie i podobnie pachną, To masło oczywiście masłem nie jest tylko kremem jak wiemy to częsty zabieg marketingowy producentów, w "dziwny" sposób nazywają konsystencje, jeżeli to ma być masło to na pewno mocno roztopione ;) Jeżeli chodzi o dzianie to ok, wchłaniało się po pewnym czasie ale nawilżenie było czuć, dość bogata i ciężka konsystencja. Przeciętniak.

Avene seria Cleanance hydra soothing cleansing cream 200 ml - to świetny i delikatny kosmetyk oczyszczający, bardzo łagodne w działaniu, gęste mleczko, które natychmiast rozpuszcza makijaż, łatwo zmywalne wodą. Byłam pod wrażeniem skutecznością i łagodnością myślę, że wrażliwcy będa zadowoleni, Bardzo polecam.

Garnier Fructis macadamia hair food - wygładzająca maska do włosów - drugi kosmetyk z dzisiejszego zestawienie, z którego byłam bardzo zadowolona. Maksa jest niedroga ( ok 20 zł) duża, wydajna, gęsta, pięknie pachnąca, jak posiedzi na włosach dłużej, tak z pół godziny - włosy stają sie bajecznie gładziutkie. Bardzo ją lubię i na 100% kupię ponownie. Dodam jeszcze,  że działaniem nie odbiega od innych droższych kosmetyków.


Mixa płyn micelarny do bardzo wrażliwej skóry - też byłam zadowolona pod każdym względem, cena, wydajność, działanie, szybkość i skuteczność usuwania makijażu, bardzo polecam.

Nivea creme care - żel pod prysznic. Zaczęliśmy kosmetykiem z gatunku "nic specjalnego" i takim też skończymy. Kupiłam klasyczny żel Nivea mając nadzieję, że będzie pachniał jak dawny.... Nivea. ALe teraz zapach wydał mi się inny, sztuczny, poza tym żel jak żel co miał umyć to umył ale zapach - rozczarowanie ;) ( kupiłam wyłącznie dlatego, że był w promocji ;)))

sobota, 23 lutego 2019

Zużycia stycznia i lutego 2019: Madara, Desert Essence, L'Ocitane


Madara purifying foam - pianka do mycia i usuwania makijażu. Madara to litewska marka kosmetyków naturalnych. Pianka jest naturalna natomiast mam sporo jej do zarzucenia jeżeli chodzi o jej właściwości myjące, jest zbyt delikatna aby usuwać makijaż, wbrew płomiennym obietnicom producenta. Używałam jej rano do przemycia twarzy po nocy ale wieczornemu czyszczeniu nie dała rady.

Desert Essence bulgarian lavender hand and body lotion - mleczko do ciała a zapachu lawendy i z ekstraktem ( między innymi) lawendowym. Desert Essence to znana mi i lubiana amerykańska marka sprzedające fajne pod względem składów i działania kosmetyki naturalne, do tej pory kupowałam jej szampony i odzywki do włosów, teraz zdecydowałam się również na balsam do ciała i jestem z niego bardzo zadowolona. Zapach lawendy faktycznie jest, w odpowiedniej dla mnie intensywności, jeżeli ktoś gustuje w tym zapachu to się nie zawiedzie. Tuba duża i wygodna, konsystencja kosmetyku w sam raz to tego typu opakowania, nie za rzadka nie nie maślana więc nie trzeba się w tubą siłować ani zbierać rozlanego mleczka. Działanie super, niezwykle szybko się wchłania jak na eko kosmetyk do ciała, nie jest zbyt tłuste ale jednocześnie odżywcze. Polecam, jeżeli będziecie mieć okazję do zakupu Desert Essence - warto wypróbować, tym bardziej, że ceny ich są bardzo umiarkowane.

L'Occitane foaming cleanser shea 5% - kremowa emulsja do oczyszczania twarzy. Och lubie ten kosmetyk bardzo, bardzo. Emulsja jest bardzo wydajna, bardzo gęsta, nabierałam na dłoń naprawdę niewielką ilość, łączyłam z wodą co tworzyło kremową piankę, którą oczyszczałam twarz. Tu, w przeciwieństwie do Madary, byłam bardzo zadowolona z efektu, emulsja była i delikatna i skuteczna a przy tym pięknie pachniała, jej używanie było bardzo przyjemne, skóra po jej zastosowaniu była bardzo miękka i jakby nawilżona. Niestety kosmetyki L'Occitane są dość drogie choć w tym przypadku nie miałam wrażenia zmarnowanych pieniędzy.


The body Shop - fijian water lotus body cream - krem do ciała jednej z moich ulubionych marek,  znanej raczej z maseł do ciała, tych o konkretnej, maślanej konsystencji, krem ten znacząco się od nich różnił, jak sama nazwa wskazuje - był to krem, który nie do końca polubił się z moją skórą. Nie, nie był zły ale chyba w okresie, kiedy po niego sięgałam potrzebowałam jednak mocniejszego i nawilżenia i natłuszczenia. Krem fijian water według mnie, nadaje się raczej dla mało wymagającej, nie przesuszonej skóry. Co do zapachu - bo to z nich przecież słyną te kosmetyki - delikatny, nienachalny, dość przyjemny.

Ava masło do ciała z serii carrot - zawiera olej ze słodkich migdałów, awokado, shea i wyciąg z marchewki - sprawdzało mi się o wiele lepiej niż poprzednik. Bardzo lubię te masełko i serdecznie polecam, nie jest łatwo dostępne więc jeżeli gdzieś się trafi bierzcie! Jest niedrogie ( ok 20 zł), ładnie pachnie, ma maślaną konsystencję ale wchłania się błyskawicznie - i to jest to co lubię, nie przepadam za kremami klejuchami napakowanymi olejami. Lubię lekką konsystencję i szybkie działanie.

Po raz kolejny: The body Shop camomile sumptuous cleansing butter - mój ulubiony balsam do rozpuszczania makijażu! Czemu go lubię? Niewielkie opakowanie bo tylko 90 ml ale taka wydajność, nabieram odrobinę - ziarnko fasolki - na dłonie, ocieplam, balsam traci stałą formułę i zaczyna się rozpływać, wtedy nakładam go szybko na twarz i zaczynam masaż, masuję i widzę jak makijaż się rozpuszcza, pozostałości usuwam np. mokrym ręczniczkiem Tami albo suchą chusteczkę. Potem oczywiście przystępuję do dalszego oczyszczania za pomocą emulsji/ żelu i wody. Widzę, że balsam wykonał dobrą robotę, szybko i przyjemnie pozwala pozbyć się tych wszystkich warstw makijażu.

piątek, 8 lutego 2019

Zużycia grudnia 2018: Guinot, Bielenda, Alterna, Rituals, Origins, Avene

Oto ostatnie puste opakowania roku 2018:


Bielenda hydrolat zielona herbata - nie jestem fanką tej marki, ale ten kupiony zupełnie przypadkiem hydrolat miło mnie zaskoczył. Dość przyjemny zapach, skład do przyjęcia, brak podrażnień, przyjemne uczucie nawilżenia i stonizowania skóry. Miło się używało również ze względu na nie wysoką cenę. Polecam.

Guinot z serii hydra tendre - soft wash off cleansing creme. Kosmetyk nie tani, prawie stówkę kosztujący, w sumie jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych ( kremy Guinot uwielbiam!) i wielkie rozczarowanie. Krem jest bardzo gęsty, trzeba mocno dusić tubę by go wydobyć. Efekt? Eeeee nic wielkiego, ok podrażnień nie było ale super oczyszczania również. Krem niestety dość wydajny jak na złość nie chciał się skończyć więc tak trwaliśmy w niezbyt udanym związku przez ok pół roku. Gdyby nie wydane 91 zł ....


Alterna - bamboo shine - luminous shine mist - czyli nabłyszczająca mgiełka do włosów - kosmetyk równie nie trafiony jak powyższy krem do mycia twarzy. Kosmetyk bez konkretnego efektu. Mgiełka, owszem ładnie pachnie, owszem rozpylanie jest jest przyjemne ale.... nic nie robi, ani blasku ani odżywienia ani nawilżenia, nic. W opakowaniu jest jej jeszcze odrobinka ale przymykam na to oko i uznaję je za puste. Bye bye żegnaj i nie wracaj.

Rituals - nawilżający olejek pod prysznic - moja ulubiona czerwona, ajuwerdyjska seria! Pachnie obłędnie! Bo i dla zapachu ją kupuję próbując znaleźć złoty środek w kosmetycznej dżungli, między tym co eco i naturalne a chemicznym aż niesamowicie pachnącym. Czasem trzeba sobie sprawić trochę zapachowej rozkoszy ;) Olejek był bardzo miły z używaniu, dość wydajny, kiedyś jeszcze go dorwę!


Origins drink up - 10 minutowa maseczka nawilżająca - uwielbiam maski Origins - ta ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, szybko nawilża, wg mnie dobra dla młodej albo tłustej skóry wymagającej nawilżenia. Używana z przyjemnością od początku do końca. Wciąż stosuję jej bogatszą siostrę ( overnight mask) i chyba tę wersję aktualnie wolę ale.... drink up była na prawdę w porządku.

Bobbie Brown - hydrating face cream - bardzo bogaty i mocno nawilżający krem, stosowałam go na dzień tej zimy ( to mniejsza 30 ml pojemność), wydajny, przypominał mi bardzo w działaniu krem MAC studio moisture, bardzo, bardzo podobne ( MAC nieco tańszy)

Avene antirougeus - krem nawilżający na dzień z filtrem SPF 20. Jest to seria dla cer naczynkowych. Mam spore zaczerwienienia na twarzy ale są one pamiątką rozległego stanu zapalnego. Miałam nadzieję, że ten krem nieco wyciszy skórę w tych miejscach. Faktycznie krem jest lekki i delikatny, wchłania się ładnie, nawilża, wrażliwa cera będzie zadowolona.

sobota, 15 grudnia 2018

Zużycia listopada 2018: Got2b, L'oreal, Origins, Human+kind

Zaczynam od złe trójki


Marka Got 2B - jeżeli jeszcze raz przyjdzie mi do głowy coś z niej kupić proszę uprzejmie o grom z jasnego nieba! Albo elektrowstrząsy... Oto przed Państwem trzy buble:

Suchy szampon o przewrotnej nazwie Fresh it up texture - antyszampon - jego użycie gwarantuje natychmiastowy brak świeżości, oklap, sztywność jakby włosy nie były myte co najmniej tydzień temu, najgorszy suchy szampon z jakim się do tej pory zetknęłam. Ok, zapach jest do przyjęcia. 200ml, cena ok 17 zł.

Lakier do włosów Volumania hairspray - robi mniej więcej to co szampon, usztywnia, skleja i natychmiast włos traci świeżość. Na nieszczęście butla jest ogromna i produktu w środku co najmniej połowa ale nie mam już siły do tego bubla, nie chcę więcej posklejanych strąków - leci do kosza na śmieci. 300 ml, cena ok 20 zł.

Utrwalający spray nabłyszczający Oh ma nude - suchy, lekki olejek w mgiełce - ten przynajmniej krzywdy człowiekowi nie robi, pachnie jak tako, troszkę błysku chyba daje, nic a nic nie utrwala - kosmetyk nic - bez sensu wydane pieniądze. 100 ml. cena ok 16 zł.

Jednym słowem got2b - no more!

Ok, buble mamy za sobą teraz część zdecydowanie przyjemniejsza, oto trzy kosmetyki, które świetnie się u mnie sprawdziły:


Human+kind - body wash orange - pomarańczowy, naturalny żel do mycia ciała ( i włosów) o delikatnym składzie, o intensywnie cytrusowym zapachu. Bardzo przyjemny kosmetyk, w wygodnej miękkiej tubie, poręcznej, zapach przyjemny jeżeli lubi się cytrusy. Myje typowo dla tego typu produktów czyli nie pieni się mocno, ale myje, nie wysusza, jego używanie było dość przyjemne. 250 zł, cena w promocji ok 12 zł ( za cenę tzw. regularną czyli ok 20 zł nigdy w życiu nie kupię, za drogo)

Origins maseczka 10 minutowa Drink Up - kosmetyk chyba juz kultowy, ja go uwielbiam! Maseczka fantastycznie nawilża, ma lekką formułę, po 10 minutach cera jest bardzo przyjemnie napięta i gładka, jest bardzo wydajna i patrząc na to ile razy jej używałam, myślę, że cena jednostkowego użycia jest całkiem do przyjęcia, mamy tu aż 100 ml za ok 100 zł bez promocji ( oczywiście, że kupuje się ją gdy w Sephorze jest -20%)

Loreal serie expert - volume inflator - puder w sprayu zwiększający objętość - ten, w odróżnieniu od bubelków z Got2b naprawdę działa, puder jest lekki, nie ma żadnego koloru, aplikuje się go przyjemnie, nie bieli włosów, nie obciąża, włosy faktycznie zyskują na objętości.250 zł cena ok 50 zł.

sobota, 5 maja 2018

Zużycia kwietnia 2018 cd - Bioline, Rituals, L'Occitane, Anwen, MDM


Bioline olive oil&fig face& body shower gel - żel naturalny, przezroczysty, o niewielu składnikach, fantastyczny :) ładnie pachnie i delikatnie myje, polska marka, cena taka sobie, mogłaby być niższa, bardzo ładne opakowanie.

Rituals the ritual of ayurveda, harmonizing, foaming shower gel, indian rose &sweet almond oil - lubię czasem sięgać po mniej naturalne produkty ale za to ładnie i intensywnie pachnące. Pianka w czerwonym, metalowym opakowaniu, dość wydajna, pięknie pachnąca ( zapach ten przypadł do gustu całej mojej rodzinie), cena dość wysoka, stacjonarnie dostępna w Sephorze, na pewno kiedyś kupię ponownie.


L'Occitane ultra light cream 5% shea butter - ultralekki kerem do ciała, jest jakby spulchniony, z bąbelkami powietrza, zapach ma bardzo przyjemny, jest to woń czystości ( tak mi się kojarzy), jego działanie jest przeboskie, fantastyczne! Rozprowadza się po skórze lekko, wchłania bardzo szybko, czuć jakby falę nawilżenia, która utrzymuje się bardzo długo. Nakładam wieczorem a rano mam niesamowicie miękką i gładką skórę. Używałam kiedyś balsamu migdał tej samej marki, który pachniał cudnie ale balsam shea ma u mnie 100 razy lepsze działanie. To cudowne nawilżenie, efekt, który uwielbiam. Jedyną wadą tego kosmetyku jest naprawdę wysoka cena.

Ministerstwo Dobrego Mydła - len i konopie - odżywczy mus do ciała - mieszanina różnych naturalnych maseł i olei, na pewno nie jest to mus ( prawdziwym musem jest wspomniany wyżej shea butter), znowu producent zmyla nazwą, kosmetyk ma bardzo zbitą, twardą formułę, która mięknie w kontakcie z ciałem, robi się oleista. Dobry dla suchej skóry, jako element zimowej pielęgnacji, na całe ciało lub w wybrane partie ( latem wcieram tego typu preparaty jedynie w miejsca strategiczne czyli łokcie, kolana, czasem w stopy), ma ziołowy zapach i całkiem dobre działanie, u mnie ta mieszanka stosunkowo dobrze się wchłania więc jestem zadowolona.

ANWEN maska kiełki pszenicy i Kakao do włosów wysokoporowatych - przyznać trzeba, że blogerka, włosomaniaczka, dobrze rozpoznała potrzeby klientek i wyprodukowała całkiem dobry kosmetyk. Ponieważ dostępny jest jedynie on line kupiłam za jednym zamachem, niejako na próbę, dwie maski, jedną do włosów średnioporowatych, drugą do wysoko i obie były bardzo dobre, sprawdziły się ( choć ta do średnioporowatych chyba bardziej dopasowana do moich potrzeb). Najlepszy rezultat uzyskuje trzymając ją na włosach ok pół godziny ( kto ma na to czas ;)). Ładny zapach, dość zwarta konsystencja, maska szybko oblepia włos, nic nie spływa, jest wydajna. Naprawdę fajny produkt, wart wypróbowania.

Krople nawilżające do oczu Thealoz Duo - ku mojej pamięci, jednej z lepszych kropli, bardzo dobrze nawilżają, łagodne, bez konserwantów, odpowiednie, nie przekombinowane opakowanie i aplikator.


Perfumy

Signiorina Misteriosa Salvatore Ferragamo - woda perfumowana, 100 ml - jest to delikatna słodycz jaką uwielbiam, moje ukochane ostatnio perfumy

Estee Lauder Modern Muse Chic - perfumy od EL odczuwam jako bardzo intensywne i długo pachnące, zapach  jednej strony mi się podoba, z drugiej trochę mnie drażni. Signiorinę kupiłabym bez wahania za to z Modern Muse chyba pożegnam się trwale.